*/

Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

Buddy Hield – przechwyt z Bahamów

NBA | 26.06.2016 09:04

Buddy Hield ma za sobą najbardziej spektakularny sezon na parkietach NCAA od czasów Stephena Curry’ego. W drafcie wybrany jako szósty, ale może okazać się właśnie tym, czego Pelicans potrzebują.  

Bet365 - najlepsze kursy na Euro2016 >>

Nie musimy już używać nazwiska Michaela Jordana. Nie musimy już „być jak Mike”. Możemy być jak Buddy – tak, nawiązując do słynnego sloganu m.in. z reklam Gatorade’a z udziałem Jordana, o nowym nabytku New Orleans Pelicans w rozmowie z USA Today mówił prezes Bahamskiej Federacji Koszykówki, Charles Robins.

Wybrany z 6. numerem Buddy Hield może okazać się strzałem w dziesiątkę. Niektórzy eksperci mają wprawdzie pewne wątpliwości związane z zaawansowanym wiekiem absolwenta Uniwersytetu Oklahoma, który liczy sobie już 22 wiosny, ale trener drużyny z Nowego Orleanu, Alvin Gentry, zapewnia, że nie stanowi to żadnego problemu.

Buddy, a właściwie Chavano Hield przyszedł na świat w mieście Freeport na Wielkiej Bahamie. Dorastał razem z trzema braćmi i trzema siostrami. Ojciec porzucił rodzinę, gdy Buddy miał 10 lat. Matka stale pracowała, aby móc utrzymać rodzinę. Kiedy syn trochę podrósł i złapał koszykarskiego bakcyla, co jakiś czas wspierał domowy budżet dzięki pieniądzom wygranym w konkursach strzeleckich, jakie urządzali sobie z innymi młodymi chłopakami na osiedlowym boisku. Do Stanów przyjechał w 2010 roku, a w NBA wylądował dopiero po czterech latach studiów.

Choć jemu nie za bardzo się to podoba, koledzy z drużyny nazywają go „Nowem Kobem”. Na pewno łączy ich pozycja rzucającego obrońcy i poniekąd etyka pracy. Bo choć Buddy, który swoje imię-ksywkę zawdzięcza przyjaciółce matki nazywającej go tak przez rzekome podobieństwo do serialowego Buda ze „Świata według Bundych” (Bud przekształciło się w Buddy po śmierci pewnego dilera narkotykowego, który nosił to pierwsze imię), uchodzi za niezłego śmieszka, to kiedy przychodzi do treningu, zawsze daje z siebie sto procent.

Marcowe Szaleństwo

Wysoką pozycję w drafcie zapewnił sobie dzięki rewelacyjnemu ostatniemu sezonowi w NCAA. W 37 spotkaniach w barwach Oklahomy zanotował średnią na poziomie 25 pkt., 5,7 zb. i 2 as. przy 50-procentowej skuteczności rzutów z gry i prawie 46-procentowej z dystansu.

Miał aż 12 spotkań na 30 lub więcej punktów i trafił w sumie aż 147 trójek, co jest trzecim najlepszym wynikiem na przestrzeni ostatnich 30 lat. Szokujący pokaz siły dał 2 stycznia w starciu z Kansas, w którym rozegrano aż trzy dogrywki, a on zapisał na swoim koncie 46 „oczek”. 

Błysnął już przy okazji turnieju konferencji Big 12, kiedy szalonym rzutem omal nie doprowadził Sooners do finału (po analizie powtórek wideo sędziowie orzekli, że rzut oddany był po czasie). Największe wrażenie wywarł jednak podczas krajowego turnieju, w którym pod względem strzeleckim zaliczył najbardziej imponujący występ od czasu Stephena Curry’ego (2008).

Hield poprowadził swój zespół aż do Final Four, gdzie doznał już druzgocącej porażki z późniejszym mistrzem Villanovą (51:95). Ostatni mecz mu nie wyszedł (9 pkt.), ale we wcześniejszych rzucał średnio aż 29,3 pkt. (Curry w czterech spotkaniach zanotował średnią 32 pkt.).

Ułatwić życie Davisowi

Eksplozywne występy w turnieju, czyli jak w przypadkach Hielda czy Curry’ego tak naprawdę w czterech meczach, bywają mylące przy ocenie potencjału młodego zawodnika. Jednak kiedy rozmawiamy o Bahamczyku, mówimy w tym momencie o całym rewelacyjnym sezonie, za który otrzymał pięć różnych nagród dla najlepszego zawodnika - im. Jamesa Naismitha, Oscara Robertsona, Johna R. Woodena, przyznawaną przez Sporting News oraz dla najlepszego gracza konferencji Big 12.

Poza tym był on konsekwencją rozwoju zawodnika na przestrzeni czterech lat. Średnie z całej jego kariery akademickiej wynoszą bowiem 17,4 pkt., 5 zb. i 2 as., a i tak zaniża je przecież debiutancki sezon, w którym grał wprawdzie po 25 minut w meczu, ale w 14 na 27 spotkań wychodził na boisko z ławki i zdobywał tylko 7,8 pkt.

Pelicans świadomie dokonali dobrego wyboru, który powinien im się opłacić. To spory krok w kierunku zapewnienia Anthony’emu Davisowi odpowiedniego otoczenia, które wyniosłoby zespół na wyższy poziom. Sam Buddy jest świadomy roli, jaka mu przypadła. W rozmowie z ESPN na pytanie o to, co wniesie do drużyny odpowiedział:

Po prostu dobrego kompana. Gościa, który może rozciągać grę dla zawodników pokroju Anthony’ego (Davisa). Jest wyjątkowy w tym, co robi. Ze względu na grę po obu stronach parkietu i ilość sposobów, w jakie może zdobywać punkty – pick’n’pop, przodem do kosza, tyłem do kosza. A do mnie należeć będzie rozciąganie gry i ułatwianie mu życia.

Bet365 - najlepsze kursy na Euro2016 >>

Fot. wikimedia commons

Czy to już koniec „tego” Stelmetu?

PLK | 25.06.2016 12:58

Odejście trenera, problemy z płatnościami, zakaz transferów – czy to wszystko oznacza, że za rok będziemy mieli nowego mistrza Polski w koszykówce?

