Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

0

NBA Play-offs: Spurs polegli!

NBA | 24.04.2014 11:59

Seria San Antonio Spurs - Dallas Mavericks miała być dla tych pierwszych gładką przeprawą. Już pierwsze starcie dało sygnał kibicom "Ostróg" - Dallas nie powiedzieli w tym sezonie ostatniego słowa. W 2. meczu rozegranej minionej nocy Mavericks wspięli się na wyżyny swoich umiejętności, co przy nieco słabszej dyspozycji Parkera i "spółki" dało przyjezdnym zwycięstwo 113:92.

- Cieszymy się, ale nie możemy za bardzo celebrować tego momentu. Musimy nadal robić swoje - mówił tuż po spotkaniu jeden z bohaterów miejscowych Jose Calderon. Hiszpan w przeciwieństwie do pierwszego meczu spisał się zdecydowanie lepiej. Stanowił on spore zagrożenie dla swojego rywala vis a vis - Tony Parkera, który tym razem nie potrafił przedrzeć się przez obronę podkoszową Dallas. Bardzo solidną pracę pod koszem wykonali Samuel Dalemebert z Dirkiem Nowitzkiem, którzy tym razem odsunęli w cień bohaterów Spurs - Tima Duncana i Thiago Spilltera.

Niespodziewanym problemem gospodarzy były liczne straty. 24 popełnione błędy dały wielokrotnie gościom łatwe punkty zdobywana z kontrataku. Po raz kolejny niezłą zmianę na parkiecie dał Devin Harris notując m.in. 18 punktów.

Gra Spurs od początku nie układała się po myśli Gregga Popovicha. Najlepszy trener sezonu zasadniczego mógł mieć wiele uwag szczególnie do Dann'ego Greena i Kawhi Leonarda. Sporym zaskoczeniem pozytywnym dla Popovicha był za to dobra dyspozycja Manu Ginobiliego, który jako jedyny w środowy wieczór był motorem napędowym Spurs.

Dwa kolejne mecze rozgerane zostaną w Dallas. Pierwszy w sobotę.
 

San Antonio Spurs - Dallas Mavericks 92 : 113

(23:24, 28:32, 24:32, 17:25)

 

0

TBLK: Winnicki zwolniony!

BLK | 24.04.2014 00:03

Z dniem 23 kwietnia Jacek Winnicki przestał pełnić funkcję pierwszego trenera zespołu CCC Polkowice. Jego obowiązki przejął dotychczasowy asystent, Krzysztof Szewczyk.

- Rozwiązaliśmy umowę o pracę z trenerem Jackiem Winnickim. W meczach, które pozostały nam do końca sezonu zespół CCC poprowadzi trener Krzysztof Szewczyk. Nie będziemy szerzej komentować powodów decyzji – stwierdził Krzysztof Korsak, prezes klubu.


 

0

TBLK: CCC bliżej złota

BLK | 23.04.2014 23:56

Dzięki świetnej trzeciej kwarcie, wygranej przez CCC Polkowice, aż 35:14 - mistrzynie Polski prowadzone przez Krzysztofa Szewczyka wyraźnie pokonały Wisłę Can-Pack Kraków 78:65 i rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzą 2-1. Czwarty mecz ponownie rozegrany zostanie w Polkowicach.

CCC Polkowice - Wisła Can-Pack Kraków 78 : 65

(13:19, 11:8, 35:14, 19:24)

 

0

Euroliga: Maccabi w Final Four, Real i CSKA wrócą na piąty mecz

Euroliga | 23.04.2014 23:07

Dziś w Eurolidze ponownie górą gospodarze. Maccabi Tel Awiw dzięki wyśmienitej czwartej kwarcie i ostatecznemu zwycięstwu w meczu z Emporio Armani Mediolan przypieczętowało awans do Final Four. Olympiakosowi Pireus i Panathinaikosowi Ateny po dwóch wyjazdowych porażkach, odpowiednio z Realem Madryt i CSKA Moskwa, udało się doprowadzić do decydującego o awansie do mediolańskiego turnieju, piątego spotkania w serii.

Do połowy czwartej kwarty w Atenach toczyło się bardzo wyrównane spotkanie. Wtedy jednak gospodarze odskoczyli Rosjanom na dziewięć punktów przewagi i wydawało się, że piąte spotkanie w tej parze jest już pewne. Nic bardziej mylnego. Sonny Weems indywidualnymi akcjami zniwelował większość strat do rywala, a na dwie sekundy przed końcem czwartej odsłony, kiedy Panathinaikos prowadził 64:62, Witalij Fridzon trafił rzut rozpaczy pod presją dwóch obrońców i doprowadził do dogrywki. W dogrywce zarysowała się nieznaczna przewaga gości, jednak końcówka należała już do Greków, choć gdyby Weems nie spudłował rzutu wolnego na kilka sekund przed końcem dodatkowej części gry, to w Atenach kibice oglądaliby drugą dogrywkę. Jonas Maciulis zanotował dla gospodarzy 15 punktów, tyle samo "oczek" zdobył dla gości Vladimir Micov.
Stan rywalizacji: 2:2. Następny mecz w Moskwie, w niedzielę, 27 kwietnia.

Panathinaikos Ateny - CSKA Moskwa 73 : 72

(21:16, 16:22, 14:10, 13:16)


Keith Langford do końca trzeciej kwarty dzielił i rządził na parkiecie gospodarzy. Niestety w decydującej odsłonie spotkania zdecydowanie zabrakło wsparcia jego kolegów z drużyny i to Maccabi, które zaprezentowało bardziej zespołową koszykówkę, awansuje do Final Four. Alex Tyus i Ricky Hickman zanotowali dla Maccabi po 16 punktów. Devin Smith zdobył 13 "oczek", na swoim koncie zapisał też dziewięć zbiórek. Wspomniany wcześniej amerykański rozgrywający Emporio Armani, któremu wczoraj przyznano także turecki paszport, zdobył 28 punktów.
Stan rywalizacji: 3:1 dla Maccabi. Awans Maccabi.

Maccabi Electra Tel Awiw - EA7 Emporio Armani Mediolan 86 : 66

(19:21, 16:22, 19:13, 32:10)


Olympiakos Pireus rozpracował dziś grę zespołu ze stolicy Hiszpanii i zdominował przyjezdnych szczególnie w czwartej kwarcie. Obrońcy tytułu zdecydowanie lepiej poruszali się po obwodzie i pokonali Real jego własną bronią, czyli szybką wymianą piłki przez niskich zawodników, a w dodatku Bryant Dunston nie miał sobie równych pod koszem. Amerykanin znakomicie wykorzystywał podania od Vassilisa Spanoulisa i zdobył aż 13 punktów. Świetnie zastawiał też atakowaną tablicę, gdzie zanotował aż siedem zbiórek. Po stronie przyjezdnych bardzo dobre zawody rozegrał Rudy Fernandez, zdobywca 18 "oczek".
Stan rywalizacji: 2:2. Następny mecz w Madrycie, w niedzielę, 27 kwietnia.

Olympiakos Pireus - Real Madryt 71 : 62

(15:16, 22:14, 12:17, 22:15)

Naszym zdaniem

0

NBA Playoffs: Raptors doprowadzają do remisu!

NBA | 23.04.2014 21:11

DeMar DeRozan i Paul Pierce zamienili się rolami w meczu numer 2, który był kluczowy dla losów całej serii. Wyjazd do Nowergo Jorku bez zwycięstwa byłby końcem posezonowej przygody dla ekipy z Kanady!

Dla skrzydłowego gospodarzy poprzedni mecz był koszmarem, dlatego teraz oczekiwania wobec niego były jeszcze większe. Zespół miał się otrząsnąć po premierowym meczu w Air Canada Centre i pokazać ponownie licznie zgromadzonej publiczności (w środku i na zewnątrz), że Game 1 był wypadkiem przy pracy.

