Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

0

Mason Plumlee – tego bohatera się nie spodziewaliście

NBA | 30.04.2016 09:43

Stało się – Portland Trail Blazers wyeliminowali Clippers z playoff. Po dramatycznym meczu pokonali osłabioną ekipę z LA 106:103 i wygrali serię playoff 4:2.

Damian Lillard? CJ McCollum? Nic z tych rzeczy. Za najlepszego zawodnika serii zakończonej niespodziewanym awansem niżej rozstawionej drużyny zgodnie uznano Masona Plumlee. Środkowy po uczelni Duke zanotował średnie 8 pkt., 13.2 zbiórek i aż 5.7 asyst. Także w decydującym szóstym meczu to on zbierał decydujące piłki i to on trafił najważniejsze rzuty wolne, choć z linii wcale wyborowym strzelcem nie jest.

Ale świetne mecze zagrali też obaj strzelcy Blazers. Lillard nie tylko rzucił 28 pkt. na wreszcie przyzwoitej skuteczności, ale w najważniejszych akcjach meczu pokazał, że rozumie, co to znaczy być prawdziwym liderem drużyny – nie zagrał pod siebie, tylko szukał lepiej ustawionych kolegów. To po jego asystach dwie niezwykle ważne trójki w czwartej kwarcie trafił McCollum (20 pkt. w meczu).

Ogromnie osłabieni Clippers – grający bez kontuzjowanych Chrisa Paula i Blake’a Griffina – pokazali jednak hart ducha, z jakiego ich kibice mogą być (na otarcie łez) dumni. Obrazek zakrwawionego niczym po ciężkim nokaucie Austian Riversa, grającego z 11 szwami na łuku brwiowym, przejdzie zapewne do historii playoff. Znów dobry mecz zagrał Jeff Green, być może za mało wykorzystywany wcześniej. Jamal Crawford i JJ Reddick także robili swoje i nie poddawali się do samego końca. Nie dało jednak rady - Blazers zachowali zimną krew w końcówce i wygrali czwarte spotkanie z rzędu.

Dla Blazers, których przed sezonem skazywano raczej na tankowanie, awans do półfinału konferencji jest ogromnym sukcesem. Teraz przed nimi najtrudniejsze z możliwych wyzwań – pojedynki z Golden State Warriors. Faworyt jest oczywiście znany, ale może być całkiem ciekawie. Mistrzowie NBA, przynajmniej w pierwszych meczach, zagrają bez swojego kontuzjowanego lidera Stephena Curry’ego. Pierwsze spotkanie w Oakland odbędzie się już jutro, o godz. 21.30 polskiego czasu.

(fot. Wikimedia Commons)

 

0

Dwyane Wade i Facet w Fioletowej Koszuli

NBA | 30.04.2016 06:05

On był jak uboga wersja Spike’a Lee z Madison Square Garden, za to Dwyane Wade w końcówce był po prostu genialny. Poprowadził Miami Heat do wygranej w Charlotte, doprowadzając do siódmego meczu w tej serii.

Co to był za mecz Dwyane’a Wade’a! Heat prowadzili przez jego większość, ale niesamowity Kemba Walker, który zdobył 37 punktów, rzucił sygnał do odrabiania strat. Jednak w samej końcówce Wade zagrał jak mistrz - w czwartej kwarcie zdobył 10 ze swoich 23 punktów, trafiał rzuty pod presją, które odbierały Hornets nadzieję. Lider Heat trafił m.in. trójkę na 93:88 na 46 sekund przed końcem - swoją pierwszą w 2016 roku, pierwszą od 56 spotkań!

W rywalizacji jest 3-3, decydujący mecz w niedzielę w Miami. I pewnie nie będzie na nim Faceta w Fioletowej Koszuli z chustką na czole, który szalał przy linii bocznej, mając miejsce w pierwszym rzędzie trybun. Gość skakał, tańczył, pląsał, gadał coś do zawodników Heat, wytykał ich palcami. Ciągle miał też coś do powiedzenia do Wade’a, momentami ich kontakt wzrokowy wyglądał tak, jak Spike’a Lee i Reggiego Millera w pamiętnych meczach Indiana Pacers w Nowym Jorku.

 

D-Wade silencing the crowd in Charlotte including purple shirt man

Film zamieszczony przez użytkownika Bleacher Report (@bleacherreport) 29 Kwi, 2016 o 8:31 PDT

0

Robert Witka przywitał Polfarmex

PLK | 29.04.2016 21:55

Debiutujący w playoff Polfarmex walczył dzielnie - trafiał za trzy, wracał do obrony, dobrze bronił, ale Rosa to wszystko robiła lepiej. Radomianie kontrolowali spotkanie wygrywając 76:66, a najlepszy mecz od lat w ich szeregach rozegrał Robert Witka.

34-letni podkoszowy zdobył 6 pierwszych punktów dla Rosy, po tym jak Polfarmex rozpoczął mecz od prowadzenia 5:0. Potem gospodarze - dzięki Witce i dobrej defensywie, wyszli na prowadzenie, ale zaskoczyły ich trzypunktowe trafienia Mateusza Bartosza i Marcina Malczyka (po dwa). W połowie drugiej kwarty goście prowadzili 26:21.

Kiedy jednak na boisko wracali bardzo dobrze grający w piątek Witka, Torey Thomas i C.J. Harris, Rosa przejmowała inicjatywę. Nie można było odmówić gościom ambicji i prób do samego końca, agresywna obrona i przechwyty pozwoliły im zmniejszyć straty do 64:69 minutę przed końcem, ale tak, jak w meczach sezonu zasadniczego - w końcówce liderzy Rosy byli lepsi i zdobywali najważniejsze punkty.

Szczególnie błyszczał Witka, który trafiał i z dystansu, i spod kosza, i półhakami po zwodach. Podkoszowy Rosy skończył mecz z dorobkiem 19 punktów (8/12 z gry), 6 zbiórek i 4 asyst - jak wyliczył Puls Basketu, tak dobrego, wszechstronnego spotkania Witka nie miał od 2003 roku. 17 punktów dla Rosy rzucił Harris, a 12 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst miał Thomas. Warto zauważyć, że Rosa w całym meczu miała tylko 6 strat!

Polfarmex przeciwko dobrej obronie Rosy trafił tylko 35% rzutów z gry (22/62), ustępował też rywalom, jeśli chodzi o punkty z pola trzech sekund. Najwięcej punktów, 15, zdobył dla gości Josh Parker (miał także 6 asyst), 12 dodał Jarosław Zyskowski (tylko 3/10 z gry oraz 5/9 z wolnych).

Rosa prowadzi 1:0 w rywalizacji do trzech zwycięstw, kolejne spotkanie w Radomiu - w niedzielę.

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Najciekawsze tweety