Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

0

Wisła Kraków potwierdziła dominację

BLK | 04.05.2016 22:18

Koszykarki Wisły Can-Pack Kraków po zwycięstwie na własnym parkiecie z Artego Bydgoszcz 53:48 zdobyły swoje 25. mistrzostwo Polski w historii i 8 w ostatnich 11 latach.

W środę krakowianki po raz trzeci w finale playoff okazały się lepsze od Artego. W dwóch wcześniejszych spotkaniach w Bydgoszczy triumfowały 72:68 i 52:50, teraz, we własnej hali, wygrały 53:48.

Początek nie był udany dla „Białej Gwiazdy", po 10 minutach bydgoszczanki prowadziły 16:12. W połowie drugiej kwarty wydawało się, że to Wisła jednak odskoczy od rywala. Dzięki rzutom Denashy Stallworth i Yvonne Turner w 16. min. było 25:20. Ale do przerwy było 28:28.

Przestój Artego w trzeciej kwarcie sprawił, że Wisła wyszła na prowadzenie 42:32, ale drużyna z Bydgoszczy podjęła jeszcze walkę. Systematycznie zmniejszała stratę i gdy do końca było niecałe 12 sekund, po rzucie za 3 Maurity Reid było tylko 51:48 dla Wisły. Trener Jose Hernandez poprosił o czas, a po wznowieniu gry sfaulowana została Justyna Żurowska-Cegielska. Trafiła obydwa rzuty wolne i losy spotkania były przesądzone.

- Te dwa rzuty trzeba było rzucić, aby mieć spokojne ostatnie sekundy. Zawsze powtarzam, że przy wykonywaniu osobistych bardzo ważna jest psychika, głowa. Jak stanęłam na linii wykonywania wolnych przemknęły mi przez głowę myśli, które mnie uspokoiły. W efekcie ręka nie zadrżała. Były to pewne rzuty. Po ich trafianiu wiedziałyśmy, że mistrzostwo jest po naszej stronie - mówiła po meczu Żurowska-Cegielska.

MVP finału została Amerykanka Yvonne Nicole Turner z Wisły. Krakowski klub poinformował, że trenerem zespołu na sezon 2016/17 pozostanie Hernandez. - Na pewno zrobił w tym sezonie dobrą pracę. Nie tylko chodzi tutaj o rozgrywki w naszym kraju. Byłyśmy w ósemce najlepszych drużyn Europy. Jest utrzymany tytuł mistrza Polski, był wspaniały finał, zakończony wynikiem 3:0. Należą mu się wielkie gratulacje - skomentowała Żurowska-Cegielska.

Brązowe medale zdobyły koszykarki Ślęzy Wrocław, które w rywalizacji do dwóch zwycięstw pokonały MKS Polkowice 2:0. To 10. medal w historii wrocławskiego klubu i pierwszy od 14 lat.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Facebook.com/WislaCanPack
 

0

Stephen Curry i osocze bogatopłytkowe. Powrót w sobotę?

NBA | 04.05.2016 20:58

Przez kontuzję kolana, której nabawił się w czwartym starciu z Houston Rockets, Stephen Curry pozostaje poza grą, ale dzięki specjalnej terapii jego rehabilitacja przebiega pomyślnie, a sam zawodnik chciałby wesprzeć kolegów już w sobotnim pojedynku z Portland Trail Blazers.

Lider obrońców tytułu zmaga się z urazem więzadła pobocznego piszczelowego w prawym kolanie, które uszkodził w czwartym meczu pierwszej rundy play-off. Rozgrywający postanowił podzielić się z mediami szczegółami swojej rehabilitacji i zdradził, że jednym z jej elementów była terapia osoczem bogatopłytkowym, które znacznie przyspiesza naprawę tkanek w trakcie procesu gojenia dzięki tzw. czynnikom wzrostu, szczególnie wpływającym na odbudowę mięśni i ścięgien. Przed Currym z podobnych zabiegów korzystali też inni znani sportowcy – Rafael Nadal, Tiger Woods czy oczywiście Kobe Bryant.

Curry wspomniał również, że leczenie PRP (Platelet Rich Plasma) rozpoczęto na drugi dzień po feralnym spotkaniu, a teraz, czyli tydzień później, jest już rzekomo gotowy do wznowienia treningów. Sam zawodnik deklaruje, że chciałby na parkiet wybiec już w sobotnim meczu nr 3 przeciwko Blazers, ale biorąc pod uwagę fakt, że Warriors, choć nieco szczęśliwie, to jednak prowadzą w serii 2:0, przynajmniej w tym najbliższym pojedynku może jeszcze dostać wolne.

O tym, że „Wojownicy” nie będą się w tej sprawie spieszyć, mówił zresztą Steve Kerr: - Póki co, radzi sobie całkiem nieźle. Pomyślnie przechodzi proces rehabilitacji i robi oczekiwane postępy, ale w tym momencie pozostaje poza grą. Mam nadzieję, że wróci, jednak nie wiem, kiedy dokładnie to nastąpi – tonował nastroje szkoleniowiec ekipy z Oakland. Sam koszykarz twierdzi, że jego szanse na występ w sobotę są „całkiem spore”. Bardziej realnym terminem wydaje się jednak drugi mecz w Portland, który rozegrany zostanie w poniedziałek.

Przez problemy z kostką i kolanem Curry w fazie play-off zagrał w raptem dwóch spotkaniach i spędził w nich na parkiecie łącznie 39 minut, zdobywając 30 punktów.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...
 

0

Rewelacyjny Kikowski poprowadził watahę

PLK | 04.05.2016 20:24

Wróciła skuteczność rzutów z dystansu, wróciły i Wilki Morskie. Przekreślani po dwóch spotkaniach we Włocławku szczecinianie wygrali trzeci mecz z Anwilem 93:88 i nadal są w grze o półfinał Tauron Basket Ligi.

Po sromotnych klęskach Wilków we Włocławku więcej przed tym meczem mówiło się o tym, czy gospodarze będą w ogóle w stanie zachować twarz i choć w jednym meczu nawiązać walkę z Anwilem. Kibice drużyny ze Szczecina w środę przeżyli jednak bardzo miłą niespodziankę. Nawet bardzo ceniona w lidze obrona Anwilu była bezsilna, gdy gospodarze zaczęli wreszcie trafiać w swoim stylu.

8 celnych rzutów z dystansu w II kwarcie, łącznie 14 w meczu (na 27 prób, 51.9%), to wynik bardzo dobry. Ton w ataku Wilków nadawali Polacy – Michał Nowakowski trafił wszystkie 3 próby za 3, a Łukasz Majewski - 3 z 5.

Klasą dla siebie znów był jednak najlepszy rezerwowy ligi Paweł Kikowski. W 27 minut spędzonych na parkiecie zdobył 20 punktów, miał aż 4 celne trójki, 5 asyst i zdecydowanie najlepszy w drużynie bilans +/- - aż +19.

Anwil bardzo dobrze zaczął mecz, prowadząc po pierwszej kwarcie 23:16. Potrafił też – mimo trwającej kanonady Wilków – wrócić do gry i minimalnie prowadzić jeszcze w ostatniej ćwiartce. Najlepszy mecz w całej serii zagrał też David Jelinek, notując 23 punkty i 8 zbiórek.

Mało tego - skuteczność za 3 goście mieli lepszą niż szczecinianie - trafili 12 z 22 rzutów, czyli 54.5%. Wszystko jednak na nic, gospodarze w końcówce wytrzymali presję i dowieźli jednopunktowe zwycięstwo do końca. Przegrywają już tylko 1:2.

„Trójkami mecze się wygrywa, trójkami mecze się przegrywa” – mawiają koszykarscy trenerzy. Gdyby podopieczni Marka Łukomskiego w następnych meczach trafiali na równie rewelacyjnej skuteczności, byliby w stanie nawiązać walkę z Anwilem i pokusić się o niespodziankę w całej serii. Sęk w tym, że trzy takie spotkania z rzędu zdarzają się bardzo, bardzo rzadko.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

0

Jerel Blassingame: Poczułem się zlekceważony

PLK | 04.05.2016 10:15

- Widziałem najlepszą piątkę sezonu zasadniczego i uważam, że zostałem pominięty. Poczułem się lekko zlekceważony. Wiem o tym, że jestem jednym z najlepszych rozgrywających w tej lidze i powinienem się w tej piątce znaleźć - mówił Sportowym Faktom rozgrywający Czarnych Jerel Blassingame.

Czarni Słupsk z Jerelem Blassingamem w roli głównej prowadzą w ćwierćfinale 2:1 z Polskim Cukrem Toruń. Amerykański rozgrywający w całej serii notuje 16,3 punktu na mecz oraz 6,3 asysty. We wtorek, w wygranym 84:71 meczu w Słupsku, zdobył 16 punktów, miał 9 asyst.

Wcześniej, przed meczem, udzielił wywiadu, w którym przyznał, że poczuł się pominięty w najlepszej piątce sezonu wybieranej przez trenerów. W niej znaleźli się Danny Gibson, David Jelinek, Mateusz Ponitka, Maksym Kornijenko oraz Dejan Borovnjak. 35-letni Blassingame dostał tylko jeden głos.

- Nie ukrywam, że wziąłem to do siebie, że nie znalazłem się w najlepszej piątce. Danny Gibson to świetny zawodnik, który zasłużył na nominację, ale on nie jest rozgrywającym. To strzelec, a nie kreator. Ja jestem rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia, który wpierw szuka kolegów, a dopiero później oddaję rzuty - powiedział Blassingame Sportowym Faktom.

Amerykanin zgodził się, że pasowałby do najlepszej piątki przy rzucającym Gibsonie. - Zdecydowanie. Ustawienie z Gibsonem na dwójce bardzo mi się podoba, bo moim zdaniem jest najlepszym rzucającym w Tauron Basket Lidze.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Naszym zdaniem

0

Niesamowity rzut Kyle’a Lowry’ego nie wystarczył Raptors

NBA | 04.05.2016 08:23

Kyle Lowry próbował ratować swoją drużynę i trafiając wariacki rzut z połowy boiska, załatwił jej dogrywkę. W niej jednak gospodarze znów pozwolili Heat odskoczyć i tym razem już nie zdołali ich dogonić. Zespół z Miami zwyciężył 102:96 i przejął od Raptors atut własnego parkietu.

Kiedy na 8,7 sekundy do zakończenia spotkania Miami Heat prowadzili różnicą 6 punktów, wydawało się, że jest już po wszystkim. Goście zaliczyli jednak kilka dosyć poważnych błędów i pozwolili rywalom wrócić do meczu. Luol Deng (5 strat) dwukrotnie mylił się przy wyprowadzaniu piłki zza linii bocznej, a Josh Richardson najpierw przy zbiórce w obronie wybił piłkę na aut, a chwilę w podobnej sytuacji faulował Terence’a Rossa.

Choć Raptors nie mieli dobrego dnia, jeśli chodzi o skuteczność rzutów z dystansu (tylko 5/21 w całym meczu, czyli 23,8%), to w tamtym momencie ich potrzebowali i los się do nich uśmiechnął. Ross i Lowry w sumie trafili we wtorek tylko 3 z 14 takich rzutów, ale to właśnie oni pociągnęli zespół do dogrywki.

