Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

Top 10 debiutów w historii NBA - to były wyskoki!

NBA | 23.08.2016 16:46

Byli w NBA gracze, którzy już w swoim pierwszym sezonie potrafili zachwycać, dominować i elektryzować spektakularnymi akcjami. Czy tegoroczni debiutanci będą w stanie nawiązać do ich wyczynów?

Preseason NBA startuje dokładnie 3 października. Dzień później swój pierwszy mecz kontrolny rozegrają Philadelphia 76ers, w których barwach wystąpią dwaj najbardziej obiecujący debiutanci rozgrywek 2016/17 – Joel Embiid i Ben Simmons. Pierwszy w drafcie wybrany został już dwa lata temu, ale ze względu na odnowioną kontuzję nie rozegrał jeszcze w NBA ani jednego meczu. Drugi jest dwa lata młodszy i już bywał porównywany m.in. do Magica Johnsona.

Jest jeszcze chociażby wielka nadzieja Lakers, czyli Brandon Ingram, którego w Los Angeles usiłuje się wcisnąć w buty po Kobem Bryancie. Czy któregoś z nich stać na historyczny występ już w pierwszej kampanii? Przed rokiem imponujący pokaz umiejętności dał przecież Karl-Anthony Towns, a do tych najlepszych i tak sporo mu jeszcze brakowało. W oczekiwaniu na test bojowy nowego narybku postanowiliśmy zrobić mały przegląd najlepszych debiutantów w historii ligi.

Oto nasze subiektywne TOP 10:

10. LeBron James (2003/04), nr 1 draftu
Jeden z najbardziej szumnych debiutów wszechczasów. Hype na młodego Jamesa urósł do tego rozmiaru, że jego mecze w drużynie licealnej transmitowane były w ogólnokrajowej telewizji. Do NBA trafił prosto ze szkoły średniej i nie zawiódł. Cavaliers nie wiedzieli wtedy, że na tytuł przyjdzie im poczekać jeszcze 13 lat, ale LBJ zgodnie z oczekiwaniami został najmłodszym graczem, który zgarnął nagrodę Rookie of The Year i osiągnął w jednym meczu próg 40 punktów.
Średnie: 20,9 pkt., 5,5 zb., 5,9 as., 1,6 prz.

9. Tim Duncan (1997/98), nr 1 draftu
Dziś może wydawać się to niemożliwe, ale kiedyś nawet Greggowi Popovichowi w obliczu kontuzji kilku podstawowych zawodników zdarzyło się zatankować. Nagrodą był właśnie absolwent Wake Forest, który po połączeniu sił z Davidem Robinsonem już w drugim roku gry wywalczył swój pierwszy z pięciu tytułów mistrzowskich.
Średnie: 21,1 pkt., 11,9 zb., 2,5 bl.

8. David Robinson (1987/88), nr 1 draftu
10 lat przed Duncanem Spurs, wybierając z jedynką, postawili na „Admirała”. I choć z pierścieniami musiał poczekać na drugą z „Bliźniaczych Wież”, to w swoim pierwszym roku sprawił, że jego zespół z bilansu 21-61 poprawił się aż na 53-26.
Średnie: 24,3 pkt., 12 zb., 3,9 bl.

7. Michael Jordan (1984/85), nr 3 draftu
Do dziś trudno uwierzyć, że aż dwie drużyny przed „Bykami” mogły mieć Jordana, a jednak ostatecznie w naborze przetrwał on do trzeciego miejsca. Na pierwsze mistrzostwo czekał aż siedem lat, ale błyszczał od samego początku. Zdobywając średnio ponad 28 punktów, wystąpił w pierwszej piątce Meczu Gwiazd i został wybrany do drugiej najlepszej piątki sezonu (All-NBA Second Team).
Średnie: 28,2 pkt., 6,5 zb., 5,9 as., 2,4 prz.

