Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

Emil Podkowiński

Data urodzenia: 09.05.1988 (26)
Wzrost: 194 cm
Obywatelstwo: POL
Pozycja: skrzydłowy

REKLAMA

7,93 PUNKTÓW NA MECZ
0,99 ASYSTY NA MECZ

PRZEBIEG KARIERY

- 2004-2007 AZS Radom (POL)
- 2008-2012 Rosasport Radom (POL)
- 2012-2013 GTK Flour Britam Gliwice (POL)

STATYSTYKI ŚREDNIE

  za 2 za 3 za 1 zbiórki  
  M min c o % c o % c o % at. obr. tot. bl as prz str f pkt eval
2005/2006 (1L) 14 8.1 12 27 44.4 0 4 0.0 12 17 70.6 0.3 0.2 0.5 0.0 0.1 0.1 0.6 1.4 2.6 1.0
2008/2009 (2L) 25 17.8 53 88 60.2 6 21 28.6 26 36 72.2 0.7 1.7 2.4 0.0 0.7 0.6 1.2 1.7 6.0 6.2
2009/2010 (PP) 5 27.2 16 30 53.3 1 5 20.0 12 19 63.2 1.2 4.0 5.2 0.2 2.4 0.0 1.2 2.4 9.4 11.0
2009/2010 (2L) 29 24.9 117 176 66.5 7 36 19.4 48 74 64.9 1.2 2.9 4.1 0.2 1.0 0.8 1.4 2.1 10.4 11.2
2010/2011 (1L) 27 13.6 47 96 49.0 2 9 22.2 22 35 62.9 0.4 1.7 2.1 0.1 0.6 0.3 0.8 1.5 4.5 4.2
2010/2011 (PP) 2 23.5 14 17 82.4 1 2 50.0 3 3 100.0 0.0 5.0 5.0 0.5 2.0 0.5 1.0 1.0 17.0 22.0
2011/2012 (1L) 32 12.8 47 85 55.3 1 7 14.3 14 31 45.2 0.9 1.0 1.9 0.0 0.5 0.3 0.8 2.0 3.5 3.5
2011/2012 (2L) 2 19.0 6 9 66.7 0 0 0.0 11 12 91.7 2.0 1.5 3.5 0.0 0.5 1.0 2.0 2.0 11.5 12.5
2012/2013 (PP) 1 30.0 3 6 50.0 0 0 0.0 3 6 50.0 2.0 5.0 7.0 1.0 2.0 4.0 1.0 1.0 9.0 16.0
2012/2013 (2L) 22 27.2 89 158 56.3 5 18 27.8 96 119 80.7 1.5 2.2 3.6 0.1 1.3 0.9 2.5 2.7 13.1 11.7
2013/2014 (PP) 3 23.0 9 17 52.9 0 0 0.0 3 4 75.0 1.0 2.7 3.7 0.3 1.7 1.3 2.0 2.0 7.0 9.0
2013/2014 (2L) 27 29.2 134 220 60.9 2 14 14.3 79 100 79.0 2.3 2.7 4.9 0.3 2.0 0.7 2.4 2.9 13.1 14.2

STATYSTYKI SUMARYCZNE

  za 2 za 3 za 1 zbiórki  
  M min c o % c o % c o % at. obr. tot. bl as prz str f pkt eval
2005/2006 (1L) 14 113 12 27 44 0 4 0 12 17 71 4 3 7 0 1 2 8 19 36 14
2008/2009 (2L) 25 445 53 88 60 6 21 29 26 36 72 18 43 61 1 17 16 30 42 150 155
2009/2010 (PP) 5 136 16 30 53 1 5 20 12 19 63 6 20 26 1 12 0 6 12 47 55
2009/2010 (2L) 29 723 117 176 66 7 36 19 48 74 65 35 83 118 5 30 22 40 60 303 324
2010/2011 (1L) 27 366 47 96 49 2 9 22 22 35 63 11 45 56 2 17 8 22 40 122 114
2010/2011 (PP) 2 47 14 17 82 1 2 50 3 3 100 0 10 10 1 4 1 2 2 34 44
2011/2012 (1L) 32 408 47 85 55 1 7 14 14 31 45 30 32 62 0 15 11 25 64 111 113
2011/2012 (2L) 2 38 6 9 67 0 0 0 11 12 92 4 3 7 0 1 2 4 4 23 25
2012/2013 (PP) 1 30 3 6 50 0 0 0 3 6 50 2 5 7 1 2 4 1 1 9 16
2012/2013 (2L) 22 599 89 158 56 5 18 28 96 119 81 32 48 80 2 28 19 56 60 289 257
2013/2014 (PP) 3 69 9 17 53 0 0 0 3 4 75 3 8 11 1 5 4 6 6 21 27
2013/2014 (2L) 27 789 134 220 61 2 14 14 79 100 79 61 72 133 8 55 18 65 79 353 383