Bet365 - najlepsze kursy na Euro2016 >>

Z wielu stron potwierdzają się pogłoski o tym, że Saso Filipowski – architekt ostatnich sukcesów w Zielonej Górze – faktycznie wybierze ofertę tureckiego Banvitu. Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, nie jest oczywiście przesądzone, że właściciel klubu Janusz Jasiński nie zdoła dokonać cudu i postawić wszystkiego na nogi, zachowując najsilniejszą pozycję w kraju. Jednak z każdym tygodniem jest to coraz mniej prawdopodobne, a pytań rodzi się coraz więcej.

Weźmy najgłośniejszy przykład. Nawet jeśli rzutem na taśmę (zrelizowano płatności) uda się zatrzymać Łukasza Koszarka, a i on nie będzie chciał już odejść, to nadal Stelmet będzie musiał mu zapłacić olbrzymie pieniądze (nieoficjalnie - 1.2 miliona złotych) przez następne dwa sezony. Czy na pewno będzie go na to stać? Ile innych pożarów trzeba będzie jeszcze wówczas ugasić?

Wśród działaczy, trenerów i agentów panują podzielone opinie na temat faktycznej skuteczności i szczelności zakazu transferów. Jednak nawet jeśli uda się procedury FIBA zręcznie obejść, to jak znaleźć środki na sensownych graczy, skoro wciąż nie ma ich na spłacenie starych długów. Czy Stelmet znajdzie pieniędze i na stare długi, i na nowe gwiazdy? Nie zanosi się...

W konkurencyjnych klubach z czołówki PLK krąży plotka, że Stelmet zdoła uporać się ze zobowiązaniami, ale wystartuje do ligi z budżetem na poziomie środka tabeli – mniej więcej według modelu, który przerabiał ostatnio Turów Zgorzelec. Jeśli tak, to niewykluczone, że już w najbliższych tygodniach będzie można pierwszy raz od dwóch sezonów otworzyć dyskusję o tym, kto może być nowym mistrzem Polski?

Bet365 - najlepsze kursy na Euro2016 >>

Fot. A. Romański, plk.pl

Brandon Ingram – superman od Coacha K.

NBA | 25.06.2016 09:29

Porównywany do Kevina Duranta, trenowany przez Jerry’ego Stackhouse’a i Mike’a Krzyzewskiego – to wybrany z nr. 2 w drafcie Brandon Ingram. Ma dopiero 18 lat, ale to w nim widzi się nową gwiazdę Los Angeles Lakers.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Donald Ingram, ojciec Ingrama, twierdzi, że jego syn nie chce być uważany za potencjalnego następcę Black Mamby. – Kobe (Bryant) pozostawił po sobie spore buty. Brandon nie ma zamiaru w nie wchodzić. Nie będzie próbował robić zbyt wiele. Będzie ciężko pracował i stawiał krok za krokiem. To odróżnia go od innych graczy – jest cierpliwy – powiedział w rozmowie z USA Today. To może dać wstępny obraz tego, jakie relacje ich łączą i jakiego pokroju człowiekiem jest nowy nabytek „Jeziorowców”. 

Brandon Ingram przyszedł na świat w Kinston w Północnej Karolinie. W mieście owianym złą sławą, kojarzonym z gangami i ogólnie pojętą przestępczością. Rodzina Ingramów od małego jednak wpajała mu należyte zasady i wartości moralne. Donald był sędzią koszykarskim na poziomie licealnym i uniwersyteckim, więc nauczył syna m.in. szacunku i cierpliwości wobec sędziów. O tym, że potrafi kontrolować emocje mówił zresztą sam Brandon w kontekście czwartkowej ceremonii draftu – Kiedy wymienią moje imię, będę trzymał emocje na wodzy. W ukrywaniu ich jestem dobry. 

W dzieciństwie często grywał w koszykówkę ze starszym bratem i jego kolegami. Dziś wskazuje to jako jeden z ważniejszych czynników w jego sportowym rozwoju. Kiedy natomiast dotarł do ósmej klasy jego trenerem i mentorem został Jerry Stackhouse, były All-Star, który spędził 18 lat na parkietach NBA i dorastał w tym samym mieście co Ingram.

Za dobry kolega?

Po tym, jak poprowadził swoją licealną drużynę do czterech kolejnych mistrzostw stanu, już wiadomo było, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowym. Potem trafił do Duke, pod skrzydła Mike’a Krzyzewskiego. Początki nie były łatwe. W serwisach społecznościowych często czytał niepochlebne komentarze na swój temat – że gra poniżej oczekiwań, że jest zbyt „koleżeński”.

Młody koszykarz odpowiedział jednak na nie w najlepszy i jedyny znany mu sposób – na boisku, poprzez swoją grę. Debiutancki i jedyny sezon na parkietach NCAA zakończył ze średnimi na poziomie 17,3 pkt. (44% z gry, 41% z dystansu), 6,8 zb. oraz 2 as., a w krajowym turnieju poprowadził swój zespół do fazy Sweet 16.

Wytatuowany aż do przesady (sam twierdzi, że tatuaże przestał liczyć, gdy zafundował sobie 15.), niestroniący od kontrowersyjnych kreacji (czego dowód dał już przy okazji draftu), ale niezwykle utalentowany, cierpliwy i nastawiony na ciężką pracę.

Ma dopiero 18 lat (19 skończy 2 września), ale wzrostem dorównuje Durantowi (206 cm), a pod względem zasięgu ramion jest o 6 cm za nim (220 cm). Jest szybki i dobrze panuje nad piłką, ale w związku z tym, że od pierwszej klasy liceum urósł aż o 32 cm, musi nieco podgonić z atletyzmem, co u tzw. późnorozwojowców jest rzeczą normalną.  

Może być w tej lidze prawdziwą bestią, pytanie tylko czy w blasku hollywoodzkich reflektorów zdoła wytrzymać presję. W Lakers trafia do drużyny, co do której nie ma póki co większych oczekiwań. Z Lukem Waltonem w roli nowego trenera będzie dostawał regularne minuty i jeśli prawdą jest, co o nim mówią, rzeczywiście w przyszłości ma szansę zostać twarzą organizacji.

