Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

Michał Michalak

Data urodzenia: 02.11.1993 (22)
Wzrost: 196 cm
Obywatelstwo: POL
Pozycja: obrońca

REKLAMA

10,52 PUNKTÓW NA MECZ
1,82 ASYSTY NA MECZ

PRZEBIEG KARIERY

- 2008-2009 ŁKS Łódź (POL)
- 2009-2010 Tempcold AZS PW Warszawa (POL)
- 2010-2011 Polonia 2011 Warszawa (POL)
- 2011-2012 AZS II Politechnika Warszawa (POL)
- 2012-2013 Trefl Sopot (20) (POL)
- 2012-2013 Trefl Sopot (POL)

STATYSTYKI ŚREDNIE

  za 2 za 3 za 1 zbiórki  
  M min c o % c o % c o % at. obr. tot. bl as prz str f pkt eval
2008/2009 (1L) 3 4.3 1 1 100.0 0 3 0.0 0 0 0.0 0.0 0.3 0.3 0.0 0.0 0.0 0.7 0.7 0.7 -0.7
2009/2010 (1L) 26 16.4 29 72 40.3 30 79 38.0 19 26 73.1 0.5 2.0 2.5 0.1 1.0 0.6 1.8 1.2 6.4 5.0
2009/2010 (PP) 4 20.8 12 20 60.0 4 12 33.3 8 11 72.7 0.3 2.0 2.3 0.0 2.0 1.8 2.0 3.0 11.0 10.3
2010/2011 (1L) 35 33.1 129 305 42.3 65 200 32.5 115 153 75.2 0.9 3.9 4.8 0.1 2.7 2.5 3.6 1.9 16.2 12.8
2010/2011 (PP) 3 29.3 13 30 43.3 1 7 14.3 4 7 57.1 0.7 2.3 3.0 0.0 4.0 3.3 3.7 1.7 11.0 9.0
2011/2012 (PLK) 32 23.3 87 210 41.4 38 95 40.0 73 97 75.3 0.5 3.3 3.8 0.1 2.2 0.7 2.2 1.7 11.3 9.4
2011/2012 (2L) 2 31.0 11 18 61.1 1 10 10.0 12 18 66.7 0.0 6.0 6.0 0.0 1.5 0.5 1.5 2.0 18.5 14.0
2012/2013 (PLK) 34 14.9 46 104 44.2 24 88 27.3 24 36 66.7 0.3 1.1 1.4 0.0 0.9 0.5 0.6 1.6 5.5 3.9
2013/2014 (PLK) 43 21.8 102 212 48.1 37 134 27.6 71 87 81.6 0.9 2.6 3.4 0.0 1.6 0.8 1.4 2.1 9.0 8.2
2014/2015 (PLK) 32 30.4 109 240 45.4 53 152 34.9 89 123 72.4 0.8 3.3 4.1 0.1 2.4 1.2 2.5 2.1 14.6 11.5

STATYSTYKI SUMARYCZNE

  za 2 za 3 za 1 zbiórki  
  M min c o % c o % c o % at. obr. tot. bl as prz str f pkt eval
2008/2009 (1L) 3 13 1 1 100 0 3 0 0 0 0 0 1 1 0 0 0 2 2 2 -2
2009/2010 (1L) 26 427 29 72 40 30 79 38 19 26 73 13 53 66 2 25 15 47 30 167 129
2009/2010 (PP) 4 83 12 20 60 4 12 33 8 11 73 1 8 9 0 8 7 8 12 44 41
2010/2011 (1L) 35 1159 129 305 42 65 200 33 115 153 75 30 137 167 2 96 89 125 65 568 448
2010/2011 (PP) 3 88 13 30 43 1 7 14 4 7 57 2 7 9 0 12 10 11 5 33 27
2011/2012 (PLK) 32 746 87 210 41 38 95 40 73 97 75 17 105 122 2 70 22 71 54 361 302
2011/2012 (2L) 2 62 11 18 61 1 10 10 12 18 67 0 12 12 0 3 1 3 4 37 28
2012/2013 (PLK) 34 507 46 104 44 24 88 27 24 36 67 10 39 49 1 31 16 20 54 188 131
2013/2014 (PLK) 43 938 102 212 48 37 134 28 71 87 82 37 110 147 1 67 33 59 91 386 352
2014/2015 (PLK) 32 972 109 240 45 53 152 35 89 123 72 25 105 130 2 78 37 81 67 466 368

