Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

PLK, Wywiady, 2L | 17.10.2011, 16:06 | Mateusz Starzec

0

T. Mołłow: Prezes Bachański nie zadzwoni

Teodor Mołłow w latach 1980-1984 pracował z reprezentacją Bułgarii. W 1984 przybył do Polski, gdzie rozpoczął pracę z Górnikiem Wałbrzych. Następnie z sukcesami pracował między innymi w Polonii Przemyśl i Bobrach Bytom. Mołłow był dwukrotnie kandydatem na trenera reprezentacji Polski.

REKLAMA

fot. Rdn.pl

Obecnie 63-letni szkoleniowiec pracuje w zespole PWiK Piaseczno. Podczas ostatniego pojedynku w Tarnowie z Unią, doświadczony szkoleniowiec rozmawiał z nami na temat jego pracy trenerskiej.

Mateusz Starzec: Miło ponownie widzieć pana w Tarnowie

Teodor Mołłow (trener PWiK Piaseczno):Dziękuje i również cieszę się, że ponownie jestem w tym miejscu. Fajnie, że Unia powróciła do rozgrywek.

Miło pewnie z tego względu też, gdyż pana zespół zwyciężył po raz czwarty w tym sezonie. Emocje już opadły?

Tak, ale było to bardzo trudne spotkanie. Przede wszystkim zespół Unii nie był nam dobrze znany. Troszkę jestem zdenerwowany, z tego względu, że zespół który rozpracował drużynę nie może sobie pozwolić na pięć minut dekoncentracji, która wyniknęła ze zlekceważenia i przez niepotrzebną nonszalancję.

Mówi pan o dekoncentracji. Trochę to może dziwić, bo posiada pan zespół niezwykle doświadczony.

Największym problem są kontuzje i choroby moich koszykarzy. Od początku sezonu niestety nie miałem do dyspozycji całego składu. W sobotę przeciwko Unii graliśmy bez czterech zawodników na bardzo ważnych pozycjach. Gdy paru zawodników spadło nam za faule, ciężko było nam zrekompensować i mieliśmy dużo problemów.

Dawno nie było pana w Tarnowie, zawodnicy się zmienili, ale pan dalej w swoim żywiole podczas trwania meczów. Dalej występuje stres?

Oj tak, to już pozostanie do końca życia (śmiech). Albo siedzisz na ławce albo kierujesz grą. Gdy popularnie mówiąc „grasz z zawodnikami” to kontrolujesz wszystko. Bo niekiedy, gdy na przykład piłka jest źle dograna, musisz ostro zareagować, nawet przekląć. Jeżeli chodzi o reakcje, to każdy trener ma swoją psychikę i nastawienie i w trakcie meczu chyba nikt nie pamięta jak wygląda i co robi, bo wtedy gra jest najważniejsza. Mecz i emocje ciągną do przodu.

Do tematu reprezentacji powrócimy, ale porozmawiajmy teraz o panu. Jakim koszykarzem był Teodor Mołłow? Grał pan m.in. w zespole Dunaw Russew

Myślę, że dobrym. Byłem wicekrólem strzelców ligi zawodowej. Zawsze miałem dobrą kondycję, szybkość i rzut. Jeżeli ktoś kończy ze skutecznością 74% ligę, to myślę, że nie było źle.

Potem został pan szybko trenerem zespołu Dunaw, a następnie w 1980 przejął pan reprezentację. To były jednak ciężkie czasy do bułgarskiej koszykówki..

Ma pan rację. Był to bardzo ciężki okres, gdyż wtedy nastąpiła zmiana pokoleń. W tym momencie, co dla mnie jest najważniejsze, daliśmy pierwszego koszykarza do NBA. Był to Giorgi Gluczkow, który został wybrany w drafcie przez zespół Phoenix Suns w 1985 roku. A wtedy do ligi trafił także m.in. Patrick Ewing. Miałem szczęście prowadzić Głuczkowa w reprezentacji i jest mi z tego powodu niezwykle miło. Bo to zostaje w historii.

Jeżeli już jesteśmy przy reprezentacji Bułgarii. To jak pan porówna dzisiejszą reprezentację tego kraju, do tamtego okresu, w którym pan pracował?

Na początku powiem, że cała koszykówka zmieniła pod względem dynamiki i pod względem szybkości. Jeżeli pan natomiast pyta mnie o różnice, to odpowiem, że nasi koszykarze jeżeli chodzi o strukturę nie nadążają za resztą Europy. Dalej mamy świetnych strzelców, świetnie wyprowadzamy kontry, ale jeżeli nie dysponujesz dobrze wyszkolonymi środkowymi to nie możesz liczyć na sukces. Musisz być magikiem, by ze składem w którym przeważają zawodnicy po 195 cm liczyć na sukcesy w Europie.

Wspomina pan o Polsce. Na początku przygody z naszym krajem trafił pan do Górnika Wałbrzych. Jakie wspomnienia z tamtego okresu?

To było wspaniałe dziesięć lat, bo tyle pracowałem z tym klubem. Mam jak najlepsze wspomnienia z tego okresu, gdyż wtedy była wspaniała publiczność, kierownictwo klubu no i zawodnicy z charakterem. To jest taki okres mojego życia, który jak najmilej wspominam.

Potem była Polonia Przemyśl.

Tak wówczas zdobyliśmy brązowy medal.

Podobno niemiło wspomina pan ten okres.

