NBA: Wielka sonda 12x12!

PolskiKosz.pl | NBA | Jakub Wojczyński, Witold Piątkowski | 26.10.2010, 03:50
Nowy sezon NBA według jej komisarza Davida Sterna ma być najlepszy w historii. My też przygotowaliśmy się do niego w specjalny sposób przeprowadzając wyjątkową sondę. Zebraliśmy 12 osób zajmujących się zawodowo NBA i zadaliśmy 12 prostych pytań dotyczących rozpoczynających się rozgrywek.
NBA: Wielka sonda 12x12! Czytaj akże: Rusza NBA: Poznajcie 30 drużyn

Wyniki głosowania mogą być zaskakujące, bo widać w nich olbrzymie zaufanie do młodego lidera Oklahoma City Thunder Kevina Duranta i jednocześnie... brak zaufania do wielkiej trójki gwiazd Miami Heat. Pojawił się też polski akcent, choć sami autorzy typów przyznali, że to wyjątkowo patriotyczne podejście. Kto będzie zdaniem przedstawicieli polskich mediów brylował indywidualnie i drużynowo w sezonie 2010/2011? Zapraszamy do czytania i jednocześnie do zamieszczania swoich typów w komentarzach.

Lista ekspertów:

Maciej Baryski (tygodnik Basket), Maciej Bonecki (komentator NBA w Orange Sport), Łukasz Cegliński (Gazeta Wyborcza, autor bloga ceglinski.blox.pl), Marcin Gebel (TVP Sport, sport.tvp.pl), Maciej Jamrozik (PolskiKosz.pl, współautor bloga czwarta-kwarta.com), Maciej Kwiatkowski (Wirtualna Polska, współautor bloga zawszepopierwsze.bloog.pl), Maciej Lipowiecki (redaktor naczelny miesięcznika MVP), Michał Pacuda (komentator NBA w Orange Sport, Probasket.pl, autor bloga pacuda.blog.onet.pl), Witold Piątkowski (PolskiKosz.pl), Hubert Radke (komentator NBA w Canal+), Szczepan Radzki (Gazeta Wyborcza, autor bloga difens.blox.pl), Jakub Wojczyński (Przegląd Sportowy, PolskiKosz.pl)

1. Kto dostanie nagrodę dla MVP sezonu 2010/2011?

Kevin Durant (Oklahoma City Thunder) – 8 głosów

Pacuda: LeBron James i Dwyane Wade mogą wygrać najwięcej meczów w sezonie zasadniczym, ale trudno sobie uwierzyć, aby któryś z nich zdobywał 30, a drugi 20 punktów. Trudno też, aby obaj mieli średnią 30 punktów (wtedy to dopiero byłby problem!). Dlatego raczej obaj będą rzucać ponad 20, a MVP trafi do lidera drugiej drużyny Zachodu.

Radzki: LeBron i Wade w jednym zespole nieco dyskwalifikuje tą dwójkę w sensowne włączcenie się w walkę o MVP. Sądzę, że Kevin ponownie poprawi swoją grę i zostanie nie tylko królem strzelców, ale i najlepszym graczem sezonu.

Radke: Bez wątpienia dojrzał, aby wznieść siebie i swoją drużynę na kolejny poziom.

Jamrozik: To czas Kevina. LeBron swoje statystyki poświęci na rzecz drużyny. Kobe jest o rok starszy, Carmelo nigdy nie był graczem na miarę MVP. Paul nie wiadomo na ile będzie zdrowy, jedynym godnym przeciwnikiem będzie Dwight Howard. Durant to król strzelców, MVP MŚ, lider najlepszej młodej drużyny w lidze. NBA kreuje go na supergwiazdę, a kolejnym krokiem do takiego statusu będzie nagroda MVP sezonu zasadniczego.

Cegliński: Inne gwiazdy nie będą miały aż takiego wpływu na swój zespół, bo mają wokół siebie lepszych zawodników.

Baryski: Trudno uwierzyć w tempo, w jakim rozwija się ten 22-latek. Trzy lata temu został wybrany w drafcie, dwa lata temu został liderem swojego zespołu, rok temu został królem strzelców NBA, a teraz poprowadził reprezentację USA do złotego medalu na MŚ. Czy istnieje jakaś górna granica w jego przypadku? Patrzmy uważnie, bo to Durant, a nie LeBron James już wkrótce przejmie od Kobego Bryanta miano najlepszego koszykarza w NBA.

Lipowiecki: Strzelec kompletny, świetny nadgarstek, przy dużym wzroście i dobrej pracy ciała, cały czas się rozwijający (aż strach pomyśleć jakiego formatu będzie graczem za 3-4 lata). Mimo mocnych kolegów w drużynie, zdecydowany i absolutny lider drużyny. To, co pokazał na MŚ w Turcji jeszcze bardziej skłania ku typowaniu właśnie jego. James i Wade odpadają w tej klasyfikacji z wiadomych względów – będą się musieli piłką dzielić. Innych poważnych konkurentów nie widzę. Chciałbym tam widzieć CP3, ale za słaby zespół ma. Może się przeprowadzi…

Bonecki: Mike Krzyzewski powiedział po zakończeniu mistrzostw świata, że Kevin w ciągu kilku tygodni nauczył się być liderem takiej drużyny jak reprezentacja Stanów Zjednoczonych, a to pomoże mu być jeszcze lepszym zawodnikiem w NBA. Najmłodszy król strzelców w historii ligi potwierdzi, że czas jego oraz kolegów z Thunder właśnie nadszedł.

Kobe Bryant (Los Angeles Lakers) – 3 głosy

Gebel: Chory Kobe, narzekający na kontuzję palca, ocierał się o ten tytuł już w zeszłym sezonie. Zdrowy Kobe jest dla mnie murowanym faworytem do tej nagrody. Tym bardziej, że LeBron James w Miami będzie już innym zawodnikiem, niż wcześniej.

Wojczyński: Nawet jeśli to Miami Heat będą mieli najlepszy bilans w lidze, to głosy ekspertów mogą rozłożyć się na Wade'a i Jamesa. Dlatego wygra Kobe, lider najlepszych na Zachodzie Lakers. Mam zresztą przeczucie, że widząc tak poważna konkurencję na Florydzie Bryant wzniesie się na kolejny poziom. Dlaczego nie Durant? Bo głosujący stwierdzą, że to jeszcze za wcześnie, a poza tym Lakers będą na pewno mieli lepszy bilans niż Thunder. Kevinie poczekaj jeszcze z rok lub dwa.

Piątkowski: Wade I LeBron w jednej drużynie? To skutecznie eliminuje ich z wyścigu po nagrodę MVP. Zostają Kobe, Kevin Durant i Dwight Howard. Wszyscy trzej zaliczą świetne indywidualnie sezony, ale to wynik ich drużyny odróżni Kobe od pozostałych kandydatów. Lakers będą najlepszą drużyną Zachodu NBA a Kobe MVP ligi.

