Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

PLK

Terminarz

REKLAMA

Sezon:

Kolejka I

Kolejka II

Kolejka III

Kolejka IV

Kolejka V

Kolejka VI

Kolejka VII

Kolejka VIII

Kolejka IX

Kolejka X

Kolejka XI

Kolejka XII

Kolejka XIII

Kolejka XIV

Kolejka XV

Kolejka XVI

Kolejka XVII

Kolejka XVIII

Kolejka XIX

Kolejka XX

Kolejka XXIV

Kolejka XXI

Kolejka XXII

Kolejka XXIII

Kolejka XXV

Kolejka XXVI

Kolejka XXVII

Kolejka XXVIII

Kolejka XXIX

REKLAMA

0

NBA Playoffs: Bez niespodzianki w Oakland

NBA | 19.04.2015 12:37

Już w pierwszym meczu tej serii zawodnicy Golden State Warriors zaznaczyli kto tak naprawdę będzie rozdawał karty w tej rywalizacji. Mimo ledwie ich siedmiopunktowego zwycięstwa 106:99, to Warriors przez większość spotkania kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie. 

Podopieczni trenera Kerra rozpoczęli pojedynek dość niemrawo, ale szybko sytuacje na parkiecie opanował Stephen Curry, który poprowadził swój zespół do serialu punktowego 14-1. Tylko w pierwszej kwarcie lider gospodarzy zapisał na swoim koncie aż 11 punktów. Wyprowadzając Warriors na prowadzenie 28:13. Druga i trzecia kwarta, to już prawdziwy popis gry w ataku Wojowników. Najlepszy zespół sezonu zasadniczego pokazał swoja największą broń, czyli zabójczą ofensywę. Dzięki kolejnym skutecznym akcją przewaga gospodarzy urosła do aż 25 „oczek”. Natomiast ich podstawowi zawodnicy momentami rozumieli się wręcz bez słów. 

  Niespodziewane kłopoty Wojowników rozpoczęły się w czwartej kwarcie, na którą wyszli wyraźnie rozluźnieni. Brak odpowiedniej koncentracji rywali błyskawicznie wykorzystali gracze gości, którzy systematycznie zaczęli odrabiać straty. Mocno oszołomieni obrotem spraw Warriors pudłowali z najprostszych pozycji. Tymczasem po drugiej stronie jak prawdziwy lider grał Anthony Davis. Najlepszy zawodnik Pelicans w tej części gry był po prostu wszędzie. Niestety, ale przewaga gospodarzy była zbyt wysoka. Pomimo znacząco wygranej czwartej odsłonie meczu przez Pelicans (33:22), ostatecznie musieli oni uznać wyższość dużo silniejszego rywala.   Do pierwszego zwycięstwa w tegorocznym NBA Playoffs Golden State Warriors poprowadził Stephen Curry, który uzbierał na swoim koncie 34 punkty, pięć asyst, cztery zbiórki oraz trzy przechwyty. 21 „oczek” dołożył Klay Thompson. Natomiast double-double zaliczyli Draymond Green oraz Andrew Bogut. Green miał 15 punktów i 12 zbiórek, zaś Australijczyk 12 punktów i 14 zbiórek.    W przegranym zespole oczywiście najlepiej zaprezentował się Anthony Davis, który legitymował się dorobkiem 35 punktów, siedmiu zbiórek, czterech bloków, asysty i przechwytu. Na wyróżnienie w barwach Pelicans z pewnością zasłużył również Quincy Pondexter, który miał 20 punktów, dziewięć zbiórek sześć asyst i dwa przechwyty.    Następny mecz pomiędzy Golden State Warriors a New Orleans Pelicans odbędzie się w nocy z poniedziałku na wtorek o 4.30 polskiego czasu.

 

Golden State Warriors - New Orleans Pelicans 106 : 99

(28:13, 31:28, 25:25, 22:33)

 
0

NBA Playoffs: Nawet Dirk nie pomógł

NBA | 19.04.2015 10:35

 Mocno osłabieni Houston Rockets wygrali pierwszy mecz z Dallas Mavericks 118:108 zwycięsko otwierając NBA Playoffs 2015. 

Derby Teksasu mocno elektryzują część Stanów Zjednoczonych. Pikanterii rywalizacji dodają Marc Cuban oraz Daryl Morey. Właściciel Mavericks tuż przed rywalizacją pokusił się nawet o odważne stwierdzenie, że w NBA nie ma bardziej przewidywalnej drużyny, aniżeli Houston Rockets. Cuban przynajmniej na razie chybił ze swoimi przypuszczeniami, bowiem to "Rakiety" dość pewnie ograły w pierwszym meczu Mavericks. Spotkanie lepiej ułożyli sobie gospodarze, którzy już po pierwszej kwarcie mieli 13 "oczek" przewagi 32:19. Ogromną chęć do gry przejawiał najstarszy zawodnik gospodarzy, a za razem były zawodnik Dallas Jason Terry. 15 latek na parkietach NBA już po pierwszej kwarcie miał na swoim koncie 7 "oczek". Goście ze znakomitego początku gospodarzy zdołali się wybudzić dopiero w drugiej kwarcie, gdy znacznie podwyższyli tempo gry. Swój udział miał w tym Rajon Rondo, który nie tylko rzucał ale też podawał. Gdyby były gracz Celtics grał na takim poziomie przez 48 minut meczu, to z pewnością goście byliby w stanie odnieść zwycięstwo. A tak grająca bardzo rozważną koszykówkę ekipa Kevina McHale'a wypunktowała rywala zza miedzy.