REKORDY

Rekordy Sezon 2014/2015 (PLK) Kariera *
Punkty 31 vs. Stelmet Zielona Góra 33 vs. AZS Radex Szczecin
Celne rzuty za 2 8 vs. PGE Turów Zgorzelec 11 vs. AZS Radex Szczecin
Oddane rzuty za 2 13 vs. Wikana Start Lublin 16 2 razy
Celne rzuty za 3 5 2 razy 6 vs. Wikana Start Lublin
Oddane rzuty za 3 7 5 razy 11 vs. Spójnia Stargard Szcz.
Celne rzuty za 1 8 vs. Stelmet Zielona Góra 10 vs. Energa Czarni Słupsk
Oddane rzuty za 1 11 vs. Stelmet Zielona Góra 13 vs. Jezioro Tarnobrzeg
Zbiórki w ataku 4 vs. Wikana Start Lublin 4 2 razy
Zbiórki w obronie 7 vs. Stelmet Zielona Góra 9 vs. Kotwica Kołobrzeg
Zbiórki w sumie 7 4 razy 9 4 razy
Asysty 9 vs. Polski Cukier Toruń 11 vs. Śląsk Wrocław
Przechwyty 4 vs. Polfarmex Kutno 8 vs. AZS Radex Szczecin
Bloki 1 2 razy 1 10 razy
Minuty 40 vs. Polpharma Starogard 40 vs. Polpharma Starogard
Evaluation 30 vs. Stelmet Zielona Góra 35 vs. AZS Radex Szczecin
(*) oznacza rekordy ze wszystkich sezonów i lig, które znajdują się w bazie danych PolskiKosz.pl

REKLAMA

0

NBA Playoffs: Hawks i Grizzlies wyrównują

NBA | 06.05.2015 07:53

Stan rywalizacji w swoich półfinałowych parach minionej nocy wyrównali zawodnicy Atlanty Hawks oraz Memphis Grizzlies, którzy błyskawiczne podnieśli się po ostatnich bolesnych porażkach. 

Pierwszym meczem minionej nocy na parkietach NBA był drugi pojedynek w Philips Arena, gdzie miejscowi Hawks podejmowali Washington Wizards. Gospodarze podrażnieni ostatnim przegranym spotkaniem 104:98 przystępowali do rywalizacji z żądzą rewanżu, co było widać od pierwszych minut. Jastrzębie bardzo dobrze rozpoczęły, szybko obejmując kilku punktowe prowadzenie. Za to goście musieli sobie radzić bez swojego lidera Johna Walla, który nabawił się uraz nadgarstka. Pod jego nieobecność za kreowanie gry odpowiadał rezerwowy rozgrywający – Ramon Sessions. I obiektywnie trzeba przyznać, że całkiem nieźle wywiązał się z zadania mu powierzonego. Ponieważ momentami zupełnie nie odczuwało się braku Walla. 