REKORDY

Rekordy Sezon 2013/2014 (2L) Kariera *
Punkty 24 vs. MOSiR Cieszyn 24 vs. MOSiR Cieszyn
Celne rzuty za 2 10 vs. MOSiR Cieszyn 10 vs. MOSiR Cieszyn
Oddane rzuty za 2 15 2 razy 15 2 razy
Celne rzuty za 3 1 2 razy 1 25 razy
Oddane rzuty za 3 3 vs. GKS Tychy 3 9 razy
Celne rzuty za 1 9 vs. Śląsk II Wrocław 12 vs. AZS AWF Katowice
Oddane rzuty za 1 12 vs. Śląsk II Wrocław 14 vs. AZS AWF Katowice
Zbiórki w ataku 5 2 razy 6 2 razy
Zbiórki w obronie 8 vs. Pogoń Prudnik 8 2 razy
Zbiórki w sumie 10 4 razy 10 4 razy
Asysty 7 vs. Śląsk II Wrocław 7 vs. Śląsk II Wrocław
Przechwyty 3 vs. Śląsk II Wrocław 5 vs. Doral Nysa Kłodzko
Bloki 2 vs. Śląsk II Wrocław 2 vs. Śląsk II Wrocław
Minuty 40 2 razy 40 4 razy
Evaluation 31 2 razy 31 2 razy
(*) oznacza rekordy ze wszystkich sezonów i lig, które znajdują się w bazie danych PolskiKosz.pl

REKLAMA

0

NBA Playoffs: Sinusoidalny sukces Thunder (wideo)

NBA | 20.04.2014 09:11

Kevin Durant zdobył 33 punkty i poprowadził Oklahoma City Thunder do zwycięstwa 100:86 nad Memphis Grizzlies. To jedyna wygrana gospodarzy pierwszego dnia NBA Playoffs 2014 odniesiona mimo że wykres ich formy w tym meczu wyglądał jak sinusoida.

Gdyby ktoś zobaczył wynik podawany w starym, europejskim stylu z informacją o rezultacie do przerwy, to uznałby, że wielkich emocji tutaj nie było. Thunder po pierwszej połowie prowadzili 56:34, Durant miał na koncie 17 punktów, Russell Westbrook 16. Niewiele zapowiadało ciekawe drugie 24 minuty. Grizzlies grali fatalnie, przez dwie kwarty trafili tylko jeden rzut spoza trumny! Gospodarze też chyba już pomyśleli, że to koniec i jeśli tak było, to mocno się pomylili.

Niedźwiadki ruszyły do systematycznego odrabiania strat. Świetnie spisywał się Mike Conley (16 punktów, 11 asyst), pod koszem swoje robili Marc Gasol i Zach Randolph, nadspodziewanie skuteczny był Tony Allen (11 "oczek" w tym okresie), Grizzlies biegali do kontrataku... Krok po kroku aż wreszcie na początku ostatniej ćwiartki na tablicy pojawił się wynik zaledwie 74:72 dla Thunder. I wtedy sprawy w swoje ręce wziął Durant. Miejscowi wygrali kolejne cztery minuty 15:3, ich lider miał w tym okresie 7 punktów oraz 2 asysty. Szach, mat!



Durant oprócz 33 punktów miał 8 zbiórek oraz 7 asyst. Russell Westbrook rzucił 23 punkty. Serge Ibaka zaliczył 17 punktow, 9 zbiórek i 4 bloki. Randolph w barwach zdobyl 21 punktów (ale przy 7/21 z gry) i 11 razy zbierał piłkę.

Drugi mecz serii już w poniedziałek 21 kwietnia.



Oklahoma City Thunder - Memphis Grizzlies 100 : 86

(29:16, 27:18, 13:31, 31:21)

0

NBA Playoffs: Raptors can't handle The Truth!

