Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

Marcin Teklak

Data urodzenia: 12.10.1977 (39)
Wzrost: 193 cm
Obywatelstwo: POL
Pozycja: skrzydłowy

REKLAMA

0,00 PUNKTÓW NA MECZ
0,00 ASYSTY NA MECZ

PRZEBIEG KARIERY

- 2006-2007 MKS Piotrówka Radom (POL)
- 2007-2008 Rosasport Radom (POL)

REKLAMA

Co może poprawić Rosa?

PLK | 27.05.2016 23:28

Zbiórki, skuteczność Torey’a Thomasa, punkty wysokich - jeśli Rosa poprawi te elementy, to może tym razem naprawdę zaskoczy Stelmet i wygra.

Rosa nie zagrała w czwartek wielkiego meczu, ale do wyrównanej walki wystarczył jej dobry początek i świetny zryw w czwartej kwarcie. Stelmet rozczarował, nie zdominował gry, nie narzucił swoich warunków, dał się dogonić. Co musi zrobić Rosa w sobotę, by wykorzystać słabszy dzień mistrza Polski, jeśli ten znów się pojawi?

1. Skuteczniej walczyć o zbiórki, bo w pierwszym meczu Rosa przegrała tę rywalizację aż 35:53. Szczególnie boleć musiały radomian piłki, których nie udało się zebrać w obronie - Stelmet miał aż 15 „desek” w ataku. Dysproporcja w punktach z ponowienia - 17 Stelmetu, 11 Rosy - nie była duża, ale w zaciętym meczu zakończonym dwiema dogrywkami, takie akcje punktowe rywala, jak np. po zbiórkach ofensywnych niskiego Dee Bosta, podcinają skrzydła.

2. Liczyć na skuteczność Torey’a Thomasa. O tym, jak pudłuje Amerykanin, niedawno pisaliśmy - w playoff ma 28/89 z gry i choć ważne rzuty trafia, to jednak nie miał jeszcze meczu, w którym regularnie znajdowałby drogę do kosza. Jeśli Thomas zagra na 20 punktów przy ponad 40% skuteczności, gra Rosy zyska nowy wymiar.

3. W obronie Rosa wypadła dobrze, Stelmet przez 40 minut zdobył 68 punktów, trafił 37% rzutów. Ten poziom defensywy trzeba utrzymać, liczyć, że nie obudzi się Mateusz Ponitka, ale poprawić też własny atak. Szczególnie pod koszem, bo wysocy Rosy (Igor Zajcew, Robert Witka i Kim Adams) mieli tylko 5/20 z gry. Jeśli będą skuteczniejsi, więcej miejsca powinni mieć Michał Sokołowski, C.J. Harris i Thomas.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Torey Thomas - generał pudło

PLK | 27.05.2016 22:51

Amerykański rozgrywający nigdy nie olśniewał skutecznością, ale w tym playoff pudłuje już na potęgę. Co jednak będzie, jeśli Torey Thomas zacznie trafiać?

39% skuteczności z gry w Turowie w sezonie 2010/11, 34% w obecnych rozgrywkach w Rosie. A w playoff - już tylko 28%. Dokładnie - 25/89. W siedmiu meczach z Polfarmeksem, Anwilem i Stelmetem, Thomas rzucał tak: 5/12, 4/12, 4/14, 1/6, 2/7, 3/12, 2/12, 4/14. Niektóre z tych wskaźników są fatalne.

To wszystko nie oznacza jednak, że Thomas gra źle. Amerykanin, który chyba ma zielone światło od Wojciecha Kamińskiego, a przynajmniej czasem gra tak, jakby je miał, ma też umiejętność trafiania ważnych rzutów. Z Polfarmeksem, Anwilem, nawet ze Stelmetem - trafia rzadko, ale zwykle kiedy trzeba. Jego średnia w playoff to 11.3 pkt. na mecz, ten wskaźnik ratują przyzwoicie wykonywane wolne - 28/36, 78%.

Do tego Thomas, motor napędowy Rosy, ma średnio po 6.7 zbiórki, 5.5 asysty, 1.8 przechwytu i 2.1 straty. Gra bardzo dużo, nie schodzi poniżej 30 minut, a ze Stelmetem był na boisku przez blisko 47. Reguluje tempo, uspokaja lub przyspiesza grę, jest solidny w obronie. Rosę bez Thomasa nie sposób sobie wyobrazić, nawet jeśli Amerykanin ma słabsze momenty.

Jeśli jednak Thomas zacznie trafiać, może być nie do zatrzymania. W tym sezonie miał cztery spotkania ze zdobyczą ponad 20 punktów, czyli jeszcze pamięta, jak to się robi. Czy stać go na taki występ, jak 5 lat temu w finale w Prokomem? W drugim spotkaniu Thomas rzucił wówczas aż 31 punktów (8/19 z gry, 12/16 z wolnych), jego Turów wygrał wówczas w Gdyni wyrównując stan finału na 1:1. I o tym pewnie marzą teraz w Radomiu.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl

Mike D’Antoni – jeszcze mniej obrony w Houston?

NBA | 27.05.2016 16:50

Z Knicks była klapa, z Lakers była klapa, więc teraz Houston Rockets biorą go na trenera. Logiczne?

Mike D’Antoni zostanie nowym trenerem Houston Rockets – donoszą nieoficjalnie od około doby wszelkie amerykańskie serwisy. Słynny specjalista od ultra ofensywnej koszykówki ma podpisać 3-4 letni kontrakt. Ostatnio trener włoskiego pochodzenia był jednym z asystentów w Filadelfii, a przez ostatnie lata zupełnie nie spełniał pokładanych w nim nadziei.

Największe (jedyne?) sukcesy D’Antoni święcił w Phoenix Suns, gdzie pracując w latach 2003-08 postawił na grę bardzo szybkim atakiem, nazywanym popularnie „siedem sekund lub mniej” (Seven Seconds or Less). W sezonie 2005-06 został wybrany trenerem roku w NBA, notując z zespołem bilans 62-20. Sęk w tym, że miał wówczas do dyspozycji idealnego do takiego ataku Steve’a Nasha, w szczytowej formie. I tak nie udało im się ani razu awansować do finału NBA.

W następnych latach z wielkimi nadziejami zatrudniano D’Antoniego w New York Knicks i Los Angeles Lakers, ale w obu przypadkach zawodził. Jego koncepcje jakoś nie wytrzymywały konfrontacji z rzeczywistością. Z Knicks odszedł sam po tym, jak przez 4 lata tylko raz awansował do playoff. Z Lakers zrezygnował po dwóch latach, notując tragiczne bilanse z zespołem zdziesiątkowanym przez kontuzje. Miał też problem z dogadaniem się z zawodnikami (np. Pau Gasol), którym nie odpowiadała szybka gra niskim składem.

Przychodzi do Rockets, którzy już teraz są specyficzną drużyną zdominowaną w ataku przez Jamesa Hardena – słynnego z wielu talentów, ale raczej nie z zamiłowania do defensywy. Klub twierdzi, że w pracy nad obroną mają coacha wspomagać nowi asystenci, z którymi także toczą się teraz rozmowy. Z doniesień mediów wynika też, że decyzję o zatrudnieniu D’Antoniego podjął osobiście właściciel klubu. Sporo wskazuje na to, że nie uznał za stosowne przy okazji spytać o opinię fachowców.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Wikimedia Commons)

Najciekawsze tweety