Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

2L

AZS Politechnika Częstochowska Częstochowa

Prezes: Adam Stępniak
Trener: Jacek Chądzyński, Robert Pęczak
Internet: http://uks16.pl/men
Adres: Ul. Armii Krajowej 23-25, 42-218 Częstochowa
Tel.-Fax: 793799656
E-mail: czestochowa@azs.pl
Hala: Hala Polonia, ul. Dekabrystów 43, 42-200 Częstochowa

REKLAMA

10 WYGRANYCH

STATYSTYKI

Średnie zdobywane: 72
Średnie tracone: 79
Najmniej zdobytych: 52
Najwięcej straconych: 114
Najwięcej zdobytych: 88
Najmniej straconych: 62

ZAWODNICY

Zawodnik Wzrost Wiek Pozycja Kraj
Cieślak Michał 187 cm --- obrońca POL
Dąbrowski Michał --- --- obrońca POL
Hajduś Kacper 191 cm 20 skrzydłowy POL
Karkoszka Adam --- 35 obrońca POL
Kotlewski Wojciech 193 cm 32 skrzydłowy POL
Pałac Jacek --- --- obrońca POL
Raszewski Dawid 181 cm 29 obrońca POL
Rynkiewicz Szymon --- --- obrońca POL
Sierawski Kamil 203 cm 20 center POL
Sośniak Janusz 195 cm 46 skrzydłowy POL
Szlichta Michał --- --- obrońca POL
Szlufik Stanisław --- --- obrońca
Sztajner Dawid --- 27 obrońca POL
Wolniak Jakub --- --- obrońca POL

Ranking naturalizowanych reprezentantów Polski - kto najlepszy?

Kadra | 27.08.2016 00:56

Mieliśmy sześciu Amerykanów, którzy po otrzymaniu polskiego paszportu, zagrali w reprezentacji w meczach o punkty. Co ciekawe, żaden z nich niczego dla Polski nie wygrał, nie rozegrał wielkiego, pamiętnego meczu. Jak układa się nasz ranking?

6. Eric Elliott (2004)
Rozgrywający znany z gry w Ostrowie i Warszawie wystąpił w kadrze tylko w jednym sezonie, w jednych z najbardziej traumatycznych dla Polski eliminacjach - do EuroBasketu 2005. Zaczęły się one od klęski 57:82 w Opawie z Czechami. Elliott miał być jednym z liderów zespołu obok Andrzeja Pluty i Michała Ignerskiego, w drużynie byli także m.in. Filip Dylewicz, Krzysztof Roszyk czy młodzi wówczas Maciej Lampe i Marcin Gortat. Amerykanin nie pomógł jednak Andrzejowi Kowalczykowi. Eliminacje zakończyły się bilansem 1-5 i ostatnim miejscem w grupie z Francją, Słowenią i Czechami. Elliott miał mecz bez punktu i bez asysty ze Słowenią, najlepiej wypadał z Francją - 24 punkty i 11 asyst w dwóch spotkaniach.
Średnie w meczach o punkty: 7,7 punktu (31% z gry), 3,0 asysty
Bilans drużyny: 1-5.

5. Joe McNaull (2000-02)
Środkowy, który na przełomie wieków był najlepszym graczem na swojej pozycji w Polsce, w meczach o punkty zagrał 7 spotkań - w eliminacjach do EuroBasketów w 2001 oraz 2003 roku. W tych pierwszych, które odbywały się na przełomie 2000 i 2001 roku, z powodu kontuzji wystąpił w ledwie dwóch spotkaniach (w sumie marne 9 punktów i 7 zbiórek przeciw Austrii i Białorusi), w drugich - zagrał w pięciu meczach pierwszej rundy, po których Polska miała bilans 2-3 (wygrane z Łotwą i Estonią, przegrane z Francją, Węgrami i Białorusią). Tu prezentował się lepiej, z Estonią miał 15 punktów i 13 zbiórek, w sumie miał średnio 8,6 punktu oraz 9,8 zbiórki. Z rewanżów wyeliminowały go jednak kontuzje, a Polska eliminacje przegrała.
Średnie w meczach o punkty: 7,4 punktu (33% z gry) 8,0 zbiórki.
Bilans drużyny: 4-3