  Sessions i spółka szczególnie dobrze radzili sobie w trzeciej kwarcie. W tej części gry Wizards bardzo dobrze bronili. Natomiast w ataku zaskakiwali swoich rywali cierpliwą i skuteczną grą. Znakomita selekcja rzutów gości sprawiła, że prowadzenie Hawks zaczęło topnieć w oczach. Na domiar złego słabo swój zespół prowadził Jeff Teague, który kompletnie nie radził sobie z dużo bardziej doświadczonymi przeciwnikami. Słaba postawa Jastrzebi sprawiła, że ich rywale doprowadzili do remisu po 71. Jednak wtedy na parkiecie pojawił się Dennis Schroder. Młody Niemiec uspokoił poczynania swojego zespołu w ataku, dobrze kreując kolejne czyste pozycje swoim partnerom. Na jego obecności zwłaszcza zyskali gracze podkoszowi. Skuteczne akcje: Ala Horforda, Pero Antica oraz Paula Millsapa zrodziły 12 punktowe prowadzenie Hawks w połowie czwartej kwarty. Paul Pierce oraz Bradley Beal swoimi celnymi rzutami zza łuku starali się jeszcze przełamać impas ofensywny Wizards. Ale w decydującym momencie goście zawiedli w obronie. Marcin Gortat z powodu sześciu fauli przedwcześnie musiał opuścić parkiet. Nene Hilario natomiast był dziś zupełnie bezproduktywny. Ostatecznie słaba postawa podstawowych podkoszowych Czarodziei okazała się kluczem do sukcesu Jastrzębi, którzy udanie się rewanżowali i pokonali swoich rywali 106:90.    Najjaśniejszym punktem Hawks w tym meczu był skrzydłowy DeMarre Carroll, który uzbierał na swoim koncie 22 punkty, sześć zbiórek, cztery asysty i przechwyt. Bardzo dobre zawody rozegrał także Paul Millsap, autor 18 punktów, 11 zbiórek, pięciu asysty oraz czterech przechwytów. 18 punktów po stronie gospodarzy miał również inny podkoszowy – Al Horford. Natomiast istotne wsparcie z ławki zapewnili: Dennis Schroder oraz Kent Bazemore, którzy zdobyli łącznie 19 punktów.    W przegranym zespole najlepiej zaprezentował się Ramon Sessions, który miał 21 punktów, cztery asysty, trzy zbiórki i przechwyt. Niewiele gorzej zagrał także Bradley Beal. Rzucający obrońca Wizards miał w swoim dorobku 20 punktów, siedem asyst, pięć zbiórek oraz trzy przechwyty. W zespole gości na wyróżnienie z pewnością zasłużył również Otto Porter, który rozegrał najlepszy mecz w tegorocznym Playoffs, notując 15 punktów, osiem zbiórek, pięć asyst i trzy przechwyty. Marcin Gortat spędził na parkiecie 32 minuty zapisując w tym czasie na swoim koncie 10 punktów (5/10 z gry), dziewięć zbiórek i asystę.    Po spotkaniach w Atlancie rywalizacja w półfinale Konferencji Wschodniej przenosi się do Waszyngtonu, gdzie już w nocy z soboty na niedzielę zostanie rozegrany mecz numer trzy.   

   

Atlanta Hawks - Washington Wizards 106 : 90

(28:20, 25:26, 27:29, 26:15)

  Po emocjach w Atlancie zmagania w NBA Playoffs przeniosły się do Oakland, gdzie na parkiet wybiegły zespoły Golden State Warriors oraz Memphis Grizzlies. W pierwszym meczu tej rywalizacji dość wyraźnie zwycięstwo 101:86 odnieśli gospodarze. Ale dziś spotkanie było już dużo bardziej wyrównane. A to głównie za sprawa powrotu do pierwszej piątki Grizzlies ich podstawowego rozgrywającego – Mike'a Conley'a. Zamaskowany mały generał Niedźwiadków całkowicie odmienił grę swojego zespołu w porównaniu z poprzednim spotkaniem. Na powrocie do składu Conley'a zyskał cały zespół gości, co było widać już od pierwszych minut. Playmaker Grizz błyskawicznie uzbierał na swoim koncie 9 „oczek” zapewniając pierwsze prowadzenie swojej drużynie, którego nie oddali do samego końca.    Tymczasem Golden State Warriors nie byli tym zespołem, który pamiętamy z poprzednich spotkań. Ostatecznie do ich porażki przyczyniła się taktyka, która wcześniej zapewniła im aż 65 wygranych w sezonie zasadniczym. Błyskawiczne przechodzenie z obrony do ataku tym razem się nie sprawdziło. A to wszystko za sprawą bardzo słabej skuteczności z gry oraz sporej liczby strat Wojowników. W defensywie nie byli sobą także: Harrison Barnes, Draymond Green czy najbardziej doświadczony Andrew Bogut. Duet Splash Brothers, również nie był tym duetem jaki pamiętamy z sezonu zasadniczego. Klay Thompson przez większość meczu miał olbrzymie problemy ze skutecznością, przebudzając się dopiero w czwartej kwarcie. Zresztą jak większość zawodników Steve'a Kerra. Ich pogoń w ostatniej części gry ostatecznie nie przyniosła spodziewanego efektu i pierwsza porażka Warriors w tegorocznym NBA Playoffs stała się faktem.    Swoje zwycięstwo 97:90 Memphis Grizzlies niewątpliwie zawdzięczają swojemu rozgrywającemu. Wcześniej wspomniany Conley nie tylko zdobył 22 punkty oraz trzy asysty w 27 minut, ale sprawił, że pod jego panowaniem zespół gości ponownie był kolektywem. Goście zdobyli aż 42 punkty z pola trzech sekund, 19 po szybkich atakach oraz wymusili aż 20 strat rywali zaliczając 13 przechwytów. Pod względem indywidualnym na wyróżnienie zasłużył także duet podkoszowych. Zach Randolph miał 20 punktów, siedem zbiórek cztery asysty i przechwyt. Natomiast Marc Gasol uzbierał na swoim koncie  15 punktów, sześć zbiórek, trzy asysty i dwa przechwyty.    W zespole gospodarzy najlepiej punktował MVP sezonu zasadniczego, czyli Stephen Curry, który zapisał na swoim koncie 19 punktów, pięć zbiórek oraz sześć asysty. Bardzo dobre zawody w ich barwach rozegrał również Leandro Barbosa, autor 14 punktów, dwóch asyst i zbiórki w ledwie 14 minut.    Następny mecz pomiędzy Golden State Warriors a Memphis Grizzlies odbędzie się w nocy z niedzieli na poniedziałek.   