Najpierw po niecelnej próbie i wspomnianej stracie Richardsona poprawił się ten pierwszy. Chwilę później, gdy na zegarze pozostawało już tylko 3,3 sekundy, a Dwane Casey nie mógł już prosić o przerwę na żądanie, piłkę pod pachę wziął drugi i mimo że miał jeszcze drobny problem z jej opanowaniem, to ostatecznie trafił najbardziej spektakularny rzut tych play-offów.

W doliczonym czasie gry Raptors nie udało się jednak pójść za ciosem. Sprawy w swoje ręce wziął doświadczony Dwyane Wade, który w dogrywce zdobył 7 z 12 „oczek” drużyny (w sumie 24 w całym meczu). Heat szybko zaliczyli serię punktową 8:0 i choć Raptors znów próbowali ich podejść i po wsadzie Jonasa Valanciunasa na 10 sekund przed końcową syreną zmniejszyli straty do 3 punktów, to tym razem goście zdołali wystrzec się błędów i postawili na swoim.

Prócz Wade’a w ekipie z Florydy wyróżnili się Goran Dragić (26 punktów, 6 zbiórek) i Hassan Whiteside, który zdobył wprawdzie tylko 9 punktów, ale zebrał aż 17 piłek. Po stronie Raptors bardzo solidne double-double od Valanciunasa w postaci 24 „oczek” (10/16 z gry) oraz 14 zbiórek i dobry występ z ławki Rossa (17 punktów). Mecz numer 2 w czwartek również w Kanadzie.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

Video

  • PLK: Top 10 15. tygodnia
  • Top 10 PLK - 6-12.01
  • PLK: Top 10 11. kolejki
0

Mistrzowska końcówka w Oakland

NBA | 04.05.2016 07:50

Na początku czwartej kwarty Blazers prowadzili 87:76, ale w ostatniej części Warriors rozpędzili się, jak na mistrza przystało. Wygrali mecz 110:99, w serii objęli prowadzenie 2:0.

Pogoń rozpoczął Festus Ezeli, który - niczym jego pierwszoplanowi koledzy, zdobył 6 punktów w niespełna dwie minuty. Do remisu po 91 trójką doprowadził Klay Thompson, było wówczas 6.43 minuty do końca. Blazers jeszcze próbowali walczyć, prowadzili 95:94, ale już ostatnie pięć minut to popis gospodarzy. Seria 9:0, w której punktowali Shaun Livingston, Draymond Green i Thompson, rozstrzygnęła mecz na korzyść Warriors.

Wcześniej Blazers walczyli jednak nieźle - zaczęli spotkanie od wyniku 19:5, po pierwszej kwarcie wygrywali 34:21. A w połowie drugiej było nawet 45:28. Siła gości tkwiła, jak zwykle, w obwodowych - Damien Lillard rzucił 25 punktów, a C.J. McCollum - 22. Blazers przegrali jednak walkę o zbiórki oraz mieli aż 17 strat - o 7 więcej niż gospodarze.

Warriors, grający kolejny mecz bez Stephena Curry’ego, mieli lidera w osobie Thompsona (27 punktów, ale 7/20 z gry), 17 punktów, 14 zbiórek, 7 asyst i 4 bloki dodał Green, 15 punktów z ławki zdobył Andre Iguodala. Mistrzowie ligi prowadzą 2:0, dwa kolejne spotkania w Portland.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

0

Gryfia poniosła Jerela i Czarnych

PLK | 03.05.2016 22:08

84:71 - takim wynikiem Czarni pokonali Polski Cukier w meczu nr 3 i w walce o półfinał playoff prowadzą 2:1. Jerel Blassingame znów był świetnym liderem.

Po remisie w meczach w Toruniu wiadomo było, że Polski Cukier jest w szalenie trudnej sytuacji, bo w Gryfii wygrywa się szalenie trudno. I we wtorek gracze Jacka Winnickiego się o tym przekonali - walczyli twardo, uczestniczyli w mocnej wymianie ciosów na początku meczu. Ale na przełomie drugiej i trzeciej kwarcie nie wytrzymali ciosu gospodarzy. Jerel Blassingame znów okazał się znakomitym generałem na playoff.

Jeszcze dwie minuty przed przerwą Czarni prowadzili tylko 37:34, ale wtedy dwa wolne trafił Justin Jackson, a potem swój bieg włączył J-Blass - „:Kaszanka” trafił najpierw za 3, a potem, sekundę przed końcem pierwszej połowy, za 2 i po 20 minutach było 44:34 dla gospodarzy. Trzecią kwartę - zwykle dla Czarnych słabą, tym razem świetną - Blassingame zaczął od dwóch asyst do Cheikha Mbodja oraz własnych punktów. Polski Cukier walczył, ale rosnącą przewagę Czarnych zdołał już tylko zmniejszać. Na jej odrobienie był we wtorek za słaby.

Czarni mieli lepszą skuteczność z gry, więcej zbiórek, ale największą przewagę zanotowali w punktach z szybkiego ataku - zdobyli ich 16, podczas gdy goście tylko 2. Potwierdziły się oczywiste obserwacje - Czarni, szczególnie w Gryfii, to żywioł, dynamika i napędzanie ataków. Polski Cukier, ze swoim bardziej zachowawczym stylem gry, we wtorek poległ. W czwartek będzie miał mecz ostatniej szansy.

Najwięcej punktów dla Czarnych, 19, zdobył Demonte Harper (miał także 4 zbiórki i 4 asysty). Ale motorem gospodarzy był jak zwykle Blassingame, który zdobył 16 punktów i miał 9 asyst. Dobrej oceny jego gry nie psują słabsza skuteczność (7/18) oraz 5 strat. J-Blass znów wypadł lepiej niż lider torunian Danny Gibson, który rzucił 15 punktów i miał 3 asysty.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Siarka Tarnobrzeg
Trefl Sopot
06.03 92
81
Wilki Morskie Szczecin
Start Lublin
06.03 121
70
Śląsk Wrocław
Anwil Włocławek
06.03 69
86
Energa Czarni Słupsk
Polfarmex Kutno
05.03 87
84
Polpharma Starogard Gd.
Polski Cukier Toruń
05.03 74
73
AZS Koszalin
Rosa Radom
05.03 79
85
Rosa Radom
Asseco Gdynia
29.02 87
80
Polfarmex Kutno
PGE Turów Zgorzelec
28.02 84
69
BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
MKS Dąbrowa Górn.
28.02 87
68
Stelmet Zielona Góra
Siarka Tarnobrzeg
27.02 101
78
Detroit Pistons
New Orleans Pelicans
21.02 106
111
Oklahoma City Thunder
Cleveland Cavaliers
21.02 92
115
Denver Nuggets
Boston Celtics
21.02 101
121
Phoenix Suns
San Antonio Spurs
21.02 111
118
Brooklyn Nets
Charlotte Hornets
21.02 96
104
Orlando Magic
Indiana Pacers
21.02 102
105
Toronto Raptors
Memphis Grizzlies
21.02 98
85
Dallas Mavericks
Philadelphia 76ers
21.02 129
103
Chicago Bulls
Los Angeles Lakers
21.02 126
115
Portland Trail Blazers
Utah Jazz
21.02 115
111
Lokomotiw Kubań Krasnodar
Darussafaka Stambuł
12.02 82
58
Panathinaikos Ateny
Efes Stambuł
12.02 83
78
CSKA Moskwa
Olympiakos Pireus
12.02 92
85
FC Barcelona
Żalgiris Kowno
12.02 92
86
Crvena Zvezda Telekom Belgrad
Cedevita Zagrzeb
11.02 94
74
Fenerbahce Stambuł
Unicaja Malaga
11.02 80
59
BK Chimki
Real Madryt
11.02 82
93
Laboral Kutxa Vitoria
Brose Baskets Bamberg
11.02 90
64
Efes Stambuł
Fenerbahce Stambuł
05.02 73
77
Żalgiris Kowno
CSKA Moskwa
05.02 54
94
Znicz Pruszków
Sokół Łańcut
05.03 72
68
GKS Tychy
ACK UTH Rosa Radom
05.03 102
84
AZS Mickiewicz Katowice
Pogoń Prudnik
05.03 82
77
Spójnia Stargard Szcz.
SKK Siedlce
05.03 81
76
Miasto Szkła Krosno
Noteć Inowrocław
05.03 112
82
Biofarm Basket Poznań
Doral Nysa Kłodzko
05.03 44
51
Śląsk II Wrocław
GTK Gliwice
05.03 64
69
Legia Warszawa
Astoria Bydgoszcz
04.03 109
73
Noteć Inowrocław
Śląsk II Wrocław
02.03 62
68
Astoria Bydgoszcz
Biofarm Basket Poznań
02.03 68
76
Trefl II Sopot
Politechnika Gdańska
06.03 94
73
SMS Władysławowo
Kotwica 50 Kołobrzeg
06.03 59
121
BC Obra Kościan
Asseco II Gdynia
06.03 73
96
TKM Włocławek
AZS UMK Consus PBDI Toruń
06.03 65
73
Itago Gdynia
Domino Inowrocław
06.03 63
76
KK Warszawa
Polonia Warszawa
06.03 70
41
Start II Lublin
Księżak Łowicz
06.03 77
76
Rosa III Radom
Stal St. Wola
06.03 60
69
MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl
Tur Bielsk Podlaski
06.03 87
71
Pogoń Ruda Śl.
Alba Chorzów
06.03 71
79
Basket Gdynia
Pszczółka AZS Lublin
26.10 71
75
Wisła Can-Pack Kraków
Ślęza Wrocław
26.10 83
64
Artego Bydgoszcz
MKS Konin
25.10 103
62
MKK Siedlce
Energa Toruń
25.10 65
86
KK ROW
Widzew Łódź
25.10 75
53
CCC Polkowice
AZS Gorzów Wlkp.
25.10 69
67
KK ROW
Basket Gdynia
16.10 62
59
Ślęza Wrocław
CCC Polkowice
05.10 54
63
Wisła Can-Pack Kraków
Basket Gdynia
04.10 96
37
Widzew Łódź
MKK Siedlce
04.10 56
75

REKLAMA

0

26% Filipa Matczaka ze Stelmetem

PLK | 03.05.2016 20:35

Wszyscy wiedzieliśmy, że Stelmet wyeliminuje Asseco w stosunku 3:0 i we wtorek mistrz Polski dopełnił dzieła. Filip Matczak - wschodząca gwiazda PLK? - w serii ze Stelmetem miał 6/23 z gry.

Absolutnie nie jest tak, że Filip Matczak jest winowajcą sromotnej porażki Asseco ze Stelmetem. Ona - tak, wiemy, że to jest sport i wszystko jest możliwe - była pewna przed startem rywalizacji, europejski Stelmet od możliwości drużyny z Gdyni dzieli wiele. W trzech meczach Asseco zdobyło w sumie 165 punktów, czyli średnio 55 w jednym spotkaniu. Cały zespół z Gdyni miał 56/162 z gry, czyli 34% z gry.

