Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

0

NBA Playoffs: Thunder - Grizzlies, czyli starzy znajomi

NBA | 19.04.2014 00:37

Kilka lat temu starcie Thunder z Grizzlies byłoby play-offowym powiewem świeżości. Obecnie to już starzy bywalcy tej fazy...

Najpierw wygrana zespołu z Oklahomy w finale Konferencji Zachodniej 2011, potem triumf koszykarzy z Memphis w drugiej rundzie niespełna rok temu. Historia starć Thunder z Grizzlies jest krótka, ale obfitująca w zaskakujące rozstrzygnięcia. Siedem spotkań trzy lata temu trzymało wszystkich w napięciu, pięć meczów w ubiegłym sezonie już w mniejszym stopniu, bo po kontuzji Russella Westbrooka Thunder trochę się „rozsypali”. Jeśli tamto zwycięstwo nie dało Niedźwiadkom pełnej satysfakcji, to teraz mają szansę powtórzyć sukces bez żadnych wymówek ze strony przeciwnika..

Poza powrotem Westbrooka zmiany po obu stronach są kosmetyczne, choć w tak zaciętej rywalizacji mogą być bardzo istotne. I Thunder, i Grizzlies postawili na wzmocnienie grona koszykarzy mogących razić przeciwnika zza łuku. Mike Miller, Courtney Lee (świetny wymiana za Jerryda Baylessa, który przy Nicku Calathesie nie był już potrzebny) – te dwa nazwiska zawodników czekających na podanie ze środka od Marka Gasola sprawiają, że Niedźwiadki wyglądają na zespół bardziej kompletny. Po drugiej strony barykady teoretycznie sporym ubytkiem jest Kevin Martin, ale ten świetny strzelec w Oklahomie bywał trochę zagubiony, nie do końca potrafił się odnaleźć w drugoplanowej roli.  Thunder udało się załatać tę dziurę częściowo pozyskanym w trakcie rozgrywek Caronem Butlerem, ale także Jeremym Lambem, który został wreszcie „uruchomiony”. Rok temu też był w składzie, lecz w play-off nie dostał szansy nawet przez minutę. Jego rosnąca rola potwierdza, że ten zespół jest świetnym miejscem na rozwój młodych graczy.

W play-off jednak według obiegowej opinii rządzą weterani np. tacy jak Tayshaun Prince. Kuzyn J.P., gwiazdy Turowa Zgorzelec (to prawdopodobnie pierwszy i ostatni przypadek, gdy tę relację rodzinną wspomina się z tej strony) w rundzie zasadniczej często grał krótko, jakby odpoczywał przed play-off. Ale mistrz NBA z 2004 roku będzie miał ważne zadanie w najbliższych dniach – zrobić jak najwięcej się da, by Kevin Durant był choćby trochę mniej skuteczny. W rundzie zasadniczej przeciwko Prince'owi Durantula miał swoje „standardowe” 50% z gry. Przeciwko innym graczom Grizzlies aż 67%. To mogą być najbardziej intensywne tygodnie Prince'a od roku, a może i dłużej. To będzie też najważniejszy okres w życiu młodego trenera Grizzlies Davida Joergera. Czy nie „spanikuje” i udźwignie ciężar spotkań? To jedna z najważniejszych zagadek serii

Dlaczego wygrają Thunder?

1. Kevin Durant.

Poza tym Kevin Durant i... Kevin Durant. A tak bardziej poważnie – KD jest w niesamowitej dyspozycji. Są tacy, którzy porównują go do Michaela Jordana z podobnego okresu kariery. Może coś w tym jest...

2. Strzelcy z Butlerem na czele

Derek Fisher trafia 38%, a Jeremy Lamb 36%. ale Thunder brakowało kogoś takiego, jak Caron Butler i jego 44% zza łuku. Faceta, który stoi gdzieś tam w kącie i rozciąga defensywę przeciwnika pozwalając Durantowi (i Russellowi Westbrookowi) poszaleć.

3. Wbrew pozorom obrona lepsza od Grizzlies

Defensywa to ten element gry, w którym próbujemy się wystrzegać statystyk, ale szczególnie w przypadku NBA (gdzie nie sposób zobaczyć wszystkie mecze) musimy się nimi posiłkować. Grizzlies mają obiegową opinię drużyny defensywnej, Thunder – ofensywnej. Tymczasem defensive rating Grizzlies to 104.6, Thunder – 103.9. Na czym polega różnica? Na tym, że Thunder grają po prostu szybciej.