Dwight Howard (Orlando Magic) – 1 głos

Kwiatkowski: Wobec kłopotów Miami Heat w październiku, kontuzji Dwyane'a Wade'a, Mike'a Millera i straconych kilku tygodni na dotarcie się, Orlando Magic mają większe szanse wygrać Konferencję Wschodnią niż Oklahoma City Thunder zwyciężyć na Zachodzie. Jeśli Magic wyprzedzą Heat w sezonie regularnym myślę, że nie będzie żadnych wątpliwości kogo za to wynagrodzić, ale nawet jeśli wygrają w końcu 60 meczów, to będzie to efekt coraz dojrzalsze gry Howarda. W NBA są może dwie drużyny, które potrafią go spowolnić. Przeciwko nim Magic rozegrają raptem 5 meczów w sezonie regularnym - w pozostałych 77 Howard będzie nie do zatrzymania.

2. Kto dostanie nagrodę dla najlepszego debiutanta sezonu 2010/2011?

John Wall (Washington Wizards), Blake Griffin (Los Angeles Clippers) – po 5 głosów

Stawiają na Walla:

Jamrozik: Walka o tą statuetkę odbędzie się między Wallem i Griffinem. Obydwaj są świetni, stawiam jednak na tego pierwszego. Wizards w tym roku to będzie przede wszystkim Wall i reszta graczy. O Clippersach nie można tego powiedzieć, a taka sytuacja pozwala wykręcać bardzo dobre statystyki. Boję się tez o kolana Griffina.

Lipowiecki: Wydaje się oczywiste, że kandydatów jest dwóch – Wall i Griffin. Zadecydował w mojej opinii rzadko spotykany talent i koszykarskie IQ u Walla. To będzie jednak – oby – zacięta rywalizacja o to trofeum.

Cegliński: Będzie miał największą szansę wykazania się spośród wszystkich debiutantów. Rozgrywający z wolną ręką w ataku to najpewniejszy kandydat do tej nagrody.

Pacuda: Tu nie liczy się wynik drużyny, a indywidualne statystyki. Wizards nie będą wygrywać zbyt często, ale Wall razem z Gilbertem Arenasem powinni wykręcać całkiem niezłe cyferki. Blake Griffin (Clippers), będzie mu na pewno deptał po piętach.

Wojczyński: Ten tytuł dostają praktycznie zawsze gracze najlepsi statystycznie. Dlatego przy typowaniu nie przeraża mnie to, że Washington Wizards mogą być dalecy od play-off. Niech Wall zadowoli się nagrodą, a Evan Turner wraz z Andre Iguodalą zagra w barwach 76ers w play-off.

Stawiają na Griffina:

Kwiatkowski: Dawno nie było podkoszowego, który byłby faworytem do tej nagrody. Poza tym Griffin to petarda, aż w pre-season przypomnieli mi się Shawn Kemp (wyskok) i Keon Clark (długie ramiona).

Radzki: Pomieszanie Barkley'a i Malone'a w jednym ciele? Z tego musi wyjść coś dobrego. O ile oczywiście Griffin będzie zdrowy, bo cały poprzedni sezon spędził na ławce rezerwowych. Jeśli znowu będzie miał problemy zdrowotne, to stawiam na Walla.

Radke: Mimo, że przychodził do ligi rok temu, dopiero teraz - ze względu na kontuzję - nadchodzi jego czas. Będziemy podziwiali jego niesamowity potencjał.

Baryski: Formalnie to nadal debiutant w NBA z powodu kontuzji, która przekreśliła cały jego poprzedni sezon. Wydawałoby się, że po rozstrzaskanym kolanie będzie ostrożniejszy, ale nic z tychrzeczy - Griffin skacze wszystkim po głowach i widać w nim ogromny głód po straconym sezonie. Przyszłość NBA na pozycji nr 4.

Bonecki: Mimo że w poprzednim sezonie nie pojawił się na boisku, był przy drużynie i ma przewagę nad zawodnikami, którzy dopiero trafili do ligi. Gdyby grał, dostałby tę nagrodę już przed rokiem.

DeMarcus Cousins (Sacramento Kings) – 2 głosy

Piątkowski: Typ z gatunku “myślenia życzeniowego”. Cousins nie dostanie statuetki dla Debiutanta Roku, podobnie jak nie dostał jej Carmelo Anthony w 2004 roku. Nie przeszkodzi mu to jednak w rozegraniu wspaniałego sezonu będącego wstępem do wielkiej kariery w NBA. Ten facet to podkoszowa bestia która na lata zdominuje grę w pomalowanym.

Gebel: Rywalizacja rozstrzygnie się pomiędzy dwoma koszykarzami Kentucky. Stawiam jednak na Cousinsa, a nie na Walla. Zdecydują lepsze wyniki całego zespołu Kings.

3. Kto dostanie nagrodę dla największego postępu sezonu 2010/2011?

Marcin Gortat (Orlando Magic) – 2 głosy

Radzki: Bo.. chciałem dać go do jakiejś kategorii, a nigdzie indziej mi nie pasował.

Gebel: Czysty patriotyzm. Już sam nie wiem dlaczego jeszcze w to wierzę...

Darren Collison (Indiana Pacers) – 1 głos

Kwiatkowski: Będzie zaliczał takie same średnie, jak w 26 meczach, które w poprzednim sezonie zaczął w pierwszej piątce New Orleans Hornets - 18 pkt, 9 zb. Gdyby ta nagroda przyznawana była dla graczy, którzy faktycznie zrobili największe postępy, a nie dla tych, którzy zaczęli produkować po znalezieniu się w nowym klubie (Turkoglu) lub w nowej roli (Brooks), to wskazać kandydatów byłoby znacznie trudniej, ale też dyskusja byłaby bardziej owocna. Chciałem napisać też "Greg Oden"...

Darko Milicić (Minnesota Timberwolves) – 1 głos

Cegliński: Będzie grał długo i zadziwi tych, którzy go przekreślili. Potrafi zachować się w ataku pod koszem, ma niezłe manewry. W Timberwolves będzie główną opcją pod koszem.

Serge Ibaka (Oklahoma City Thunder) – 1 głos

Pacuda: 21 lat i 208 centymetrów wzrostu. Przy tym duża siła i sprawność. Znakomicie pasuje do młodej, energicznej i lubiącej szybką koszykówkę drużyny Thunder. Przed rokiem notował średnie 6,3 punktu 5,4 zbiórki i 1,33 bloku w 18 minut. Nie zdziwię się jeśli sezon 2010/11 zakończy z blisko dwa razy lepszymi statystykami.