NBA | 20.04.2014 03:34

Brooklyn Nets pomimo fatalnej skuteczności za trzy punkty odnieśli kluczowe zwycięstwo w meczu numer jeden nad Toronto Raptors. Bohaterem spotkania okazał się Paul Pierce, który zamroził mecz pod koniec spotkania.

Przed premierowym meczem w tej serii można było odczuć atmosferę poważnego grania. Języka za zębami nie utrzymali Terrence Ross i Andray Blatche, którzy wymienili między sobą kilka nieuprzejmości. Nawet maskotka Toronto „Raptor” stwierdził na łamach kolorowego pisma, że Nets są tak starzy, że musiał spytać się swojego ojca kim oni są. Najlepszy GM z poprzedniego sezonu, obecnie piastujący to stanowisko w Kanadzie – Masai Ujiri osobiście podkręcał temperaturę przed rozpoczęciem meczu. Wyszedł do licznie zgromadzonej publiczności przed Air Canada Center i zaczął bluźnić na ekipę gości!

Przed samym spotkaniem jeszcze raz naświetlono statystykę podkreślającą brak doświadczenia gospodarzy. 399 spotkań w PO przeciwko zaledwie 14!

1 kwarta:
Hala wypełniona po brzegi, kibice ubrani w białe koszulki z napisem „We The North”. Zaczynamy! Najlepiej całą otoczkę spotkania przyjął Jonas Valanciunas, który przy wyniki 11-9 dla gospodarzy miał na koncie już osiem oczek i siedem zbiórek! Z biegiem czasu Brooklyn Nets zaczęli przejmować kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Bardzo dobra obrona poszczególnych graczy wymuszała na Raptors kolejne straty, a Deron Williams oraz Joe Johnson bez problemów umieszczali piłki w koszu. W przeciągu kilku minut goście zaliczyli run 12-0, wykorzystując między innymi grę tyłem do kosza Joe Johnsona, który ściągał na siebie obrońców i oddawał do niepilnowanych partnerów.
W ekwilibrystyczny sposób trafił Pierce z faulem (Paul zdobywa średnio 21 punktów w playoffs). Gracze Toronto są zdenerwowani, ani Ross, ani DeRozan nie mogą trafić z gry. Co jakiś czas pojawiają się niewymuszone straty. Obwodowi Nets górują nad Raptors 14-3, goście prowadzą już 13-25. Wtedy Kyle Lowry wrzuca 6 bieg i napędza ataki Kanadyjczyków, publika ponownie się rozkręca! Jonas Valanciunas po fantastycznym początku zostaje przystopowany przez Milesa Plumlee. Gracze Caseya nadal nie potrafią sprostać atmosferze rozgrywek posezonowych, kolejne straty Lowrego i pudła DeRozana  (0/5 z gry). Kwartę wygrywają goście 29-21, co jest wysokim wynikiem jak na Nets.

2 kwarta:
Na początku drugiej kwarty DeRozan trafia pierwsze punkty z linii rzutów wolnych,  goście popełniają szybko trzy faule (2 Livingston). Zmiennicy trenera Kidda pudłują kolejne rzuty z dystansu. Greivis Vasquez celną trójką zmniejsza prowadzenie do czterech punktów. Andray Blatche w trzeciej minucie notuje pierwszą ofensywną zbiórkę dla swojego klubu. Sam ma problem z wykończeniem akcji pod koszem. Drugi garnitur gości nadal pudłuje: Teletović i Thornton oddali 5 rzutów… bez efektu. Po 4 minutach mamy remis 35-35. Gospodarze zaliczyli „run” 17-6 (trafiając 9 rzutów wolnych, Vasquez 10 punktów). Wracają podstawowi zawodnicy Nets i od razu Williams trafia z faulem. Po kolejnych udanych zagraniach ma już na koncie 16 punktów, Joe Johnson grając tyłem do kosza trafia bez problemu (10 punktów). Toronto odpowiadają dwoma celnymi rzutami Patricka Pattersona. Valanciunas ma w drugiej kwarcie na koncie 1 punkt. Na pięć minut przed końcem pierwszej części robi się gorąco. Kevin Garnett uderza Lowrego za co zostaje ukarany przewinieniem technicznym (42-41). Alan Anderson przypomina się swojej dawnej publiczności trafiając dwa rzuty po wejściach pod kosz. Raptors nadal w prosty sposób tracą piłki (podejmują czasami niezrozumiale dla kibiców decyzje). Nagle zaczyna wiać w hali, John Salmons i Williams zaliczają „niedoloty”. W kolejnej akcji Garnett brutalnie blokuje Valanciunasa. Warto zaznaczyć, że podstawowy center gospodarzy na 3 minuty przed końcem 2 kwarty ma na koncie 10 zbiórek. Swobodnie poruszający się po boisku Williams zdobywa swój 18 punkt (potrzebował do tego aż 17 rzutów!). Brooklyn prowadzi 50-46. Raptors w drugiej odsłonie trafili tylko cztery razy z gry, ale dołożyli do tego aż 16 celnych wolnych. Niestety po pierwszej połowie mają tyle strat ile celnych rzutów.