Dlaczego wygrają Grizzlies?

1. Przewaga pod koszem

Kendrick Perkins to już w zasadzie tylko nazwisko, Steven Adams jest za młody, by wiele znaczyć w serii play-off, a Hasheem Thabeet... no sami wiecie. Serge Ibaka i Nick Collison są wysokiej klasy defensorami, ale czy poradzą sobie z Markiem Gasolem i Zachem Randolphem? Można mieć wątpliwości, szczególnie w przypadku tego pierwszego.

2. Z Gasolem to czołowa drużyna ligi

Bez kontuzjowanego przez kilka tygodni hiszpańskiego środkowego Grizzlies mieli bilans 10-13, z nim 40-19. Od lutowej przerwy na Weekend Gwiazd Niedźwiadki wygrały 21 z 30 meczów i mają trzeci najlepszy (za Spurs i Clippers) w lidze bilans w tym okresie. Thunder (16-11) są daleko z tyłu.

3. Życiowa forma Mike'a Conleya

Durant zrobił krok do przodu w porównaniu z poprzednim sezonem, ale podobnie jest w przypadku rozgrywającego Grizzlies. Średnio ponad 17 punktów i 6 asyst to najlepsze osiągnięcia w karierze.

Kluczowi gracze:

Russell Westbrook

Rok temu z powodu kontuzji zabrakło go w przegranej 1-4 serii z Grizzlies, a wynik pewnie trochę zabolał jego krytyków. Jak to możliwe? Przecież ten Westbrook wszystko psuje... A prawda jest taka, że Russ to nie jest gracz idealny, jasna sprawa, ale Thunder potrzebują porządnej ofensywnej alternatywy dla Duranta. Od tego jak mądrze (i skutecznie) będzie grał Westbrook zależy w dużym stopniu ich powodzenie.

Zach Randolph

Tylko 37% skuteczności przeciwko Thunder w rundzie zasadniczej budzi wątpliwości, czy „da radę”, ale z drugiej strony rzut oka na play-offy 2013 nakazuje wierzyć w umiejętności Z-Bo. Trzeba też pamiętać, że w przeciwieństwie do Gasola będzie miał też dużo pracy w defensywie, jego vis-a-vis Serge Ibaka to jedyny groźny w ataku podkoszowy Thunder.

Plan spotkań:

19.04 Oklahoma City
21.04 Oklahoma City
24.04 Memphis
26.04 Memphis
ew. 29.04 Oklahoma City
ew. 1.05 Memphis
ew. 3.05 Oklahoma City

Pierwsze piątki:

Russell Westbrook - Mike Conley
Thabo Sefolosha - Courtney Lee
Kevin Durant - Tayshaun Prince
Serge Ibaka - Zach Randolph
Kendrick Perkins - Marc Gasol

Rezerwowi:
Thunder: Reggie Jackson, Derek Fisher, Jeremy Lamb, Perry Jones, Andre Roberson, Caron Butler, Nick Collison, Steven Adams, Hasheem Thabeet
Grizzlies: Nick Calathes, Beno Udrih, Tony Allen, Mike Miller, Ed Davis, James Johnson, Jon Leuer, Kosta Koufos

W rundzie zasadniczej: 3-1

Ostatnia rywalizacja w play-off: Półfinał Zachodu 2013 4-1 dla Grizzlies

Nasz typ: 4-3 dla Grizzlies

0

NBA Playoffs: Clippers - Warriors, czyli najbardziej wyrównana seria?

NBA | 18.04.2014 20:41

Całkiem prawdopodobne, że najbardziej wyrównaną i emocjonującą parą pierwszej rundy fazy play-off może okazać się pojedynek Los Angeles Clippers z Golden State Warriors. Ponieważ zarówno jeden, jak i drugi zespół prezentuje bardzo efektowną, a co za tym idzie miłą dla oka koszykówkę. 