Matka Brandona, pani Joann Ingram, opisała syna w następujący sposób - Było wiele takich meczów, kiedy wychodził na boisko, wyglądając niepozornie, trochę leniwie, a ludzie w hali wydawali z siebie odgłosy zlekceważenia. Jednak kiedy zaczynał grać, wszyscy się zamykali. To prawie jak przemiana Clarka Kenta w Supermana. On nie wychodzi tam, żeby być dobrym. Idzie tam, żeby być świetnym. 

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

fot. Wikimedia Commons

Marcin Gortat na wylocie z Wizards?

NBA | 24.06.2016 23:09

Monstrualna oferta dla Joakima Noah – klub z Waszyngtonu chce według amerykańskich mediów zaoferować Francuzowi maksymalny kontrakt. Co to oznacza dla polskiego środkowego?

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Według doniesień serwisu Sportingnews.com, to właśnie Washington Wizards są liderem wyścigu czterech klubów (Knicks to druga z poważnych kandydatur), ponieważ byliby gotowi zaproponować najwyższy z możliwych kontraktów. Za 4 lata gry w stolicy Noah miałby otrzymać niemal 120 milionów dolarów, a już w pierwszym sezonie jego pensja miałaby wynieść ponad 26 mln usd. Mnóstwo pieniędzy, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wyraźnie rosnące salary cap.

Joakim Noah jeszcze 2 lata temu w barwach Bulls był jedną z czołowych postaci całej ligi. W 2014 roku uznano go najlepszym obrońcą NBA i wybrano do pierwszej piątki sezonu. Nawet jeśli jego notowania spadły na skutych ostatnich kontuzji (zagrał tylko 29 meczów w minionym sezonie), to czy ktoś z taką marką i nowym, ogromnym kontraktem byłby zatrudniany do roli zmiennika?

Wizards, jak powszechnie wiadomo, są także pod ścianą w kwestii konieczności zapłacenia maksymalnych pieniędzy Bradleyowi Bealowi. Z części dotychczasowych, wysokich kontraktów musieliby - zatrudniając Noah - z pewnością zrezygnować. Kogo wtedy się pozbędą?

Dobrą wiadomością dla Marcina Gortata jest fakt, że wszyscy już chyba w Wizards mają świadomość, że Nene jest „done” i raczej w niego inwestować już nie będą. Jednak nawet wówczas, zarabiający 12 milionów dolarów za sezon Polak, wcale nie będzie tani, jak na rolę zmiennika.

Niezależnie od tego, czy Wizards zdołają przechwycić Noah (Knicks też mają skłonność do przepłacania...), na pewno już teraz takie oferty dla innych środkowych to czytelny gest klubu wobec Marcina. A przecież w ostatnich sezonach był on bezdyskusyjnie pierwszym środkowym zespołu, a ostatnio zanotował bardzo dobry statystycznie sezon.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons

Naszym zdaniem

Craig Sword - Wilki inwestują w debiutanta

PLK | 24.06.2016 19:10

Rzucający obrońca po uczelni Mississippi State, 22-letni Craig Sword został nowym zawodnikiem zespołu King Wilki Morskie. W Szczecinie ma zastąpić Franka Gainesa.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Craig Sword ma 191 cm wzrostu i przez pełne 4 sezony reprezentował barwy Mississippi State. Kibicom PLK uczelnia ta kojarzy się z grającym ostatnio w Stelmecie, Dee Bostem. Sword, które pseudonim boiskowy to podobno „Chicken” (Kurczak), jak dotąd nie występował jeszcze w Europie.

Nowy obwodowy Wilków Morskich znany jest ze swojej dynamicznej, bardzo efektownej gry - wsadów nie powinno zabraknąć. Rzut oka na statystyki pozwala zauważyć, że regularnie dostarczał kilkunastu punktów na mecz (średnia w karierze w NCAA 12.1 pkt.) i miał sporo przechwytów. Jednocześnie zaniepokojenie budzi fakt, że notuje więcej strat (ostatni sezon aż 3.2 na mecz) niż asyst (ostatnio 3.0). Z gry trafiał na skuteczności 44.9%.

Dość dziwne w kontekście drużyny lubiącej rzucać z dystansu jest również to, że Sword notuje naprawdę kiepską skuteczność w rzutach za 3 punkty. W ostatnim sezonie było to fatalne wręcz 23.2 % - trafił jedynie w 23 z 99 oddanych prób. Średnia podczas całego pobytu na uczelni to niewiele lepsze 26.3%. Dla porównania - AJ Walton w AZS Koszalin trafił ostatnio 28% trójek.

„Strzelec bez rzutu” – zwykło się mawiać o takich zawodnikach. Albo będzie to oznaczać przekierowanie i urozmaicenie (oby) w ofensywnej taktyce Wilków Morskich, albo w Szczecinie bardzo poważnie potraktowano zapowiedzi o ograniczeniu wydatków na graczy.

<em></em><em><br></em>

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

fot. Mississippi State

Video

  • PLK: Top 10 15. tygodnia
  • Top 10 PLK - 6-12.01
  • PLK: Top 10 11. kolejki

Sacramento Kings to stan umysłu

NBA | 24.06.2016 16:33

Sacramento Kings nie pozwalają się nudzić - po czwartkowym drafcie mają w składzie aż pięciu środkowych. DeMarcus Cousins wyraźnie nie jest tym wszystkim zachwycony.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

W Sacramento co jakiś czas próbują sprawiać pozory, że robią porządek, że coś się w końcu zmienia, ale to wszystko tylko iluzja. Pisaliśmy o tym obszernie i informujemy niniejszym, że nic tam nie znormalniało.

Przykładem była czwartkowa noc. Do draftu Kings przystępowali z prawem do wyboru z 8. numerem. W obawie przed kolejną wpadką postanowili się go jednak pozbyć, wymieniając je na dwóch kolejnych centrów, prawa do Bogdana Bogdanovica, który na kolejny sezon zostaje jeszcze w Europie oraz drugorundowy pick w 2020 roku.

Z ósemką dla Phoenix Suns Kings wybrali silnego skrzydłowego z Uniwersytetu Waszyngton Marquese’a Chrissa. Do nich natomiast trafili Georgios Papagiannis (nr 13) i Skal Labissiere (nr 28). Niezależnie od talentu, jaki prezentują obaj zawodnicy, Vlade Divac doprowadził do sytuacji, w której zarządzana przez niego drużyna ma w swoim składzie aż pięciu środkowych – DeMarcusa Cousinsa, Kostę Koufosa, wybranego przed rokiem Williego Cauley’a-Steina oraz dwóch wyżej wymienionych panów.