Ale Matczaka szczególnie obserwowaliśmy w tej rywalizacji, bo raz, że 23-letni rzucający jest wychowankiem klubu z Zielonej Góry, a dwa, że po trzech sezonach w Asseco, w którym robił postępy, liczyliśmy, że pokaże w serii ze Stelmetem coś wyjątkowego - serię celnych rzutów, ciekawą zdobycz punktową, sprytną grę, która przełamie obronę Stelmetu.

Nie pokazał - w trzech meczach z mistrzem Polski Matczak zdobył 18 punktów. Miał 6/23 z gry, 8 asyst i 5 strat. We wtorkowym, trzecim meczu tej serii, zdobył tylko 4 punkty. Najlepszymi strzelcami Asseco byli Anthony Hickey i Przemysław Żołnierewicz, którzy rzucili po 14. Dla Asseco 14 punktów uzyskał Przemysław Zamojski, a po 13 rzucili Dee Bost i Nemanja Djurisić.

Stelmet wygrał w Gdyni 92:55 i pewnie awansował do półfinału playoff.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

0

Piotr Pastusiak w siódemce na Final Four

PLK | 03.05.2016 10:16

Polski sędzia znalazł się w gronie siedmiu sędziów, którzy zostali nominowani do prowadzenia meczów Final Four Euroligi w Berlinie (13-15 maja). To pierwsze takie wyróżnienie dla 40-letniego sędziego ze Szczecina.

Oprócz Polaka, spotkania w Berlinie prowadzić będą Grek Christos Christodoulou, Słoweniec Damir Javor, Włoch Luigi Lamonica, Łotysz Olegs Latisevs, Niemiec Robert Lottermoser i Borys Ryżyk z Ukrainy. W półfinałach CSKA Moskwa zmierzy się z debiutantem Lokomotiwem Kubań Krasnodar, a w drugiej parze zagrają Fenerbahce i Laboral Kutxa.

Dla Pastusiaka to drugie poważne wyróżnienie w ostatnich miesiącach - Polak otrzymał także nominację do prowadzenia meczów na igrzyskach w Rio de Janeiro. Będzie pierwszym polskim arbitrem od 16 lat na największej sportowej imprezie świata. Ostatnim był Grzegorz Ziemblicki w Sydney 16 lat temu.

Pastusiak jest arbitrem od 1994 roku. Sędzią międzynarodowym FIBA został sześć lat później. Od 2013 roku prowadzi spotkania w Eurolidze kobiet i mężczyzn, był także arbitrem podczas ME koszykarek w 2013 roku.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...
 

0

LeBron James – jeszcze raz po prostu za silny

NBA | 03.05.2016 09:43

Cavaliers dali się trochę postraszyć Hawks na własnym parkiecie, ale pokazali moc w kluczowych minutach. Prowadzeni przez LeBrona Jamesa wygrali 104:93 pierwszy mecz półfinału na Wschodzie.

Długo wydawało się, że wygrana w meczu nr 1 przyjdzie „Kawalerzystom” znacznie łatwiej. Od początku spotkania świetnie trafiali z dystansu (15/31 w całym meczu), niszczyli rywala na deskach (świetny Trstan Thompson!) i ograniczali najważniejsze atuty Hawks – Al Horford miał 3/14 z gry, a Kyle Korver zdołał oddać tylko 1 (jeden) rzut z dystansu. W trzeciej kwarcie ich przewaga sięgała już 18 punktów, gdy nieoczekiwany sygnał do pościgu dał gościom Dennis Schroeder.

Niemiecki rozgrywający niemal w pojedynkę zaczął odrabiać straty, grając swoje być może najlepsze minuty w dotychczasowej karierze. Trafiał z dystansu (5 celnych trójek), wchodził na kosz, odrzucał do kolegów (6 asyst). W 29 minut zdobył 27 punktów, a kiedy w końcu do kosza z bliska trafił Horford, Hawks wyszli nawet na jednopunktowe prowadzenie, na niecałe 5 minut przed końcem spotkania, zaliczając serię 26:7.

Prowadzenie gospodarzom przywrócił trudnym rzutem JR Smith, ale to znów LeBron James był tym, którego w kluczowych momentach nie była w stanie zatrzymać obrona rywala. Grający dobrze przez cały mecz LBJ (25 pkt.), po zakończonym zdobyciem punktów z faulem, przesądzającej o zwycięstwie akcji, mógł w ulubionym geście prężyć swój biceps – Cavs nie tylko wygrali pierwszy mecz z Hawks, ale potwierdzili, że ten przeciwnik po prostu im leży.

Przed meczem numer 2 kibice w Cleveland bardziej niż o dalszy rozwój tej serii, obawiają się o zdrowie Kevina Love’a. Gracz, który nie zagrał w poprzednich finałach NBA z powodu kontuzji prawego barku, doznał urazu tego samego miejsca, próbując złapać rywala na faul przy rzucie z dystansu. Zapewne w ciągu najbliższych godzin okaże się, czy sprawa jest poważna.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

0

Spurs przegrali zasłużenie - nie zwalajmy na sędziów!

NBA | 03.05.2016 08:59

Oklahoma City Thunder po strasznej klęsce w pierwszym meczu, niespodziewanie wygrali w San Antonio 98:97 i wyrównali stan rywalizacji ze Spurs na 1:1. Burzę wywołał błąd arbitrów w końcówce, ale naszym zdaniem nie miał on żadnego znaczenia.

Po meczu więcej mówi się o kontrowersyjnej sytuacji z zakończenia, niż o całym spotkaniu. Nawet sędziowie przyznali po obejrzeniu powtórek, że 13 sekund przez końcem, powinni przyznać faul ofensywny za odepchnięcie broniącego przy wyrzucie z autu Manu Ginobilego. Sęk w tym, że po nieudolnym wprowadzeniu piłki przez Diona Waitersa i tak piłkę przechwycili Spurs, więc o co w ogóle tyle hałasu? Na dodatek podopieczni Gregga Popovicha rozegrali kluczową akcję - delikatnie rzecz ujmując – średnio.

Ale przede wszystkim, już od samego początku spotkania, gospodarze zagrali o klasę słabiej niż dwa dni wcześniej. Poza znów rewelacyjnym LaMarcusem Aldridgem (15/21 z gry, 41 punktów!) pudłowali na potęgę, nawet mając najprostsze rzuty. To nie jest zwyczajna sytuacja, jeśli w meczu playoff ktoś tak wybitny, jak Tim Duncan trafia 1 z 8 rzutów z gry, a cała drużyna z San Antonio rzuca z dystansu na poziomie 26%. Po fatalnym początku, udało się „Ostrogom” odrobić straty i wrócić do meczu, ale ani przez moment nie byli w nim stroną dominującą.

Nie jest wielką tajemnicą, że gra Thunder w olbrzymim stopniu uzależniona jest od obu liderów. Russell Westbrook i Kevin Durant zdołali podnieść się po katastrofalnym meczu nr 1. Westbrook był bliski triple double (29 pkt., 10 asyst, 7 zbiórek), a Durant dorzucił 28 oczek, trafiając kilka piekielnie ważnych rzutów w czwartej kwarcie.

Cichym bohaterem był też Steven Adams, walecznością i zaangażowanie nadrabiający z nawiązką wszystkie swoje koszykarskie braki. Nie tylko zebrał 17 (!!) piłek z tablic, ale robił – zwłaszcza w obronie – wiele rzeczy, których nie widać w statystykach. I to on przeszkadzał Patty’emu Millsowi w oddaniu trójki z narożnika, która mogła dać wygraną Spurs.

Wygrać ze Spurs na ich parkiecie (40-1 w sezonie zasadniczym) to niebagatelna sztuka, po tej nocy Thunder wiedzą już jednak, że to możliwe. Teraz czas na dwa spotkania w Oklahoma City. Zdarzyć się może absolutnie wszystko.

Fot. Wikimedia Commons

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...
 

0

Największe pomyłki PolskiKosz.pl przy #PLK100

PLK | 03.05.2016 08:18

Wytykaliście nam błędy podczas kolejnych odcinków notowania, na pomyłkach łapaliśmy sami siebie. Niektórych koszykarzy nie doceniliśmy, kilku na pewno umieściliśmy zbyt wysoko. Poniżej - największe pomyłki PolskiKosz.pl przy rankingu #PLK100.

Top 100 koszykarzy PLK - pełna lista >>>

Ile razy patrzyliśmy na zestawienie, tyle razy zastanawialiśmy się, czy jednak kogoś nie podciągnąć do góry, czy kogoś nie opuścić. Na coś trzeba się jednak było zdecydować, choć porównywanie koszykarzy szczególnie ze skrajnych pozycji, bywało trudne. Wasze głosy dały nam jednak do myślenia, poniżej lista sześciu pomyłek, które wydały nam się największe:

Pomyłka nr 1: za nisko rozgrywający Anwilu
Robert Skibniewski był u nas 55., a Kamil Łączyński - 58. Wpadliśmy w pułapkę statystyk, a przecież obaj rozgrywający Anwilu dzielą niemal po równo czas gry - gdyby przebywali na boisku dłużej, ich osiągnięcia, a i wpływ na zespół, byłby większy. Wspominaliśmy o tym w opisie Łączyńskiego, ale i tak sklasyfikowaliśmy reprezentantów Polski zbyt nisko. Dziś rozgrywających trzeciej drużyny sezonu zasadniczego umieścilibyśmy o kilkanaście miejsc wyżej, gdzieś w okolicach 40-45 pozycji.

Pomyłka nr 2: za nisko Bartosz Diduszko
Skrzydłowy Anwilu powinien być wyżej o jakieś pięć miejsc w stosunku do 33. pozycji, którą miał w naszym rankingu. Dlatego, że tacy gracze - wszechstronni, którzy zależnie od zapotrzebowania i w odpowiednim ustawieniu mogą zagrać i na dwójce, i na czwórce, są w cenie. Do tego Diduszko sporo daje zespołowi w obronie oraz w podkoszowym tłoku. No i jest dobrym duchem drużyny, pasującym walecznością do charakteru Anwilu, Hali Mistrzów, Włocławka.

Pomyłka nr 3: za wysoko Paweł Leończyk
Podkoszowy Wilków jest na 23. miejscu, a mógłby być niżej, nawet o jakieś 10 pozycji, bo dawał drużynie mniej niż sklasyfikowani za nim Łukasz Wiśniewski, Gary Bell, Michael Hicks, Demonte Harper i nie tylko. Leończyk nie grał oczywiście wiele, średnio po 25 minut - do jego gry nie za bardzo jest się o co przyczepić, ale też nie bardzo jest za co go chwalić.

Pomyłka nr 4: za nisko Jarosław Mokros
Nie jest koszykarzem spektakularnym, statystykami nie olśniewa, ale rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze i spełnia w Czarnych bardzo ważną rolę na drugim planie. Sklasyfikowaliśmy go na 46. pozycji, a powinien być wyżej, o 5-10 miejsc. Właśnie gdzieś w okolicy Leończyka.

Pomyłka: nr 5: za nisko Sean Denison
Już przypisując mu 71. miejsce, zaznaczaliśmy na wstępie, że byłby zdecydowanie wyżej, gdyby po lutowym powrocie do Polski szybciej doszedł do formy. Ale mimo wszystko nie doceniliśmy potencjału Kanadyjczyka i opcji, jakie jego obecność w zespole daje trenerowi Jackowi Winnickiemu. Denison grający na swoim poziomie, to zawodnik na miejsce około 30., gdzieś w okolicach Maksyma Kornijenki, którego zresztą w ostatnim meczu zastąpił w piątce Polskiego Cukru.