1 kwarta:
Obydwie ekipy zaczynają tymi samymi piątkami. Nets od razu używają Johnsona pod koszem, a początkowy okres kwarty to problemy gospodarzy z celnością. Wszystko przez bardzo dobrą obronę podopiecznych trenera Kidda. Dzięki punktom JJa i KG Nets prowadzą 8-1. Bohater poprzedniego meczu – Pierce ma dwa faule na koncie. Na szczęście dla kibiców DeRozan już w pierwszej odsłonie zdobywa punkty z gry, które dają sygnał do ataku. Seria 10-0 jest przerwana przez Teletovicia, który trafia za 3. Ławka Nets utrzymuje gości w grze, po 12 minutach jest 21-19 (8pkt Valanciunasa)

2 kwarta:
Raptors czują się coraz pewniej wraz z początkiem 2 odsłony. Pierce ma spore problemy z umieszczeniem piłki w koszu (nawet z linii rzutów wolnych). Fenomenalnie gra Amir Johnson, który jest wszędzie! Atakuje tablice, zalicza potężny blok i dokłada punkty dla gospodarzy. Po 4 minutach pierwszy raz na parkiecie pojawia się Andrei Kirilenko, który nie grał w pierwszym meczu. Goście mają fatalną skuteczność z gry (32%), a przewaga Raptors wzrasta do 10 punktów. Młodszy zespół gospodarzy wykorzystuje swój atletyzm i zdecydowanie prowadzi w punktach z kontry. Wszystko się zmienia po kolejnych trafieniach Teletovicia z dystansu (11pkt). Kevin Garnett zostaje ukarany przewinieniem technicznym za dyskusje z sędziami. Dzięki dobrej końcówce kwarty przewaga gospodarzy wynosi tylko sześć oczek (45-39)

Tym razem to liderzy Nets mają problemy ze skutecznością. Pierce ma 1 punkt (0/3), a D-Will trafił dwa razy na dziewięć prób. Gospodarze mają ogromną przewagę pod tablicami (27-18), ale tak jak w Game 1 mają problem ze stratami (11).

3 kwarta:
Druga połowa rozpoczyna się od spięcia między Kylem Lowry i KG. Goście są mocno zmobilizowani, zaliczają serię 8-0 (cztery punkty Livingstona) i doprowadzają do remisu. Wszystko przez bardzo dobrą obronę, która nie daje zaczerpnąć gospodarzom powietrza. Przy kolejnym remisie Johnson trafia z dystansu odzyskując prowadzenie dla Nets z samego początku meczu. Paul Pierce nadal nie potrafi trafić z gry, jednak może liczyć na Iso Joe, który zdobywa 10 ze swoich 14 oczek w trzeciej odsłonie meczu. Swoje punkty dokłada Deron Williams i Nets prowadzą 65-60. Dzięki heroicznej walce gospodarzy pod koniec kwarty udaje im się doprowadzić do stanu 66-64. Świetnie podwajany DeRozan nie błyszczał, a jego koledzy z zespołu rzucali w tej kwarcie marnie (28%), nie trafiając żadnego rzutu za 3 z sześciu prób.

4 kwarta:
Po kilku pierwszych akcjach DeMar DeRozan podrywa publiczność fantastycznym wsadem do kosza zmniejszając prowadzenie do jednego punktu. Para rezerwowych Patterson i Vasquez utrzymuje gospodarzy w grze. W odpowiednim momencie rozkręca się lider gospodarzy. Trafia kolejne rzuty, ale przy jednej z kolejnych akcji popełnia faul w ataku, który jest jego piątym wykroczeniem. Dwane Casey jest zmuszony posadzić go na ławce. Raptors nadal atakują obręcz, co prowadzi do rzutów wolnych (81-78). W trakcie jednej z przerw w grze DeRozan jest przyłapany na tym jak siedzi sam na końcu ławki i mobilizuje się na końcówkę! Wreszcie przełamuje się The Truth! Trafia swój pierwszy rzut z gry, od razu z faulem. Jednak ostatnie fragmenty należą do tych, którzy mieli decydować o wyniku gospodarzy. Kyle Lowry i DeRozan w krótkim odstępie czasu zdobywają 8 punktów i utrzymują przewagę dla Raptors. Na 20 sekund przed końcem jest 94-90 i Nets wzorowo egzekwują zagrywkę trenera po czasie. Po kolejnej przerwie błąd w obronie popełnia Williams co prowadzi do łatwego rzutu Johnsona. Seria czterech wolnych daje zwycięstwo graczom Toronto Raptors.

Key Facts:
Nets mieli sporo problemów pod tablicami (30-52), D-Will tym razem przestrzelił 10 rzutów, a dodatkowo Pierce nie istniał przez 25 minut spędzonych na parkiecie (2/11). Oprócz Kirilenki debiut (po stronie Raps) zaliczył Landry Fields, który wykonał ważną pracę w obronie, utrudniając życie Joe Johnsonowi w czwartej kwarcie jak tylko mógł. W Game 1 Raptors nie oddali ani jednego rzutu wolnego w czwartej kwarcie, tym razem dołożyli 11 takich punktów. DeRozan i Lowry rzucili 25 oczek (z 36) w ostatnich dwunastu minutach!

Po meczu powiedzieli:
DeRozan: „Chcemy pokazać wszystkim, że jeśli chcesz grać przeciwko Raptors to musisz wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności”, „Nadal uczę się tej gry, oglądam każde spotkanie po 2-3 razy i staram się wyciągnąć wnioski z błędów, które popełniam. Tak było teraz, starałem się być bardziej agresywny”.
Williams: „Nie wykonaliśmy dobrej roboty jeśli chodzi o walkę i zastawianie pod koszami. Dodatkowo pozwoliliśmy im rzucić 36 punktów ostatniej kwarcie, a przecież jesteśmy znani z tego, że potrafimy bardzo dobrze bronić. Nie robiliśmy tego w meczu numer 2”.

Co teraz?
Mecz numer trzy odbędzie się w nocy z piątku na sobotę w Nowym Jorku. To było szóste spotkanie pomiędzy tymi zespołami w sezonie i mamy remis 3-3, więc nie możemy mówić o przewadze jednej z drużyn. Widownia będzie pomagać ekipie z Brooklynu, ale podbudowani zwycięstwem Raptors będą szli za ciosem. Przed nami kolejne emocje!

Toronto Raptors - Brooklyn Nets 100 : 95

(21:19, 24:20, 19:27, 36:29)

 

Video

  • Top 10 Top 16 Euroligi
  • Magazyn GP24 Basket
  • Magazyn GP24 Basket
0

PLK: Nadal nic nie jest jasne

PLK | 23.04.2014 19:31

Na kolejkę przed zakończeniem 2. etapu rozgrywek wciąż nie wiadomo, które drużyny zagrają w play-off Tauron Basket Ligi. Przed ostatną serią spotkań w najlepszej sytuacji jest zespół Asseco Gdynia. Wielokrotnym mistrzom Polski pozostanie tylko ogranie Stabillu Jezioro Tarnobrzeg. Bezpośredni pojedynek o awans zagrają za to zespoły AZS-u Koszalin i Śląska Wrocław.

Polpharma Starogard Gdański nie okazała się rywalem wymagającym dla AZS-u Koszalin. "Akademicy" występując w osłabieniu (brak Krzysztofa Szubargi) stosunkowo gładko ograli drużynę z Kociewia 93:69. Od początku dobrze w drużynie miejscowych czuł się LaceDarius Dunn, który dobrze rozumiał się z innym Amerykaninem - Jeff'em Robinsonem. Ten drugi ponownie okazał się najlepszym strzelcem "akademików" - notując 20 punktów.