Trudno więc się dziwić, że lider drużyny z Kalifornii znów wylewał swoje żale w serwisach społecznościowych. – Panie, daj mi siłę – pisał na Twitterze zaraz po tym, jak wypłynęła informacja o wymianie. Trzeba przyznać, że to nawet zabawne, choć Cousinsowi na pewno do śmiechu nie jest.

W dodatku jeszcze przed draftem Kongs oddali do Charlotte Hornets Marco Belinelliego w zamian za prawo do wyboru z nr 22. Wykorzystali je na Malachiego Richardsona, perspektywicznego strzelca z uczelni Syracuse. Teoretycznie do ruchu nie można mieć większych zastrzeżeń, ale faktem jest, że przy niedoborze zawodników potrafiących skutecznie przymierzyć zza łuku, zrezygnowali z niezłego, sprawdzonego już zadaniowca (nawet jeśli słabego obrońcy) i w jego miejsce przyjęli młokosa, wobec którego mogą mieć tylko nadzieję, że w przeciwieństwie do Nika Stauskasa i Bena McLemore’a nie okaże się kolejnym niewypałem.

Przypomnijmy, że wraz z zakończeniem rozgrywek 2016/17 wygasł kontrakt Rajona Rondo, który trafi na rynek jako niezastrzeżony wolny agent. Z niecierpliwością czekamy na kolejne doniesienia ze skąpanej w słońcu oparach absurdu stolicy stanu Kalifornia.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons

Domantas Sabonis ściga legendę ojca

NBA | 24.06.2016 14:43

Syn wielkiego Arvydasa gra twardo, intensywnie i odziedziczył po ojcu koszykarski zmysł. Thunder wykonali świetny ruch.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

W drafcie Domantas Sabonis został wybrany z 11. numerem przez Magic, ale niebawem uczestniczył w wymianie z Thunder. Z Oklahoma City na Florydę przeszedł Serge Ibaka, w drugą stronę przeszli Victor Oladipo i Ersan Ilyasova oraz prawa do Litwina.

20-letni Sabonis ma 211 cm wzrostu, w minionym sezonie w Gonzaga University (m.in. z naszym Przemysławem Karnowskim) zdobywał po 17.6 punktu oraz 11.8 zbiórki, był kluczowym graczem zespołu w drodze do Sweet 16. Zanotował spory postęp w porównaniu z pierwszym sezonem w NCAA, gdy miał średnio 9.7 punktu i 7.l zbiórki.

Czy pokaże swoje atuty w NBA? O miejsce w rotacji będzie walczył obijając się na treningach z Enesem Kanterem, Stevenem Adamsem, Ersanem Ilyasovą i Nickiem Collisonem. Sabonis może grać i jako środkowy, i jako wysoki skrzydłowy.

Leworęczny Litwin gra bardzo intensywnie - jest walczakiem, ma niezłą motorykę i wyczucie do zbiórek. Ma dobre podstawy techniczne, trafia lewymi półhakami po zwodach. Pod względem atletycznym nie jest graczem wybitnym, nie skacze wyjątkowo wysoko. Ale fachowcy chwalą jego zmysł do gry - coś, czego wytrenować nie można.

Domantas jest trzecim synem Arvydasa - Żygimantas i Tautvydas nie zrobili kariery. Domantas urodził się w Portland, od małego rzucał z tatą i braćmi na przydomowy kosz, oglądał też ojca, gdy ten grał w Blazers. - Pamiętam, że tata zawsze chciał, żebym nauczył się tego oldschoolowego rzutu hakiem. To bardzo trudne, ale czasem się udaje. Tata jest dla mnie mentorem - mówi Sabonis.

Domantas, zanim trafił do Gonzagi, przez dwa sezony grał w Hiszpanii, w 2014 roku odrzucił ofertę Unicajy Malaga, która proponowała 630 tysięcy dolarów za 3 lata gry. Rok później zadebiutował w reprezentacji Litwy stając się najmłodszym seniorem w jej historii - w meczu z Australią miał 19 lat, 2 miesiące i 26 dni, dzięki czemu pobił rekord Jonasa Valanciunasa.

Teraz chce pójść w ślady nieco starszego rodaka, który wywalczył sobie mocną pozycję w Toronto Raptors. W Oklahoma City o minuty łatwo nie będzie, ale Sabonis ma wiele, by ruszyć śladami ojca. W wymianie Thunder z Magic Litwin był tylko dodatkiem, ale za kilka lat może się okazać, że to na nim klub z Oklahomy wygrał najwięcej.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. wikimedia commons

