Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

Tomasz Gielo: Rywalizowałem z Benem Simmonsem, nie obawiam się innych

Kadra | 22.07.2016 23:43

- Nie zamykam sobie drogi powrotnej do USA - zawsze będę chciał tam wrócić. A Europa? Hiszpania to kierunek najlepszy, ale w innych klubach też są klasowe drużyny z Euroligi, z Eurocupu - mówi Sport.pl Tomasz Gielo.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

23-letni Tomasz Gielo w sobotę rozpoczyna treningi z reprezentacją Polski na zgrupowaniu w Wałbrzychu. Po pięciu latach w NCAA (Liberty oraz Ole Miss), wysoki skrzydłowy dostał szansę gry w Lidze Letniej - wystąpił w dwóch spotkaniach Philadelphia 76ers w Salt Lake City. Czego się tam dowiedział?

- Że mając 23 lata, mogę się jeszcze wiele nauczyć. Wiem, że w Polsce przyjęło się mówić, że gracze 24-25-letni są wciąż młodzi, ale tak nie jest. Ja też młodym graczem nie jestem. Ale jak mówię - nie zmienia to faktu, że wciąż mogę się wiele nauczyć, rozwinąć. Zresztą spójrzmy na Adama Waczyńskiego, który z Polski do Hiszpanii wyjechał w wieku 25 lat i świetnie się rozwinął, buduje imponującą karierę - mówi Gielo w rozmowie ze Sport.pl.

- Rezerwy mam, a ambicji i chęci do pracy nad kozłowaniem czy rzutem mi nie brakuje. Ale obecność w lidze letniej, dała mi także pewność siebie - trenowałem z Simmonsem, innymi niezłymi graczami. Widziałem, że mogę z nimi rywalizować. Skoro udaje mi się to z nimi, to nie mogę się obawiać żadnej innej rywalizacji.

Gielo mówi też o swoich planach na przyszłość: - Najwyższa pora zacząć zawodową karierę. Czekam na propozycje, pierwsze już są, rozważamy te oferty. Nigdy też nie wiadomo, czy nie pojawi się opcja wyjazdu na przedsezonowy obóz treningowy z drużyną z NBA. To nie oznacza oczywiście żadnego kontraktu, ale znów można się pokazać, zaprezentować, czegoś nauczyć. Gdybym takie zaproszenie dostał i zdecydował się je przyjąć, to wiadomo, że trochę utrudniłbym sobie start w Europie, bo tutaj sezon rusza wcześniej.

- Nie zamykam sobie drogi powrotnej do USA - zawsze będę chciał tam wrócić. A Europa? Wiadomo, Hiszpania to kierunek najlepszy, ale w innych klubach też są klasowe drużyny z Euroligi, z Eurocupu - skauci klubów NBA tam też szukają kandydatów do gry w USA. Ja mam wizję, co do klubu, w którym chciałbym grać, ale o tym nie mówmy, bo trzeba być realistą i patrzeć na oferty, które się otrzymuje. Zainteresowanie z Europy już się pojawiło. Czekam na tę właściwą ofertę, nad którą nie będę musiał się zastanawiać. Kto wie, może dobrą grą w kadrze też sobię pomogę?

Gielo odpowiedział też na pytanie dotyczące ewentualnego powrotu do Polski. - Nie chcę mówić, że jest to dla mnie ostateczność, bo polska liga nie jest słaba - to naprawdę całkiem solidne rozgrywki. Propozycje od polskich klubów dostaję, jeśli jednak będę miał szansę zacząć zawodową karierę gdzie indziej, z wyższego pułapu, to ją podejmę. Do Polski, do Szczecina, mojego rodzinnego miasta, pewnie zawsze będę miał szansę wrócić.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

Tomas Satoransky oficjalnie został Czarodziejem

NBA | 22.07.2016 20:48

Po czterech latach od czasu wybrania go w drafcie Washington Wizards wreszcie ściągnęli Tomasa Satoransky’ego z Barcelony i oficjalnie podpisali z nim kontrakt.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

O dopełnieniu formalności klub z Waszyngtonu poinformował w czwartek wieczorem. Szczegółów porozumienia tradycyjnie nie ujawniono, ale już wcześniej amerykańskie media donosiły, że Satoransky zwiąże się z Wizards trzyletnią umową, na mocy której zarobi 9 milionów dolarów.

W ramach kontraktu nowy pracodawca koszykarza zobowiązał się również do pokrycia części kosztów jego wykupu z Barcelony. A kwota to niemała, bo wynosząca 650 tysięcy dolarów.