AZS Koszalin - Polpharma Starogard Gdański 93 : 69

(16:9, 28:22, 19:17, 30:21)


WKS Śląsk Wrocław - Asseco Gdynia 75 : 73

(21:20, 21:11, 17:19, 16:23)


Kotwica Kołobrzeg - Stabill Jezioro Tarnobrzeg 78 : 90

(17:22, 21:25, 22:21, 18:22)

0

NBA Playoffs: Skuteczna pogoń Gortata i Wizards! 2-0 w serii (wideo)

NBA | 23.04.2014 05:18

Marcin Gortat i Washington Wizards prowadzą 2-0 w 1. rundzie NBA Playoffs. Jeszcze przed rozpoczęciem drugiego spotkania Joakim Noah odebrał statuetkę dla najlepszego obrońcy sezonu z rąk samego Dikembe Mutombo i pewne było, ze Bulls zrobią wszystko, aby ten wieczór nalezał do nich. Końcowy sukces był bliski, jednak na własne zyczenie Chicago jest po dzisiejszym spotkaniu w bardzo złej sytuacji.

Po bardzo niemrawym początku i wyraźnie przegranej pierwszej kwarcie, Bulls robili wszystko by doprowadzić do wyrównania stanu serii. Najpierw skuteczna pogoń, później systematyczne zwiększanie prowadzenia ( w połowie czwartej kwarty nawet 10 punktowe prowadzenie 87-77 ). Niestety przestój w końcówce osatniej kwarty i przez pierwsze 3 minuty dogrywki spowodował, ze to goście z Waszyngtonu odnieśli drugie kolejne zwycięstwo 101-99 i są przed dwoma kolejnymi grami na własnym terenie w komfortowej sytuacji. Bohaterami Wizards i autorami sukcesu są przede wszystkim Bradley Beal ( 26 punktów, 4/7 z obwodu, 7 zbiórek ), oraz John Wall ( 16 punktów, 7 asyst, 3 przechwyty ). Nieco w cieniu tym razem był Marcin Gortat, który na parkiecie walczył i prezentował się solidnie na bronionej desce, jednak w ofensywie był kryty duzo agresywniej niz w pierwszym spotkaniu i zakończył mecz z 7 punktami, 5 zbiórkami, 2 przechwytami i blokami w ciągu 37 rozegranych minut.

Po stronie Bulls fantastycznie zagrał DJ Augustin zdobywca 25 punktów, oraz 7 asyst. Wspierany przez podkoszowy duet Gibson/Noah, który łącznie zanotował 42 punkty, 20 zbiórek oraz 5 bloków.

O zwycięstwie Wizards zadecydowało ostatnie 12 minut regulaminowego czasu gry i nieporadność Chicago Bulls w rozgrywaniu akcji. Przez ostatnie 4 minuty spotkania od stanu 91-85 na swoją korzyść nie potrafili zdobyć ani jednego punktu, pudłując 4 kolejne rzuty. Dogrywka rozpoczęła się od zrywu Wizards 6-0 i mimo rozpaczliwej pogoni gospodarzy, to "Czarodzieje" odnieśli drugie wyjazdowe zwycięstwo. 

Wynik rywalizacji 2-0 dla Wizards, 2 kolejne spotkania rozgrywane będą w Waszyngtonie.

 

Chicago Bulls - Washington Wizards 99 : 101

(20:31, 29:25, 26:14, 16:21)

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Rosa Radom
Trefl Sopot
23.04 66
73
Energa Czarni Słupsk
Stelmet Zielona Góra
23.04 73
77
AZS Koszalin
Polpharma Starogard
23.04 93
69
Śląsk Wrocław
Asseco Gdynia
23.04 75
73
Kotwica Kołobrzeg
Jezioro Tarnobrzeg
23.04 78
90
Energa Czarni Słupsk
Anwil Włocławek
19.04 68
55
Stelmet Zielona Góra
Trefl Sopot
19.04 93
85
PGE Turów Zgorzelec
Rosa Radom
19.04 92
79
Kotwica Kołobrzeg
Asseco Gdynia
19.04 70
77
Jezioro Tarnobrzeg
AZS Koszalin
19.04 86
89
Toronto Raptors
Brooklyn Nets
22.04 100
95
Indiana Pacers
Atlanta Hawks
22.04 101
85
Chicago Bulls
Washington Wizards
22.04 99
101
San Antonio Spurs
Dallas Mavericks
22.04 92
113
Houston Rockets
Portland Trail Blazers
22.04 105
112
Miami Heat
Charlotte Bobcats
22.04 101
97
Oklahoma City Thunder
Memphis Grizzlies
21.04 105
111
Los Angeles Clippers
Golden State Warriors
21.04 138
98
Miami Heat
Charlotte Bobcats
20.04 99
88
Chicago Bulls
Washington Wizards
20.04 93
102
Olympiakos Pireus
Real Madryt
23.04 71
62
Maccabi Tel Awiw
Armani Mediolan
23.04 86
66
Panathinaikos Ateny
CSKA Moskwa
23.04 73
72
Panathinaikos Ateny
CSKA Moskwa
21.04 65
59
Maccabi Tel Awiw
Armani Mediolan
21.04 75
63
Olympiakos Pireus
Real Madryt
21.04 78
76
Galatasaray Stambuł
FC Barcelona
20.04 75
78
Armani Mediolan
Maccabi Tel Awiw
18.04 91
77
CSKA Moskwa
Panathinaikos Ateny
18.04 77
51
FC Barcelona
Galatasaray Stambuł
17.04 84
63
Sokół Łańcut
Polfarmex Kutno
13.04 60
64
Wilki Morskie Szczecin
MOSiR PBS Bank KHS Krosno
13.04 74
94
MKS Dąbrowa Górn.
WKK Wrocław
13.04 72
75
MCKiS Jaworzno
Spójnia Stargard Szcz.
13.04 68
72
Wilki Morskie Szczecin
MOSiR PBS Bank KHS Krosno
12.04 97
74
Sokół Łańcut
Polfarmex Kutno
12.04 68
94
MKS Dąbrowa Górn.
WKK Wrocław
12.04 84
81
Start Lublin
Polski Cukier SIDEn Toruń
12.04 67
63
AZS Poznań
Znicz Pruszków
12.04 72
62
Spójnia Stargard Szcz.
MCKiS Jaworzno
06.04 64
55
Noteć Inowrocław
Legia Warszawa
16.04 79
59
UMKS Kielce
SKK Siedlce
16.04 70
82
GTK Gliwice
GKS Tychy
16.04 68
75
Legia Warszawa
Noteć Inowrocław
13.04 73
59
GKS Tychy
GTK Gliwice
12.04 79
82
SKK Siedlce
UMKS Kielce
12.04 69
65
UMKS Kielce
Księżak Łowicz
09.04 72
57
Legia Warszawa
MKS Kalisz
09.04 84
59
GTK Gliwice
Pogoń Prudnik
09.04 62
55
MKS Skierniewice
SKK Siedlce
07.04 70
80
CCC Polkowice
Wisła Can-Pack Kraków
23.04 78
65
Energa Toruń
Artego Bydgoszcz
22.04 61
59
Wisła Can-Pack Kraków
CCC Polkowice
17.04 53
65
Wisła Can-Pack Kraków
CCC Polkowice
16.04 56
47
Artego Bydgoszcz
Energa Toruń
16.04 69
52
CCC Polkowice
Artego Bydgoszcz
12.04 59
52
Artego Bydgoszcz
CCC Polkowice
07.04 55
79
Energa Toruń
Wisła Can-Pack Kraków
06.04 48
61
Artego Bydgoszcz
CCC Polkowice
06.04 70
65
Wisła Can-Pack Kraków
Energa Toruń
03.04 81
46

REKLAMA

0

NBA Playoffs: Przełamanie Pacers

NBA | 23.04.2014 09:36

Pomimo początkowych problemów drużyna Indiana Pacers pokonała w drugim meczu zespół Atlanta Hawks, tym samym wyrównując stan rywalizacji. Kluczem do sukcesu gospodarzy w tym spotkaniu okazała się trzecia kwarta spotkania. 

Drugi pojedynek pomiędzy Indianą Pacers, a Atlantą Hawks mógł okazać się przełomowy dla całej rywalizacji. Ponieważ drugie zwycięstwo Jastrzębi w Indianapolis w kontekście przyszłych spotkań w Atlancie znacznie, by skomplikowało sprawy Pacers, którzy nadal są jednym z głównych faworytów do gry w finale Konferencji Wschodniej. Jednak jak się okazało drużynie Franka Vogela udało się uniknąć upokorzenia i nie bez problemów wygrać z Hawks.