Ekipa Clippers nie bez przyczyny nosi przydomek drużyny z „Lob City”, bowiem w kolejnych spotkaniach raczą kibiców niecodziennymi wsadami. Jednakże zespół z Los Angeles, to nie tylko efektowne wsady, ale  przede wszystkim defensywa. A kluczowym momentem dla tego klubu było przyjście, a raczej ściągnięcie z Bostonu trenera – Doc’a Riversa. Nowy szkoleniowiec Clippers od pierwszych dni zabrał się ostro do pracy, a efekty jego znakomitej pracy mogliśmy obserwować przez większość sezonu. Rivers zrobił z nich prawdziwą drużynę. W pewnym sensie okiełznał ich ogromny potencjał ofensywy i położył dużo większy nacisk na defensywę, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę, że mistrzostwo NBA wygrywa się obroną.

Jednak Clippers awans do kolejnej rudny nie przyjdzie tak łatwo, ponieważ już w pierwszej rudzie trafili na silnych Warriors. Ekipa z Oakland prezentuje bardzo podobny styl, co ich rywale. Wojownicy posiadają ogromny potencjał ofensywny, a przy tym potrafią momentami prezentować skrajnie zespołową koszykówkę. Największą ich siłą bez wątpienia są rzuty trzypunktowe, które w sezonie zasadniczym były wielkim zagrożeniem dla innych zespołów. Jednakże nadal największą wadą drużyny Marka Jacksona jest defensywa, która momentami nie prezentuje się najlepiej, a sytuacji nie poprawia kontuzja Andrew Boguta. Australijczyk jest jednym z najlepszych defensorów Warriors, a jego występ w pierwszym meczu nadal swoi pod znakiem zapytania.

Kluczowym elementem rywalizacji wydaje się być pojedynek na pozycji rozgrywającego oraz silnego skrzydłowego. Chris Paul to doskonały obrońca oraz kreator gry, który idealnie obsługuje podaniami swoich partnerów. Natomiast Stephen Curry, to chyba najbardziej nieobliczalny rozgrywający ligi, a głównym atutem lidera Warriors jest znakomity rzut. Tymczasem pod koszem zmierzą się odpowiednio Blake Griffin oraz David Lee. Pierwszy jest niesamowitym atletą, a drugi jak na wysokiego zawodnika posiada niecodzienną technikę oraz zwinność w zagranicach podkoszowych. Istotna może okazać się również ławka rezerwowych. A w tym aspekcie dość wyrżnie lepsi wydają się być Clippers. Jednak pojedynek Jamala i Jordna Crawforda może okazać się ozdobą całej rywalizacji.

To na pewno nie będzie grzeczna seria, co doskonale pokazały poprzednie starca obu ekip:

Trzy powody dlaczego rywalizację wygrają Los Angeles Clippers:

- duet Chris Paul – Blake Griffin

- ogromny potencjał ofensywny

- wyrównany skład oraz silna ławka rezerwowych

Trzy powody dlaczego rywalizację wygrają Golden State Warriors:

- nieobliczalny Stephen Curry

- niecodzienna skuteczność zza łuku

- dyspozycja Klay Thompsona

Kluczowy zawodnik Los Angeles Clippers: Chris Paul

Kluczowy zawodnik Golden State Warriors: Stephen Curry

W rundzie zasadniczej: 2-2

Pierwsze piątki:

Chris Paul - Stephen Curry

Willie Green - Klay Thompson

Matt Barnes - Andre Iguodala

Blake Griffin - David Lee

DeAndre Jordan - Jermaine O'Neal

Plan spotkań:

19.04 Los Angeles

21.04 Los Angeles

24.04 Oakland

27.04 Oakland

ew. 29.04 Los Angeles

ew. 1.05 Oakland

ew. 3.05 Los Angeles

Nasz typ: 4:3 dla Los Angeles Clippers   

0

NBA Playoffs: Co pokaże nc+?

NBA | 18.04.2014 15:22

19 kwietnia startują NBA Play-offs. Stacja nc+ podała transmisję pierwszych spotkań z udziałem m.in Marcina Gortata i jego Washington Wizards.