Satoransky oficjalnie został więc czwartym Czechem w historii, który znalazł zatrudnienie w NBA. „Czarodzieje” postawili na niego już w 2012 roku, kiedy to wybrali go z 32. numerem draftu. Wystąpił w Lidze Letniej, ale, jak się okazało, na angaż w najlepszej koszykarskiej lidze świata musiał jeszcze poczekać. Kolejne dwa lata spędził w Sewilli, z którą w rok wcześniej dotarł do finału rozgrywek EuroCup, a w 2014 roku przeniósł się do Barcelony.

W nadchodzących rozgrywkach Wizards będą chcieli zrehabilitować się po rozczarowującej kampanii 2015/16, w której zajęli dopiero 10. miejsce i nie awansowali do fazy play-off. Satoransky ma w tym pomóc. Może grać zarówno na pozycji rozgrywającego, jak i rzucającego obrońcy i choć o minuty walczyć będzie z takimi graczami jak John Wall, Bradley Beal, Trey Burke i Alan Anderson, to już w swoim debiutanckim sezonie może okazać się ważnym elementem w rotacji.

W minionych rozgrywkach w barwach Barcelony notował średnie na poziomie 10,7 pkt. i 4,3 as. w hiszpańskiej ACB oraz 9 pkt. i 4,3 as. w 29 meczach Euroligi.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

 fot. FIBA Europe

Derrick Rose: Knicks niczym Warriors

NBA | 22.07.2016 18:35

Derrick Rose najwyraźniej jest zdania, że jego nowy zespół może niebawem zawojować całą ligę. Zagalopował się do tego stopnia, że przyrównał New York Knicks do nowej wersji Golden State Warriors.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

Phil Jackson ściągnął latem do Madison Square Garden kilka ciekawych nazwisk, które mogą pomóc wyrwać klub z letargu. Wobec większości z nich są jednak pewne dosyć istotne wątpliwości związane przede wszystkim ze zdrowiem. Gdyby był rok 2011 i Derrick Rose jako ówczesny MVP sezonu zasadniczego połączył siły ze - sprowadzanym właśnie z Denver - Carmelo Anthonym, moglibyśmy mówić o superduecie. Nadawanie jednak dzisiejszym Knicks statusu superdrużyny to już gruba przesada.

A tak właśnie zdaje się o swoim nowym zespole myśleć Rose. W wywiadzie z Langiem Whitakerem dla NBA.com dał się ponieść fali entuzjazmu związanego z nowym rozdziałem swojej kariery i wrzucił Knicks do jednego worka z Golden State Warriors. Tymi Warriors, którzy dopiero co wygrali 73 mecze w sezonie regularnym i dodatkowo wzmocnili się Kevinem Durantem, ostatnim MVP przed Stephenem Currym.

Są naprawdę spore – odpowiedział na pytanie o oczekiwania wobec Knicks w nadchodzącej kampanii. – Z tymi zespołami, jakie mamy teraz, oni mówią, że my i Golden State jesteśmy superdrużynami. Oni próbują doprowadzić do sytuacji, w której podobne teamy nie będą budowane. Adam Silver wydał oświadczenie na ten temat. A my po prostu chcemy wygrywać. Mamy Brandona (Jenningsa), który podpisał roczny kontrakt i musi pokazać, dlaczego się tu znalazł. Ja muszę pokazać, dlaczego się tu znalazłem. Joakim (Noah) też musi pokazać, dlaczego tu jest. Każdy ma sporo do udowodnienia.

Nie wiemy, kim są tajemniczy „oni”, którzy nazywają Knicks superdrużyną, ale wierzymy Rose’owi, że rzeczywiście istnieją. W końcu fani nowojorskiej drużyny miewają przecież różne humorki, a może po prostu najbliższe otoczenie rozgrywającego tak mocno motywuje go przed nowym sezonem, że masa komplementów, jakimi go obsypuje, namieszała mu w głowie.

W Nowym Jorku zebrano grupę interesujących zawodników. Jeśli Rose i Noah zdołają wznieść się na poziom, jaki prezentowali, gdy brali udział w Meczach Gwiazd, Knicks mogą w lidze nieco narozrabiać. Do tego potrzeba jednak przede wszystkim zdrowia. Zarówno w przypadku Rose’a, jak i Anthony’ego, który również jeszcze niedawno miewał problemy z kolanami, ale także Noah. Może więc Rose z dmuchaniem balonika powinien się jeszcze wstrzymać. Zwłaszcza, że nowojorscy kibice lubią takie rzeczy wypominać.

Bet365 - załóż konto i wygrywaj >>

fot. Wikimedia Commons

Najciekawsze tweety