W pierwszej połowie, a w szczególności w pierwszej kwarcie kibice zgromadzeni w hali Bankers Life Fieldhouse w Indianapolis przechodzili prawdziwe katusze. Ponieważ ponownie bardzo słabo mecz rozpoczęli ich sympatycy. Goście od samego początku kontrolowali przebieg meczu, stosując identyczną taktykę, co w pierwszym starciu. Ostatecznie pierwsza kwarta padła łupem Hawks, którzy wygrali ją 26:21. Lekka zmiana obrazu meczu nastąpiła w drugiej kwarcie, jednak pomimo to ekipa przyjezdna schodziła do szatni z 4 punktowym zapasem.   Przełom w spotkaniu nastąpił w trzeciej kwarcie, którą gospodarze wygrali 31:13. Pacers na tą cześć meczu wyszli niesamowicie zmobilizowani. Podopieczni trenera Vogela w znaczący sposób wzmocnili defensywę, a ich głównym ich atutem okazała się skuteczna obrona zawodników z piłką. Kolejne straty Hawks tylko napędzały ofensywną machinę Pacers. Świetnie swój zespół prowadził duet rozgrywających George Hill – C.J. Watson. Natomiast punkty Lance’a Stephensona spowodowały, że ponownie na prowadzeniu 61:59 byli Pacers. Pierwsza siła Konferencji Wschodniej w tej części meczu była wręcz nie do zatrzymania notując serial punktowy 25:2. Najlepszym zwieńczeniem dominacji Pacers była efektowna „trójka” równo z syreną Paul Georga, która dawała im prowadzenie 79:65 przed ostatnią decydująca kwartą.   W czwartej kwarcie Pacers dość widocznie zwolnili, jednak nadal dość pewnie kontrolowali sytuację na parkiecie. Ostatecznie dużo bardziej doświadczony oraz teoretycznie silniejszy zespół nie dał sobie wyrwać tak cennego zwycięstwa i udanie zrewanżował się Jastrzębią pokonując ich 101:85. Gospodarze w drugiej połowie całkowicie przejęli kontrolę nad spotkaniem, a główną ich siłą była dominacja w polu trzech sekund. Pacers widocznie wygrali zbiórkę (38-31), co pozwalało im na zdobycie, aż 40 punktów z pod kosza, przy 24 „oczkach” Hawks. Gracze w białych strojach również doskonale dzielili się piłką o czym świadczy aż 25 asyst, przy ledwie 13 przeciwnika.    Bohaterem zwycięstwa okazał się Paul George, który uzbierał na swoim koncie 27 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst, 4 przechwyty oraz blok. Świetny impuls z ławki dał również Luis Scola. Argentyńczyk zdobył 20 punktów oraz miał 7 zbiórek, asystę i przechwyt. Bardzo dobrze zaprezentowali się również rozgrywający ekipy Pacers. George Hill legitymował się dorobkiem 15 punktów, 4 zbiórek i 2 asyst. Natomiast C.J. Watson 10 punktami, 5 zbiórkami, 2 asystami oraz 2 przechwytami.   W przegranym zespole najlepiej punktował silny skrzydłowy – Paul Millsap autor 19 punktów, 4 zbiórek, asysty, przechwytu i bloki. Znacznie gorzej niż w poprzednim meczu zaprezentował się Jeff Teague, który tym razem miał w swoim dorobku 14 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty i blok.   Na pomeczowej konferencji Frank Vogel szkoleniowiec Indiany Pacers przyznał, że: „Kluczem do sukcesu byli rezerwowi. Luis Scola, który był dziś w znakomitej dyspozycji oraz Ian Mahinmi, który nie zdobył punktów z gry, ale wykonał kawał dobrej roboty w obronie. Świetnie również wspólnie na parkiecie współpracowali C.J. Watson oraz George Hill, którzy przyśpieszyli grę zespołu, co pozwalało na oddawanie celnych rzutów”.    Następne stracie Pacers i Hawks w Atlancie w nocy z czwartku na piątek o godzinie 1.00.      

 

Indiana Pacers - Atlanta Hawks 101 : 85

(21:26, 27:26, 31:13, 22:20)

0

TBLK: Brąz nadal czeka

BLK | 23.04.2014 00:10

Nadal nie znamy drużyny, która sięgnie po brązowy medal Tauron Basket Ligi Kobiet. We wtorek w Toruniu miejscowy zespół Energi ograł Artego Bydgoszcz 61:59. Decydujący trzeci mecz rozegrany zostanie na parkiecie w Bydgoszczy.

Energa Toruń - Artego Bydgoszcz 61 : 59

(20:12, 17:11, 15:14, 9:22)

 

0

Przed 9. kolejką II etapu PLK: Stelmet polegnie w Gryfii?

PLK | 22.04.2014 23:55

2. etap rozgrywek Tauron Basket Ligi zmierza ku końcowi. W środę i w czwartek koszykarze rozegrają przed ostatnią kolejką. Na pierwszy plan wysuwa się pojedynek w Słupsku, gdzie miejscowy zespół Energi Czarnych podejmie Stelmet Zielona Góra. Kto przedłuży serię zwycięstw?

Energa Czarni Słupsk - Stelmet Zielona Góra środa, godz: 18:30

To będzie prawdziwy test możliwości dla koszykarzy Energi Czarnych Słupsk. Po 40 minutach rywalizacji okaże się czy w tym sezonie będą mogli jeszcze komuś zagrozić. Po raz kolejny zagrają osłabieni brakiem Michała Nowakowskiego i prawdopodobnie Mateusza Jarmakowicza. Co ciekawe bez tych dwóch koszykarzy słupszczanie… podnieśli się z kryzysu i pokonali Rosę Radom i ostatnio Anwil Włocławek. Do Słupska przyjeżdża zespół mistrza Polski i to oni sprawdzą formę koszykarzy Andreja Urlepa. I choć z zielonogórskiego obozu słychać głosy, że do play-off będą oszczędzać swoich liderów, to mimo wszystko są faworytem tego pojedynku.

Nasz typ: Energa Czarni Słupsk

Rosa Radom - Trefl Sopot środa, godz: 18:00

Po kapitalnym starcie w szóstkach Rosy Radom wpadli w serię porażek. Tym razem spróbują odbudować w starciu z Treflem Sopot. Dla polskich koszykarzy to spotkanie będzie miało podwójne znaczenie. Otóż na trybunach zasiądzie nowy selekcjoner reprezentacji Polski Mike Taylor. Z pewnością obserwowani będą Paweł Leończyk, Adam Waczyński i Michał Michalak z Trefla. Z kolei z Rosy Kamil Łączyński, Jakub Dłoniak i być może Damian Jeszke. Kto wie jak podziała to na koszykarzy obydwu drużyn. Faworytem będą goście z Sopotu, ale Rosy na swoim parkiecie nie można lekceważyć. Tym bardziej, że są zdeterminowani, aby przerwać passę czterech porażek.

Nasz typ: Trefl Sopot

Anwil Włocławek – PGE Turów Zgorzelec czwartek ,godz: 18:00

Anwil toczy obecnie bój z Rosą Radom o czwarte miejsce przed fazą play-off. Niemal pewne jest, że to właśnie te dwie ekipy spotkają się w pierwszej rundzie najważniejszej fazy rozgrywek. Nie wiadomo jednak, kto zajmie czwarte miejsce, a co za tym idzie będzie posiadał przewagę parkietu. Włocławianie zmierzą się z Turowem Zgorzelec i wydaje się, że nie będą mieli zbyt dużych szans na zwycięstwo. Drużyna prowadzona przez trenera Rajkovicia wciąż walczy o fotel lidera i o jak najlepszą pozycję przed play-off. Obecnie Turów ma taki sam bilans jak mistrz Polski – Stelmet Zielona Góra i chcąc walczyć o pierwsze miejsce zgorzelczanie nie mogą pozwolić sobie na porażkę. W pierwszym pojedynku drugiej fazy rozgrywek lepsi okazali się koszykarze Turowa, gromiąc Anwil różnicą aż 37 punktów.