Pomyłka nr 6: za nisko Daniel Dillon
Australijczyk zajął u nas 22. miejsce, choć ma bardzo dobre statystyki i prawie wprowadził Turów do playoff. Powinien być wyżej, na pewno przez Curtisem Millage’em oraz Anthonym Hickey’em - pierwszy ze Stalą był kilka zwycięstw za Turowem, drugi miał słabsze statystyki i nie grał tak wszechstronnie jak Dillon.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl

0

LeBron James zagra w Space Jam 2!

NBA | 02.05.2016 21:28

Legendarna pierwsza część filmu z Michaelem Jordanem w roli głównej zarobiła prawie ćwierć miliarda dolarów. Czy wersja z LeBronem też okaże się takim sukcesem?

Pierwszy „Kosmiczny mecz” wszedł na ekrany kin w 1996 r. Na ówczesne czasy był czymś rewolucyjnym – połączeniem gry aktorów z animacją komputerową. Główną gwiazdą był oczywiście Michael Jordan, ale oprócz niego w epizodach przewinęło się jeszcze kilku innych koszykarzy – m.in. Larry Bird, Muggsy Bogues czy Charles Barkley. Krytycy trochę narzekali, ale film odniósł gigantyczny sukces, zarobił ponad 230 milionów dolarów. Furorę zrobiła też ścieżka dźwiękowa, z przynajmniej kilkoma hitami, które do dziś grane są w koszykarskich halach.

O drugiej części mówiło się już od lat, ale dotychczas były to tylko plotki. Tym razem, słynna firma Warner Bros potwierdziła oficjalnie – sequel Space Jam powstanie w najbliższym czasie, a tym razem głównego bohatera ma zagrać King James, najsłynniejszy koszykarz ostatnich lat w NBA, obecnie grający oczywiście w Cleveland Cavaliers.

Wszystko mogło się stać się faktem, dzięki większej współpracy, którą James nawiązał z Warner Bros. W ramach kooperacji gwiazdora z Hollywood ma powstać więcej produkcji filmowych, muzycznych i komputerowych. Ale zanim powstaną, przypomnijcie sobie, jak wyglądał „oryginalny” Space Jam:

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Wikimedia Commons)

0

Marcin Gortat: Czuję się zmęczony koszykówką

NBA | 02.05.2016 19:36

- Nie w sensie fizycznym, ale potrzebuję nabrać do niej nieco dystansu. Ostatnio za dużo rozmawiałem o koszykówce, za dużo o niej myślałem, za bardzo wszystko przeżywałem. Mam nadzieję, że trochę życia bez koszykówki sprawi, że poczuję nawrót miłości do tej gry w stopniu najwyższym - powiedział „Przeglądowi Sportowemu” Marcin Gortat.

Washington Wizards skończyli sezon 13 kwietnia i od tego czasu Marcin Gortat ma wakacje. Jak wygląda jego czas wolny? - Śmieją się ze mnie, że mam ochotę zostać majsterkowiczem. Bo chodzę wokół domu, sprawdzam, co trzeba naprawić, gdzie coś pomalować, wbić gwóźdź albo wywiercić dziurę, żeby coś powiesić - mówi koszykarz w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

- Odkryłem, że dbanie o dom, drobne remonty i naprawy sprawiają mi niekłamaną przyjemność. To nie jest taki wysiłek jak podczas treningu, ale jednak to na drabinę trzeba wejść, a to za wiertarkę złapać. Z tym leżeniem na leżaku to były żarty. Zresztą w garażach szykuję posadzki z logo Wizards i logo fundacji MG 13.

- Dom jest położony nad jeziorem, więc wskakuję na skuter wodny. Niedługo kupię o motorówkę. A poza tym nadrabiam zaległości w filmach i serialach. Bardziej w serialach, bo filmów w tym sezonie przerobiłem sporo. Jeżeli podczas rozgrywek człowiek odbywa sześćdziesiąt podróży samolotem, to łatwo zacząć się nudzić - dodał Gortat, który przyznał, że jest fanem „Gry o tron”, a ogląda także takie seriale jak „Spartakus”, „Walking Dead” i „Wikingowie”.

Środkowy Wizards powiedział także, że jest trochę znużony koszykówką. - Z jednej strony czuję, że kilkanaście lat grania zrobiło swoje i bez reżimu treningowego niektóre części ciała aż bolą. Z drugiej strony wszystkie mikrourazy powoli odpuszczają.

- Starość to jeszcze nie jest, ale czuję się zmęczony koszykówką. Nie w sensie fizycznym, ale potrzebuję nabrać do niej nieco dystansu. Ostatnio za dużo rozmawiałem o koszykówce, za dużo o niej myślałem, za bardzo wszystko przeżywałem. Mam nadzieję, że trochę życia bez koszykówki sprawi, że poczuję nawrót miłości do tej gry w stopniu najwyższym.

Fot. Wikimedia Commons
 

0

Od Delaney’a, do Ponitki - Top 100 zawodników PLK

PLK | 02.05.2016 09:53

Podsumowując sezon zasadniczy PLK wybraliśmy i sklasyfikowaliśmy setkę najlepszych koszykarzy ligi. Na podium znaleźli się Mateusz Ponitka, David Jelinek i Dejan Borovnjak. Ale ranking jest oczywiście dyskusyjny i na dyskusje liczymy

Kryteria? Jak to w tego typu rankingach - mieszane. Statystyki, wpływ na grę drużyny, jej siła, a także zapewne wrażenia artystyczne i potencjał, choć staraliśmy się oceniać to, co zobaczyliśmy w tym sezonie na boisku, a nie to, co dany gracz jest w stanie zaprezentować. Porównywaliśmy tylko graczy, którzy dograli sezon do końca.

Pułapki? Przede wszystkim porównywanie graczy z różnych pozycji. To szalenie trudne, szczególnie w sytuacjach skrajnych, czyli podczas stawiania rozgrywającego obok środkowego. Ranking jest oczywiście dyskusyjny i na dyskusje liczymy. Poniżej całe zestawienie.

1. Mateusz Ponitka (Stelmet) – 23:07 min., 10.6 pkt., 4.8 zbiórki, 54.3 % z gry
Gra sporo krócej od Jelinka, zaawansowane statystyki ma na zbliżonym poziomie, ale naszym zdaniem minimalnie wyprzedza Czecha – wszechstronnością i cechami charakteru. Potrafi pociągnąć za sobą drużynę efektownymi akcjami po obu stronach boiska. W lidze wyraźnie poprawił też rzuty z dystansu.

2. David Jelínek (Anwil) – 29:11 min., 17.6 pkt., 4.2 zbiórki, 41.9 % z gry,
Największa gwiazda ligi, jeśli o chodzi o medialność i zainteresowanie kibiców. Lider Anwilu gra na miarę oczekiwań związanych ze swoich nazwiskiem – skutecznie i bardzo efektownie, do tego z rzadko u nas spotykaną swobodą. Tej oceny nie zmienia fakt, że zdarzają mu się co jakiś czas (tak jak i drużynie z Włocławka) zupełnie nieudane spotkania.

3. Dejan Borovnjak (Stelmet) – 16:29 min., 9.4 pkt., 63.8 % z gry
Najlepszy środkowy TBL, z dużą przewagą nad konkurencją. Sami byliśmy w szoku, gdy zobaczyliśmy, jak krótko przebywa na parkiecie w meczach ligowych. Po profesorsku kończy akcje dwójkowe, pewny w rzutach z półdystansu – w playoff jego rola będzie zapewne rosła.

4. C.J. Harris (Rosa) – 28:08 min., 15.3 pkt., 3.1 zbiórki, 41.5 % z gry
Harris przyjechał do Rosy z dobrymi papierami (Niemcy, Łotwa) i potwierdził, że jego CV to nie przypadek. Równie skuteczny w rzutach z dystansu, jak i dynamicznych wejściach na kosz. Do tego opanowany, dostosowujący się do taktyki zespołu. Bardzo trudno będzie go zatrzymać w Radomiu i w ogóle w polskiej lidze.

5. Dee Bost (Stelmet) – 21:19 min., 10.1 pkt., 45.2 % z gry, 3.8 asysty
Jeden z tych graczy Stelmetu, których faktyczna wartość nieco umykała na krajowych parkietach, ponieważ grali wyraźnie krócej od swoich konkurentów. Bost w każdym innym zespole PLK byłby wielką gwiazdą. Dobrze radzi sobie i na rozegraniu, i na dwójce – atletyzmem uzupełnia doświadczenie Łukasza Koszarka.

6. Danny Gibson (Polski Cukier) – 17.1 pkt., 5.9 asysty, 47.1 % z gry
W Radomiu z pewnością się zastanawiają, dlaczego u nich Gibson nie grał tak rewelacyjnie, jak zaczął grać w Toruniu. Świetnie godzi duszę strzelca z graniem dla drużyny, jak na standardy amerykańskich jedynek imponując rozwagą. Drugi strzelec ligi i jednocześnie drugi asystujący.

7. Torey Thomas (Rosa) – 12.8 pkt., 4.4. asysty, 2.2 przechwytu
Przyjechał do Radomia nieco zardzewiały, ale rozkręcał się z każdą kolejką. Nawet jeśli zdarzają mu się gorsze rzutowo dni, to jest jednym z głównych autorów sukcesu Rosy – drugiego miejsca po rundzie zasadniczej. Jak na rozgrywającego, świetnie (5.2 na mecz) radzi sobie ze zbiórkami.

8. Russell Robinson (Wilki Morskie) – 11.6 pkt., 5.2 asysty, 28.9 % za 3 pkt.
Ściągnięty do Szczecina w celu uporządkowania boiskowego chaosu, z zadania wywiązał się bardzo dobrze – to on był katalizatorem zmian, które doprowadziły Wilki do awansu do playoff. Jedyny mankament – zatracona gdzieś skuteczność w rzutach z dystansu, niegdyś tych problemów nie miał.

9. Łukasz Koszarek (Stelmet) – 8.3 pkt., 3.7 asysty, 50% za 3 pkt.
„Koszarek lepszy już nie będzie” – mawia się w lidze, ale nie oznacza to wcale, że staje się słabszy. Kwintesencja doświadczenia. Grając najkrócej od ponad dekady (ok. 22 min.), notuje rewelacyjną skuteczność i w kluczowych momentach pokazuje na boisku, jaka jest rola kapitana. Niezmiennie pozostaje najlepszym polskim rozgrywającym.

10. Vlad-Sorin Moldoveanu (Stelmet) - 8.8. pkt., 4.2 zbiórki, 44.8 % z gry
Transfer rumuńskiego skrzydłowego ze Zgorzelca przyjmowano w Zielonej Górze ze sporą rezerwą, tymczasem Moldoveanu wyszedł z całej sytuacji obronną ręką. Nie tylko trafia ważne rzuty z dystansu i rozciąga obronę rywali, ale nawet – w systemie Saso Filipowskiego – nie ma już takich problemów z grą w obronie.