- Decydująca faza walki o prawo gry w wielkim finale NBA 2014 zapowiada się szczególnie ciekawie, biorąc pod uwagę, że układ sił na playoffs rozstrzygał się dosłownie do ostatnich dni, ostatnich meczów i końcowych minut gier sezonu zasadniczego. A szczególnego smaku rywalizacji na parkietach NBA w najbliższych dwóch nadchodzących miesiącach dodaje fakt, że chętnych do zdetronizowania najlepszych w 2012 i 2013 roku Miami Heat jest tak wielu. Tak na wschodzie jak i na zachodzie zawodowej ligi koszykówki. Oby na finiszu tego niezwykłego wyścigu mieli też sporo do powiedzenia Marcin Gortat i jego „Czarodzieje” z Waszyngtonu, którzy po 6 latach znów znaleźli się w szesnastce najlepszych drużyn - mówi komentator nc+ Wojciech Michałowicz.

Plan transmisji najbliższych transmisji NBA w kanałach platformy nc+

sobota, 19.04, g. 21:30, CANAL+ Family
Los Angeles Clippers – Golden State Warriors

niedziela/poniedziałek, 20/21.04, g. 01:00, CANAL+ Sport
Chicago Bulls – Washington Wizards

piątek/sobota, 25/26.04, g. 02:00, CANAL+ Sport
Washington Wizards – Chicago Bulls

sobota, 26.04, g. 22:30, CANAL+ Family
Dallas Mavericks – San Antonio Spurs

niedziela, 27.04, g. 19:00, nSport
Washington Wizards – Chicago Bulls

0

5-na-5 - komu nagrody w NBA?

NBA | 18.04.2014 14:00

MVP dla Kevina Duranta? Nasi autorzy nie mają wątpliwości, że NBA w tym sezonie należała do skrzydłowego Oklahoma City Thunder. A kto powinien otrzymać pozostałe nagrody?

1. Kto powinien dostać nagrodę Most Valuable Player (MVP)?

Marcin Więckowski:
  Kevin Durant, nie może być w tym sezonie innego kandydata do tego tytułu. Durant po latach okupacji pozycji nr. 2, miał przełomowy sezon, którego idealnym zwieńczeniem byłoby jeszcze zdobycie pierścienia, ale to już inna historia. KD35 ma najlepszy w karierze wskaźnik asyst (5,5), punktów (31,9), pobił rekord samego Michaela Jordana rozgrywając 41 spotkań z rzędu z co najmniej 25 punktami, a Thunder mimo gry bez Westbrooka przez niemałą część sezonu mają drugi bilans w lidze. Nie ma tu innych kandydatów, sezon 2013-14 to był sezon jednego zawodnika.

Tomasz Rębilas: Tytuł MVP bezdyskusyjnie leci do Kevina Duranta. Najlepszy strzelec ligi (31.9 punktu na mecz) w czasie zakończonego właśnie sezonu zasadniczego udowodnił, że tytuł ten należy się mu jak mało komu. Zaliczył 41 spotkań z rzędu z co najmniej 25 punktami – taka seria nie zdarza się zbyt często. Jednak, co najważniejsze był liderem swojej drużyny w pełnym tego słowa znaczeniu – potrafił wziąć na siebie ciężar decydującej o losach meczu akcji. I to nie raz czy dwa, ale bardzo często. Wątpię, czy drużyna z Oklahomy byłaby wiceliderem Zachodu, gdyby nie grał w niej KD…

Rafał Paczoska: Zdobywca tytułu MVP sezonu zasadniczego mógł być tylko jeden. Kevin Durant przez cały sezon prezentował się wręcz fenomenalnie. Zostając najlepszym strzelcem całej ligi (31.9 pkt.) oraz bijąc rekord samego Micheal Jordana. W jednym z wywiadów nawet największy jego rywal w tej kategorii – Lebron James przyznał, że statuetka MVP powinna właśnie trafić do lidera Thunder, co doskonale obrazuje jak udany sezon zasadniczy KD ma za sobą. Myślę, że na wyróżnienie zasłużył również Kevin Love, który przez większość rozgrywek dwoił się i troił w barwach Timberwolvers, notując średnie na poziomie 26.2 punktu i 12.5 zbiórek.