Nasz typ: PGE Turów Zgorzelec

Śląsk Wrocław – Asseco Gdynia, środa godz. 18:30

Niezwykle ważne spotkanie drużyn, które walczą o miejsce w fazie play-off. W lepszej sytuacji są obecnie koszykarze z Gdyni, którzy dzięki wygranej ze Śląskiem zapewniliby sobie miejsce w najlepszej ósemce. Spotkanie zostanie rozegrane jednak we Wrocławiu i atut własnej hali będzie po stronie Śląska. W poprzedniej kolejce wrocławianie mierzyli się z Polpharmą Starogard Gdański i nieoczekiwanie przegrali właśnie przed własną publicznością. Asseco grało natomiast w Kołobrzegu z Kotwicą i do odniesienia zwycięstwa potrzebna była gdynianom dogrywka. Pierwszy pojedynek pomiędzy Asseco i Śląskiem wygrali ci drudzy, lecz różnicą tylko jednego punktu. Ciężko wytypować faworyta tego meczu, jednak większa presja ciąży na zawodnikach z Wrocławia.

Nasz typ: Śląsk Wrocław

AZS Koszalin – Polpharma Starogard Gdański środa, godz: 18:30

Kolejny pojedynek w którym jedni grają o wszystko, a drudzy o nic. AZS by nadal utrzymać szansę na awans musi w środę wygrać. Nie tak dawno gracze Igora Milicica mocno napocili się by pokonać Stabill Jezioro. Niewykluczone, że kolejny ciężki bój czeki iche w środę. Polpharma mimo osłabienia gra nadspodziewanie dobrze. Przyzwoicie radzi sobie Marcin Kosiński, który w ostatnim meczu przeciwko Śląskowi Wrocław zdobył 16 punktów. Faworytem pojedynku będą jednak "akademicy", którzy zrobią zapewne wszystko, by dwa punkty zostały w Koszalinie

Nasz typ: AZS Koszalin

Kotwica Kołobrzeg - Stabill Jezioro Tarnobrzeg środa, godz: 19:00

Niewykluczone, że środowy pojedynek w Kołobrzegu będzie ostatnim meczem Kotwicy w najwyższej klasie rozgrywkowej rozgrywanym przed własną publicznością. Zespół Kotwicy może wkrótce stracić prawo gry w lidze kontraktowej. Czy zespół Tomasza Mrożka godnie pożegna się z sezonem 2013/2014? 

Nasz typ: Stabill Jezioro Tarnobrzeg

 

0

NBA: Gregg Popovich i Joakim Noah nagrodzeni

NBA | 22.04.2014 20:34

Pierwsze wyróżnienia indywidualne za sezon 2013/14 powędrowały w ręce Joakima Noah oraz Gregga Popovicha. Center Chicago Bulls został uhonorowany statuetką dla Najlepszego Defensora, a szkoleniowca San Antonio Spurs wybrano Najlepszym Trenerem w NBA.

Noah, który trafił na parkiety najlepszej ligi świata po wybraniu przez Chicago Bulls w Drafcie 2007 roku, w obecnym sezonie notował średnio rekordowe w karierze 12.6 punktów, 11.3 zbiórek, 5.4 asyst oraz 1.5 bloków. Tegoroczne rozgrywki były dla wysokiego Francuza w pewnym sensie przełomowe. Wobec kontuzji Derricka Rose’a otrzymał on ważną rolę w ataku drużyny oraz utrzymał kluczową funkcję w najtwardszej defensywie ligi.

Nagroda dla Najlepszego Obrońcy NBA trafiła do gracza Chicago Bulls po raz pierwszy od sezonu 1987-88. W przytoczonym sezonie nagrodę najlepszego defensora ligi wywalczył nie kto inny jak sam młody Michael Jordan.

Joakim Noah w tegorocznym głosowaniu wyprzedził drugiego Roya Hibberta (Indiana Pacers) oraz trzeciego DeAndre Jordana (Los Angeles Clippers)

Gregg Popovich, czyli Najlepszy Trener w sezonie 2013/14 poprowadził doświadczonych i wiekowych San Antonio Spurs do pierwszego miejsca w Konferencji Zachodniej oraz do najlepszego bilansu w całej NBA (62-20). Dzięki temu osiągnięciu Ostrogi w walce o przewagę parkietu aż do samych Finałów NBA, pozostawiły daleko w tyle swoich młodszych i groźnych przeciwników m.in. Oklahoma City Thunder oraz Los Angeles Clippers.

Popovich w głosowaniu wyprzedził drugiego Jeffa Hornaceka (Phoenix Suns) oraz trzeciego Toma Thibodeau (Chicago Bulls).

Tytuł Coach of The Year trafił do Gregga Popovicha po raz trzeci w karierze oraz drugi w ostatnich trzech sezonach. Tym samym popularny ”Pop” dołączył do Dona Nelsona i Pata Riley’a, którym jako jedynym owy tytuł przyznano trzykrotnie.
 

0

Z play-off Euroligi do play-off NBA?

NBA | 22.04.2014 19:20

Pero Antić, który nie był w Eurolidze gwiazdą bez problemu w wieku 31 lat przyzwoicie debiutuje w NBA. To pokazuje, że w czołowych drużynach Starego Kontynentu można znaleźć wielu graczy nadających się od razu do występów w najlepszej lidze świata.

W Eurolidze trwają ćwierćfinały, w NBA pierwsza runda play-offów. My pobawiliśmy się i poszukaliśmy koszykarzom z grona ćwierćfinalistów europejskich rozgrywek miejsca w ekipach zza oceanu. Dla każdej drużyny z NBA Playoffs mamy po jednym zawodniku, który byłby w stanie pomóc jej już teraz. Jedno zastrzeżenie – nie zwracamy uwagi na sytuację kontraktową, ewentualne sympatie koszykarzy, czy (nie)chęci do zmiany otoczenia. Dopasowujemy ich tylko pod kątem sportowym.

David Blu (skrzydłowy, Maccabi Tel Awiw) -> Indiana Pacers

Jeden z najlepszych typowych snajperów poza NBA. W Pacers nie brakuje koszykarzy, którzy lubią grać z pilką, ale za to po odejściu Danny'ego Grangera nie ma takiego shootera, który po jednej zasłonie potrafi błyskawicznie skarcić rywala. Blu byłby do tej roli idealny.

Samardo Samuels (środkowy, Emporio Armani Mediolan) -> Miami Heat

25-latek rodem z Jamajki ma za sobą trzy sezony w NBA, ale trafił tam kiepsko, bo do Cleveland Cavaliers będących w rozsypce po odejściu LeBrona Jamesa. W Armani sprawdza się świetnie jako facet od czarnej roboty – stawiania mocnych zasłon, walki pod obręczą, bloków, obrony, zbiórek. Pod względem stylu gry Chris Andersen z gratisem w postaci rzutu z dystansu. Bo po przenosinach do Europy nauczył się wychodzić na obwód. Nie często, ale jednak – w sezonie 4/9.

Dimitris Diamantidis (rozgrywający, Panathinaikos Ateny) -> Brooklyn Nets

Po przeniesienia Derona Williamsa na „dwójkę” pierwszopiątkowym rozgrywającym Nets jest Shaun Livingston, który – oczywiście poza atletyzmem i inną ręką rzucającą – jako żywo przypomina na parkiecie Diamantidisa. Wysoki, nastawiony na kreowanie akcji playmaker. Diamantidis pozwoliłby Williamsowi na granie bez piłki także wtedy, gdy Livingston siedzi na ławce rezerwowych.

Stephane Lasme (silny skrzydłowy, Panathinaikos Ateny) -> Toronto Raptors

To biorąc pod uwagę styl gry nieco niższa czarnoskóra wersja Jonasa Valanciunasa. Gdy Litwin siedzi na ławce rezerwowych, Raptors brakuje takiego typowego podkoszowego dobrego defensora nieźle współpracującego z obwodowymi.