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Siarka Tarnobrzeg
Trefl Sopot
06.03 92
81
Wilki Morskie Szczecin
Start Lublin
06.03 121
70
Śląsk Wrocław
Anwil Włocławek
06.03 69
86
Energa Czarni Słupsk
Polfarmex Kutno
05.03 87
84
Polpharma Starogard Gd.
Polski Cukier Toruń
05.03 74
73
AZS Koszalin
Rosa Radom
05.03 79
85
Rosa Radom
Asseco Gdynia
29.02 87
80
Polfarmex Kutno
PGE Turów Zgorzelec
28.02 84
69
BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
MKS Dąbrowa Górn.
28.02 87
68
Stelmet Zielona Góra
Siarka Tarnobrzeg
27.02 101
78
Detroit Pistons
New Orleans Pelicans
21.02 106
111
Oklahoma City Thunder
Cleveland Cavaliers
21.02 92
115
Denver Nuggets
Boston Celtics
21.02 101
121
Phoenix Suns
San Antonio Spurs
21.02 111
118
Brooklyn Nets
Charlotte Hornets
21.02 96
104
Orlando Magic
Indiana Pacers
21.02 102
105
Toronto Raptors
Memphis Grizzlies
21.02 98
85
Dallas Mavericks
Philadelphia 76ers
21.02 129
103
Chicago Bulls
Los Angeles Lakers
21.02 126
115
Portland Trail Blazers
Utah Jazz
21.02 115
111
Lokomotiw Kubań Krasnodar
Darussafaka Stambuł
12.02 82
58
Panathinaikos Ateny
Efes Stambuł
12.02 83
78
CSKA Moskwa
Olympiakos Pireus
12.02 92
85
FC Barcelona
Żalgiris Kowno
12.02 92
86
Crvena Zvezda Telekom Belgrad
Cedevita Zagrzeb
11.02 94
74
Fenerbahce Stambuł
Unicaja Malaga
11.02 80
59
BK Chimki
Real Madryt
11.02 82
93
Laboral Kutxa Vitoria
Brose Baskets Bamberg
11.02 90
64
Efes Stambuł
Fenerbahce Stambuł
05.02 73
77
Żalgiris Kowno
CSKA Moskwa
05.02 54
94
Znicz Pruszków
Sokół Łańcut
05.03 72
68
GKS Tychy
ACK UTH Rosa Radom
05.03 102
84
AZS Mickiewicz Katowice
Pogoń Prudnik
05.03 82
77
Spójnia Stargard Szcz.
SKK Siedlce
05.03 81
76
Miasto Szkła Krosno
Noteć Inowrocław
05.03 112
82
Biofarm Basket Poznań
Doral Nysa Kłodzko
05.03 44
51
Śląsk II Wrocław
GTK Gliwice
05.03 64
69
Legia Warszawa
Astoria Bydgoszcz
04.03 109
73
Noteć Inowrocław
Śląsk II Wrocław
02.03 62
68
Astoria Bydgoszcz
Biofarm Basket Poznań
02.03 68
76
Trefl II Sopot
Politechnika Gdańska
06.03 94
73
SMS Władysławowo
Kotwica 50 Kołobrzeg
06.03 59
121
BC Obra Kościan
Asseco II Gdynia
06.03 73
96
TKM Włocławek
AZS UMK Consus PBDI Toruń
06.03 65
73
Itago Gdynia
Domino Inowrocław
06.03 63
76
KK Warszawa
Polonia Warszawa
06.03 70
41
Start II Lublin
Księżak Łowicz
06.03 77
76
Rosa III Radom
Stal St. Wola
06.03 60
69
MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl
Tur Bielsk Podlaski
06.03 87
71
Pogoń Ruda Śl.
Alba Chorzów
06.03 71
79
Basket Gdynia
Pszczółka AZS Lublin
26.10 71
75
Wisła Can-Pack Kraków
Ślęza Wrocław
26.10 83
64
Artego Bydgoszcz
MKS Konin
25.10 103
62
MKK Siedlce
Energa Toruń
25.10 65
86
KK ROW
Widzew Łódź
25.10 75
53
CCC Polkowice
AZS Gorzów Wlkp.
25.10 69
67
KK ROW
Basket Gdynia
16.10 62
59
Ślęza Wrocław
CCC Polkowice
05.10 54
63
Wisła Can-Pack Kraków
Basket Gdynia
04.10 96
37
Widzew Łódź
MKK Siedlce
04.10 56
75

REKLAMA

Robert Tomaszek zmienia Anwil na Turów

PLK | 24.06.2016 11:09

Po całkiem udanym sezonie w Anwilu, niechciany we Włocławku doświadczony środkow, trafi do odbudowującego się Turowa Zgorzelec.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Robert Tomaszek tydzień temu skończył już 35 lat, ale jak na warunki PLK, jest poważnym uzupełnieniem składu w strefie podkoszowej. W barwach Anwilu w zakończonym niedawno sezonie grywał wprawdzie tylko po ok. 15 minut na spotkanie, ale w tym czasie dostarczał drużynie 6.6. punktu i 4.6 zbiórki, trafiając z gry na skuteczności 53.9%, do tego wyraźnie poprawił skuteczność rzutów wolnych.

Jego odejście z Anwilu jest dość zaskakujące, ponieważ był jednym z jaśniejszych punktów drużyny w trakcie nieudanego playoff. W ostatnich tygodniach mówiło się o zainteresowaniu jego usługami ze strony przynajmniej kilku klubów PLK, na ogół z dolnej połowy tabeli, krążyły tez pogłoski o ponownym wyjeździe do Niemiec.

W najbliższym sezonie silny i waleczny zawodnik będzie bił się pod koszami właśnie w barwach Turowa Zgorzelec. Tomaszek raz już występował w tym klubie - w sezonie 2010/11.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl

Oladipo City Thunder i zatrzymywanie Kevina Duranta

NBA | 24.06.2016 07:51

Sprowadzając Victora Oladipo, Ersana Ilyasovę i Domantasa Sabonisa Thunder pokazują Kevinowi Durantowi - zostań, będziemy mocniejsi.

To była największa wymiana w dzień draftu - Thunder oddali do Orlando Magic Serge’a Ibakę, a pozyskali trzech wymienionych wyżej graczy. - Ten dzień oznacza szansę, na zbudowanie w naszej drużynie wszechstronności, głębi i talentu - skomentował transfer Sam Priesti, generalny menedżer Thunder.

Obowiązywać po nim będą dwie interpretacje - pierwsza to taka, że klub z Oklahoma City pogodził się ze stratą Duranta, który niebawem dostanie propozycję od wielu drużyn, i zaczyna przebudowę zespołu. Ale jest też druga - Thunder się wzmocnili, dodali sporo talentu i liczą, że Durant zdecyduje się zostać, by podjąć kolejną walkę o mistrzostwo.

24-letni Oladipo to dynamiczna dwójka - lubi wchodzić w pole trzech sekund, atakować kosz, nieźle rzuca za 3, jest dobrym obrońcą. W minionym sezonie miał w Magic średnio 16.0 punktu, 4.8 zbiórki, 3.9 asysty, trafiał 35% trójek. 29-letni Ilyasova jest solidną czwórką z rzutem za 3, który występował już w trzech klubach NBA. Natomiast 20-letni Sabonis to duży talent z Litwy, syn wielkiego Arvydasa, który w ostatnim sezonie w Gonzadze zdobywał po 17.6 punktu oraz 12 zbiórek. W NBA może być bardzo solidnym podkoszowym.