11. Jerel Blassingame (Czarni) - 13.4 pkt., 6.1 asysty, 1.3 przechwytu
“Kaszanka” wciąż może smakować! Trudno wyobrazić sobie Czarnych bez ich charyzmatycznego, czasem narwanego lidera. J-Blass grał w tym sezonie nierówno, miał np. mecze z 7, a nawet 9 stratami. Ale jego wartość jest niepodważalna. Boiskowy generał, który napędza atak, zdobywa punkty, zalicza asysty. Już nie najlepszy, ale wciąż czołowy rozgrywający ligi.

12. Kirk Archibeque (Turów) - 14.7 pkt., 52% z gry, 9.8 zbiórki
Podobna sytuacja jak z Ikovlevem - gdyby trafił do Turowa wcześniej, zgorzelczanie mieliby większe szanse na wygrane na początku sezonu, a w konsekwencji na awans do playoff. Doświadczony środkowy zaliczył 9 double-double, świetnie czuje się w tłoku pod obręczą, ale też potrafi wykreować własną akcję, gdy ma piłkę.

13. Denis Ikovlev (Śląsk) - 13.9 pkt., 3.4 zbiórki, 3.2 asysty
Gdyby Śląsk zdołał zatrzymać Ukraińca w składzie po poprzednim sezonie... Zespół miałby wtedy wszechstronnego lidera, który może zdobywać najwięcej punktów, ale też być dobrym uzupełnieniem innych. Ikovlev miał świetną serię spotkań w końcówce sezonu, z AZS rzucił 33 punkty grając przez 45 minut. Dobrze, że teraz Śląsk poszedł po rozum do głowy i zostawia do w zespole.

14. Michael Fraser (Polfarmex) - 11.3 pkt., 59.8% z gry, 9.6 zbiórki
Kanadyjski niedźwiedź grizzly, drugi najlepiej zbierający gracz ligi. Ma świetne wyczucie pod tablicami - raz, że dzięki swojej sile nie daje się zastawić i znajduje dobre miejsce do walki między rywalami, a dwa, że skacze w odpowiednim momencie z wyciągniętymi rękami. Minusy to słaba gra tyłem do kosza i skuteczność rzutów wolnych (60%).

15. Paweł Kikowski (Wilki Morskie) - 14.7 pkt., 49.7% z gry, 43.4% za 3
Ależ to był sezon „Kiko”! Trochę przekreślany, wydawało się, że minęły czasy, w których można było rozważać jego kandydaturę w kontekście reprezentacji, ale okazało się, że w wieku 30 lat rzucający z Kołobrzegu potrafi zagrać świetnie. Bardzo równy superrezerwowy - tylko z czterech meczach zdobywał mniej niż 10 punktów w meczu.

16. Michał Sokołowski (Rosa) - 12.4 pkt., 4.5 zbiórki, 2.2 asysty
Przeciwieństwo Zajcewa, jeśli chodzi o styl gry. Sokołowski to żywioł, agresywna obrona, bieganie od kosza do kosza i efektowne wsady. Ale też duża nieregularność w rzutach z półdystansu i dystansu, piłka potrafi nie dolecieć do obręczy lub przelecieć za nią. Jak poprawi rzut i decyzje, będzie graczem ze ścisłej ligowej czołówki.

17. Igor Zajcew (Rosa) - 12.1 pkt., 43.7% za 3, 5.7 zbiórki
Nie gra może efektownie, ale jest bardzo cennym graczem. Szczególnie w taktyce Rosy, w której bardzo ważni są groźni na obwodzie wysocy. Zajcew trafia za 3, ale też potrafi stamtąd minąć i wejść pod kosz. Dobrze też ścina pod obręcz bez piłki. Generalnie - duże doświadczenie, solidność, złe decyzje ograniczone do minimum.

18. Curtis Millage (Stal) - 16.6 pkt., 5.0 zbiórki, 3.2 asysty
Zdecydowany lider Stali, bez niego zespół miałby kilka zwycięstw mniej. Obieżyświat z Los Angeles w wieku 34 lat nie ma już tej dynamiki, co kiedyś, ale spryt i mądrość z połączeniu z dobrym rzutem i umiejętnością rozgrywania, pozwoliły mu na kilka świetnych meczów - w tym na 41 punktów zdobytych z Turowem, co jest ligowym rekordem sezonu.

19. Anthony Hickey (Asseco) - 14.2 pkt., 3.0 asysty, 1.8 przechwytu
Lider Asseco, obok Filipa Matczaka, łączył rolę rozgrywającego z funkcją egzekutora, był najlepszym strzelcem zespołu. Szybki, dynamiczny i sprytny, choć nierówny - miał 7 spotkań z przynajmniej 20 punktową zdobyczą, ale też zdarzało mu się rzucać po 2, 4 punkty i nie wspomagał wtedy drużyny większą liczbą asyst.

20. Filip Dylewicz (Turów) - 13.3 pkt., 7.3 zbiórki, 2.6 asysty
Kto wie, gdyby nie opuścił kilku meczów ze względu na problemy zdrowotne - w tym tego przegranego u siebie z Polpharmą - może Turów grałby w playoff? 36-letni Dylewicz wciąż gra na wysokim poziomie, wciąż jest jednym z najlepszych wysokich skrzydłowy w lidze. Może tylko trochę za dużo rzuca za 3 (4.2 oddanego rzutu przy 30.7% skuteczności).

21. Zach Robbins (Siarka) - 13.2 pkt., 9.0 zbiórki, 3.1 bloku
Jeden z najlepszych transferów Zbigniewa Pyszniaka od lat. Gdyby ten wszechstronny podkoszowy występował w którejś z drużyn czołówki, mógłby być nawet gwiazdą naszej ligi. Jest nie tylko skuteczny, ale ma również wrodzoną smykałkę do blokowania rzutów rywali. Jedynie odpalanie od czasu do czasu „trójek” mógłby sobie już w końcu darować.

22. Daniel Dillon (Turów) - 16.3 pkt., 48% z gry, 5.7 asysty
Udoskonalone wersja Rashauna Broadusa – utalentowany strzelecko zawodnik, który potrafi grać z zespołem i lubi to robić. Pominęliśmy go w pierwszej piątce zawodników, których chcielibyśmy ponownie oglądać w PLK, ale także na to zasługuje i chętnie go gdzieś ponownie zobaczymy.

23. Paweł Leończyk (Wilki Morskie) - 9.4 pkt., 5.2 zbiórki, 58% z gry
W nastawionych na atak z obwodu Wilkach jest postacią istotną, ale nie kluczową. Jego skuteczność sugeruje, że w taktyce szczecinian mógłby być wykorzystywany częściej. Gra dobrze, ale chyba nie aż na poziomie swoich (owianych ligową legendą) rekordowych apanaży.

24. Łukasz Wiśniewski (Polski Cukier) - 11.3 pkt., 44.3 % za 3 pkt., 3.7 asysty
Bez względu na to, w jakiej drużynie i w jakim wieku, „Wiśnia” robi swoje – jest solidny i przydatny po obu stronach boiska. Jego serię rzutów z końcówki meczu w Zgorzelcu, kibice PLK będą pamiętać latami.

25. Gary Bell (Siarka) - 15.6 pkt., 43.1 % z gry, 2.7 asysty
W Siarce często tak bywa, że Amerykanin musi być „samograjem”. Młody zawodnik po uczelni Gonzaga całkiem nieźle z tego zadania się wywiązywał, w dodatku nie tracąc kontroli i zdrowego rozsądku. Gdyby nie kłopoty ze zdrowiem w drugiej połowie sezonu, jego osiągnięcia mogłyby nawet lepsze.

26. Michael Hicks (Polpharma) - 17.2 pkt., 34.6 % za 3 pkt., 2.1 asysty
Być może to polski paszport podziałał ożywczo na zadomowionego na Kociewiu strzelca - Hicks zagrał najlepszy sezon od przynajmniej kilku lat. Nie tylko miewał mecze z podrywającymi publiczność seriami trafień z dystansu, ale wreszcie poprawił także jakość podejmowanych decyzji rzutowych.

27. Demonte Harper (Czarni) - 13.4 pkt., 4.5 zbiórki, 43.7 % z gry
Podstawowy gracz obwodowy poważnego kandydata do półfinału, choć (jak wszyscy w Słupsku) pozostający w cieniu Jerela Blassingame’a. Często musi wyręczać nominalne jedynki na rozegraniu i trzeba przyznać, że wcale nie wychodzi mu to źle.

28. Rashaun Broadus (MKS Dąbrowa) - 16.0 pkt., 4.1 asysty, 2.8 straty
Potrafi przejąć grę w ataku, potrafi poprowadzić grę drużyny, ale nie zawsze zdarza mu się pamiętać o obu tych zadaniach jednocześnie. Ciekawe, jak prezentowałby się w drużynie grającej bardziej zdyscyplinowanym systemem.

29. Frank Gaines (Wilki Morskie) - 12.4 pkt., 39.8 % za 3 pkt., 2.2. straty
Szalony strzelec, a ze strzelcami tak to bywa, że nie zawsze wypalają. Przez sporą część sezonu miał problemy ze skutecznością, ale już w rundzie rewanżowej coraz częściej był prawdziwą zmorą obrońców rywala. Nie jest tylko jednostronnym rzucającym, potrafi też wejść na kosz i pobiec do kontry.

30. Cheikh Mbodj (Czarni) – 12.5 pkt., 6.7 zb., 54.6 % z gry
Środkowy z Afryki robi na boisku wszystko co do niego należy, choć do pełni szczęścia trochę brakuje lepszej gry tyłem do kosza. Statystyki w pełni nie oddają jego przydatności w obronie – to nie tylko 1.3 bloku na mecz, ale i postrach, jaki w strefie podkoszowej wywołują jego długie ramiona.

31. Adam Pechacek (AZS) - 13.4 pkt., 47.5% z gry, 5.2 zbiórki
Do rozbitego AZS dołączył pod koniec stycznia w poszukiwaniu minut gry i znalazł to, czego szukał - czas i ważną rolę na boisku. Czech grywał w Koszalinie jako środkowy lub silny skrzydłowy, miał wolną rękę i mógł wychodzić na obwód, skąd potrafi rzucić za trzy. W kwietniu zgłosił się do draftu do NBA, ale czy to, co pokazywał ostatnio, będzie atutem do wyboru?

32. Filip Matczak (Asseco) - 12.6 pkt., 4.1 zbiórki, 2.6 asysty
Lider drużyny, która awansowała do playoff, co w końcówce sezonu wcale nie było takie pewne. 23-letni rzucający zrobił postęp, rozwinął się nie tylko jako strzelec, ale też wszechstronny gracz dbający o zespół. Drużynom z dołu tabeli rzucał po 25 punktów, miał bardzo dobry tydzień na początku kwietnia, gdy Asseco finiszowało po playoff wygrywając trzy mecze z rzędu.

33. Bartosz Diduszko (Anwil) - 9.0 pkt., 49.4% z gry, 6.1 zbiórki
Chyba niewielu liczyło, że ten skrzydłowy może dać Anwilowi aż tyle. A Diduszko dał! Przede wszystkim - walkę na tablicach, jest najlepiej zbierającym zespołu. Do tego bardzo dobrą obronę, niezły atak, pewność gry i wszechstronność. Diduszko zna swoje atuty i miejsce w szeregu, możliwości, jakie daje mu Igor Milicić, wykorzystuje świetnie.

