Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

Jakub Liberacki

Data urodzenia: (---)
Wzrost: ---
Obywatelstwo: POL
Pozycja: obrońca

REKLAMA

0,00 PUNKTÓW NA MECZ
0,00 ASYSTY NA MECZ

PRZEBIEG KARIERY

- 2010-2011 KK Świecie (POL)

REKLAMA

Adam Hrycaniuk – lepiej z niego nie żartować

PLK | 29.05.2016 11:12

„Bestia”! Po prostu za silny dla Rosy – Adam Hrycaniuk zagrał jeden ze swoich najlepszych meczów w sezonie, robiąc dla Stelmetu różnicę pod oboma koszami. 

Adam Hrycaniuk często jest przez kibiców niedoceniany, ponieważ jego ciężką pracę na boisku czasem przesłaniają łatwo wpadające w oko, dziwne faule w ważnych momentach spotkań. Nie oznacza to, że świetnie przygotowany fizycznie i waleczny środkowy nie potrafi grać w koszykówkę. Pokazał to wszystkim (także rywalom) w drugim meczu z Rosą.

Gdyby ktoś spojrzał tylko na arkusz statystyczny, zapewne nie miałby aż takiego zdecydowanego wrażenia. Solidne 10 pkt. (3-8 z gry) i 7 zbiórek. Jednak nie przypadkiem to Hrycaniuk grał niemal przez 27 minut, podczas gry nominalny pierwszy środkowy Stelmetu Dejan Boronjak tylko 13. Zbiórki i punkty z ponowień, faule łapane przez rywali, to wszystko powodowało, że Rosa ponownie wyraźnie przegrywała walkę o strefę podkoszową. Po dobrym zastawieniu wysokich rywala, znacznie łatwiej o zbiórki powalczyć mogli mieli niscy zawodnicy gospodarzy (nawet Łukasz Koszarek miał ich aż 7).

„Bestia” to jednak przede wszystkim żelazna obrona. Nie tylko wybił z głowy jakiekolwiek marzenia o punktach Seidowi Hairiciowi, ale przede wszystkim (jedna z jego specjalności), był kluczem w obronie Stelemetu przeciwko akcjom pick’n’roll. Niewielu wysokich tak dobrze radzi sobie w defensywie, gdy zostaną wyizolowani to gry 1 na 1 przeciwko znacznie niższym graczom.

Adamowi pewnie znów długo oberwie się od kibiców za jakieś spektakularne faule w ataku bądź ruchome zasłony, ale nie zmienia to faktu, że w naszej lidze jest ważnym i przydatnym graczem. Był jednym z najważniejszych elementów obrony Stelmetu, która zatrzymała Rosę w meczu numer 2. Ciężka praca popłaca!

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. A. Romański, plk.pl)

Anwil czy Czarni - dla kogo medale z brązu?

PLK | 29.05.2016 09:20

W niedzielę startuje rywalizacja o brąz. Trochę w cieniu walki o złoto, ale obecność w małym finale Anwilu i Energi Czarnych Słupsk gwarantuje emocje. Włocławianie chcą wrócić na podium, Czarni chcą utrzymać trzecie miejsce z poprzednich rozgrywek. Co będzie kluczowe dla obu drużyn?

ANWIL:

1. Obudzić Davida Jelinka!
Czy czeski strzelec, który od kilku tygodni gra słabiej i rozczarował w półfinale z Rosą, naprawdę zamierza skończyć sezon w ten sposób? Gdzie jest ten przebojowy zawodnik, który pobił ligę jesienią i w zimie, który potrafił zdobywać punkty na najróżniejsze sposoby i być efektownie grającym liderem? Może teraz, gdy presja jest już jednak nieco mniejsza, Jelinek się obudzi, zagra aktywniej, bardziej zdecydowanie w ataku i pociągnie za sobą zespół? Tego Anwilowi, który na dodatek ma problemy z kontuzjami, bardzo trzeba.

2. Utrzymać sprytną obronę
To, że Rosie udało się pokonać Anwil, znajdując dziury w jego zmiennej defensywie, nie oznacza, że Czarnym też się to uda. Dlatego Anwil nie powinien zbytnio kombinować i odchodzić od tego, co dawało efekty przez zdecydowaną większość sezonu - próby pułapek na całym boisku, przejście do strefy 1-3-1 lub 2-3, zmienianie obrony na indywidualną. To często wybijało z rytmu rywali.

3. Przywrócić status twierdzy
Po dwóch wygranych Rosy w Hali Mistrzów, niezwyciężona aura tego obiektu odeszła w zapomnienie, ale to nie znaczy, że Czarnym będzie się tam grało łatwo. Hala i kibice wciąż są dużym atutem Anwilu, energia płynąca z trybun może dodać skrzydeł włocławianom. Ale też łatwiej o to, jeśli koszykarze dadzą kibicom impuls do dopingu - ambicja, błyskotliwe akcje i werwa wskazująca na to, że brązowy medal jest we Włocławku czymś bardzo pożądanym, pomogą rozpalić Halę Mistrzów do odpowiedniego poziomu.