   

Golden State Warriors - Memphis Grizzlies 90 : 97

(22:28, 17:22, 24:23, 27:24)

         
0

Play-Off PLK: Trzy łatwe kroki i półfinał

PLK | 05.05.2015 23:25

W trzech meczach i średnią różnicą 23 punktów uporała się ze swoim ćwierćfinałowym rywalem drużyna PGE Turowa Zgorzelec. Dziś pieczętując swój awans pewnie pokonując Trefl Sopot w Ergo Arenie.  

 Bardzo dobrze mecz rozpoczął środkowy gości – Kyrył Natyazhko, który zdobył pięć pierwszych punktów dla swojego zespołu bez odpowiedzi rywala. Jednak z czasem coraz śmielej w ofensywie zaczęli sobie radzić podopieczni trenera Niedbalskiego. Zawodnicy Trefla Sopot znacząco przyśpieszyli swoje akcje w ataku. Natomiast pod oboma koszami prawdziwe spustoszenie siał Paweł Leończyk, który błyskawicznie uzbierał na swoim koncie dziewięć „oczek”. Lepsza gra gospodarzy spowodowała, że wyszli oni na pierwsze prowadzenie w tym meczu. Ale po drugiej stronie bardzo dobrą zmianę dał Amerykanin – Mardy Collins. Lider Turowa wraz z innymi rezerwowymi odrobili straty oraz odzyskali cenne prowadzenie dla gości. Z to Trefl miał ogromne problemy w defensywie, kiedy na ławce rezerwowych przebywał Leończyk. Pod jego nieobecność z kolejnymi obrońcami robił co chciał Damian Kulig, który w zaledwie kilka minut zdobył 10 punktów. Powrót na parkiet podkoszowego okazał się zbawienny dla sopocian, którzy po pierwszej połowie przegrywali ledwie 50:47. Mimo, że aż 29 punktów z dorobku Turowa Zgorzelec zdobyli rezerwowi.