Paul Millsap (Utah Jazz) – 1 głos

Radke: Po odejściu Carlosa Boozera będzie miał okazję udowodnić, że jest w nowych Jazz graczem na miarę 20 i 10. Wierzę, że podoła temu zadaniu.

Kevin Love (Minnesota Timberwolves) – 1 głos

Jamrozik: Ugh, naprawdę ciężko wytypować zwycięzcę tej nagrody. Postawię na Love, białego podkoszowego z Minnesoty. Po pozbyciu się przez Kahna Ala Jeffersona będzie głównym podkoszowym. Bardzo dobrze zbiera, umie rzucać z dystansu. Jeśli się postara, może zostać wybrany do All-star game. Wilki potrzebują lidera.

Stephen Curry (Golden State Warriors) – 1 głos

Bonecki: Zeszłoroczny debiutant już w poprzednim sezonie pokazał, że ma zadatki na wielkiego gracza. Teraz dostanie więcej minut i jego wkład w poczynania zespołu będzie dużo większy. Prawie nikt nie trafia do reprezentacji Stanów Zjednoczonych przypadkiem. On na pewno nie.

Michael Beasley (Minnesota Timberwolves) – 1 głos

Piątkowski: Chcę żeby Michaelowi się udało. Potencjalnie to Carmelo Anthony w wersji 2.0. W Timberwolves będzie miał mnóstwo okazji aby wyeksponować swój talent. Liczę na co najmniej 20 punktów na mecz i nagrodę dla gracza, który zrobił największe postępy.

JJ Hickson (Cleveland Cavaliers) – 1 głos

Wojczyński: Po odejściu LeBrona Jamesa, a przede wszystkim Żydrunasa Ilgauskasa i Shaquille'a O'Neala powinien dostawać więcej minut i więcej podań. Nie zdziwmy się, jeśli szybko "wygryzie" Antawna Jamisona z pierwszej piątki i zostanie liderem nowych Kawalerzystów.

Greg Oden (Portland Trail Blazers) – 1 głos

Baryski: Na zachętę, bo NBA wiele traci na tym, że potencjalnie najlepszy młody środkowy naszych czasów spędził pierwsze trzy lata swojej zawodowej kariery między salą operacyjną, gabinetem rehabilitacyjnym a własną łazienką przed lustrem. Niech wreszcie
zostanie centrem na miarę 20 punktów i 10 zbiórek, jakim powinien już dawno być.

Andrea Bargnani (Toronto Raptors) / Nicolas Batum (Portland Trail Blazers) – po 0,5 głosu

Lipowiecki: Jak zawsze – najtrudniejsza kategoria. Czy w głosowaniu będą brane głównie pod uwagę „powiększone” statystyki, jak to często bywało? Bargnani z powodu odejścia Bosha z Toronto na pewno je mocno poprawi (o ile ominą go kontuzje). Batum zaś, coś czuję, ma w sobie duży potencjał, którego jeszcze nie wykorzystał. Wytypować MIP to trochę loteria, a wymienić jeszcze można by Kevina Love, Grega Odena, Jrue Holidaya, Michaela Beasleya, Erica Gordona, Roya Hibberta, Jeffa Greena, Javale’a McGee czy JJ Hicksona, i każdy – wg mnie – ma podobne szanse na nagrodę dla „postępowego”.

4. Kto dostanie nagrodę dla najlepszego obrońcy sezonu 2010/2011?

Dwight Howard (Orlando Magic) – 9 głosów

Radke: W dalszym ciągu będzie dominował w statystykach zbiórek i bloków i dla wielu będzie zaporą nie do przejścia. Ciekawe także czy potwierdzą się słowa Marcina Gortata o większej dojrzałości Howarda i będzie tym samym w stanie poprowadzić Magic do prawdziwego sukcesu?

Jamrozik: Świetny obrońca w pomalowanym. Bloki, masa zbiórek, obrona 1-on-1. Bo kto inny miałby ja dostać?

Bonecki: Jeszcze nikt nie dostał tej nagrody 3 razy z rzędu. Howard ma duże szanse by zostać 'tym pierwszym'. Magic w sezonie zasadniczym powinni spisywać się bardzo dobrze, a gdy wszyscy w drużynie grają na wysokim poziomie łatwiej jest błyszczeć liderowi.

Gebel: Zdecydowanie najlepszy defensor ligi. Zdobędzie ten tytuł trzeci raz z rzędu, a później czwarty i... piąty, bijąc wyniki Dikembe Mutombo i Bena Wallace'a.

Kwiatkowski: Jest najlepszym obrońcą w lidze i pozostali na tej liście nie są nawet blisko... Jeśli chodzi o graczy obwodowych - Ron Artest, Rajon Rondo, Thabo Sefolosha, ale przepisy gry nie pozwalają już obrońcom, kryjącym gracza z piłką na tyle ile mogli kiedyś Gary Payton, Scottie Pippen czy Mookie Blaylock.

Baryski: Nie ma najmniejszego powodu, żeby Howard miał stracić ten tytuł, który dzierży już od dwóch sezonów. Wprawdzie latem pracował podobno intensywnie nad swoim repertuarem zagrań w ataku, to nie znaczy, że zaniedbał obronę - powinien znowu być liderem sezonu w zbiórkach i blokach

Pacuda: "Rzuca, zbiera, dobija i broni, czyli gracz kompletny" jak mawiają żartem niektórzy trenerzy. Howard nie jest oczywiście graczem kompletnym, ale pod koszami trudno z nim wygrać, zwłaszcza kiedy jest w obronie.

Radzki: Zdominował tę kategorię w ostatnich latach. W tym roku będzie podobnie.

Lipowiecki: Wydaje się, że powtórzy tytuł z zeszłego sezonu. Powinien wciąż dominować pod koszami, choć w tym sezonie będzie miał większą konkurencję, np. Greg Oden czy zdrowy Yao Ming (ten to akurat tylko w ofensywie, bo obrońca z tego kolosa nienajlepszy). Moimi cichymi faworytami są jednak „mali ludzie” - Rajon Rondo i Chris Paul (tak tak, niedoceniany w obronie).

Ron Artest (Los Angeles Lakers) – 2 głosy

Piątkowski: Myślenie życzeniowe, bo nagroda powędruje zapewne do Dwighta Howarda, ale konferencje prasowe po ostatnich finałach NBA sprawiły że uwielbiam Rona. Wzmocnieni personalnie i zmotywowani perspektywą odejścia Phila Jacksona Lakers będą grali świetną obronę, a Jej głównym aktorem będzie właśnie Artest.

Wojczyński: Już nie mogę się doczekać starcia Lakers z Miami Heat i uprzykrzania życia LeBronowi Jamesowi w wykonaniu Artesta. Paul Pierce ma na ten temat coś do powiedzenia.