4. Jeff Nordgaard (2006)
Szkoda, że nie mógł zagrać na EuroBaskecie w 2007 roku - właściwie dlaczego Andrej Urlep go nie powołał?! Nordgaard, inteligentny skrzydłowy z bardzo dobrym rzutem, był czołowym strzelcem reprezentacji w eliminacjach do mistrzostw w Hiszpanii, choć statystyki podreperował dopiero w ostatnim meczu w Bułgarii, gdy awans był już pewny, a Polacy sromotnie to spotkanie przegrali, aż 65:99 - Nordgaard zdobył w nim 25 punktów (8/11 z gry, w tym 5/7 za trzy) i miał 9 zbiórek. W pierwszych meczach nie błyszczał, choć w wyjazdowym spotkaniu ze Szwecją, które przesądziło o awansie, rzucił solidne 15 punktów.
Średnie w meczach o punkty: 12,3 punktu (65% z gry), 4,5 zbiórki.
Bilans drużyny: 3-1.

3. A.J. Slaughter (2014-)
Oczywiście jako jedyny ma szansę awansować w tym rankingu - jeśli będzie w lepszej formie w zbliżających się eliminacjach. Na zeszłorocznym EuroBaskecie Slaughter nie olśnił, ale też na pewno nie grał źle - grę prowadził rozsądnie i w dobrym tempie, choć bez fajerwerków. Dostosował się do drużyny, w której w bardzo dobrej formie byli Adam Waczyński i Mateusz Ponitka, a ważną postacią był Marcin Gortat. Slaughter najlepiej zagrał w wygranym meczu z Finlandią, gdy zdobył 13 punktów i miał 8 asyst. W pozostałych nie zszedł poniżej solidnego poziomu, choć skuteczność w rzutach za 3 (dramatyczne 4/23) pozostawiała wiele do życzenia.
Średnie w meczach o punkty: 9,5 punktu (38%), 5,0 asysty.
Bilans drużyny: 3-3.

2. David Logan (2009)
Właściwie nasza jedyna naturalizowana gwiazda - gracz, który robił różnicę, tzw. samograj, któremu można dać piłkę w ręce i być pewnym, że stworzy sobie okazję do rzutu, że może zdobyć kilkanaście lub więcej punktów. Logan zagrał na polskim EuroBaskecie w 2009 roku i był najlepszym strzelcem zespołu - już w pierwszym, zwycięskim spotkaniu z Bułgarią, miał 23 punkty, 9 asyst i 4 przechwyty. Tak dobrego meczu już nie rozegrał, silniejsi rywale zatrzymali go tak, jak cały zespół. Był jednak obwodowym, których w reprezentacji Polski nie ma i nie było.
Średnie w meczach o punkty: 15,5 punktu (42% z gry), 4,5 asysty.
Bilans drużyny: 2-4.

1. Thomas Kelati (2010-13)
Jedyny naturalizowany gracz, który wystąpił w trzech reprezentacyjnych sezonach. Nie był taką gwiazdą, jak Logan, ale wnosił do drużyny doświadczenie, pewny rzut, a także - co niespotykane u naturalizowanych graczy - duże poświęcenie i zrozumienie faktu, jak ważna jest reprezentacja. Ciekawe, że najwięcej punktów rzucił w debiucie (22 punkty w przegranym spotkaniu eliminacji ME w Gruzji) oraz w ostatnim meczu (21 punktów w zwycięskim spotkaniu ze Słowenią na EuroBaskecie 2013). Najlepszy sezon miał w 2011 roku, gdy był najlepszym strzelcem osłabionej reprezentacji podczas EuroBasketu na Litwie.
Średnie w meczach o punkty: 11,8 punktu (45% z gry), 2,8 asysty.
Bilans drużyny: 7-11.

 

pracownia Mana Mana

 

Fot. Wikimedia Commons
 

Przygotowania kadry - gdzie plusy, gdzie minusy?