Za tę trójkę Thunder oddali Serge’a Ibakę, gracza kojarzonego z Thunder, z Durantem i Russellem Westbrookiem. Środkowy, który ostatnio zaczynał grać także jako czwórka, trzykrotnie wybierany był w najlepszej piątki obrońców ligi, cztery razy wygrywał klasyfikację bloków. W minionym sezonie, trudnym ze względu na zmianę pozycji, miał średnio 12.6 punktu, 6.8 zbiórki oraz 1.9 bloku - to najniższe wskaźniki od czterech lat.

Ibaka nie był ostatnio zadowolony ze swojej pozycji w Thunder, zdarzyło mu się narzekać, że dostaje za mało podań. Najbliższy sezon będzie ostatnim z obowiązującego kontraktu, z którego będzie mu się należało 12,25 miliona dolarów. Oddając Ibakę Thunder zaoszczędzili też trochę pieniędzy.

handmade

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons
 

Ben Simmons - człowiek-kontra z Melbourne

NBA | 24.06.2016 07:21

Rozgrywający w ciele wysokiego skrzydłowego - to najprostsza charakterystyka nr. 1 draftu. I byłego kolegi Marcela Ponitki ze szkoły średniej.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Ben Simmons grał z Polakiem w Montverde Academy na Florydzie w sezonie 2014/15. Zdobył wtedy swoje trzecie kolejne mistrzostwo USA, w wygranym 70:61 finale z Oak Hill rzucił 20 punktów, miał 11 zbiórek. Już wówczas wiadomo było, że będzie studiował w LSU, prawie pewne wydawało się, że w drafcie w 2016 roku zostanie wybrany z nr. 1. I tak się stało - Simmons trafił do Sixers.

19-letni gracz mierzy 208 cm wzrostu i jest nazywany rozgrywającym w ciele wysokiego skrzydłowego. Ma świetny przegląd pola, dobrze kontroluje piłkę, jego najczęstsze akcje zaczynają się od zbiórki w obronie, po której Simmons wyprowadza kontrę. Lubi je kończyć podaniami, umie też trafiać z wejść. Już w debiutanckim sezonie w NBA może być jednym z najbardziej efektownych graczy, jeśli chodzi o grę w szybkim ataku.

Simmons urodził się w Melbourne, jest synem Amerykanina i Australijki. Jego ojciec Dave, nowojorczyk z Bronksu, grał w Oklahoma City University, a w 1989 roku trafił do australijskiej NBL, gdzie został gwiazdą. Jego syn zaczął grać w koszykówkę w wieku 7 lat, gdy trenował z zespołem do lat 12 w klubie Newcastle Hunters. Przez pewien czas uprawiał też futbol australijski, w wieku 14 lat całkowicie postawił na koszykówkę.

W 2012 roku, jeszcze jako 15-latek, Simmons znalazł się w reprezentacji Australii do lat 17 i pojechał na mistrzostwa świata. Tam pomógł drużynie zdobyć srebro, a sam błysnął w meczu z Czechami, w którym zaliczył 26 punktów, 10 zbiórek i 5 przechwytów. Niespełna rok później był już uczniem Montverde Academy, którą poprowadził do trzech tytułów mistrza USA.

W jedynym sezonie w LSU zdobywał średnio po 19.2 punktu, 11.8 zbiórki oraz 4.8 asysty. Jego zespół nie uczestniczył w March Madness, ale to nie zepsuło pozycji Simmonsa przed draftem. Już od kilku dni wiadomo było na pewno, że Sixers zdecydują się na jego wybór.

Co Simmons ma do poprawy? Przede wszystkim - rzut z wyskoku. W LSU trafiał tylko 33% rzutów za dwa, nie licząc tych z bliska. Jeszcze słabiej wypada w rzutach za 3 punkty, z wolnych trafia 67%. Musi popracować nad każdym z tych elementów, by jego gra stała się pełniejsza, by przeciwnicy nie odpuszczali go na obwodzie i nie zagęszczali strefy podkoszowej.

Simmons, jako spodziewany nr 1 draftu i przyszła gwiazda NBA, już kilka tygodni temu podpisał kontrakt z Nike. Warunków kontraktu nie ujawniono, ale amerykańskie media informowały wcześniej, że Nike oferowało Simmonsowi 7.5 miliona dolarów za 5 lat, podczas gdy Adidas proponował koszykarzowi 10 milionów za taką samą długość umowy. Australijczyk związany jest jednak z agencją menedżerską Klutch Sports Group LeBrona Jamesa, co całkowicie tłumaczy wybór Nike.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons

Ben Simmons nr. 1 draftu. Dziewięciu Europejczyków w I rundzie

NBA | 24.06.2016 06:25

Wszechstronny skrzydłowy z LSU został wybrany przez Sixers. Z nr. 4 do Suns trafił Dragan Bender.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Sensacji w ostatniej chwili nie było - od kilku dni jasne było, że Sixers wybiorą z nr. 1 Bena Simmonsa, a tak naprawdę Australijczyk kandydatem do pierwszego wyboru był od bardzo dawna. Mierzący 208 cm wzrostu 19-latek, to wszechstronny skrzydłowy, który w minionym sezonie zdobywał średnio po 19.2 punktu, 11.8 zbiórki oraz 4.8 asysty jako freshman w LSU.

Z nr. 2 Lakers wybrali Brandona Ingrama z Duke, też wszechstronnego skrzydłowego, który mierzy 206 cm wzrostu. W NCAA Ingram zdobywał ostatnio po 17.3 punktu, miał po 6.8 zbiórki. Z kolejnym numerem do Celtics trafił Jaylen Brown - atletyczny skrzydłowy o wzroście 201 cm, który przez ostatni sezon grał w University of California (14.6 punktu, 5.4 zbiórki).

Z czwórką do Suns poszedł Dragan Bender, 18-letni Chorwat, najmłodszy gracz w drafcie, który ostatnio występował w Maccabi Tel Awiw. Bender był najwyżej wybranym z dziewięciu Europejczyków w I rundzie - z nr. 11 Orlando Magic wzięli Domantasa Sabonisa, ale potem oddali go w wymianie z Thunder.