Joakim Noah (Chicago Bulls) – 1 głos

Cegliński: U Toma Thibodeau stanie się centralną postacią zorganizowanej defensywy. Ma warunki fizyczne i dynamizm do tego, żeby stać się postrachem w polu trzech sekund.

5. Kto dostanie nagrodę dla najlepszego trenera sezonu 2010/2011?

Tom Thibodeau (Chicago Bulls) – 4 głosy

Cegliński: Ma dobrą drużynę i doświadczenie w pracy z klasowymi zespołami. Specjalista od defensywy, który może wnieść Bulls na wyższy poziom.

Jamrozik: Uważam, że Tim wprowadzi nowego ducha do Byków. Jego schematy obronne uczynią z nich jakże inny zespół. Taka statuetka jest jednak zależna od wielu rzeczy, jak zdrowie graczy czy ruchy managementu.

Baryski: Chicago już od dłuższego czasu sprawiało wrażenie, jakby tylko trener-nieudacznik (Vinny Del Negro) powstrzymywał ich od wielkich wyników. Dzisiaj wreszcie mają szkoleniowca na miarę swojego składu - przez wiele lat najlepszego asystenta w NBA, teraz debiutującego w samodzielnej roli. Pozyskanie Carlosa Boozera i rozwój Derricka Rose'a i Joakima Noaha też pewnie nie przeszkodzi.

Bonecki: Guru defensywy dostał szansę prowadzenia samodzielnie zespołu młodego, pełnego talentu i entuzjazmu. To może przynieść wspaniałe efekty, choć typ niesie w sobie spore ryzyko. Gdyby nagroda przyznawana była za całokształt pracy, już teraz trafiłaby w ręce Phila Jacksona. Szkoleniowiec Lakers zapowiedział (nie pierwszy raz ;) ), że najbliższy sezon będzie jego ostatnim i tym razem chyba trzeba mu wierzyć.

Phil Jackson (Los Angeles Lakers) – 3 głosy

Lipowiecki: Typuję tak, bo wydaje mi się, że jeśli Lakers znów będą w czubie Zachodu, to Jackson dostanie tą nagrodę „za zasługi” (twierdzi, że to jego ostatni sezon). W 21-letniej karierze trenerskiej dostał ją tylko raz (!), za rekordowy sezon z Bulls 1995-96 (72-10). Najlepszy trener w historii a tylko jedno trofeum COTY. Skandal! J Jeśli jednak się mylę i nie za zasługi nagroda zostanie przyznana (powtarzam: o ile LAL wciąż będą przodować), to może nim zostać Erik Spoelstra – jeśli Heat zbliżą się do rekordowego wyniku Bulls lub Scott Brooks – rosnąca i grzmiąca młoda siła z Oklahomy. Ciekawe co narobi Tom Thibodeau w Chicago? PS: Nagrodę i tak pewnie zdobędzie trener, który poprowadzi swój przeciętny zespół do nieoczekiwanie dobrej gry, czyli żaden z wyżej wymienionych.

Piątkowski: Zmotywowani perspektywą odejścia Phila Jacksona osoby głosujące na Trenera Roku nie będą potrafiły odmówić mu tego wyróżnienia. Czy to nie paradoks, że najlepszy trener w historii tej ligi ma raptem jedno takie wyróżnienie?

Gebel: Zostanie uhonorowany na pożegnanie z ligą, a jego Lakers będą najlepszym zespołem sezonu zasadniczego.

Jerry Sloan (Utah Jazz) – 2 głosy

Radke: Chyba ostatni z wielkich bez tej nagrody. Po raz kolejny przebudował Jazz. Wierzę, że po raz kolejny z sukcesami.

Radzki: Może w końcu ten czołowy w NBA szkoleniowiec dostanie ten tytuł?

Scott Brooks (Oklahoma City Thunder) – 1 głos

Pacuda: Drugi raz z rzędu? Tak, bo jeśli to ma być rok Oklahoma City Thunder, to komu należeć się będzie ten tytuł, jak nie Brooksowi? Thunder zajęli przed rokiem 8. miejsce w konferencji. W tym sezonie mają dużą szansę być zespołem numer 2. na Zachodzie. Za taki awans będzie się należało wyróżnienie. (PS Phil Jackson i tak jest najlepszy).

Doug Collins (Philadelphia 76ers) – 1 głos

Wojczyński: Jeśli odpowiednio poradzi sobie z nadmiarem dobrych zawodników na obwodzie, to kibice w Filadelfii będą mieli powody do zadowolenia. Wprowadzenie 76ers do najlepszej ósemki będzie poczytane za wielki sukces Collinsa.

Erik Spoelstra (Miami Heat) - 1 głos

Kwiatkowski: Najlepszymi trenerami w NBA są Phil Jackson, Gregg Popovich i Scott Skiles, ale nawet jeśli Spurs zajmą drugie miejsce na Zachodzie, to nagrodę otrzyma któryś z młodych szkoleniowców. Np Monty Williams za wprowadzenie New Orleans Hornets do play-offów, albo Erik Spoelstra za 68 zwycięstw Heat w sezonie regularnym. Mój typ: Spoelstra.

6. Kto dostanie nagrodę dla najleszego rezerwowego sezonu 2010/2011?

Jamal Crawford (Atlanta Hawks) – 3,5 głosu

Kwiatkowski: Poprzedni sezon miał znakomity, Atlanta Hawks zmieniają system gry w ataku i nie będzie już tyle izolacji, ale Crawford jest w roku kontraktowym, Mike Bibby nie pozwala się już długo trzymać na parkiecie i myślę, że Crawford wygra jeszcze kilka spotkań dla "Jastrzębi". A tak naprawdę - nie mam pojęcia kto otrzyma tą nagrodę. Manu Ginobili ma grać w pierwszej piątce San Antonio Spurs, więc kandydatów powinno być jak sporo. Może w końcu któryś z wysokich graczy? Jeśli ma to być sezon Miami Heat, to może Udonis Haslem? Chyba popłynąłem... Shaquille O'Neal?

Jamrozik: Nadal w Atlancie będzie startował z ławki, i nie widzę powodu, by nie notował podobnych średnich, które dadzą mu nagrodę 6-tego zawodnika roku.

Bonecki: Najlepszy przed rokiem, najlepszy i teraz. Hawks zatrzymali najważniejszych graczy a to powinno działać na ich korzyść. W tym systemie idealnie sprawdza się Crawford-rezerwowy, który potrafi być liderem drużyny nawet gdy wchodzi z ławki. Po 10 latach oczekiwania na występ w play-off zaliczył debiut w tej fazie, co moim zdaniem wpłynie na niego bardzo pozytywnie

Piątkowski: Dwa typy, dla dwóch podobnych graczy, w bardzo podobnych sytuacjach. Obaj są wybitnymi dostarczycielami punktów, jednymi z najlepszych w całej lidze. Obaj grają w dobrych zespołach aspirujących do elity ligi. Obaj walczą w tym roku o swój kolejny kontrakt. Obaj słyną z trudnych, krnąbrnych charakterów. Obaj, no dobrze, któryś z nich, zgarnie nagrodę dla najlepszego rezerwowego.