6. Kareem Abdul-Jabbar (1969/70), nr 1 draftu
Wtedy znany jeszcze pod nazwiskiem Lew Alcindor. Po rewelacyjnej karierze akademickiej od pierwszego dnia dominował także w NBA. Jego rzut hakiem siał spustoszenie na ligowych parkietach, a Bucks z nim w składzie poprawili się o 29 zwycięstw względem poprzednich rozgrywek. Już w debiutanckim sezonie podobnie jak MJ wystąpił w Meczu Gwiazd, został wybrany do All-NBA Second Team, a dodatkowo znalazł się także w drugiej piątce najlepszych defensorów (NBA All-Defensive Second Team).
Średnie: 28,8 pkt., 14,5 zb., 4,1 as. (bloki nie były wówczas liczone)

5. Shaquille O’Neal (1992/93), nr 1 draftu
Po narobieniu ogromnego zamieszania w NCAA, Shaq zaliczył jedno z najbardziej spektakularnych i wybuchowych wejść do ligi. Jako pierwszy debiutant w historii został uznany najlepszym graczem tygodnia już w pierwszym tygodniu rozgrywek. Jego połączenie warunków fizycznych, siły oraz atletyzmu miało budzić lęk jeszcze przez blisko półtorej dekady.
Średnie: 23,4 pkt., 13,9 zb., 3,5 bl.

4. Larry Bird (1979/80), nr 6 draftu
W naborze został wybrany rok wcześniej, ale na jeszcze jeden sezon postanowił wrócić na uczelnię. W pierwszym roku w NBA poprowadził Celtics do 60 zwycięstw i został wybrany do najlepszej piątki sezonu (All-NBA First Team). Pierwszy tytuł wywalczył jednak „dopiero” w kolejnych rozgrywkach. W tych pierwszych ubiegł go przyszły, największy rywal i jednocześnie przyjaciel – o nim za chwilę.
Średnie: 21,3 pkt., 10,4 pkt., 4,5 as., 1,7 prz.

3. Oscar Robertson (1960/61), nr 1 draftu
„Człowiek Triple Double”, zasłynął między innymi tym, że już w drugim roku w NBA notował średnio dwucyfrowe liczby w trzech kategoriach statystycznych. Niewiele do tego wyczynu zabrakło mu już zresztą w pierwszym, kiedy mógł pochwalić się linijką 30,5 pkt., 10,1 zb. i 9,7 as. Już jako debiutant „The Big O” zgarnął pierwszą statuetkę MVP Meczu Gwiazd, był liderem ligi pod względem średniej liczby asyst i został wybrany do All-NBA First Team.

2. Wilt Chamberlain (1959/60), tzw. wybór terytorialny
Najbardziej dominujący debiut w historii ligi. Chamberlain zanim dołączył do Philadelphia Warriors, przez rok występował w szeregach Harlem Globetrotters. Do NBA wkroczył z potężnym przytupem. Został MVP sezonu regularnego, MVP Meczu Gwiazd, najlepszym strzelcem sezonu i ustanowił aktualne do dziś debiutanckie rekordy statystyczne, notując średnio aż 37,6 pkt. i 27 zbiórek!

1. Magic Johnson (1979/80), nr 1 draftu
Główny bohater kalifornijskiego „Showtime”. W jego pierwszym sezonie nagrodę Rookie of The Year zgarnął Larry Bird, ale to on jako jedyny zawodnik w tym zestawieniu wygrał mistrzostwo już jako debiutant. I to w jakim stylu! W meczu nr 6 finałów przeciwko Sixers Juliusa Ervinga zastąpił na centrze kontuzjowanego Abdul-Jabbara. Zaaplikował rywalom 42 punkty, zebrał 15 piłek i poprowadził Lakers do zwycięstwa 123:107, które drużynie zapewniło tytuł, a jemu dodatkowo także statuetkę MVP Finałów. Może nie dominował tak jak Chamberlain, ale po takiej historii musiał być pierwszy.
Średnie: 18 pkt., 7,7 zb., 7,3 as., 2,4 prz.