Kadra | 26.08.2016 20:14

Już w środę, 31 sierpnia, pierwszy mecz eliminacji z Portugalią. Jakie dobre i złe wiadomości płyną z miesiąca przygotowań i 10 sparingów reprezentacji Polski, prowadzonej przez Mike'a Tayora?

 

Na plus:

1. Powrót Macieja Lampego 

Pisaliśmy o tym w osobnym tekście - gdyby nie 31-letni środkowy, to nasz atak praktycznie by nie istniał, jeśli chodzi o punkty spod kosza. Lampe nawet w nierównej formie, którą prezentował w sparingach, daje drużynie bardzo dużo, obrona rywala musi ustawiać się z myślą o nim, co daje więcej miejsca obwodowym. Po trzech latach przerwy od gry w reprezentacji, Lampe wrócił zdeterminowany i skoncentrowany na tym, by zespół wygrywał, poza skutecznością, która siadła w ostatnich meczach, nie można mieć zastrzeżeń. Wybitnym obrońcą nigdy nie był, więc nie oczekujmy cudów pod własnym koszem. Po prostu cieszmy się, że jest.

2. Wejście Tomasza Gielo

Chyba nikt nie liczył, że może dać reprezentacji aż tyle - zagrał we wszystkich sparingach, był piątym strzelcem kadry (7,2 punktu na mecz), świetnie rzucał z dystansu (14/20, czyli 70%!). Do tego wniósł do drużyny, do gry sporo werwy, tak jakby udane ostatnie tygodnie (występy w Lidze Letniej, kontrakt z Joventutem Badalona) dodawały mu skrzydeł. Gielo nie jest jeszcze klasyczną tzw. stretch four, ale urozmaica ofensywną grę drużyny - czasem próbuje wejść na prawą rękę, umie po nich trafić do kosza. Austrii rzucił aż 17 punktów.

3. Pozytywny akcent na koniec

Mecz z Gruzją nie był wielkim widowiskiem, ale Polacy wygrali go pewnie - 80:71, dzięki czemu przygotowania zakończyli w dobrych humorach. Przełamał się Adam Waczyński (4/5 za 3), sporo punktów rzucił Mateusz Ponitka, w końcówce trafił nawet nieskuteczny wcześniej Maciej Lampe. Było trochę płynnej gry w ataku, kontynuacji akcji, ekstra passów, zadowolenia na twarzach. Gruzja w tym meczu się posypała, ale to jej problem - Biało-Czerwonym chodziło o to, by podbudować siebie, a także kibiców w Hali Mistrzów, przed pierwszym meczem z Portugalią i to się udało. Złe myśli po serii czterech porażek zostały choć trochę przegonione.

Na minus

1. Wciąż dziura na czwórce

Nawet mimo wspomnianych występów Gielo, wciąż nie mamy pewnego gracza na czwórce. Mike Taylor wypróbował na tej pozycji każdego z podkoszowych, a nawet eksperymentował z Adamem Waczyńskim. Trudno powiedzieć, co działa najlepiej, w każdym ustawieniu są mankamenty - Gielo i Szymon Szewczyk trafiają z dystansu, ale gorzej wychodzi im gra w obronie. Aleksander Czyż czasem wnosi dużo werwy w polu trzech sekund, ale jest nieregularny, jego żywioł nie zawsze idzie w parze z taktyką drużyny. Dlatego najbezpieczniejsze ustawienie to Adam Hrycaniuk na piątce i Lampe na czwórce - tylko że ten drugi od lat gra praktycznie tylko jako środkowy.

2. Ułomne mecze

Polacy nie zagrali żadnego kompletnego meczu - wychodziły im pojedyncze kwarty czy połowy, ale zwykle nagle siadały obrona lub atak i to na różne sposoby. Czasem brakowało tylko skuteczności, czasem - wszystkiego, z organizacją gry na czele. W obronie były kłopoty i z grą jeden na jednego, i z zastawieniem w walce o zbiórki, i z powrotem po stratach lub niecelnych rzutach. We Włocławku w pierwszym meczu z Belgią Polacy zagrali fatalnie w ataku, w drugim spotkaniu na zbyt wiele pozwolili osłabionej w drugiej połowie Gruzji. Czekamy wreszcie na cały porządny mecz kadry - najlepiej już z Portugalią.