Brad Miller (Houston Rockets) – 2 głosy

Cegliński: Powinien grać dużo, bo liczba minut Yao Minga będzie ograniczona. Doświadczony zawodnik, który sprawdzi się w roli zmiennika.

Wojczyński: Yao Ming ma grać maksymalnie 24 minuty w meczu, więc jego zmiennik Miller dostanie mnóstwo czasu do wykazania się na parkiecie. Chyba żaden inny zmiennik w lidze nie będzie w tak luksusowej sytuacji.

James Harden (Oklahoma City Thunder) – 1 głos

Pacuda: Wybrany z 3 numerem Draftu w 2009 roku wchodził do gry Thunder z ławki w zeszłym sezonie (średnia punktów 9,9) i chyba tak będzie i w tym. Ma zaledwie 21 lat, ale jeśli Thunder mają grać lepiej, to on będzie jednym z tych zawodników, którzy zrobią duży postęp i będą mieli jeszcze lepsze statystyki niż rok wcześniej.

Steve Blake (Los Angeles Lakers) – 1 głos

Radke: Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Wydaje mi się, że da drużynie Lakers to czego najbardziej potrzebują na tej pozycji.

Leandro Barbosa (Toronto Raptors) – 1 głos

Baryski: Brazylijczyk wie, jak wygrywa się tę nagrodę, bo ma już jedną statuetkę na koncie z 2007 roku. Teraz w Toronto będzie raczej wchodził z ławki za plecami ulubieńca kibiców DeMara DeRozana, ale Raptors nie mają zbyt wielu opcji w ataku, nie grają też o szczególnie wysokie cele, dlatego "Barbs" będzie miał pole do popisu.

George Hill (San Antonio Spurs) – 1 głos

Radzki: Bo jeśli będzie wychodził z ławki ... no dobra, chciałem dać kogoś ze Spurs.

Lamar Odom (Los Angeles Lakers) – 1 głos

Lipowiecki: Wraz z pojawieniem się w reprezentacji USA odzyskał chyba drugą młodość. Powinien mieć także więcej do powiedzenia w tym sezonie w LAL (Kobe już nie będzie rzucał średnio 30 punktów na mecz). A nawet może będzie typowany w momentach wyniku na „styku” pod koniec meczów do wykonania decydujących akcji i oddawania decydujących rzutów. Konkurentami będą James Harden, JJ Redick, tradycyjnie Manu Ginobili i Jason Terry, J.R. Smith, Jamal Crawford (nie lubię „gościa”) czy DeJuan Blair. Niestety – choć byśmy chcieli – nie Marcin. Jest przecież Redick.

Glen Davis (Boston Celtics) – 1 głos

Gebel: Już dawno powinien dostać tą nagrodę. Zawodnik najwięcej wnoszący z ławki do gry swojego zespołu, który wróci na tron.

J.R. Smith (Denver Nuggets) – 0,5 głosu

Piątkowski: Patrz Crawford.

7. Kto będzie królem strzelców sezonu 2010/2011?

Kevin Durant (Oklahoma City Thunder) – 9 głosów

Kwiatkowski: Powinien mieć poważnego kandydata w Amar'e Stoudemire, który w pre-season oddawał więcej niż rzut na minutę. Od czasu Stephona Marbury'ego ta sztuka nie udała się w Nowym Jorku nikomu.

Cegliński: Znakomity strzelec, który jest pierwszą, a często jedyną opcją ataku Thunder.

Pacuda: Jak na klasycznego MVP przystało korona króla strzelców także będzie należeć do Duranta. Tu ciekawszą kwestią jest pytanie: jakie średnie będą mieli strzelcy numer 2 i 5 poprzedniego sezonu, czyli LeBron James (29,7) i Dwyane Wade (26,6). No i kto ewentualnie wskoczy na ich miejsce do TOP5?

Radke: Próbkę jego możliwości widzieliśmy już w poprzednim sezonie i podczas mistrzostw świata. Niesamowita łatwość zdobywania punktów. Myślę, że w tym sezonie jeszcze bardziej rozwinie skrzydła.

Jamrozik: Co roku poprawia swoją średnia punktową o 5 punktów. Największy rywal, James, jak już pisałem poświęci swoje indywidualne statystyki na rzecz zespołu. Nie widzę innego rywala. Myślę, że Kevin będzie miał powyżej 30 punktów na mecz.

Baryski: Z łatwością, to będzie jedyny koszykarz w sezonie 2010/11 z średnią powyżej 30 punktów na mecz. Jak bardzo powyżej? W zasadzie trudno stawiać Durantowi jakiekolwiek ograniczenia, bo nie ma w NBA drugiego gracza, który potrafiłby zdobywać punkty na tyle różnych sposobów.

Radzki: Nikt inny, po prostu nikt inny.

Lipowiecki: Bo będzie rzucał i rzucał i rzucał i rzucał… I trafiał i trafiał i trafiał i trafiał.

Bonecki: Skoro potrafił wygrać tę klasyfikację w wieku 21 lat, to dlaczego nie miałby dokonać tego ponownie rok później?

Kobe Bryant (Los Angeles Lakers) – 2 głosy

Wojczyński: Sytuacja bardzo mu sprzyja - Wade, Bosh i James podzielą się punktami, Durant będzie jeszcze bardziej grał dla drużyny, a Carmelo Anthony jest myślami gdzieś poza Denver.

Gebel: Patrz wyżej przy nagrodzie MVP... Chory Kobe, narzekający na kontuzję palca, ocierał się o ten tytuł już w zeszłym sezonie. Zdrowy Kobe jest dla mnie murowanym faworytem do tej nagrody. Tym bardziej, że LeBron James w Miami będzie już innym zawodnikiem, niż wcześniej.

Carmelo Anthony (Denver Nuggets) – 1 głos

Piątkowski: Czy ktoś jest w stanie wygrać tutaj z Kevinem Durantem? Może Melo!? W Thunder wrośnie w tym roku rola Russella Wesbrooka i Jamesa Hardena. O nowy kontrakt walczył będzie także Jeff Green. Można więc przypuszczać, że ofensywna produkcja Duranta będzie nieco słabsza niż rok temu. Tymczasem w Denver rola starzejących się Chaunceya Billupsa i Kenyona Martina będzie mniej znacząca. Do tego na trenerską ławkę wraca George Karl, który trafił chyba wreszcie do głowy swojego zdolnego podopiecznego. Biorąc powyższe pod uwagę, tytuł Króla Strzelców zgarnia Carmelo Anthony.