Nikola Mirotić (silny skrzydłowy, Real Madryt) -> Charlotte Bobcats

Patrząc na repertuar zagrań, umiejętności, boiskową mądrość Miroticia można być pewnym, że już od jakiegoś czasu nadaje się do NBA, a problemem jest tylko rozstanie z Madrytem, gdzie jest uwielbiany. Ale tutaj pomijają kwestie kontraktowe i wybieramy dla niego Charlotte. Z prostej przyczyny – mógłby nawet wychodzić w pierwszej piątce. Rysie dysponują Anthonym Tolliverem na ławce i Joshem McRobertsem jako podstawową opcją. To w najlepszym wypadku przeciętniacy.

Ante Tomić (środkowy, FC Barcelona Regal) –> Atlanta Hawks

Po kontuzji Ala Horforda w składzie Hawks nie sposób znaleźć wysokiego, który byłby w stanie coś wykreować pod obręczą. Tomić – to chyba nie przesada – jest prawdziwym artystą, świetnym technikiem, chorwacką wersją Marka Gasola. Czyli zupełnym przeciwieństwem Pero Anticia, który wychodzi w pierwszej piątce Jastrzębi.

Keith Langford (rzucający, Emporio Armani Mediolan) - > Chicago Bulls

Doceniając Kirka Hinricha i D.J. Augustina Bykom przydałby się gracz na pozycję 1/2, który potrafi wykreować coś dla siebie. Langford jest w życiowej formie, zdobywa przeciętnie 17 punktów i może grać na obu obwodowych pozycjach. W stosunku do debiutanta Tony'ego Snella spory postęp, a i Augustinowi mógłby zabrać minuty.

Davis Moss (niski skrzydłowy, Emporio Armani Mediolan) -> Washington Wizards

Garrett Temple i Martell Webster są zmiennikami w Wizards na pozycjach 2/3, przy czym ten pierwszy gra epizodycznie. Webster to z kolei typowy statyczny strzelec. Na tym tle Moss jawi się jako bardziej wszechstronny zawodnik, przydatny także pod tablicą – jest silny, umie zagrać tyłem do kosza, walczy o zbiórki. A z półdystansu i dystansu oczywiście również rzuca.

Jaycee Carroll (rzucający, Real Madryt) -> Oklahoma City Thunder

Thunder mogą wzmocnić dwa typy koszykarzy – strzelcy, którzy nie potrzebują wielu sekund z piłką i podkoszowi, którzy w ogóle nie potrzebują piłki. Carroll należy do tej pierwszej kategorii, zdaniem wielu to Amerykanin z najlepszym rzutem spośród tych, którzy nigdy nie grali w NBA.

Wiktor Chriapa (skrzydłowy, CSKA Moskwa) -> San Antonio Spurs

Pół żartem, pół serio można stwierdzić, że do Spurs i trener Gregga Popovicha pasowałby każdy, choć to nie do końca jest prawda, bo np. Nando De Colo sobie nie poradził. Chriapa jednak powinien się przydać jako dobrze dzielący się piłką wszechstronny i łatający dziury skrzydłowy na dwie pozycje.

Alex Tyus (środkowy, Maccabi Tel Awiw) -> Portland Trail Blazers

Może trochę kontrowersyjne, ale skoro Robina Lopeza i LaMarcusa Aldridge'a musiał w końcówce meczu z Blazers zmieniać Joel Freeland, to czemu nie Tyus? Na pewno ma większy potencjał ku temu, by powstrzymać/ograniczyć poczyniania Dwighta Howarda, a i w ofensywie mógłby dać Blazers nieco więcej niż Freeland (abstrahując już od tego, że Brytyjczyk grał w pierwszym meczu niecałą minutę).

Joey Dorsey (silny skrzydłowy/środkowy, FC Barcelona Regal) -> Houston Rockets

Pierwsze spotkanie z Blazers pokazało, że Rakiety nie mają skutecznego obrońcy przeciwko LaMarcusowi Aldridge'owi. Nie sprawdził się Terrence Jones, nie nadaje się do tego Dwight Howard, o Omerze Asiku nawet nie wspominamy. To może ktoś, kto jest właśnie do defensywy stworzony i doskonale rozumie swoją rolę w drużynie? Czyli Dorsey, facet od czarnej roboty, potrafiący na poziomie Euroligi wybić koszykówkę z gry większości podkoszowych.

Felipe Reyes (silny skrzydłowy, Real Madryt) -> Memphis Grizzlies

Doświadczony Hiszpan to świetny gracz do roli zmiennika, którym był przez chyba całą karierę. Ma też wystarczająco dużo doświadczenia, by rywalizować na najwyższym poziomie, w kadrze ścierał się z Amerykanami niejeden raz. Pozwoliłby odsapnąć pierwszopiątkowemu duetowi Niedźwiadków, czyli Markowi Gasolowi i Zachowi Randolphowi.

Alejandro Abrines (rzucający, FC Barcelona Regal) -> Dallas Mavericks

Młodzian, który ma przed sobą dużą przyszłość. Może w Mavs, może w Thunder mających do niego prawa, gdziekolwiek, na pewno w NBA. W Dallas przydałby się o tyle, że drużyna trenera Ricka Carlisle'a nie dysponuje żadnym spot-up shooterem.

Sofoklis Schortsanitis (środkowy, Maccabi Tel Awiw)  -> Golden State Warriors

Po kontuzji Andrew Boguta Warriors przyda się każdy klasyczny środkowy mogący „wciągać” obronę pod kosz. Niewielu centrów nadaje się do tego lepiej niż taki gigant jak grecki Shaq. Bo Schortsanitis po cichu i niezauważalnie zrobił postępy i nauczył się lepiej grać tyłem do kosza. Kiedyś przecież potrzebował dokładnego podania pod obręcz, by umieścić w piłkę w koszu...

Gani Lawal (środkowy, Emporio Armani Mediolan) -> Los Angeles Clippers

DeAndre Jordan zrobił postępy, ale czy na pewno musi grywać całe mecze? Czasem na boisku mógłby pojawić się jego klon, czyli Nigeryjczyk z przeszłością w Zielonej Górze. Lawal jest trochę surowy, zupełnie jak Jordan, ale skoczności, wyczucia do bloków i umiejętności kończenia akcji w strefie podkoszowej nie można mu odmówić. Był już kiedyś w NBA i z niej wyleciał, ale od tego czasu dojrzał, wzbogacił swój repertuar ofensywny i chyba nauczył się grać o dużą stawkę.

0

Ostatni w rotacji: Waca na eksport

PLK | 22.04.2014 17:01

Jeśli w Tauron Basket Lidze występuje jakiś polski zawodnik, którego można „wyeksportować” do silniejszej ligi, w pierwszej kolejności powinno zwrócić się uwagę w stronę Adama Waczyńskiego.

Zawodnik Trefla Sopot jest jednym z nielicznych w krajowym baskecie, który robi nieprzerwanie od kilku lat zauważalne postępy. By zrobić kolejny krok, najkorzystniejszym rozwiązaniem dla niego samego i reprezentacji Polski wydaje się po obecnym sezonie wyjazd za granicę.

Hierarchia polskich koszykarzy w TBL jest w miarę stabilna i z reguły do hermetycznego grona najlepszych ciężko wejść komuś nowemu. Jeszcze, gdy w 2010 roku Waczyński zaczynał swoją przygodę z Treflem, nikt gwiazdą ligi, ani nawet klubu, by go nie nazwał. Gdy w wieku 22 lat przebywał na parkiecie w czasie EuroBasketu 2011, był chyba najsłabszym ogniwem kadry. Wyglądający wówczas (i trochę także teraz) bardziej na grzecznego prymusa ze szkolnej ławki niż na kogoś kto będzie twardo przebijać się łokciami, po tamtym EuroBaskecie robi jednak cały czas regularne postępy. W każdym z ostatnich trzech sezonów rośnie jego średnia liczba minut przebywania na parkiecie, średnia punktów oraz skuteczność rzutów za trzy, która z 33,5% w sezonie 2011/2012  obecnie urosła aż do ponad 46%. Warto to docenić, nawet jeśli skład wicemistrzowskiego Trefla z 2012 roku wydaje się silniejszy niż ten obecny. Waczyński potrafił odnaleźć się w różnych konfiguracjach personalnych i w zasadzie w Sopocie w ostatnich latach spełniał każdą swoją rolę, nawet jeśli jest to postać lidera drużyny, którym jest od aktualnego sezonu.