Po 24 minutach Terrence Ross i DeMar DeRozan nadal nie zdobyli punktów z gry. Goście o wiele lepiej panują nad piłką – zaliczyli tylko trzy straty i dołożyli aż 7 przechwytów. Skuteczność gospodarzy spadła poniżej 40%. Kevin Garnett zalicza pierwszą w historii występów w PO połowę bez zdobytego punktu.

3 kwarta:
W pierwszej akcji Valanciunas zalicza double-double (11/10), a chwilę później DeRozan popełnia trzecią stratę. Wreszcie budzi się Ross, celna trójka wyprowadza gospodarzy na jednopunktowe prowadzenie. Dopiero w trzeciej kwarcie KG trafia jeden z dwóch wolnych i to jest jego pierwszy punkt w meczu. Kiedy już się wydaję, że nadeszła chwila, w której Raptors przejmą kontrolę nad spotkaniem Ross w fatalny sposób gubi piłkę (14 strata). Joe Johnson nadal ustawia się tyłem do kosza w ulubionej dla siebie pozycji (5/7 z gry). Kłopot z faulami w krótkim odstępie czasu mają Livingston i Plumlee (po 4). DeRozan nie idzie w ślady lidera gości, ma już 0/7 z gry! Nets nie potrafią trafić z dystansu, przestrzelili już 14 rzutów z rzędu. Jednak Johnson trafia szósty raz w meczu. W tym momencie oba zespoły spadły poniżej 40% z gry. Sześć minut do końca i pojawiają się problemy techniczne, maskotka gospodarzy zaczyna szaleć na parkiecie. Okazuje się, że tablice świetlne nie wytrzymały atmosfery, zastępcze nie chciały pracować… więc zdecydowano, że od tej pory czas będzie przekazywany poprzez speakera. Syreną od tego momentu będzie trąbka! 57-53 dla gości. Johnson i Williams wyprowadzają Nets na prowadzenie 65-59. W międzyczasie pierwszy celny rzut z gry zalicza DeMar DeRozan (7 minut do końca kwarty). Nadzieje kibiców gospodarzy utrzymuje Kyle Lowry, który kończy kwartę celną trójką (62-67).

4 kwarta:
Nets od początku kwarty nie potrafią odnaleźć właściwego rytmu. Trzy pudła i strata otwierają szansę dla gospodarzy, a oni ją bezwzględnie wykorzystują. Patrick Patterson w pojedynkę doprowadza do remisu (67-67). Kolejny fragment meczu to walka kosz za kosz. Nadal jednak goście mają minimalną przewagę. Kolejny raz Patterson w głównej roli (blokuje Puala Piercea), Greivis Vasquez trafia za trzy i Raptors prowadzą 76-75. To jest ten czas, w którym wszystko się zmienia i gospodarze przejmują kontrolę nad meczem. Nic z tych rzeczy, pamiętacie jak w opisie serii pisałem o kluczowym doświadczeniu? W tym momencie nadszedł czas weteranów, gospodarze nie potrafili odpowiedzieć na fantastyczne zagrania przeciwników. Kolejno: Johnson, Garnett oraz Pierce (celna trójka po 19 pudłach!) dziurawili kosz „Raptorsów” (82-76). The Truth trafia jeszcze trzykrotnie z rzędu, a Toronto odpowiada tylko 5 punktami Valanciunasa i Vasqueza (88-81). Zostaje 50 sekund do końca, Nets wykorzystują wszystkie sześć rzutów wolnych i wygrywają pierwszy mecz w serii. 94-87.