8. Kto będzie królem zbiórek sezonu 2010/2011?

Dwight Howard (Orlando Magic) – 7,5 głosu

Cegliński: Dwight Howard - Uzasadnienie niekonieczne.

Pacuda: Znany jako Dwight Dominator Tur Gigant Terminator "urywam głowy" Howard. Czy ktoś w ogóle może mu zagrozić w tej kategorii?

Radke: Niesamowite możliwości fizyczne i czas gry robią swoje w tej kategorii. Choć Joakim Noah będzie mocno naciskał.

Jamrozik: Dwight zdominował ranking najlepszych zbieraczy. W NBA nie ma nikogo lepszego od niego w tym aspekcie gry.

Baryski: Środkowy Orlando od trzech sezonów wygrywa klasyfikację zbiórek ze średnimi na poziomie 14/mecz i z dużą przewagą nad resztą stawki. Nie ma i jeszcze długo nie będzie w NBA nikogo, kto mógłby mu zagrozić.

Radzki: Tak jak w przypadku Duranta, nie widzę kontrkandydata.

Bonecki: Dennis Rodman był najlepszym zbierającym ligi przez 7 kolejnych sezonów. Lider Magic ma wszelkie dane ku temu by poprawić ten rekord. Howard podobno dojrzał i jest jeszcze lepszy niż przed rokiem. Skoro tak, to klasyfikację zbiórek powinien wygrać z jeszcze większą przewagą niż ostatnio.

Lipowiecki: Howard jest niemalże bezkonkurencyjny w zbiórkach od kilku lat. Największe ma też szanse i w tym sezonie. Jeśli jednak Kevin Love będzie dostawał więcej minut na boisku, może sprawić niespodziankę. Ten człowiek ma instynkt i umiejętność przewidywania gdzie odbije się piłka. Jak kiedyś Rodman. Będę więc jemu kibicował w tej kategorii.

Kevin Love (Minnesota Timberwolves) – 2,5 głosu

Kwiatkowski: Bo w poprzednim sezonie zbierał więcej piłek na minutę niż Dwight Howard. W tym sezonie powinien otrzymywać 36-37 minut gry.

Wojczyński: Gdy w Minnesocie nie będzie już Ala Jeffersona, wszystkie bezpańskie piłki będą trafiać właśnie w jego ręce.

Lipowiecki: Patrz przy Howardzie.

David Lee (Golden State Warriors) – 2 głosy

Piątkowski: Czwarty w klasyfikacji zbiórek w zeszłym roku Lee, będzie miał mnóstwo okazji do ściągania piłek z tablic. Powód? Monta Ellis i Stephen Curry jako zawodnicy obwodowi w Golden State Warriors, którzy „nigdy nie byli na pozycji, z której nie chcieliby rzucać”.

Gebel: Nowy zespół, stary, dobry David Lee.

9. Kto będzie królem asyst sezonu 2010/2011?

Chris Paul (New Orleans Hornets) – 5 głosów

Jamrozik: Wracający po kontuzji Paul znów będzie miał średnie na poziomie double-double. I sądzę, że powtórzy wynik z sezonu 2008/2009, hdy miał blisko 12 asyst na mecz, co da mu zwycięstwo w tej kategorii.

Radzki: Bo wrócił, bo potrafi i zrobi to co robił kiedyś John Stockton. Będzie dominował w asystach w tym sezonie.

Lipowiecki: Jest obecnie w NBA tylu świetnych rozgrywających, i co za tym idzie podających, że nie pamiętam kiedy było tyle bogactwa na pozycji nr1. Steve Nash, Deron Williams, Stephen Curry, Rajon Rondo, Russell Westbrook, „kończący się” niestety asystent Jason Kidd, a nawet pewien inny świetny asystent - choć to przecież nie PG - LeBron James. Jednak dla wszystkich wyżej wymienionych: sorry, ale zwycięży Chris Paul. Ten genialny point guard, jeśli będzie grał a nie się kontuzjował, nawet z grupy patałachów mógłby wyciągnąć to co najlepsze i stworzyć z nich rzucających kosz za koszem.

Wojczyński: Mam twardy orzech do zgryzienia, bo naturalni kandydaci w tej kategorii to Steve Nash i Deron Williams. Ale oni stracili właśnie swoich podkoszowych partnerów, na których "nabijali" mnóstwo asyst. Ich wskaźniki powinny spaść, ale jak bardzo? Stawiam jednak na Paula, który po poprzednim niezbyt udanym dla drużyny sezonie i pozbyciu się Darrena Collisona powinien znowu zadziwiać wszystkich swoją kreatywnością.

Piątkowski: Wzmocnieni Trevorem Arizą, Jarrydem Baylessem i Marco Belinellim Hornets będą grali szybką koszykówkę, co oznacza więcej okazji do zdobywania punktów. Chris Paul trzyma piłkę w tym zespole przez 90% czasu, chcąc z każdego podania uczynić asystę. Połączenie powyższych czynników da mu tytuł najlepszego asystenta ligi.

Rajon Rondo (Boston Celtics) – 4 głosy

Kwiatkowski: Bo przyjście Shaquille'a O'Neala otworzy mu nowe możliwości dogrywania piłek pod kosz, gdzie Kendrick Perkins zwykle nie mógł ich nawet złapać. Loby, podania kozłem po penetracji wzdłuż linii końcowej. Poza Steve'm Nashem moim zdaniem nie ma drugiego rozgrywającego ligi podającego tak dobrze pod samą obręcz. Oczywiście jestem w pewien sposób spaczony, bo to mój ulubiony gracz, ale mój typ to też w pewnym sensie efekt tego, że powinny spaść średnie asyst Nashowi (brak Amar'e Stoudemire'a), Deronowi Williamsowi (odejście Carlosa Boozera, Al Jefferson to nie takie zagrożenie w pick & rollach) i Chrisowi Paulowi (bo Pops Mensah Bonsu i Aaron Gray to rezerwowy duet wysokich).

Gebel: Wciąż młody gracz, a już z ogromny doświadczeniem. Z sezonu na sezon coraz lepszy i w tej chwili to on jest największą gwiazdą swojej drużyny.

Baryski: Trochę ryzykowny typ, ale Steve Nash skończy w tym sezonie 37 lat, Chris Paul jest nieszczęśliwy w Nowym Orleanie, a Deron Williams stracił największego "odbiorcę" swoich asyst, Carlosa Boozera. Boston ma w tym roku jeszcze szerszy skład niż zwykle i Rondo będzie miał do kogo podawać.

Bonecki: Nash został pozbawiony Soudemire'a, Williams Boozera, Paul także będzie musiał sam rzucać więcej niż dotychczas. Rondo rozwija się wspaniale, a teraz ma wokół siebie kolejnych graczy, którzy dobrze wiedzą jak zdobywać punkty. Trzeba im tylko dostarczyć piłkę, a Rajon potrafi to robić.