34. Przemysław Zamojski (Stelmet) - 9.0 pkt., 37.5% za 3, 2.3 zbiórki
Ciężko błysnąć w Stelmecie, w którym minuty dzielone są po równo, a Saso Filipovski nie jest zmuszany do tego, by trzymać na boisku pierwszą piątkę. I Zamojski nie błysnął. Co oczywiście nie oznacza, że nie grał dobrze. A sezon zakończył dwoma meczami, w których trafił po 5 trójek. Zapowiedź playoff?

35. Maksym Kornijenko (Polski Cukier) - 10.9 pkt., 48.2% z gry, 6.8 zbiórki
Ukrainiec miał bardzo dobry początek, a w zasadzie całą pierwszą połowę sezonu - zaliczył 5 double-double, rzucał ponad 20 punktów zespołom, które awansowały do playoff. Był skuteczny w walce pod koszem, ale grał wszechstronnie, groził rzutami za 3. Potem stracił impet, głównie poprzez kontuzje. Do końca sezonu nie odzyskał formy z jesieni.

36. Anthony Ireland (Trefl) - 19.7 pkt., 54.5% za 3.0 asysty
Statystycznie - geniusz, mógłby być na szczycie listy. Jednak trzeba pamiętać o małej próbce (7 meczów), sile rywali (najlepsze mecze z tymi, którzy nie awansowali do playoff) oraz o kontekście - Ireland pojawił się w słabym, wręcz rozbitym zespole bez lidera, w którym aż prosiło się, by ktoś wziął odpowiedzialność za wynik. Wejście miał świetne, ale czy tak zostanie?

37. Adam Hrycaniuk (Stelmet) - 16.7 minuty, 5.9 pkt., 4.7 zbiórki
Statystyki nie robią wrażenia, ruchome zasłony irytują, ale trzeba docenić to, jak ważnym punktem żelaznej, zespołowej defensywy mistrza bywa Hrycaniuk. 32-letni środkowy robi swoje, wciąż jest silnym punktem Stelmetu. A także - biorąc pod uwagę absencję środkowych pierwszego wyboru - poważnym kandydatem do gry w reprezentacji.

38. Johnny Dee (Polpharma) - 10.7 pkt., 37% za 3, 38.1% z gry
W tym przypadku statystyki są mniej ważne. Albo inaczej - najważniejsza jest taka, że 23-letni Amerykanin miał 3/3 w zwycięskich rzutach w ostatnich sekundach od początku marca. To w dużej mierze dzięki temu triumfatorowi Polpharma skończyła sezon meczami nie tylko zwycięskimi, ale też takimi, których końcówki można oglądać bez końca.

39. Szymon Szewczyk (Stelmet) - 12.1 minuty, 6.8 pkt., 47.6% za 3
Luksusowy rezerwowy Stelmetu. Ogromne doświadczenie, wciąż duże umiejętności przydatne pod koszem, coraz lepsza skuteczność z dystansu, pozwalająca na rozciąganie gry. Ubytki w dynamice widoczne, gdy trzeba skoczyć nad rywalem w drodze do obręczy, ale 35-letni podkoszowy nadrabia mądrością i sprytem.

40. Markeith Cummings (Polski Cukier) - 10.2 pkt., 3.6 zbiórki, 1.2 asysty
Przez większość sezonu rezerwowy, który wnosił z ławki sporo energii. Stać go na efektowne akcje, loty nad obręczą, szybkie sprinty w kontrze. Trudno powiedzieć, by wyróżniał się w jakimś elemencie gry, ale jest solidnym elementem zespołu z Torunia. W końcówce sezonu - nawet pierwszopiątkowym.

41. Michał Michalak (Polski Cukier) - 10.3 pkt., 38.1% za 3, 1.9 asysty
Z czego zapamiętamy jego sezon? Z szalonej trójki w kontrze ze Stelmetem, sprzed nosa Mateusza Ponitki oraz z błędu w obronie, który pozwolił Johnny’emu Dee na oddanie zwycięskiego meczu w Starogardzie. I właśnie tak nierówno grał Michalak, który jednak nieźle odnalazł się po transferze z Trefla do drużyny, która walczy o medal.

42. Justin Jackson (Czarni) - 9.5 pkt., 70% z gry, 7.7 zbiórki
Z biegiem sezonu z drugiego planu przebijał się do pierwszej linii Czarnych - i to nie tylko w defensywie, ale także w ataku. Jego dynamika, skoczność, energia, dobrze pasują do stylu gry drużyny ze Słupska, a możliwości Jacksona pokazał ostatni mecz z AZS - 17 punktów, 16 zbiórek, 4 przechwyty, 5 bloków. Najlepszy w lidze pod względem skuteczności rzutów z gry.

43. Fiodor Dmitriew (Anwil) - 8.9 pkt., 39.5% za 3, 3.8 zbiórki
Jego wkład w grę Anwilu jest niedoceniany, bo Rosjanin jest w cieniu zdobywającego masę punktów Davida Jelinka, czy też wykonujących efektowne akcje rozgrywających oraz Kervina Bristola. Tymczasem Dmitriew inteligentnym zachowaniem na boisku robi kolegom miejsce do gry, rozciąga obronę grożąc trójką, solidnie spisuje się w obronie.

44. Christo Nikołow (Stal) - 13.9 pkt., 44.9% za 3, 4.5 zbiórki
Transferowy przechwyt Stali, która podpisała kontrakt z Bułgarem w grudniu i miała z niego sporo pożytku. Twardy, dynamiczny podkoszowy, zdobywał punkty na różne sposoby, był skuteczny zza linii rzutów za 3 punkty. Jego ocenę psują trochę pomyłki, nieudane zagrania i straty z końcówek meczów na finiszu rozgrywek, ale to był dobry sezon Nikołowa.

45. Josh Parker (Polfarmex) - 12.2 pkt., 35.3% z gry, 4.4 asysty
Punkty rzucał, asysty notował, był jednym z kluczowym graczy zespołu, który awansował do playoff. Ale popełniał też najwięcej strat w całej lidze - średnio po 3.4 w meczu. Nie utrzymał bardzo dobrej formy z początku sezonu (rzucał po 22 punkty AZS i Asseco), potem miewał słabsze mecze. Np. 5/21 z gry z Czarnymi.

46. Jarosław Mokros (Czarni) - 9.4 pkt., 36.9% za 3, 5.4 zbiórki
W pewnym sensie amulet Czarnych, bo długo było tak, że jak Mokros grał dobrze, to zespól wygrywał. Doświadczony już, twardy skrzydłowy jest coraz sprytniejszy w polu trzech sekund i coraz groźniejszy w rzutach z dystansu. Gdyby nie kontuzja w końcówce sezonu, mógłby jeszcze bardziej pomóc Czarnym.

47. Nemanja Djurišić (Stelmet) - 7.1 pkt., 57.8% za 2, 4.7 zbiórki
W większości zespołów PLK mógłby być pewnie wiodącym graczem formacji podkoszowej, w Stelmecie był tylko solidnym rezerwowym. Pokazał kilka dynamicznych akcji, ze Startem zaliczył double-double (18 punktów, 11 zbiórek), robił swoje w drugoplanowej roli u lidera.

48. Przemysław Żołnierewicz (Asseco) - 10.2 pkt., 49.5% z gry, 4.3 zbiórki
Duży postęp 20-letniego skrzydłowego, który imponował już nie tylko efektownymi wsadami, ale coraz dojrzalszymi akcjami w ataku. Żołnierewicz poprawił się w każdym elemencie gry, był pewnym punktem pierwszej piątki Asseco. Kandydat do reprezentacji, jeśli dalej będzie ciężko pracował u dobrego trenera.

49. Artur Mielczarek (AZS) - 10.6 pkt., 36.3% za 3, 3.0 zbiórki
Najrówniejszy gracz podczas tego bałaganiarskiego sezonu w AZS. Wobec ciągłych zmian w zespole stopniowo przejmował na siebie coraz większą rolę w ataku, tylu punktów nie zdobywał nigdy w karierze. W końcówce sezonu dwa razy z rzędu rzucał ponad 20 punktów przy skuteczności z gry wyższej niż 50%. Solidny zawodnik, który pasowałby jako uzupełnienie do drużyny walczącej o medal.

50. Jarosław Zyskowski (Polfarmex) - 12.4 pkt., 45.7% za 3, 36.4% za 2
Gra dłużej i zdobywa więcej punktów niż rok temu w Toruniu, ale ciekawie zmieniła się jego struktura skuteczności - jest niemal zupełnie odwrotna. Zyskowski jr lepiej rzuca z dystansu, za to sporo gorzej za dwa punkty. Ale skrzydłowy nie daje się łatwo zaszufladkować tylko jako strzelec z daleka. Próbuje wejść pod kosz, czasem z dobrym skutkiem.

51. Karol Gruszecki (Stelmet) - 7.3 pkt., 45.1% z gry, 2.3 zbiórki
Po świetnym poprzednim sezonie i transferze do mistrzowskiego Stelmetu przygasł, znalazł się w głębokim cieniu Mateusza Ponitki. Grał o 10 minut krócej niż w Słupsku, średnia punktowa spadła dokładnie o połowę. To nie oznacza, że nie zrobił postępu, możliwe, że bardzo dużo dała mu praca u Saso Filipovskiego. Ale dopiero w przyszłym sezonie - w Stelmecie lub innym klubie - przekonamy się ile.

52. Piotr Pamuła (Dąbrowa) - 8.7 pkt., 39% za 3, 2.3 asysty
Najważniejsze jest to, że rozegrał cały sezon, nie przeszkodziły mu kontuzje. Dąbrowa wydaje się dobrym miejscem do spokojnego powrotu do formy byłego reprezentanta Polski, Pamuła miał kilka bardzo dobrych występów - m.in. z Wilkami, gdy rzucił 17 punktów i miał 5/5 za 3. Choć skuteczność trójek mogłaby być lepsza, Pamuła miał sezony, gdy trafiał ponad 40%.

53. Przemysław Frasunkiewicz (Asseco) - 8.6 pkt., 37.6% z gry, 3.0 asysty
Trudno oceniać go tylko przez pryzmat gry, bo wszyscy w Gdyni podkreślają jego rolę jako nauczyciela, przewodnika dla młodszych kolegów, np. Filipa Matczaka. 37-letni już Frasunkiewicz niedawno przekroczył granicę 5000 punktów w PLK, wciąż nie można go zostawić bez opieki na dystansie, notuje najwięcej asyst w karierze.

54. Mateusz Kostrzewski (Turów) - 9.7 pkt., 52.9% z gry, 4.9 zbiórki
To był jego najlepszy sezon w PLK, choć nierówny. Zaczął jak cały Turów - słabo, potem miewał coraz lepsze mecze. Na przełomie roku Kostrzewski zaliczył serię pięciu spotkań z dwucyfrową liczbą punktów, pod koniec sezonu miał 25 punktów (11/18 z gry) oraz 12 zbiórek z Polpharmą. Do poprawy - rzut za 3 (spory regres, tylko 23,9% skuteczności).