Rewelacyjnie drugą połowę otworzyli koszykarze ze Zgorzelca, którzy swoim serialem punktowym 8:0 zwiększyli swoje prowadzenie do aż 11 punktów. Ostatecznie właśnie początek trzeciej kwarty okazał się kluczowy dla losów tego widowiska. Doświadczony oraz posiadający więcej atutów Turów Zgorzelec wręcz po mistrzowsku kontrolował swoją - teoretycznie bezpieczną – przewagę, która przed czwartą kwartą wynosiła aż 18 punktów. W ostatniej odsłonie meczu zgorzelczanie już znacząco zwolnili, chcąc najmniejszym nakładem sił zameldować się w półfinale. Jednak rozluźnienia gości zupełnie nie potrafili wykorzystać gracze gospodarzy. Trefl w tej części gry kompletnie nie był zespołem. Zawodnicy trenera Niedbalskiego oddawali rzuty z zupełnie nieprzygotowanych pozycji. A jedynym jasnym punktem w ich szeregach był Paweł Dzierżak. 20-letni rozgrywający Trefla może nie zdobył nawet punktu, ale jako jedyny przejawiał jakiekolwiek chęci do gry. Ostatecznie po bardzo jednostronnej drugiej połowie ekipa PGE Turowa Zgorzelec przypieczętował swój awans do półfinału pokonując w Ergo Arenie Trefl Sopot 98:73.

Największą siłą w tym meczu Turowa Zgorzelec byli rezerwowi, którzy zdobyli aż 51 punktów przy znakomitej skuteczności z gry – 20/25, co daje blisko 80%. A prym w ich szeregach wiódł Mardy Collins, który pudłował tylko na linii rzutów wolnych (1/3). Amerykanin łącznie uzbierał na swoim koncie 20 punktów, pięć zbiórek i cztery asysty. Po 17 „oczek” dołożyli Damian Kulig oraz Michał Chyliński. Natomiast w niecałe 15 minut aż 12 punktów zanotował Aleksander Czyż.

U gospodarzy zdecydowanie najlepiej zaprezentował się Paweł Leończyk, który miał 17 punktów, sześć zbiórek, asystę i przechwyt. 17 punktów miał także Eimantas Bendzius, ale Litwin uaktywnił się kiedy już dawno było po meczu.  

Trefl Sopot - PGE Turów Zgorzelec 73 : 98

(25:25, 22:25, 9:24, 17:24)

0

Play-Off PLK: Śląskowi już dziękujemy

PLK | 05.05.2015 20:56

Krótko trwała przygoda Śląska Wrocław z play-off. We wtorek zespół Emila Rajkovicia przegrał po raz trzeci w ćwierćfinałach z Energą Czarni Słupsk 70:85. 

- Mieliśmy wygrany mecz, ale jesteśmy głupkami. Zagraliśmy jak głupki. Nie umiemy podawać piłek i to jest powód naszej porażki. Jeżeli moi zawodnicy poddadzą się w trakcie któregoś z kolejnych spotkań, to ich wtedy zabiję - mówił po 2. meczu w Słupsku Emil Rajković, trener Śląska. Mimo cierpkich słów, mimo dużej mobilizacji przed meczem Śląsk w trzecim meczu spisał się słabo.

W pierwszej połowie lepiej prezentowali się goście, którzy prezentowali niezwykle zbilansowaną koszykówkę. Na obwodzie kręcił rywalami Jerel Blassingame, pod koszem Drago Pasalić. Śląsk szukał swojego lidera, ale znalazł go dopiero w trzeciej kwarcie, gdy kilkoma akcjami przebudził wrocławian Roderick Trice. Od stanu 43:57 gospodarze zdobyli  14 "oczek" z rzędu - odrabiając straty w niespełna cztery minuty.

O ile w trzeciej kwarcie Śląsk jechał bolidem, o tyle w ostatniej kwarcie czmychał na rowerze, a fanfary należały się w ostatniej części meczu tylko gościom. Blassingame grał koncertowo, nie uciekając się do tylko indywidualnych zagrań. Amerykanina nie potrafił zastopować ani Vuko Radivojević, ani Łukasz Wiśniewski.

W zespole z Wrocławia 22 punkty, 3 zbiórki i 2 asysty zdobył Trice. 10 na niezłej skuteczności dorzucił Michał Gabiński. W drużynie Donaldasa Kairysa błysnął nie po raz pierwszy w tegorocznym play-off J-Blass. 12 "oczek" w 17 minut zdobył Mantas Cesnauskis. 

WKS Śląsk Wrocław - Energa Czarni Słupsk 70 : 85

(18:15, 17:26, 28:21, 7:23)

Najciekawsze tweety