Deron Williams (Utah Jazz) – 3 głosy

Cegliński: Po odejściu Carlosa Boozera nie będzie rozgrywał tylu pick and rolli, ale w systemie Jerry'ego Sloana wciąż będzie rozdawał mnóstwo dobrych piłek.

Pacuda: Steve Nash (Suns) stracił Amar'e Stoudemire'a, a Chris Paul wciąż gra w słabych New Orleans Hornets i widać było już rok temu, że nie chce w nich grać. Skorzystać może na tym uznawany za jednego z najlepszych rozgrywających w NBA, czyli lider Utah Deron Williams. Jazz stracili Boozera, ale spokojnie w końcu Paul Millsap będzie grał w pierwszej piątce, a dołączył do nich Al Jefferson. DWill będzie miał do kogo podawać.

Radke: W mojej opinii najlepszy obecnie PG w NBA. Powinien to udowodnić wygrywając klasyfikację asyst.

10. Kto wygra regular season w Konferencji Wschodniej w sezonie 2010/2011?

Miami Heat – 8 głosów

Kwiatkowski: Rywalizacja z Orlando Magic może być bardziej zacięta niż można się było tego spodziewać jeszcze dwa miesiące teamu, ale Heat mają graczy, którzy w ostatnich sezonach mecze wygrywali w pojedynkę. Cleveland Cavaliers byli najlepszym teamem sezonu regularnego NBA w dwóch ostatnich latach. Teraz James zamienił Mo Williamsa na Wade'a, a Antawna Jamisona na Chrisa Bosha. Tylko poważna kontuzja Jamesa może przeszkodzić im w wygraniu 60 meczów. Myślę też, że nawet bez Wade'a ten team mógłby nadal myśleć o mistrzostwie.

Cegliński: Świetnie zapowiadający się zespół z niezłą ławką rezerwowych. Będzie błyszczał w sezonie zasadniczym.

Pacuda: Ich miejsce w finale NBA nie jest pewne, ale czy mając wielką trójkę nie wygrają największej liczby spotkań na Wschodzie? Być może przegrają kilka prestiżowych pojedynków, zwłaszcza na wyjazdach, ale w pozostałych meczach będą rozpędzoną lokomotywą, której nie da się powstrzymać.

Baryski: Entuzjazmu i radosnej koszykówki powinno wystarczyć Miami na sezon zasadniczy, gdzie z całej stawki na Wschodzie to oni będą najbardziej głodni, żeby coś ludziom udowodnić. Powinni rozbić swoją konferencję w puch, podczas gdy Boston będzie mobilizował się na playoffy, a Orlando będzie przechodzić swój coroczny zimowy kryzys.

Radzki: Bo wolę ich z 69 zwycięstwami i poza finałem, niż z mniejszą ilością zwycięstw, ale z pierścieniem.

Lipowiecki: Miami Heat zostaną mistrzem, bo mają po prostu zdecydowanie najlepszy skład. I nie przekonują mnie opinie, że muszą się zgrać, nie będą potrafili się dzielić tylko jedną piłką czy brakuje im mocnego człowieka na centrze. To kosmiczny pod względem potencjału klubowy skład, jakiego świat do tej pory nie widział. Na Wschodzie jest jeszcze kilka bardzo mocnych drużyn z Orlando, Bostonem i Chicago na czele. Ale nie aż tak mocnych (Celtowie wyglądają na papierze bardzo mocno, ale wiek kluczowych graczy zrobi swoje, mimo że trzymam za nich kciuki).

Wojczyński: Jeff Van Gundy twierdzi, że pobiją rekord Chicago Bulls z sezonu 1995/1996, czyli bilans 72-10. Wątpię w to, ale pierwsze miejsce powinni wywalczyć.

Piątkowski: Mają wszelkie predyspozycje ku temu aby być maszynką do wygrywania w sezonie zasadniczym. Spodziewam się wielu wyraźnych zwycięstw, podczas których największe gwiazdy Miami będą spędzać czwarte kwarty zrelaksowane, roześmiane i pewne siebie. Wszystko to zniknie jednak wraz z nadejściem NBA Playoffs.

Orlando Magic – 4 głosy

Radke: Ich żądza sukcesu jest olbrzymia, zwłaszcza po zeszłorocznej porażce. Energia i doświadczenie to największe atuty aby wygrać sezon zasadniczy na Wschodzie.

Jamrozik: Grają tym samym składem od dłuższego czasu, mają Dwighta Howarda. Wiedzą jak grać, by wygrywać w sezonie regulanym. Za dużo zależy od zdrowia w Heat, a Celtics już teraz myślą o playoffs

Bonecki: Przed nami kolejny świetny sezon ekipy z Orlando. Kibice Marcina Gortata (i nie tylko) nie mogą mieć jednak zbyt dużych nadziei na mistrzostwo. W regular season Magic będą zachwycać, regularnie zwyciężać, nawet w starciach z najgroźniejszymi rywalami, bo mają do tego argumenty. Play off to już zupełnie inna bajka...

Gebel: Spotkania przedsezonowe zrobiły na mnie ogromne wrażenie. W finale konferencji okażą się słabsi od Boston Celtics. I jak mawia mój ulubiony trener - play-off - czas weteranów.

11. Kto wygra regular season w Konferencji Zachodniej w sezonie 2010/2011?

Los Angeles Lakers – 12 głosów

Kwiatkowski: O zwycięstwie Lakers na Zachodzie zadecydują wg mnie ruchy jakich dokonali, aby wzmocnić swoją grupę role-players. Derek Fisher i Shannon Brown podpisali nowe kontrakty, a dołączyli do nich Steve Blake, Matt Barnes i Theo Ratliff. W dni gdy Kobe Bryant czy Lamar Odom będą grać mecz wyjazdowy dzień po dniu w takim Minneapolis to oni mogą trzymać kurs.

Cegliński: Najlepszy zespół nie tylko na zachodzie, ale i w całej NBA.

Pacuda: Bezpieczny wybór, ale kto mógłby w chwili obecnej zagrozić mistrzom NBA? Oklahoma City Thunder są na 2. miejscu mojego rankingu. Najciekawsze jest właśnie to kto będzie w pierwszej czwórce.

Radke: Bycie mistrzem zobowiązuje. Chęć sięgnięcia po kolejne "threepeat" jeszcze bardziej.

Jamrozik: Słabnący Zachód tylko sprzyja wygraniu sezonu regularnego na Zachodzie przez zespół Kobe'go Bryanta. To jednak ostatni rok ich triumfu w tej konferencji.

Baryski: na nich po prostu nie ma mocnych. Dopóki sami się nie wyeliminują z gry o mistrzostwo wiekiem, kontuzjami, kłótniami albo rozbiciem składu, dopóty będą na szczycie NBA. Kobe Bryant ma 32 lata - Michael Jordan w tym wieku dopiero zaczynał swoją drugą
mistrzowską trylogię.