55. Robert Skibniewski (Anwil) - 6.8 pkt., 37.8% z gry, 3.4 asysty
Jest tym dojrzalszym, spokojniejszym rozgrywającym Anwilu, wciąż gra na dobrym pozomie. Pick and rolle to jego specjalność, efektowne w podania w kontrze - także. Dobrze wypadał w meczach ze Stelmetem, w których zdobywał średnio po 13.5 punktu.

56. Łukasz Majewski (Wilki Morskie) - 8.4 pkt., 45% z gry, 3.4 zbiórki
Solidny gracz pierwszej piątki szczecińskiej drużyny. Niezły obrońca, którego atutem jest umiejętność rzutu z dystansu. Majewski szczególnie skuteczny w tym elemencie był w końcówce sezonu, gdy zdarzało mu się trafiać nawet po cztery trójki w meczu. Znacznie poprawił skuteczność rzutów za 2.

57. Brandon Brown (Wilki Morskie) - 6.5 pkt., 47.9% z gry, 3.3 asysty
Zmiennik na pozycje rozgrywającego lub rzucającego, który może zaliczyć po kilka asyst, zdobyć kilkanaście punktów lub… być zupełnie niewidocznym. Jak na zorientowany na próby z dystansu zespół - dość rzadko oddaje rzuty za trzy punkty.

58. Kamil Łączyński (Anwil) - 5.6 pkt., 3.5 asysty, 1.4 przechwytu
Statystycznie to jego najsłabszy sezon od lat, ale to złudna optyka. Trzeba wziąć pod uwagę krótszy czas gry i fakt dzielenia - umiejętnego, z korzyścią dla drużyny - pozycji rozgrywającego z Robertem Skibniewskim. Łączyński potrafi zagrać sprytnie, mądrze, cwaniacko, dodaje drużynie sporo energii, dobrze rozgrywa akcje dwójkowe ze środkowymi.

59. Daniel Szymkiewicz (Rosa) - 6.5 pkt., 1.6 asysty, 1.3 przechwytu
Kolejny sezon postępów rozgrywającego, który podwoił liczbę minut i punktów w również idącym do góry zespole, Szymkiewicz wykorzystuje możliwości fizyczne w defensywie, potrafi zaskoczyć dojrzałością w ataku, choć oczywiście wciąż gra nierówno.

60. Robert Tomaszek (Anwil) - 6.4 pkt, 56.4% z gry, 4.1 zbiórki
To jego najlepszy sezon od kilku lat. Nawet jeśli nie wyszedł poza rolę boiskowego osiłka, który do gry wnosi mięśnie i energię, to poprawił podania (dwa razy więcej asyst niż zwykle), lepiej wykonuje rzuty wolne. Takiego gracza potrzebował Anwil, takiego klubu i atmosfery potrzebował Tomaszek.

61. Marcin Flieger (Polpharma) - 12.7 pkt., 38,6% z gry, 3.3 asysty
Tak skuteczny w PLK nie był. W końcówce sezonu rozgrywający Polpharmy znalazł świetną formę, to także jego dobra gra sprawiała, że zespół zaczął na wiosnę wygrywać. Jedno z pozytywnych zaskoczeń sezonu.

62. Drago Pasalić (Dąbrowa) - 12.2 pkt., 53,5% z gry, 4.6 zbiórki
Szkoda, że dołączył dopiero w trakcie sezonu i nie przepracował z Dąbrową Górniczą okresu przygotowawczego, bo mógłby dać drużynie dużo więcej. Nie zawsze odnajdywał się w zespole prowadzonym, czasem zbyt jednostronnie, przez Rashauna Broadusa.

63. Jovan Novak (Turów) - 11.8 pkt., 39% z gry, 3.0 asysty
To był bardzo nierówny sezon 21-letniego Serba. Novakowi zdarzało się rzucać ponad 20 punktów w meczu, a nawet wykonać zwycięski rzut (z Czarnymi), ale miał też mecze, gdy nie umiał trafić do kosza z gry.

64. Stevan Milošević (Polski Cukier) - 17.5 minuty, 6.6 pkt., 6.2 zbiórki
Miał kilka świetnych spotkań - np. 18 punktów i 13 zbiórek ze Stelmetem, ale przez większość sezonu jednak niemrawy, czasem grywał krótko. Do lepszej gry zdopingowało do trochę dojście Seana Denisona.

65. Ater Majok (Trefl) - 9.8 pkt., 7.0 zbiórki, 1.8 bloku
Niewyraźny początek, mocny środek rozgrywek z ośmioma double-double w 12 meczach, gorszy finisz. Australijczyk sudańskiego pochodzenia największe wrażenie zrobił chyba jednak pokręconą historią swojego życia.

66. Eric Williams (Dąbrowa) - 10.5 pkt., 58.9% z gry, 51.6% z rzutów wolnych
Co to mógłby być za gracz, gdyby miał zdrowe kolana i choć trochę dynamiki! No, ale wtedy nie grałby w PLK... Tak czy inaczej - powinien lepiej rzucać wolne, bo faulowany bywa bardzo często.

67. Witalij Kowalenko (Śląsk) - 11.0 pkt., 6.0 zbiórki, 1.2 bloku
Jeden z lepszych zawodników słabego Śląska, a na pewno najlepszy z tych, którzy grali we Wrocławiu od początku do końca sezonu. Solidny w walce o zbiórki, potrafił zdobywać punkty z dystansu.

68. Bartłomiej Wołoszyn (Polfarmex) - 9.0 pkt., 28.5% za 3, 3.0 zbiórki
Kolejny solidny sezon w Kutnie, choć nie tak dobry, jak poprzedni. Blisko 30-letni skrzydłowy nie był już takim bombardierem, jak rok wcześniej, ale był istotnym graczem w drużynie, która awansowała do playoff.

69. Krzysztof Sulima (Polski Cukier) - 5.9 pkt., 54.4% z gry, 4.5 zbiórki
Jak zwykle imponował zbiórkami w ataku, ale w silniejszym niż rok wcześniej zespole z Torunia nie był już tak produktywny, mimo identycznego czasu gry. Robi swoje, ale mimo kilku ostatnich dobrych występów, generalnie wielkiego przełomu nie ma.

70. Łukasz Diduszko (Polpharma) - 7.4 pkt., 5.9 zbiórki (2.6 w ataku)
Najlepszy sezon w PLK, jeśli chodzi o statystyki. Podstawowy mecz Polpharmy, waleczny podkoszowy, który brak centymetrów rekompensuje wielkim sercem i sprytem pod obręczą. Z Anwilem potrafił mieć 16 zbiórek!

71. Sean Denison (Polski Cukier) - 8 meczów, 6.3 pkt., 4.6 zbiórki
Byłby zdecydowanie wyżej, gdyby wrócił do Polski wcześniej, lub gdyby po lutowym powrocie szybciej doszedł do formy. Dwa ostatnie mecze z Rosą i Anwilem - bardzo dobre. Sześć wcześniejszych - byle jakich.

72. Piotr Stelmach (Anwil) - 6.8 pkt., 34.1% za 3, 2.7 zbiórki
Statystycznie ma najlepszy sezon od lat, dobrze sprawdza się w roli zmiennika Fiodora Dmitriewa i podobnie jak Rosjanin rozciąga grę. Kat Asseco - w obu meczach z gdynianami zdobywał po 16 punktów, najwięcej w sezonie.

73. Michał Chyliński (Anwil) - 6.9 pkt., 41.9% za 3 pkt.
Po bardzo dobrym poprzednim sezonie w Zgorzelcu, nie odnalazł się po transferze do Bundesligi, a potem do Włocławka. Wydawało się, że da Anwilowi więcej, ale urazy i ścisk na obwodzie sprawił, że Chyliński stał się w tym sezonie jednym z wielu.

74. Nick Kellogg (Start) - 11.5 pkt., 37.3% z gry, 2.1 asysty
Najlepszy strzelec najgorszego w lidze Startu. I pewnie, jak to często bywa, podobałby się nam bardziej, gdyby grał w trochę lepszym zespole i miał więcej miejsca w ataku.

75. C.J. Aiken (Wilki Morskie) - 14.3 minuty, 6.2 pkt., 3.8 zbiórki
Efektowny, za dynamiczne wsady lubią go wszyscy, ale żeby z gry Aikena był jakiś wielki pożytek? Punktów, zbiórek i bloków niewiele, choć także niewiele minut i piłek w zespole nastawionym na obwód i rzuty z dystansu.

76. Alexis Wangmene (Stal) - 9.3 pkt., 44.7% za 2, 1.3 bloku
Po 8 blokach w drugim meczu z Dąbrową wydawało się, że Kameruńczyk będzie Dikembe Mutombo PLK, ale w pozostałych 25 spotkaniach Wangmene zaliczył już tylko 26 bloków. I nie był zbyt skuteczny pod obręczą.

77. Michał Nowakowski (Wilki Morskie) - 7.4 pkt., 43.3% za 3, 3.3 faula na mecz
Dopiero w końcówce sezonu zaczął trafiać seriami za trzy punkty, wcześniej nierówny, nieskuteczny, czasem w ogóle niewidoczny. Ale transfer ze Słupska do Szczecina raczej wyszedł mu na dobre, Nowakowski pasuje do stylu gry Wilków.

78. Uroš Mirković (Polpharma) - 9.2 pkt., 5.6 zbiórki, 38.7% z gry
Jeden z jego słabszych sezonów w Polsce. Poza wystrzałem ze Stalą (27 punktów, 8 zbiórek), na drugim planie w przeciętnej Polpharmie. Dawno nie miał tak kiepskiej skuteczności rzutów z gry - problemy ze zdrowiem pod koniec sezonu są tylko częściowym wytłumaczeniem.

79. Kacper Borowski (Czarni) - 5.7 pkt., 2.9 zbiórki, 54.2% z gry
Kolejny sezon czekania na eksplozję formy Borowskiego, która… uporczywie nie chce nadejść. Efektowne wsady zacierają obraz podkoszowego rezerwowego, który specjalizuje się głównie w zbiórkach i punktach z sytuacyjnych zagrań.

80. Robert Witka (Rosa) - 5.7 pkt., 3.3 zbiórki, 27.1% za 3 pkt.
Z roku na rok coraz słabszy, coraz częściej jego największym atutem jest ogromne doświadczenie. Pogorszył się Witce rzut z dystansu, choć w taktyce Rosy były reprezentant wciąż ma rolę tego, który skutecznie rozciąga obronę rywali. I raz na jakiś czas trafi bardzo, bardzo ważny rzut....

81. Danilo Andjusić (Anwil) – 8.2 pkt., 0.8 asysty, 28.8 % za 3 pkt.
CV lepsze niż gra - przynajmniej w tym fragmencie sezonu, który spędził w Polsce. Dynamiczny, niezły w obronie Serb miał przebłyski, szczególnie w końcówce rozgrywek, ale trudno mówić, aby jego obecność miała duży wpływ na grę Anwilu.

82. Dominik Mavra (Dąbrowa Górnicza) – 8.9 pkt., 2.6 asysty, 39.8 % z gry
Za bardzo na siebie nie zwracał uwagi, ale swoje robił. Na tyle skuteczny strzelec, że mógłby być w tym charakterze wykorzystywany częściej. Wiek (21 lat) i warunki (194 cm) chorwackiego rozgrywającego sugerują, że z sezonu na sezon powinien być coraz lepszy.