Mimo zwycięstwa bardzo przeciętnie spisał się James Harden, który 15 z 24 punktów rzucił z linii rzutów wolnych. Bardzo przyzwoicie spisał się Terrence Jones, który zaliczył 19 punktów, 9 zbiórek oraz 6 asyst. Znaczny udział w zwycięstwie miała grupa rezerwowych - Josh Smith oraz Corey Brewer.

W ekipie Dallas nie zawiódł Dirk Nowitzki, który na bardzo dobrej (10/14 z gry) rzucił 24 punkty. Słabo spisali się gracze drugoplanowi. Bardzo nieskuteczny okazał sie Amar'e Stoudemire, który przestrzelił aż 10 rzutów z gry.

Dallas Mavericks - Houston Rockets 108 : 118

(19:32, 36:27, 25:22, 31:34)

0

NBA Playoffs: Raptors can’t handle The Truth (część 2)

NBA | 19.04.2015 01:47

Dosłownie déjà vu... rok temu w pierwszym meczu Raptors-Nets Paul Pierce trafiając ważne rzuty powtarzał: “That’s why they got me”. Teraz również był najlepszym zawodnikiem w wygranym przez Wizards premierowym spotkaniu przeciwko Toronto Raptors! Mecz kończył się dogrywką, w której gospodarze mieli sporo problemów ze skutecznością.

Przed rozpoczęciem serii Paul Pierce powiedział dziennikarzom, że gospodarzom brakuje „tej właściwej rzeczy”, aby odnosić sukcesy w rozgrywkach posezonowych. Kolejny raz zrobiło się głośno, Amir Johnson zareagował, General Manager Masai Ujiri zareagował. Obecny na meczu komisarz Adam Silver już zdążył obwieścić, że słowa wypowiedziane przez szefa Raptors były niewłaściwe.

Pierce cieszy się z roli „łotra”, która została mu przypisana jeszcze przed pierwszym gwizdkiem: „Musisz się zwyczajnie tym cieszyć, to nie jest tak, że jestem złym kolesiem. Wszyscy wiedzą, że jestem dobry… poza boiskiem. Inaczej przedstawiam się mediom na boisku, na wyjeździe. Wszyscy na ciebie buczą, nikt Cię nie lubi. Cieszy mnie to, dodaje mi to energii, serio”.

Pierce nie mógł kłamać, bo to on przejął mecz. W pierwszej odsłonie gospodarze zdołali kontrolować przebieg meczu, ale drugie dwanaście minut należało do gości. Niski skrzydłowy Wizards zdobył 10 punktów, a dobra obrona całego zespołu gości wyprowadziła ich na czteropunktowe prowadzenie przed przerwą. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, goście powiększali swoją przewagę, która wzrosła najpierw do 11 punktów (50-61), a potem aż do trzynastu (56-69).

Wtedy rozpoczęła się pogoń Raptors, którzy nie chcieli łatwo oddać pierwszego meczu. Punkty DeRozana, Williamsa i Vasqueza zredukowały przewagę Wizards do zaledwie czterech oczek (72-76). Atmosfera w Air Canada Center powoli się rozkręcała kiedy Lou Williams trafił za trzy doprowadzając do wyniku 75-77. Gospodarze wreszcie wyrównali kiedy szalony rzut trafił Greivis Vasquez (82-82).
Ostatnia akcja meczu należała do Wizards i Johna Walla, który zdecydował się rzucać z dalszego półdystansu… chybił. Gospodarze mieli 0.4 sekundy na przeprowadzenie akcji, nie udało się i przed nami była dogrywka.

W niej istnieli tylko goście! Pierce otworzył extra time celnym rzutem zza łuku, potem Wizards dołożyli jeszcze pięć punktów z rzędu. Gracze z Toronto nie potrafili znaleźć drogi do kosza, przestrzelili pierwszych siedem rzutów i dopiero wsad DeRozana przełamał fatalną passę.

Nic do gry nie wniósł Kyle Lowry, który nadal szuka swojej skuteczności. Dzisiaj popełnił sześć przewinień jeszcze w trakcie czwartej kwarty. Żaden z zawodników pierwszej piątki gospodarzy nie trafił za trzy, a dodatkowo Wizards lepiej zbierali w tym meczu (48-61). Kibiców Raptors może martwić 19 zbiórek w ataku przeciwników, tu brylował zwłaszcza Nene (7).

Pierce zakończył mecz z 20 punktami (7/10), a Brazylijczyk zanotował double double (12/13). Po stronie Raptors najlepiej zagrali DeMar DeRozan i Amir Johnson.

Następny mecz we wtorek o 2.00 również w Toronto.

 




Toronto Raptors - Washington Wizards 86 : 93

(23:19, 19:27, 14:19, 26:17)


W innym piątkowym meczu numer 1 w Konferencji Wschodniej Chicago Bulls pewnie ograli Milwaukee Bucks 103:91, a 24 punkty i 7 asyst miał Derrick Rose.

Chicago Bulls - Milwaukee Bucks 103 : 91

(30:29, 30:22, 26:24, 17:16)


 

Najciekawsze tweety