3. Kłopot ze Slaughterem

Także już o tym pisaliśmy - Amerykanin, który przyjechał na zgrupowanie kilka dni po jego rozpoczęciu, nie jest w optymalnej formie fizycznej i nie przekonuje jako rozgrywający, gdzie najczęściej wystawia go Mike Taylor. Wszystko robi poprawnie, ale nie ma błysku, zmysłu na rozegraniu, nie imponuje rozegraniem i asystami. Ma też bardzo słabą skuteczność, bo rzuca z pozycji, które wypracowuje sobie sam, drużyna nie pracuje na niego zasłonami. Slaughter nieźle broni, ale nie jest graczem, który robi różnicę. Jest w słabszej formie niż na EuroBaskecie, a od naturalizowanego gracza powinniśmy wymagać więcej.

fot. A. Romański, pzkosz.pl

Przegrany sezon Karola Gruszeckiego

PLK | 26.08.2016 12:14

Rok temu był na fali, pojechał na EuroBasket, podpisał kontrakt z mistrzem Polski. Po sezonie w Stelmecie jest jednak dalej od kadry niż był - nie będzie go w 12 na eliminacje.

Jednego nie można Karolowi Gruszeckiemu odmówić - ambicji. Po bardzo dobrym sezonie w Enerdze Czarnych, dla których rzucał po 14,6 punktu na mecz, miał różne opcje do wyboru i zdecydował się na Stelmet. Mistrza Polski, zespół euroligowy, z bardzo dobrym trenerem i największym dla siebie w Polsce konkurentem do miejsca w składzie - Mateuszem Ponitką. Gruszecki uznał, że to dla niego wybór najlepszy, kolejny krok w rozwoju.

Po roku trzeba jednak stwierdzić, że kroku do przodu nie było. Owszem, Gruszecki został mistrzem Polski, zadebiutował w Eurolidze, ale w żadnych rozgrywkach szału nie zrobił. W PLK miał kilka dobrych meczów, np. trzeci finałowy z Rosą w Radomiu (16 punktów), ale był w cieniu Ponitki, niewiele od niego zależało. Grał średnio po 21 minut, zdobywał po 7,5 punktu, był siódmym strzelcem zespołu.

W Eurolidze i Eurocup Gruszecki wyglądał na zagubionego, pod presją obrony na europejskim poziomie, miał słabą skuteczność (18/68 z gry, w tym 9/43 za 3). W sumie zdobył 53 punkty w 20 meczach. Przebojowość i ofensywna wszechstronność, którą pokazywał grając w Słupsku, pozostała wspomnieniem.

Gruszecki nie wywalczył też miejsca w reprezentacji. Rok temu znalazł się w kadrze na EuroBasket, na mistrzostwach nawet wszedł na boisko, ale podczas tegorocznych przygotowań znalazł się na marginesie składu meczowego - wystąpił w 6 sparingach, średnio po nieco ponad 7 minut w meczu, trafił tylko jeden rzut z gry (na 6 prób), nie pokazał nic, by zasłużyć na większą szansę. Jego miejsce zajął zdecydowanie bardziej przebojowy i produktywny Michał Sokołowski po dobrym sezonie w Rosie, Gruszeckiemu statusem bliżej teraz do Michała Michalaka.

Gruszecki zostaje w Stelmecie, z którym rok temu podpisał dwuletni kontrakt. Ambitny gracz na pewno zyskał trenując u Filipovskiego w zorganizowanym systemie - pytanie, czy będzie miał szansę pokazać to w najbliższym sezonie. Mistrz Polski ma wielu graczy na jego pozycji - Thomasa Kelatiego, Przemysława Zamojskiego, Armaniego Moore’a oraz Akselisa Vairogsa. Wywalczenie ważniejszej roli w zespole znów będzie trudne.

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Najciekawsze tweety