83. Folarin Campbell (Czarni) – 11.7 pkt., 3.9 zbiórki, 39.1 % z gry
Amerykanin wśród własnych kibiców cieszył się podobnie kiepską opinią, jak Deshawn Delaney w Ostrowie Wlkp. Zdarzały mu się mecze (czy nawet tygodnie), kiedy pudłował na potęgę, ale potrafił też zagrać bardzo dobre spotkanie, potwierdzające, że potrafi więcej, niż sugeruje jego reputacja.

84. A.J. Walton (AZS) – 9.0 pkt., 4.3 asysty, 35.6 % z gry
Zawodnik, którego nie był w stanie zwolnić nawet AZS Koszalin. Próby pożegnania trwały na tyle długo, że zaczęto po niego sięgać ponownie. Walton faktycznie grał wyraźnie gorzej niż w Asseco. Rozgrywać potrafi, ale rywale w PLK już o dawna potrafią wykorzystywać jego problemy z rzutem.

85. Piotr Śmigielski (Trefl) – 10.4 pkt., 3.3. zbiórki, 39.9 % z gry
Po obiecującym sezonie w Lublinie, zaliczył nawet lepszy w Sopocie. Grając tyle samo, poprawił się w większości elementów statystycznych – stał się jednak bardziej strzelcem niż rozgrywającym. Przebojowy, potrafi pociągnąć drużynę w trudnych momentach.

86. Jakub Karolak (Turów) – 8.7 pkt., 2.5 zbiórki, 43 % z gry
Potwierdził – zwłaszcza w pierwszej połowie sezonu – olbrzymi talent ofensywny. Potrafił zdobyć 25 pkt. (6 celnych trójek) przeciwko Stelmetowi. Jednak w rundzie rewanżowej dość wyraźnie spuścił z tonu.

87. Łukasz Seweryn (Czarni) – 22:19 czasu gry, 6.9 pkt., 40.6 % rzutów za 3 pkt.
Strzelec wyborowy, który dostał nieoczekiwanie dużo szans na skutek problemów z kontuzjami w drużynie Czarnych. Przypomniał obie krążące o nim opinie – ma rewelacyjnie ułożoną rękę oraz jest bardzo niedoskonałym obrońcą.

88. Cameron Tatum (Turów) – 10.1 pkt., 3.4 zbiórki, 41.6 % z gry
Jeden ze współautorów udanej wiosny w Zgorzelcu. Jak na amerkańskiego gracza niczego nie forsuje – choć trafia na przyzwoitej skuteczności, to nie oddaje zbyt wielu rzutów (ok. 6 na spotkanie). Sęk w tym, że nie notuje też zbyt wielu asyst.

89. Kervin Bristol (Anwil) – 5.6 pkt., 5.5. zbiórki, 62.3 % z gry
Wreszcie rozegrał się w drugiej połowie sezonu, okazał się m.in. jednym z kluczowych elementów przy okazji wygranej Anwilu ze Stelmetem. Imponuje skutecznością, choć trzeba przyznać, że nie oddaje zbyt wielu rzutów. Solidny środkowy, ale dominatorem zdecydowanie nie jest.

90. Piotr Szczotka (Asseco) – 6.2 pkt., 4.9 zbiórki, 39.2 % z gry
Chyba nikt już nie pamięta tej ligi i Asseco bez Piotra Szczotki. Statystyki to jedno, a wzór dla młodzieży oraz wzorowa etyka pracy to drugie. Awans do playoff zespołu z Gdyni to także jego spory sukces.

91. Jakub Parzeński (Asseco) – 8.4 pkt., 6.2 zbiórki, 47.3 % z gry
Powoli czas, aby poziom sportowy zaczął dorównywać świetnym warunkom środkowego z koszykarskimi genami. Niemal w każdej statystycznej rubryce zanotował wyraźny postęp. Problemem pozostaje tendencja do wpadania w kłopoty z liczba przewinień.

92. Michał Gabiński (Polfarmex) – 5.8 pkt., 4.2 zbiórki, 39.5 z gry
Zdarzało mu się w tym sezonie robić na parkiecie rzeczy, o jakie byście Michała Gabińskiego wcześniej nie podejrzewali. Procentuje spore już doświadczenie, choćby przy podejmowaniu decyzji rzutowych – tak dobrze (33.9 %) w całej karierze za 3 pkt. jeszcze nigdy nie trafiał.

93. Michał Jankowski (Śląsk) – 9.9 pkt., 3.1. zbiórki, 37% w rzutach za 3 pkt.
Jak na doświadczonego już strzelca, trochę brakuje mu stabilizacji. Potrafi zagrać doskonałe spotkanie (7 celnych trójek z Turowem), a potem zniknąć na kilka następnych meczów. Jednak często to on był jedną z lokomotyw odchudzonego Śląska.

94. Marcin Sroka (Stal) – 8.5 pkt., 3 zbiórki, 39.2 % z gry
Wciąż ważny gracz Stali, potrafi wykorzystać doświadczenie i boiskowe cwaniactwo, jak mało kto w tej lidze, ale nie jest to już ten Marcin Sroka, który potrafił napsuć krwi kibicom we wszystkich halach w Polsce. Choć statystycznie rozgrywa najlepszy sezon od 3 lat i występów w Stelmecie.

95. Kacper Młynarski (Siarka) – 11 pkt., 6.6. zbiórki, 36.4 % z gry
Kolejny sezon postępów silnego skrzydłowego, choć skuteczność z gry wciąż szału nie robi. Olbrzymie zaufanie trenera Zbigniewa Pyszniaka (średnio ponad 31 minut na parkiecie) powinno zaprocentować dalszym rozwojem tego zawodnika.

96. Kim Adams (Rosa) – 2.9 pkt., 4.6 zbiórki, 45.5 % z rzutów wolnych
Ulubieniec radomskich kibiców jest jednym z najlepszych obrońców w lidze i jednym z najsłabszych zawodników w ataku. Ma jednak jeszcze jeden atut, którego nie da się przeliczyć – jest dobrym duchem zespołu.

97. Sebastian Kowalczyk (Asseco) – 8.9 pkt., 32.9 % za 3 pkt., 19 oddanych rzutów za 2 pkt. w 32 meczach
23-letni rzucający potrafi przy dobrym dniu pomóc zespołowi celnymi rzutami z dystansu, ale wciąż jest zawodnikiem bardzo jednostronnym – ogranicza się niemal wyłącznie do rzutów za 3 punkty. Jeśli rozszerzy repertuar w ataku, będzie mu łatwiej znajdować ulubione pozycje na dystansie.

98. Jakub Zalewski (Siarka) – 9.8 pkt., 35.6 % z gry, 3.4 asysty
Nie udało mu się utrzymać w składzie Rosy, odnalazł się w całkiem ważnej roli w Siarce – nie tylko strzelca, ale i podającego. Potrafił rzucić 20 pkt. Turowowi, czy 15 Anwilowi, choć generalnie jego skuteczność często pozostawiała sporo do życzenia.

99. Damien Kinloch (Polpharma) – 9.3 pkt., 7.6 zbiórki, 45.3% z gry
Weteran strefy podkoszowej był w Polpharmie tylko dodatkiem do “szalonych” strzelców. To nie on miał robić różnicę w meczach i faktycznie jej nie robił. Ale swoje zadanie spełniał, dostarczając zbiórek i punktów na całkiem solidnym poziomie.

100. Deshawn Delaney (Stal) – 7.2 pkt., 5.7 zbiórki, 16.2 % za 3 pkt.
Młody (23 lata) amerykański skrzydłowy pokazuje sporo zaangażowania, jest dobrym obrońcą i nieźle zbiera, ale brakuje mu wszechstronności w ataku. Na obwodzie jest w zasadzie bezużyteczny.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

0

Top 100 zawodników PLK. Najlepsza piątka!

PLK | 02.05.2016 09:35

Kończymy wielkie odliczanie! Wzorem ESPN, która przed sezonem sklasyfikowała 500 koszykarzy NBA, PolskiKosz.pl podsumował sezon zasadniczy PLK rankingiem stu najlepszych zawodników naszej ligi. Przed Wami pierwsza piątka!

Top 100 zawodników PLK - miejsca 81-100 >>>
Top 100 zawodników PLK - miejsca 61-80 >>>
Top 100 zawodników PLK - miejsca 41-60 >>>
Top 100 zawodników PLK - miejsca 31-40 >>>
Top 100 zawodników PLK - miejsca 21-30 >>>
Top 100 zawodników PLK - miejsca 11-20 >>>
Top 100 zawodników PLK - miejsca 6-10 >>>

5. Dee Bost (Stelmet) – 21:19 min., 10.1 pkt., 45.2 % z gry, 3.8 asysty
Jeden z tych graczy Stelmetu, których faktyczna wartość nieco umykała na krajowych parkietach, ponieważ grali wyraźnie krócej od swoich konkurentów. Bost w każdym innym zespole PLK byłby wielką gwiazdą. Dobrze radzi sobie i na rozegraniu, i na dwójce – atletyzmem uzupełnia doświadczenie Łukasza Koszarka.

4. C.J. Harris (Rosa) – 28:08 min., 15.3 pkt., 3.1 zbiórki, 41.5 % z gry
Harris przyjechał do Rosy z dobrymi papierami (Niemcy, Łotwa) i potwierdził, że jego CV to nie przypadek. Równie skuteczny w rzutach z dystansu, jak i dynamicznych wejściach na kosz. Do tego opanowany, dostosowujący się do taktyki zespołu. Bardzo trudno będzie go zatrzymać w Radomiu i w ogóle w polskiej lidze.

3. Dejan Borovnjak (Stelmet) – 16:29 min., 9.4 pkt., 63.8 % z gry
Najlepszy środkowy TBL, z dużą przewagą nad konkurencją. Sami byliśmy w szoku, gdy zobaczyliśmy, jak krótko przebywa na parkiecie w meczach ligowych. Po profesorsku kończy akcje dwójkowe, pewny w rzutach z półdystansu – w playoff jego rola będzie zapewne rosła.

2. David Jelínek (Anwil) – 29:11 min., 17.6 pkt., 4.2 zbiórki, 41.9 % z gry,
Największa gwiazda ligi, jeśli o chodzi o medialność i zainteresowanie kibiców. Lider Anwilu gra na miarę oczekiwań związanych ze swoich nazwiskiem – skutecznie i bardzo efektownie, do tego z rzadko u nas spotykaną swobodą. Tej oceny nie zmienia fakt, że zdarzają mu się co jakiś czas (tak jak i drużynie z Włocławka) zupełnie nieudane spotkania.

1. Mateusz Ponitka (Stelmet) – 23:07 min., 10.6 pkt., 4.8 zbiórki, 54.3 % z gry
Gra sporo krócej od Jelinka, zaawansowane statystyki ma na zbliżonym poziomie, ale naszym zdaniem minimalnie wyprzedza Czecha – wszechstronnością i cechami charakteru. Potrafi pociągnąć za sobą drużynę efektownymi akcjami po obu stronach boiska. W lidze wyraźnie poprawił też rzuty z dystansu.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Najciekawsze tweety