Wyniki I rundy draftu:

1. Philadelphia 76ers - Ben Simmons, LSU
2. Los Angeles Lakers - Brandon Ingram, Duke
3. Boston Celtics - Jaylen Brown, Cal
4. Phoenix Suns - Dragan Bender, Chorwacja
5. Minnesota Timberwolves - Kris Dunn, Providence
6. New Orleans Pelicans - Buddy Hield, Oklahoma
7. Denver Nuggets - Jamal Murray, Kentucky
8. Sacramento Kings - Marquese Chriss, Washington (oddany do Suns)
9. Toronto Raptors - Jakob Poeltl, Utah
10. Milwaukee Bucks - Thon Maker, Australia
11. Orlando Magic - Domantas Sabonis, Gonzaga (oddany do Thunder)
12. Atlanta Hawks - Taurean Prince, Baylor
13. Phoenix Suns - Georgios Papagiannis, Grecja (oddany do Kings)
14. Chicago Bulls - Denzel Valentine, Michigan State
15. Denver Nuggets - Juan Hernangomez, Hiszpania
16. Boston Celtics - Guerschon Yabusele, Francja
17. Memphis Grizzlies - Wade Baldwin IV, Vanderbilt
18. Detroit Pistons - Henry Ellenson, Marquette
19. Denver Nuggets - Malik Beasley, Florida State
20. Brooklyn Nets - Caris LeVert, Michigan
21. Atlanta Hawks - DeAndre’ Bembry, St. Joseph’s
22. Charlotte Hornets - Malachi Richardson, Syracuse
23. Boston Celtics - Ante Zizic, Chorwacja
24. Philadelphia 76ers - Timothe Luwawu, Francja
25. Los Angeles Clippers - Brice Johnson, North Carolina
26. Philadelphia 76ers - Furkan Korkmaz, Turcja
27. Toronto Raptors - Pascal Siakam, New Mexico State
28. Phoenix Suns - Skal Labissiere, Kentucky (oddany do Kings)
29. San Antonio Spurs - Dejounte Murray, Washington
30. Golden State Warriors - Damian Jones, Vanderbilt

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons
 

Saso Filipovski odchodzi do Turcji?

PLK | 23.06.2016 22:32

Banvit, piąty zespół ligi tureckiej, w którym w minionym sezonie grał A.J. Slaughter, ma według tamtejszych mediów, ogłosić podpisanie umowy ze Słoweńcem w najbliższych dniach.

Z mistrzowskiego Stelmetu niebawem być może zostanie tylko wspomnienie - odszedł Vlad Moldoveanu, wiadomo, że odejdzie Mateusz Ponitka, lepsze oferty ma Dee Bost, krążą plotki, że do Rosy mógłby odejść Łukasz Koszarek, a teraz drużyna z Zielonej Góry traci trenera, który wykonał w ostatnich dwóch sezonach świetną robotę. Serwis Trendbasket.net podaje, że Saso Filipovski porozumiał się z Banvitem Bandrima i niebawem podpisze tam kontrakt.

Banvit zajął piąte miejsce w sezonie zasadniczym ligi tureckiej - wygrał 18 z 30 meczów. W ćwierćfinale playoff trafił na Darussafakę i przegrał rywalizację 0:2. Zespół prowadził Selcuk Ernak, to jego zastąpi teraz Filipovski.

Kto będzie trenerem Stelmetu? W środowisku, w ostatnich tygodniach więcej mówi się o tym, kto odejdzie lub ile komu zalega Stelmet, niż o ewentualnych transferach do Zielonej Góry. Mistrz Polski ma ważne kontakty z Koszarkiem, Adamem Hrycaniukiem, Przemysławem Zamojskim, Karolem Gruszeckim i Kamilem Zywertem. Asystentami Filipovskiego są na tę chwilę Andrzej Adamek, Artur Gronek oraz Arkadiusz Miłoszewski.

(fot. A. Romański, plk.pl)

Thon Maker – draft na lewych papierach

NBA | 23.06.2016 19:34

Urodzony w Sudanie, mierzący 216 cm wzrostu Thon Maker miał być jednym z ciekawszych młodych graczy w tegorocznym drafcie. Jego notowania obniżają jednak wątpliwości dotyczące jego rzeczywistego wieku.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Metryka wywodzącego się z Instytutu Sportowego w Orangeville w Kanadzie (prowincja Ontario) Thona Makera na datę urodzenia wskazuje 25 lutego 1997 roku, co oznaczałoby, że młody podkoszowy skończył w tym roku 19 lat. Jednak jak donosi Jake Fischer ze Sports Illustrated, pewne źródła twierdzą, iż w rzeczywistości może być on aż 4 lata starszy.

Dorastającego w Australii zawodnika niektórzy eksperci przedstawiali jako realnego kandydata do pierwszej rundy draftu. Mówiono o nim nawet, że to taki wyższy Kevin Durant i choć pod względem umiejętności lider Oklahoma City Thunder w jego wieku imponował zdecydowanie bardziej, to diament ten miał być dobrym materiałem do obróbki.

Problem w tym, że jeśli liczy on sobie 23, a nie 19 wiosen, to możliwości rozwoju są już w tym momencie poważnie ograniczone. A Olgun Uluc, dziennikarz reprezentujący FOX Sports w Australii twierdzi, że według niektórych źródeł koszykarz jest nawet jeszcze o rok starszy…

Oczywiście mogą być to fałszywe sygnały celowo rozsyłane przez ludzi związanych z zainteresowanymi nim klubami, niemniej w przypadku sportowców pochodzących z Afryki zaniżanie prawdziwego wieku to żadna nowość (podobno dotyczyło to też np. Emmanuela Olisadebe), dlatego trudno się dziwić, że plotki te są w tym momencie brane na poważnie.

W kwietniu przy okazji kontroli granicznej wyszło na jaw, że inny „nastolatek” z Sudanu również uczęszczający do szkoły średniej w Kanadzie, Jonathon Nicola zamiast oczekiwać 18. urodzin tak naprawdę zbliżał się już do 30. Innym, bardziej znanym przykładem jest chociażby były piłkarz Barcelony, Samuel Eto’o, co do którego wieku do tej pory nikt nie ma pewności.