Po EuroBaskecie sprzed trzech lat przypięto do niego trochę łatkę koszykarza, który na poziom europejskich rozgrywek nie jest jeszcze przygotowany, także fizycznie. Jak wspominał sam koszykarz, w każde wakacje ostro pracuje właśnie nad wzmocnieniem właśnie swojej siły fizycznej, która wcześniej pozostawiała sporo do życzenia. Po części kłam temu twierdzeniu zadał jesienią 2012 roku, kiedy jako jeden z nielicznych graczy Trefla potrafił pokazać się z dobrej strony w rozgrywkach EuroCup. Już bez kompleksów pokazywał grę przeciwko takim drużynom jak Galatasaray Stambuł (zdobyte 17 punktów) czy Lokomotiw Kubań. W TBL nadal robił swoje, stając się coraz bardziej znaczącym zawodnikiem w zespole. Rok 2013 to miał być z kolei przełom w kadrze – Dirk Bauermann namaścił Waczyńskiego na gracza pierwszej piątki, ale 25-latek pochodzący z Torunia bardziej zasłynął na Słowenii z dziwnych (choć celnych) treningowych rzutów udostępnianych w internecie niż z celnych trójek na EuroBaskecie. Jak cała drużyna, zawiódł na całej linii, zaliczając indywidualnie drugie nieudane ME.

Obecny sezon w wykonaniu Waczyńskiego jest naprawdę rewelacyjny i gołym okiem widać, że dorósł do bycia liderem silnego zespołu. Aktualna średnia zdobywanych punktów wynosi 16 punktów i co istotne, nie była tylko sztucznie nabijana na zespołach z dolnych rejonów tabeli. Waczyński, gdyby zliczyć wszystkie mecze od października tylko z zespołami z górnej szóstki, to średnio z silniejszymi rywalami notuje niecałe 17,5 punktów. Prawie tyle punktów zdobywał przeciwko Stelmetowi, poniżej średniej wyglądało to tylko w starciach z PGE Turowem (14 pkt) oraz Rosą (15,6 pkt). Najbardziej popularnego „Wacy” powinni obawiać się w Słupsku – reprezentant Polski rzuca w tym sezonie Enerdze Czarnym średnio prawie aż 22 punkty. To też pokazuje, jak mentalnie dorósł już do roli lidera. Ostatni mecz w Wielką Sobotę w Zielonej Górze: pierwsza połowa w wykonaniu Waczyńskiego fatalna, ale w drugiej, gdy trzeba było gonić mistrzów Polski, robił już sporą różnicę. Nietrudno było później przeczytać na Twitterze wpisy o tym, że czas rzucić tą Tauron Basket Ligę w diabły i zacząć szukac nowych wyzwań. W czasie transmisji na Polsacie Sport News wspomniał o tym nawet Adam Romański, twierdząc, że tego zawodnika pewnie w nowym sezonie w TBL już nie zobaczymy.

Tak, dla dalszego rozwoju samego gracza oraz kadry wyjazd przykładowo do Niemiec lub innej ligi byłby dobrym rozwiązaniem. Z rozgrywek w kraju „Waca” wiele więcej już nie wyciśnie. Przez kilka lat wyeliminował mankamenty, które mogły ograniczać jego grę w mocniejszym zespole. Wydaje się, że lato 2014 to będzie idealny moment na wyjazd. Wiek optymalny – 25 lat, a już wiele sezonów doświadczeń na najwyższym poziomie w Polsce. Na niekorzyść działa tylko fakt, iż większość z polskich zawodników, którzy po występach w rodzimej lidze próbowali podbić Europę, musiała często wracać z podkulonym ogonem. Z tego grona wybił się na dłużej tylko Michał Ignerski. Sytuacja Waczyńskiego może nieco przypominać tą Łukasza Koszarka, gdy ten postanowił opuścić PLK. Koszarek też był wówczas w wieku 25 lat, w kraju miał status gwiazdy i… nie miał mistrzostwa Polski. Furory we Włoszech nie zrobił, ale po powrocie nadal jest jedną z twarzy TBL.

Nie mamy aż tak wielu utalentowanych koszykarzy, szczególnie urodzonych w drugiej połowie lat 80-tych, by ich marnować. Znamienny jest fakt, iż tak naprawdę Waczyński jest w wieku 25 lat najmłodszym zawodnikiem poważnie branym pod uwagę do reprezentacji, jeśli nie liczyć wicemistrzów świata do lat 17 z 2010 roku. To za kilka lat, gdy ostatecznie z reprezentacją Polski pożegnają się zawodnicy urodzeni w pierwszej połowie lat 80-tych, odpowiedzialność za wyniki kadry powinna spaść w dużym stopniu też na obecnego koszykarza sopockiego Trefla. W ogólnym interesie polskiej koszykówki jest więc to, by Adam Waczyński wskoczył na jeszcze wyższy poziom nie tylko krajowej, ale szczególnie międzynarodowej rywalizacji. Trudno liczyć,  nawet mimo indywidualnej pracy, że na wyższy poziom może wskoczyć występując w lidze, w której ma i będzie miał coraz mniejszą konkurencję.

Mimo pozytywów, wykonanej pracy, ciągłego eliminowania mankamentów nie łudźmy się - Adam Waczyński nie będzie zbawcą polskiej reprezentacji. Solidni rzucający obrońcy lub niscy skrzydłowi, którzy radzą sobie w Europie, to jednak nasza bolączka już od dłuższego czasu. W końcu wypadałoby też udowodnić, że polscy koszykarze po latach spędzonych w rodzimej lidze mogą grać na przyzwoitym poziomie nie tylko w TBL. Przez wiele lat przyjęło się, że jeśli w świat wyrusza ktoś z etykietką „made in PLK”, będzie to obcokrajowiec typu Walter Hodge czy ostatnio Deividas Dulkys. Jeśli następny miałby być Polak, stawiam na Adama Waczyńskiego.

Piotr Grabowski

0

Trener kadry Mike Taylor już w Polsce

PLK | 22.04.2014 16:56

Mike Taylor, trener reprezentacji Polski koszykarzy przyleciał do Polski. We wtorek po godzinie 13 wylądował na Okęciu.

Amerykanin przyleciał do Warszawy ze swoją żoną Alice, z którą spędzał święta Wielkiej Nocy w Niemczech. W najbliższych dniach obejrzy dwa spotkania Tauron Basket Ligi: Rosa Radom – Trefl Sopot (23 kwietnia) oraz Anwil Włocławek – PGE Turów Zgorzelec (24 kwietnia). Kogo chce zobaczyć? - Mamy długą listę chłopaków, przede wszystkim tych z następnej generacji. Nie mogę się doczekać początku i momentu, gdy wskoczę na pełne obroty z pracą przy polskiej reprezentacji – powiedział Taylor.

Trener polskiej kadry przed wylotem z USA spotkał się w Bostonie z Marcinem Gortatem, ale nie podjęto ostatecznej decyzji na temat przyjazdu środkowego Washington Wizards na letnie eliminacje mistrzostw Europy. – Najważniejsze jest to, że widzę, iż Marcinowi zależy na reprezentacji – powiedział Taylor, który oprócz wizyt na meczach polskiej ligi chciałby także odwiedzić zawodników występujących w klubach zagranicznych m.in. Macieja Lampego  z FC Barcelona Regal oraz Mateusza Ponitkę z Telenetu Ostenda.