Key facts:
Jonas Valanciunas zbierając 18 piłek z tablic zostaje rekordzistą klubu pod tym względem w postseason. Goście popełnili tylko 8 strat przy 17 Toronto! Dodatkowo przestrzelili aż dwadzieścia rzutów za 3! Andrei Kirilenko nie pojawił się w ogóle na parkiecie, a Amir Johnson odczuwał skutki skręcenia kostki w ostatnim meczu sezonu zasadniczego, zdobył tylko 2 punkty. Joe Johnson siedział na ławce przez 4 minuty, będąc na boisku spudłował tylko 5 z 13 rzutów. Greivis Vasquez starał się zastąpić DeRozana w ataku, dorzucił 18 punktów i rozdał 8 asyst. DeRozan i Ross powinni jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu, w sumie  trafili 4 na 17 rzutów! Kapitalne zawody zagrał Kyle Lowry (22/7/8), trzeba jednak wspomnieć o jego 5 stratach.

Po meczu:
W pomeczowych wywiadach DeMar Derozan stwierdził, że to był ciężki mecz, ale jest przekonany, że kolejny będzie zdecydowanie lepszy. Zauważył, że Nets trafiali bardzo trudne rzuty, podczas gdy jego zespół pudłował te łatwe.

Deron Williams natomiast był zadowolony z obrony swojego zespołu: „Nie rzucaliśmy dobrze za trzy punkty, ale uważaliśmy na straty oraz staraliśmy się dobrze bronić. Dzięki temu wygraliśmy. Nasi statystycy przypomnieli nam, że mamy bilans 13-0 kiedy przeciwnik rzuca poniżej 40%, trzeba było konsekwentnie bronić”.

Co teraz?:
Mecz numer dwa dopiero we wtorek, Toronto muszą go wygrać, aby zachować jakiekolwiek szanse na powodzenie w tej serii. Możemy spodziewać się lepszego meczu w wykonaniu DeRozana oraz nowych rozwiązań w obronie, które będą próbować ograniczyć Iso Joe w ataku.

Patrzcie i podziwiajcie, THE DAGGER:

Toronto Raptors - Brooklyn Nets 87 : 94

(21:29, 25:21, 16:17, 25:27)

 

0

NBA Playoffs: Warriors zwyciężają już w pierwszym meczu!

NBA | 20.04.2014 01:41

Rewelacyjnie pierwszą rundę tegorocznych Playoffs NBA otworzyli gracze Golden State Warriors, którzy już w pierwszym starcu pokonali wyżej notowanych Los Angeles Clippers.

Dużo bardziej zmobilizowani do meczu przystąpili Los Angeles Clippers, którzy spotkanie otworzyli od prowadzenia 7-0. Niesamowicie zmotywowany od pierwszych minut był Blake Griffin. Silny skrzydłowy gospodarzy był bardzo aktywny zarówno w ataku, jak i w obronie. Natomiast Warriors starali się w znaczący sposób przyśpieszyć rozgrywanie swoich akcji w ataku, tym samym narzucając swoje tempo przeciwnikom. Jednak ich rywale nadal prezentowali niezwykle ekspresywną i fizyczną koszykówkę. Ale podopieczni Marka Jacksona rozsądnie wyczekali oraz wykorzystali sytuację, gdy w szeregi Clippers wdarł się chaos, co pozwoliło im na systematyczne odrabianie strat. Goście znacznie zagęścili pole trzech sekund, a w ataku świetnie dzielili się piłką. Tymczasem pierwszą kwartę niecodzienny trafieniem z własnej połowy zakończył Jamal Crawford, który tym samym zwiększył przewagę gospodarzy do stanu 29:24. 