  Fot. Wikimedia Commons

I to jest prezent! "Dzień Kobe Bryanta" w Los Angeles

NBA | 23.08.2016 16:23

24.08, od numerów koszulek wielkiego gwiazdora Lakers, będzie w tym roku „Dniem Kobe Bryanta” w Los Angeles. To świetny prezent dla byłego już zawodnika, który dzisiaj, 23 sierpnia, obchodzi urodziny.

Nic dziwnego, że Los Angeles chce w ten sposób uczcić dzień po urodzinach Kobe Bryanta. Wielki gracz, który zakończył karierę w kwietniu, to legenda Lakers, w którym występował przez 20 lat - nikt w historii ligi nie reprezentował jednego jedynego klubu przez dłuższy okres. Sukcesów, jakie Bryant osiągnął z Lakers, wymieniać nie trzeba - były i mistrzostwa, i nagrody MVP, 33643 punkty i wiele, wiele innych osiągnięć.

Członek rady miejskiej Los Angeles, Jose Huizar, podkreślał właśnie aspekt przywiązania koszykarza do klubu. - „Dzień Kobe Bryanta” jest formą podziękowania ze strony Los Angeles za to, że tak całkowicie poświęcił się miastu. Dziękują fajni, dziękuje miasto, dziękuje cały region. Przez 20 lat byliśmy beneficjentami jego ogromnego talentu i legendarnej etyki pracy, więc 24 sierpnia zbierzemy się, by powiedzieć „Dziękujemy ci, Mamba”.

A my, z okazji 38. urodzin Kobe, przeżyjmy to jeszcze raz:


 

Mateusz Jarmakowicz - wisienka na słupskim torcie

PLK | 23.08.2016 11:13

Doświadczony gracz, który jako młodzieżowiec zaliczył sezony w uznanych na świecie Realu i Benettonie, jest w szczytowej formie i wchodzi w swój najlepszy okres. Energa Czarni będą jeszcze silniejsi.

28-letni podkoszowy chciał spróbować swoich sił zagranicą, myślał o wyjeździe do europejskiej ligi, ale ostatecznie skusił się na Słupsk. Czarni, których poprowadzi w najbliższym sezonie Roberts Stelmahers, na pewno interesowali się nim od dłuższego czasu i chcieli go podpisać niezależnie od tego, że w sparingu reprezentacji kontuzji doznał Jarosław Mokros.

W minionym sezonie Mateusz Jarmakowicz występował w Śląsku, w którym zaliczał średnio dobre 7,5 punktu oraz 3,1 zbiórki w meczu. Więcej niż statystyki mówi jednak jego krótka sylwetka przygotowana przez reprezentującą go agencję Octagon: „Mateusz to bardzo doświadczony zawodnik na parkietach polskiej ekstraklasy. Zaliczył w młodzieżówce sezony w uznanych na świecie europejskich klubach - Real Madryt i Benetton Treviso. Idealnie pasuje do współczesnej koszykówki jako zawodnik w roli "stretch four". Zresztą - zobaczcie sami poniższe highlights z tego sezonu. Jest w szczytowej formie i wchodzi w swój prime time - okres największych możliwości wysiłkowych dla koszykarza. Najlepsze dopiero przed nim!

W Słupsku na pewno wzięli też pod uwagę fakt, że Jarmakowicz, to także atuty pozaboiskowe. Transfer tego gracza już generuje dla klubu olbrzymią wartość medialną. Jarmakowicz jest najpopularniejszym zawodnikiem PLK na Twitterze. Obok Jerela Blassingame’a i Stanley’a Burrella, będąc jednym z młodszych graczy w drużynie weteranów, Jarmakowicz może być w tym sezonie jednym z zawodników do oglądania!


 

Najciekawsze tweety