Radzki: Spurs się pobiją, Mavs będą mocni, ale to Lakers są tym zespołem, który nawet mimo gorszej gry, po prostu będzie wygrywał.

Lipowiecki: Na dzień dzisiejszy myślę sobie, że będą maksymalnie się oszczędzać i nic z tego, by wygrali Zachód. Z biegiem sezonu jednak, wydaje się, że będą walczyć o jak najwyższą lokatę i im się uda (sam sobie przeczę). O przodownictwo walczyć będą z Oklahomą, Dallas i… Portland. Liczę na tych ostatnich.

Bonecki: Pożegnalny sezon Philla Jacksona - to argument, który będzie motywował graczy Lakers przez całe rozgrywki. Co prawda liderzy nie są już najmłodsi, a gracze z mniejszym stażem także miewają problemy zdrowotne, ale kto jak nie mistrzowie NBA wiedzą jak wygrywać mecze?

Wojczyński: Dla Thunder jeszcze za wcześnie na pierwsze miejsce, a Spurs i Mavericks będą się nastawiać głównie na play-offy.

Piątkowski: W wyczerpującym, 82-meczowym sezonie jakość rezerwowego składu ma ogromne znaczenie. W tegorocznych Lakers, ławka jest najmocniejsza od kilku ładnych lat. Jeśli dodamy do tego wyleczonego Kobe Bryanta, wypoczętego Pau Gasola oraz tworzącego swoje ostatnie arcydzieło trenera Jacksona to mamy murowanego faworyta konferencji zachodniej jak i całej ligi NBA.

Gebel: Przejdą jak burza sezon regularny, długą będą walczyć o pobicie rekordu Chicago Bulls w ilości wygranych meczów, ostatecznie „spuchną” i w play-off z problemami awansują do finału.

12. Kto będzie mistrzem NBA 2010/2011 i z kim zagra w finale?

Los Angeles Lakers kontra Boston Celtics – 9,5 głosu

Cegliński: Lakers uzupełnili skład Mattem Barnesem, zatrzymali Phila Jacksona, wciąż są najlepsi w NBA. Celtics, weterani play-off, jeśli będą zdrowi, powinni przebić się w play-off do finału.

Pacuda: Stawianie na faworyta jest nudne. Poza tym nie mamy tak naprawdę pojęcia jak będzie wyglądała gra Miami Heat. Na dodatek playoffs to czas weteranów i często zespołów, które grają ze sobą od lat i mają jeden spójny system zagrań w ataku i obronie. Stawiam na powtórkę finału sprzed roku, czyli Los Angeles Lakers kontra Boston Celtics, a ponieważ nie podoba mi się styl gry Celtics, to "niech historia tworzy się na naszych oczach i niech wygrają Lakers".

Radke: Ciąg dalszy tej wspaniałej rywalizacji obejrzymy w tym sezonie.

Jamrozik: Na Zachodzie to drużyna Phila Jacksona jest najmocniejsza. I może w sezonie zasadniczym ktoś będzie miał lepszy bilans, ale playoffs to czas weteranów. To samo odnosi sie do Boston, których doświadczenie zaprocentuje w playoffs.

Baryski: Niepisana zasada NBA mówi, że każdy przebudowany zespół musi zapłacić frycowe, dlatego nie ma miejsca dla Miami w przyszłorocznym finale (chociaż to właśnie Miami zadało kłam tej zasadzie w 2006 roku). To może być ostatni sezon Celtics w obecnym składzie, dlatego trzymajmy kciuki za powtórkę fantastycznego finału z poprzedniego sezonu.

Radzki: Powtórka z rozrywki. Phil odejdzie w glorii chwały z 12 pierścieniem.

Bonecki: Lakers są drużyną kompletną, w tym sezonie chyba jeszcze mocniejszą niż przed rokiem. Mocniejsi wydają się też Celtics, choć w przypadku obu zespołów decydującą rolę może odegrać wiek, a co za tym idzie zdrowie najważniejszych graczy. Kolejny finał marzeń jest jednak całkiem realny i moim zdaniem prawdopodobny.

Piątkowski: To może być ostatni taki finał, zanim ligę zdominują Miami Heat i Oklahoma City Thunder. 7 spotkań, 4 dogrywki w ostatnim, a na parkiecie Kobe, Pau, Ron, Shaq, KG, Paul, Ray, Rajon i inni. Shaq w Los Angeles w zielonym stroju Celtics – to będzie bezcenny widok.

Gebel: Będzie powtórka z ostatniego sezonu, jednak tym razem to weterani z Massachusetts będą lepsi.

Kwiatkowski: Moimi faworytami są Miami Heat, Los Angeles Lakers i Boston Celtics - w tej kolejności, ale nie chciałbym stawiać na to żadnych pieniędzy... może inaczej - nie chciałbym stawiać na to swoich pieniędzy. Heat mają najwięcej talentu od czasu Chicago Bulls Michaela Jordana, Lakers mają Kobe'go Bryanta w crunch-time i dominują fizycznie, Celtics są najlepiej podającym teamem w lidze i mają najlepszy team-defense. Ciężki wybór.

Miami Heat kontra Los Angeles Lakers – 1,5 głosu

Lipowiecki: Miami Heat zostaną mistrzem, bo mają po prostu zdecydowanie najlepszy skład. I nie przekonują mnie opinie, że muszą się zgrać, nie będą potrafili się dzielić tylko jedną piłką czy brakuje im mocnego człowieka na centrze. To kosmiczny pod względem potencjału klubowy skład, jakiego świat do tej pory nie widział. Na Wschodzie jest jeszcze kilka bardzo mocnych drużyn z Orlando, Bostonem i Chicago na czele. Ale nie aż tak mocnych (Celtowie wyglądają na papierze bardzo mocno, ale wiek kluczowych graczy zrobi swoje, mimo że trzymam za nich kciuki). A finalista z Zachodu? Lakers… to Lakers. Kobe, Pau i Phil Jackson robią różnicę.

Kwiatkowski: Patrz wyżej.

San Antonio Spurs kontra Boston Celtics – 1 głos

Wojczyński: Zaskoczeni? Stawiam na niespodzianki. Dla obu ekip to jedna z ostatnich lub nawet ostatnia szansa na walkę o tytuł w tym zestawieniu, bo gwiazdy się starzeją, a poza tym za rok kończy się chociażby kontrakt Tony'ego Parkera ze Spurs. Lekceważone przez większość ekspertów Ostrogi wygrywające w finale Zachodu z Lakers i szczery uśmiech Tima Duncana po końcowym gwizdku - brzmi ciekawie. A Celtowie pokonujący Heat? Chyba jeszcze lepiej.
 
do góry

Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!