0

NBA Playoffs: Niewiarygodny rzut Duranta i... (wideo)

NBA | 22.04.2014 09:20

Kevin Durant, lider Oklahoma City Thunder, wykonał niesamowitą akcję 3+1 pod koniec czwartej kwarty drugiego meczu z Memphis Grizzlies, ale jego drużyna przegrała po dogrywce i w 1. rundzie NBA Playoffs jest 1-1.

14 sekund przed końcem czwartej ćwiartki Grizzlies mieli pięć "oczek" przewagi. Russell Westbrook nieomal wypadł z piłką na aut, ale zdolał podać do Duranta, który stał w rogu boiska. Faulowany koszykarz Thunder rzucił w kierunku kosza i... trafił!


To nie koniec niesamowitych wydarzeń w Oklahomie. W ostatniej akcji tej części Westbrook rzucał z trudnej pozycji, spudłował, ale zebrał Kendrick Perkins i wyrównał zdobywając jedyne punkty w meczu.


Dogrywka należała jednak do Grizzlies, którzy potrafili się pozbierać psychicznie mimo że przecież mieli wygraną prawie w kieszeni. W dodatkowych pięciu minutach 8 ze swoich 25 punktów rzucił Zach Randolph. Grizzlies zwyciężyli 111:105. Niespodziewanego bohatera mieli także w osobie rezerwowego Beno Udriha - 14 punktów w 14 minut. 12 asyst rozdał Mike Conley, a Marc Gasol miał 16 punktów, 7 asyst i 7 zbiórek.

Kolejne dwa spotkania odbedą się w Memphis, rywalizacja toczy się oczywiście do czterech zwycięstw.

Oklahoma City Thunder - Memphis Grizzlies 105 : 111

(16:24, 27:22, 22:22, 34:31)

0

NBA Playoffs: Clippers biorą srogi rewanż na Warriors

NBA | 22.04.2014 07:58

Do prawdziwego pogromu doszło mienionej nocy w Los Angeles, gdzie miejscowi Clippers udanie zrewanżowali się Golden State Warriors za poprzednią porażkę, pokonując ich różnicą aż 40 punktów. 

Zawodnicy Los Angeles Clippers starali się od pierwszych minut zdominować swoich rywali w każdym aspekcie gry. Gospodarze po ostatniej porażce 109:105 podeszli do spotkania niezwykle zmobilizowani i szybko objęli wysokie prowadzenie 14:4. Świetnie w mecz wszedł Blake Griffin, który nie miał już problemu z faulami i błyskawicznie wręcz uzbierał na swoim koncie 14 „oczek”. Natomiast Wojownicy pojedynek rozpoczęli dość ospale, zbytnio nie forsując swoich akcji w ataku. Goście mięli spore problemy ze zdobywaniem punktów, a jedynym ich jasnym punktem był Klay Thompson, który jednak musiał szybko powędrować na ławkę rezerwowych, bowiem miał już trzy przewinienia osobiste na swoim koncie. Pierwszą kwartę w pełni kontrolowali Clippers i to gracze Doc’a Riversa mogli cieszyć się z wysokiego prowadzenia 31:20.

  Fatalnie od dwóch dziecinnie prostych strat drugą kwartę rozpoczęli Warriors, którzy z minuty na minutę mięli coraz większe problemy w ataku. Taka postać rzeczy tylko bardziej rozpędzała ofensywną machinę Riversa. Znakomitą zmianę dał Jamal Crawford, który w przeciwieństwie do pierwszego meczu, nie miał już problemów ze swoją skutecznością. Dobrze w spotkanie wprowadził się również rezerwowy - Danny Granger, a punkty byłego zawodnika Indiany Pacers spowodowały, że Clippers prowadzili już 48:28. Duży wpływ na złą dyspozycję ekipy z Oakland miała fatalna gra ich lidera. Stephen Curry w całej pierwszej połowie zdobył ledwie 4 punkty, przy beznadziejnej skuteczności (1/6 z gry). Tymczasem, po drugiej stronie rewelacyjnie prezentował się Blake Griffin, który był wręcz nie do zatrzymania. Tym samym, po bardzo jednostronnej pierwszej połowie Los Angeles Clippers prowadzili z Golden State Warriors 67:41 i byli o krok od zrewanżowania się za poprzednią dość bolesną porażkę.   Po przerwie obraz meczu niewiele uległ zmianie, a sam trener Mark Jackson wyglądał na mocno zdegustowanego oraz bezradnego. Szkoleniowiec Warriors nie potrafił odpowiednio zmotywować swoich zawodników i wprowadzić w ich szeregi ponownego duch walki. Sprawy swoje ręce starał się wziąć Stephen Curry, który prezentował się dużo lepiej, w porównaniu do pierwszej połowy. Jednak lider gości w swoich poczynaniach był dość osamotniony. Ostatnią deską ratunku dla Wojowników była obrona strefowa, która w poprzednim meczu przyniosła bardzo pozytywny efekt. Jednakże Clippers wyciągnęli wnioski z poprzedniej porażki i byli doskonale przygotowani na tą opcję w defensywie. Gospodarze znakomicie kontrolowali tempo meczu, co pozwalało im na systematyczne powiększanie już i tak kolosalnej przewagi. Świetne zawody rozgrywał Chris Paul, który przestał forsować swoje akcje indywidualne w ataku, a zajął się prawdziwym rozgrywaniem. Filigranowy zawodnik ekipy z Los Angeles doskonale łączył zdobywanie punktów z kreowaniem swoich partnerów, co znakomicie odzwierciedlał wynik spotkania.    W ostatniej czwartej kwarcie nie było wielkich emocji, ponieważ spotkanie było już dawno rozstrzygnięte. Tym samym szkoleniowiec Clippers – Doc Rivers desygnował na parkiet swoje głębokie rezerwy oraz wysłał swoich podstawowych zawodników na zasłużony odpoczynek. Ostatecznie drugie starcie pomiędzy Los Angeles Clippers, a Golden State Warriors zakończyło się pewnym zwycięstwem Clippers 138:98. Gospodarze podeszli do pojedynku bardzo zmobilizowani. Zespół Riversa wyciągnął wnioski z poprzedniej przegranej i dzięki idealnie obranej taktyce mógł cieszyć się z pierwszego zwycięstwa w tegorocznym playoffs. Drużyna z Los Angeles zdominowała praktycznie każdy aspekt gry, a szczególne wrażenie robi ilość asyst 29 oraz przechwytów 15, co doskonale odzwierciedla w jakiej dyspozycji dzisiejszej nocy byli Clippers. Natomiast Golden State Warriors na przestrzeni całego meczu byli bardzo wyraźnie słabsi. Ekipa z Oakland po prostu posiadał zbyt mało atutów, a momentami prezentowała bardzo nierozsądną koszykówkę, o czym najlepiej świadczy aż 26 straty w ich wykonaniu.    Najlepszym strzelcem Clippers w tym meczu był Blake Griffin, który miał 35 punktów, 6 zbiórek, 2 przechwyty oraz asystę. Równie dobrze zaprezentował się Chris Paul, który uzbierał na swoim koncie 12 punktów, 10 asyst, 6 zbiórek i 5 przechwytów. Jednak nie było by aż tak okazałego zwycięstwa gospodarzy, gdyby nie rezerwowi. 15 „oczek” zdobył Danny Granger, natomiast 12 punktów i 10 asyst miał na swoim koncie rozgrywający – Darren Collison.    W przegranym zespole bardzo trudno kogoś wyróżnić, bowiem Warriors rozegrali tragiczne wręcz spotkanie. Jednakże pomimo to, całkiem przyzwoite zawody pod względem statystycznym rozegrał Stephen Curry, który zdobył 24 punkty oraz miał 8 asyst, 2 przechwyty i zbiórkę.    Następne spotkanie obu ekip odbędzie się w nocy z czwartku na piątek o godzinie 4.30, a gospodarzem tym razem będą Golden State Warriors.     

 

Los Angeles Clippers - Golden State Warriors 138 : 98

(31:20, 36:21, 38:32, 33:25)

Najciekawsze tweety