CZARNI:

1. Aktywny J-Blass
Amerykanin musi wykorzystać kontuzję Roberta Skibniewskiego i, mówiąc wprost, spróbować „zajechać” Kamila Łączyńskiego. Jeśli Blassingame będzie grał tak, jak potrafi najlepiej - jeśli będzie przyspieszał grę, wymuszał faule, gadał z rywalami odciągając nieco ich uwagę od parkietu - Czarni będą bliżej zwycięstw. Ze Stelmetem J-Blass wypadł, co zrozumiałe, słabiej niż z Polskim Cukrem, ale też Anwilowi bliżej do drużyny z Torunia niż do obrońców tytułu.

2. Wygrać walkę o zbiórki
Cheikh Mbodj i Justin Jackson, ale nie tylko oni, są w stanie wygrać zdominować tablice, co jest ważnym elementem zwycięstw Czarnych. Zbiórka w obronie umożliwia wyprowadzanie kontr, a mając takich graczy jak Blassingame, Jackson czy Demonte Harper, słupszczanie potrafią to robić. W Anwilu specjalistą od zbiórek jest ostatnio Robert Tomaszek i, by osiągnąć sukces na deskach, to jego trzeba przede wszystkim zastawić i wypchnąć spod kosza.

3. Zaatakować w pierwszym meczu
Tak, jak w ćwierćfinale, gdy słupszczanie odebrali Polskiemu Cukrowi przewagę boiska już w pierwszym spotkaniu. W rywalizacji o brąz będzie ją miał Anwil, więc Czarni, by zdobyć medale, będą musieli wygrać na wyjeździe przynajmniej raz. I łatwiej będzie im rzucić wszystko na szalę w pierwszym meczu, gdy obie drużyny, po długiej przerwie, będą szukać swojego rytmu. Anwilowi może pójść z tym trudniej, bo przegrany półfinał i kontuzje chyba w większym stopniu odbiły się na drużynie niż na Czarnych odpadnięcie ze Stelmetem.

Terminy:
Niedziela, 29 maja, g. 18, Włocławek
Środa, 1 czerwca, g. 18.15, Słupsk
sobota, 4 czerwca, g. 18, Włocłwek (jeśli będzie konieczne)

W sezonie zasadniczym: 1:1 (77:71 dla Czarnych w Słupsku; 91:83 dla Anwilu we Włocławku)

Typ PolskiKosz.pl: 2:1 dla Anwilu. Po bardzo zaciętych, twardych spotkaniach.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Mistrzowski popis Splash Brothers!

NBA | 29.05.2016 06:06

Golden State Warriors byli w tej serii na krawędzi. Byli też na krawędzi w czwartej kwarcie szóstego meczu w Oklahoma City. A jednak go wygrali dzięki znakomitej końcówce Klaya Thompsona i Stephena Curry’ego. Będzie siódmy mecz!

Co to było za spotkanie! Przez jego większość mogło się wydawać, że świetni Thunder włożą między bajki opowieści o najlepszych w historii Warriors. Że rekord z sezonu zasadniczego zblednie, bo Curry i spółka nawet nie awansują do finału. Ale obrońcy tytułu wciąż mają na to szansę, ze stanu 1:3 podnieśli się na 3:3, a siódme spotkanie rozegrają u siebie w Oakland.

I zrobili to w stylu, który może zostać zapamiętany na długo. Wyśmienita forma strzelecka w najważniejszych momentach, przyćmiła wszystkie słabsze chwile Warriors w sobotnim spotkaniu!

Przez większość meczu na wygraną obrońców tytułu się nie zanosiło, 5 minut przed końcem Thunder prowadzili 96:89. Ale za trzy trafił wtedy Thompson, który w tym meczu najczęściej dawał Warriors sygnał do odrabiania strat. Obrońcy tytułu z akcji na akcję byli coraz bardziej pewni, w końcu do ataku aktywniej włączył się Curry - MVP trafił dwie trójki w ciągu kilkudziesięciu sekund i wyrównał na 99:99.

Potem Warriors przypomnieli wszystkim, że są świetni w obronie. Andre Iguodala wybijał piłki przerywając akcje Russella Westbrooka i Kevina Duranta, Thunder mieli wielkie problemy ze zdobyciem punktów. A Warriors - przeciwnie. Thompson trafił następną trójkę na 104:101, w końcówce dwa ważne przechwyty zaliczyli jeszcze Draymond Green i Curry. Warriors wygrali 108:101 i przejęli inicjatywę w serii. W poniedziałek w Oracle Arena to oni będą faworytem.

Thompson i Curry rzucili aż 70 ze 108 punktów zespołu. Pierwszy zdobył 41, trafiając 11 z 18 trójek i ustanawiając rekord playoff pod względem celnych rzutów z dystansu. Curry rzucił 29 (6/13 za 3), dodając 10 zbiórek i 9 asyst. Green dodał 14 punktów, 12 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty i blok, w końcówce bardzo ważne akcje wykonywał Iguodala.

Thunder? Przeważali przez cały mecz, Westbrook i Durant mieli świetne momenty, wspomagali ich gracze drugiego planu - Steven Adams, który miał aż 6 zbiórek w ataku, Enes Kanter, który zdobył 8 punktów, a także Andre Roberson (11). Ale do czasu. W końcówce w drużynie gospodarzy nie działało już nic, Durant (29 punktów, 10/31) i Westbrook (28 punktów, 9 zbiórek, 11 asyst) nie udźwignęli roli liderów w akcjach, które mogły dać ich drużynie awans do finału.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia commons
 

Najciekawsze tweety