Tak.

Dlaczego?

Jestem osobą szczerą. Ja lubię pracować z zawodowcami i lubię mieć czyste stosunki, a nie podkładaną pod nogi skórkę od banana.

Miał pan też okres pracy w Lublinie i w Bobrach Bytom

Pracowałem w Lublinie. Szkoda tylko, że w tym mieście były duże problemy finansowe. Jeżeli chodzi o Bobry, to zrobiliśmy tam z zespołem bardzo dobrą robotę.

To dlaczego zespół, który miał dobrego sponsora, stracił tak szybko kontakt z czołówką?

Nie wiem, trudno mi w tym momencie szerzej o tym mówić. Tam ktoś popełnił duży błąd i szybko to się zakończyło. Był tam wspaniały zespół, który mógł długo utrzymywać się w czubie tabeli.

W Bobrach grał między innymi Ainars Bagatskis. Jak pan wspomina tego koszykarza?

W sumie powiem panu, że mi z każdym zawodnikiem dobrze się współpracowało. Nie jest tajemnicą, że mam dobre relacje z zawodnikami. Nie tylko z Ainarsem, ale Bobry miały wtedy świetny skład. Mariusz Bacik był świetnym kapitanem, wspomniany przez pana Ainars to była złota rączka i wszyscy pozostali tacy jak Andrzej Pluta czy Paweł Szcześniak.

Przejdźmy teraz do tematu reprezentacji. Był pan niedawno kandydatem na stanowisko trenera kadrze?

Byłem, ale jeszcze wcześniej mogłem przejąć kadrę po Eugeniuszu Kijewskim, ale wtedy najprawdopodobniej każdy się bał mnie to powierzyć. Ale nie ukrywam tego, zrobili duży błąd. Może gdyby Kijewski został, może wtedy ja bym dołączył? Być może wtedy losy kadry by się inaczej potoczyły. Potem złożyłem swoją pisemną kandydaturę, ale została ona odrzucona. To co mówiłem, że powinno zostać zrobione nie zostało.

Co pan ma na myśli?

Sytuacja wygląda tak, że nawet gdyby tu przyleciał Pat Riley, to zapewne po dwóch tygodniach albo zrezygnowaliby z koszykówki albo by uciekli. Tu chodzi o to, żeby był trener, który zna doskonale psychikę i podejście Polaków do koszykówki. Ważne, żeby trener reprezentacji umiał pracować nad charakterem i psychiką. By każdy zawodnik kolokwialnie mówiąc, umiał gryźć parkiet. Obowiązkowa jest gra drużynowa, ponieważ nie mamy samograjów. I wtedy jest szansa na sukces. Jestem przyzwyczajony do pracy z ludźmi, którzy nie są gwiazdami, ale którzy tworzą kolektyw. Myślę, że Polacy na mistrzostwach Europy, które były rozgrywane tutaj w 2009 roku mieli ogromne możliwości by odnieść sukces. Bo skład był naprawdę bardzo mocny. Ta szansa była naprawdę ogromna i jest mi przykro, że koszykówka nie powróciła na ten stopień, na którym była po Barcelonie.

Obecnie trenera poszukuje reprezentacja żeńska. Załóżmy, że dzwoni do pana prezes PZKosz Grzegorz Bachański z propozycją przejęcia kadry. Wchodzi pan w to?

Wiem, że pan prezes nie zadzwoni. Ale gdyby taki telefon się pojawił, to musimy usiąść i rozmawiać. I jeżeli ja mam pełną władzę i decyduję o wszystkim to zgoda.

Jak pan oceni polską kadrę koszykarek na niedawnych mistrzostwach Europy? Z jednej strony graliśmy u siebie i powinno być lepiej, ale z drugiej zabrakło paru podstawowych koszykarek..

Współczułem trenerowi Maciejewskiemu, bo znalazł się w trudnej sytuacji. Ja obserwowałem ten zespół w Łodzi, i może za mocno powiem, ale gdy występuje przestraszenie w oczach, to nigdy nie odniesie się sukcesu.

Ma pan na myśli sferę psychologiczną?

Podam panu przykład. Jeżeli zawodnik leżąc wieczorem myśli sobie, że jutro nareszcie kolejny trening, kolejny raz spotkam się z kolegami, koleżankami i oczekuje tego, to jest dobrze. Ale jeżeli myśli sobie: „o kurde jutro znów pójdę na trening i znów się wymęczę” to jest fatalnie. Z drugiej strony trener powinien być dla każdego psychologiem i pedagogiem, ponieważ ważne jest by zawodnik czy też zawodniczka mogli skończyć przyjemnie trening. Podam panu kolejny przykład. Parę razy każdy z nas słyszał, że zawodnicy w którymś tam elemencie koszykówki spisali się fatalnie i dzień po meczu mają trening o 5 czy też 6 rano. To ja się pytam, czy trening ma być karą?

Pan nigdy nie zrobił treningu rano?

Nie! Trening ma być przywilejem i przyjemnością.

Na zakończenie rozmowy: nie ciągnie pana do ekstraklasy?

Bardzo mnie ciągnie, ale to wiąże się z dużym stresem i niewiadomą.

A pojawiały się konkretne propozycje?

Ostatnio w grudniu ubiegłego roku.

Z którego klubu?

Tego nie mogę zdradzić.

KOMENTARZE

comments powered by Disqus

Najciekawsze tweety