Sam zawodnik jeszcze na początku czerwca głęboko wierzył, że w drafcie zostanie wybrany wysoko. – Gdzieś w granicach loterii – mówił Jay’owi Kingowi z MassLive.com, wskazując na miejsca 1-14. Mimo spekulacji Maker pozostaje bardzo interesującym prospektem. Ostatecznie ktoś powinien zaryzykować, stawiając właśnie na niego, ale nieścisłości związane z jego wiekiem prawdopodobnie zepchną go do drugiej rundy.

Można się oczywiście zastanawiać, czy to nie dziwne, że podobne rewelacje wypłynęły akurat teraz, dosłownie w dzień draftu. Mleko się już jednak wylało i niestety może w dużym stopniu wpłynąć na jego przyszłość.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons

Barack Obama wkrótce z klubem NBA?

NBA | 23.06.2016 16:12

Ustępujący prezydent Stanów Zjednoczonych jest znanym wielbicielem koszykówki. Zdanie stacji ESPN, po zakończeniu swojej drugiej kadencji może być poważnie zainteresowany nabyciem udziałów w jednym z klubów najlepszej ligi świata.

Urzędowanie w Białym Domu Barack Obama skończy za nieco ponad pół roku – w styczniu 2017, ponieważ zgodnie z zasadami nie może już kandydować na trzecią kadencję. – Prezydent toczył już wstępne rozmowy na ten temat. Jest potencjalnie zainteresowany rola udziałowca w grupie właścicieli któregoś z klubów NBA – powiedział w środę ESPN Josh Earnest, sekretarz prasowy w kancelarii prezydenta USA.

Sam Obama we wcześniejszych wywiadach mówił, że bycie współwłaścicielem klubu NBA zawsze było jego marzeniem – Mieć szansę budowania drużyny byłoby wspaniałym wyzwaniem i świetną zabawą. To coś rewelacyjnego – mówił w listopadowej rozmowie z GQ Magazine.

Obecny prezydent jest kibicem drużyn z Chicago, a zatem również Bulls. Jednak jego sympatia do koszykówki jest znacznie szersza. Nawet w dniu wyborów prezydenckich potrafił dla relaksu zagrać w koszykówkę z przyjaciółmi i Scottie Pippenem. Chętnie korzysta z rozmaitych okazji, aby chociaż porzucać do kosza.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons

Teague w Pacers, a w Utah się cieszą

NBA | 23.06.2016 13:39

W ramach wymiany pomiędzy trzema klubami Jeff Teague trafił do Indiana Pacers, a George Hill zagra w trykocie Utah Jazz, którzy przekazali Hawks swój wybór w drafcie. Kto zarobił najwięcej?

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

O odejściu Jeffa Teague’a z Atlanty, a właściwie o tym, że przydałby się on w Indianapolis mówiło się już od dłuższego czasu. Ostatecznie ściągnięcie go kosztowało Pacers George’a Hilla, ale to dla nich dobry ruch i według informacji Adriana Wojnarowskiego z The Vertical podobno podjęli już z nim rozmowy na temat przedłużenia kontraktu, który wygasa wraz z końcem rozgrywek 2016/17. Dla 28-letniego rozgrywającego to powrót w rodzinne strony.

Hill natomiast powędruje do Utah Jazz, którzy w ramach wymiany wysłali do Atlanty 12. wybór w czwartkowym drafcie. Zespół z Salt Lake City w nadchodzącej kampanii ma pan zrobić wreszcie skok na play-off. Nowy nabytek prócz rzeczywistego wzmocnienia ma być również planem awaryjnym na wypadek, gdyby Dante Exum, który stracił całą kampanię 2015/16 na skutek kontuzji zerwania więzadła krzyżowego przedniego (ACL) w lewym kolanie, dochodził do optymalnej formy dłużej niż zakłada sztab Jazzmanów.

Źle na tym dealu nie wyszli także Hawks. Stracili wprawdzie startowego playmakera, który zapewniał im co mecz średnio 15,7 pkt. i 5,9 as., ale wynika to z tego, że postawili po prostu na młodego Dennisa Schrödera. Rozpoczęli już z nim zresztą rozmowy o przedłużeniu jego debiutanckiego kontraktu. Za Teague’a dostali pick w drafcie, co oznacza, że finalnie mają prawo do wyboru z numerami 12. (od Jazz), 21., 44. (od Wizards) oraz 54.

Pod względem finansowym Hill i Teague prezentowali taką samą wartość. Obaj mają ważne kontrakty do końca nadchodzącego sezonu, a zarobią w nim równo po 8 mln dolarów. Ze względów formalnych wymiana nie może jednak zostać sfinalizowana przed końcem czerwca.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons

Šarūnas Jasikevičius trenerem Barcelony!

Euroliga | 23.06.2016 12:28

Wybitny europejski rozgrywający i legenda litewskiej koszykówki, obejmie klub, z którym święcił w Europie wielkie sukcesy.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Dotychczasowy trener Xavi Pascual, po aż ośmiu sezonach spędzonych na ławce Barcy, musiał pożegnać się ze stanowiskiem, po tym, jak Duma Katalonii przegrała rywalizację z Realem Madryt o mistrzostwo Hiszpanii, a wcześniej nie zdołała się zakwalifikować do Final Four Euroligi.

Šarūnas Jasikevičius od kilku miesięcy pełnił rolę pierwszego trenera Żalgirisu Kowno, a bardzo bogatą koszykarską karierę zakończył w 2014 roku. Jest m.in. jedynym w historii zawodnikiem, który wygrał Euroligę z trzema różnymi klubami. Jednym z nich była właśnie Barcelona (w 2003 r.), w której grał dwukrotnie, łącznie przez 4 sezony - w latach 2000-2003 oraz 2012-2013.

Powodem wyboru przez Barcelonę akurat Jasikevičiusa był jego charyzmatyczny charakter, olbrzymie doświadczenie w europejskiej koszykówce i fakt, że jest legendą klubu z Katalonii, świetnie tam znaną i uwielbianą przez kibiców postacią.

Klub nie potwierdził jeszcze oficjalnie zatrudnienia Litwina, ale jak podaje serwis Eurohoops, wszystkie szczegóły zostały już uzgodnione. Nowy trener ma podpisać umowę na 2 lata, z opcją przedłużenia na trzeci sezon.

Bet365 - kto wygra: Polska czy Szwajcaria? >>

Fot. Wikimedia Commons

Najciekawsze tweety