  Niestety niezbyt dobrze drugą kwartę rozpoczęli Clippers, bowiem błyskawicznie trzecie przewinienie osobiste złapał Blake Griffin, który ponownie powędrował na ławkę rezerwowych. Taka postać rzeczy znacznie sprzyjała gościom, którzy coraz śmielej poczynali sobie pod atakowanym koszem. Wytrwałość i nieustępliwość Warriors się opłaciła, ponieważ na ponad 6 minut przed końcem pierwszej połowy wyszli na pierwsze prowadzenie w tym meczu (34:33). A z minuty na minutę coraz lepiej radził sobie ich lider Stephen Curry, który miał już na swoim koncie 10 punktów. Tymczasem zespół Doc’a Riversa wcale nie zamierzał tak łatwo oddawać własnego parkietu. Poczynania swojej drużyny w znaczącym stopniu ożywił DeAndre Jordan, który był wręcz nie do zatrzymania pod oboma obręczami. Tym samym pojedynek dużo bardziej się wyrównał i był prowadzony w tempie punkt za punkt. Ostatecznie, po 24 minutach bardzo wyrównanej walki na tablicy wyników w hali Staples Center w Los Angeles widniał wynik 52:52.    Bardzo pechowo drugą połowę rozpoczęli Golden State Warriors, bowiem piąte przewinienie złapał ich podstawowy skrzydłowy – Andre Igoudala, który dość nieoczekiwanie pojawił się na boisku w tej części gry. Jednak mimo to spotkanie nadal było niesamowicie wyrównane. A kibice zgromadzeni w hali mogli podziwiać efektowną wymianę ciosów. Świetnie dysponowani dystansowo byli: J.J. Redick oraz Klay Thompson,  których pojedynek strzelecki był ozdobą trzeciej odsłony meczu. Jednakże końcówka trzeciej kwarty zdecydowanie należała do gości. Zespół z Oakland w defensywie prezentował bardzo nieprzyjemną dla przeciwnika obronę strefową. Natomiast w ataku starali się grać kontrolowane i skrajnie zespołowe akcje. Taka taktyka przyniosła efekt, bowiem Wojownicy przed ostatnią kwartą prowadzili różnicą, aż 8 „oczek”.    Początek czwartej kwarty podobnie jak końcówki trzeciej należał do ekipy przyjezdnej, która kontynuowała taktykę obraną wcześniej. W ich barwach szczególnie wyróżniali się Klay Thompson oraz David Lee, którzy w znaczącym stopniu odciążyli Stephena Curry od zdobywania punktów. Gdy wydawało się, że całkowitą kontrolę nad meczem mają Warriors, ponownie na parkiecie pojawił się Chris Paul. Rozgrywający Clippers znacznie przyśpieszył poczynani swojego zespołu i to głównie za jego sprawą obraz spotkania uległ zmianie. Gospodarze odrobili większość strat i na 3 minuty przed końcem przegrywali ledwie 100:99, co prognozowało nie lada emocje do ostatnich sekund. Jednak wtedy niesamowitym blokiem oraz równie efektowną „trójką” popisał się Harrison Barnes, który ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie.    Ostatecznie o wyniku tego wyrównanego pojedynku zadecydowały szczegóły, a przełomowym momentem okazały się dwa celne rzuty osobiste Draymonda Greena na 24 sekundy przed końcem meczu. Warriors nie dali sobie wyrwać tak cennego prowadzenia. A w decydujących momentach w barwach Clippers zawiódł Chris Paul, który w dość prostej sytuacji stracił piłkę oraz przestrzelił dwa rzuty wolne. Na przestrzeni całego spotkania drużyna Golden State Warriors prezentowała skrajnie zespołową koszykówkę i bardzo trudno jest wyróżnić pojedyncze jednostki. Najlepszym ich strzelcem okazał się Klay Thompson, który miał 22 punkty, 7 zbiórek oraz 5 asyst. Świetnie zaprezentował się David Lee autor 20 punktów, 13 zbiórek, asystę i przechwyt. Jednym z kluczem do zwycięstwa był rezerwowy Harrison Barnes zdobywca 14 „oczek” oraz 8 zbiórek, asysty i bloku.   W Los Angeles Clippers pomimo fatalnej końcówki świetny mecz rozegrał Chris Paul, który uzbierał na swoim koncie 28 punktów, 8 asyst, 7 zbiórek oraz 4 przechwyty. 22 „oczka” zdobył natomiast J.J. Redick. Kolejne double-double w postaci 11 punktów i 14 zbiórek zaliczył DeAndre Jordan, który miał w swoim dorobku również aż 5 bloków.   

 

Los Angeles Clippers - Golden State Warriors 105 : 109

(29:24, 23:28, 27:35, 26:22)

 

Najciekawsze tweety