Michał Prędota: Bez zaskoczenia. Najbardziej wartościowym zawodnikiem sezonu regularnego 2013/14 wybrałem Kevina Duranta. Był po prostu najlepszy, poza zasięgiem konkurencji. KD udowodnił, że potrafi sprostać przeciwnościom losu i wobec kontuzji Russella Westbrooka poprowadził Thunder do drugiego miejsca na bardzo silnym Zachodzie. 41 spotkań z przynajmniej 25 punktami (lub więcej) i tym samym pobicie pozornie niedoścignionego rekordu Michaela Jordana było jedną z najciekawszych atrakcji tego dość nudnawego sezonu. Durant zasłużył na statuetkę MVP i nawet LeBron James jest tego świadomy, lecz nie powie tego głośno.

Tomasz Stańkiewicz: To jest ten czas! Od tego sezonu nigdy już nie chcę słyszeć, że główny kandydat to LeBron i tylko on sam może sobie zaszkodzić, bo dla reszty jest nieosiągalny. Otóż nie! The Durantula rozpoczął swój prime time, który mam nadzieję potrwa kilka sezonów. Jest jedyny w swoim rodzaju, fantastyczny, z nieograniczonym repertuarem zagrań w ofensywie. Na razie zasłużył na bardzo ważną nagrodę indywidualną (plus tytuł króla strzelców i pobity wynik Jordana w meczach z rzędu +25), ale właśnie teraz od momentu uzyskania nagrody MVP każdy rok bez pierścienia będzie dla Kevina zawodem! It’s time Mr. Durant!

2. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego trenera?

Marcin Więckowski:
Moim zdaniem do wyboru kandydowało 3 trenerów - Thibodeau/Popovich/Clifford i mój wybór pada właśnie na Head Coacha Charlotte Bobcats. Steve Clifford podniósł "Rysie" z totalnego dna, doprowadzając najbardziej beznadziejny zespół ostatnich lat do gier posezonowych. Tak dostał do pomocy Al'a Jeffersona, jednak poza jego nazwiskiem Bobcats to zespół, który na papierze miał ponownie walczyć o jak najlepszy wybór w drafcie. Zespół z Charlotte w swoim ostatnim roku pod nazwą "Bobcats" zaczął właśnie dzięki Cliffordowi funkcjonować jako organizacja, a gra zespołu "nawet" cieszyła oko w poszczególnych spotkaniach. Niech o moim wyborze decyduje jeden argument, na Wschodzie nie ma zespołu, który cieszyłby się z rywalizowania z Bobcats w serii, są nieobliczalni i potrafią znaleźć sposób na wygrywanie spotkań!

Tomasz Rębilas: Coachem roku w mojej opinii jest Jeff Hornacek z Phoenix Suns. Potrafił z drużyny pałętającej się po dolnych rejonach tabeli uczynić zespół liczący się w walce o fazę play-off, i to bez ważnego ogniwa, jakim był kontuzjowany Eric Bledsoe. Ostatecznie w rozgrywkach posezonowych Suns nie zobaczymy, ale wielki szacunek dla trenera za doprowadzenie ich do tego miejsca. Biorąc pod uwagę prognozy przed sezonem – zupełnie niespodziewanego.

Rafał Paczoska: Chyba nikt się nie spodziewał, że Blazers tak fenomenalnie rozpoczną nowy sezon NBA. Oczywiście jeśli spojrzeć na całe rozgrywki, uplasowali się ledwie na piątej pozycji, a może na aż piątej pozycji. Mimo to uważam, że zespół ze stanu Oregon ma za sobą bardzo udany sezon zasadniczy, a główna w tym zasługa Terry Stotts, który zrobił z nich prawdziwą drużynę. Natomiast z hali Moda Center prawdziwą twierdzę (31-10). Ogromną niespodzianką była również postawa Toronto Raptors, których świetnie z wysokości ławki prowadził Dwane Casey. Jednakże wyczyn szkoleniowca Blazers trochę bardziej mi imponuje, bowiem ścisk na zachodzie był znacznie większy na przestrzeni całych rozgrywek. 

Michał Prędota: Jeff Hornacek. Myślę, że były zawodnik m.in. Phoenix Suns i Utah Jazz to prawdziwe odkrycie minionego sezonu. Gdybym mógł określić jego pracę jakimś polskim przysłowiem, to od razu ciśnie mi się na język (trochę przekształcone) powiedzenie „Hornacek zastał Suns drewnianych, a  przemienił w murowanych”. Wraz z objęciem przez jego osobę funkcji trenera Słońc, w Phoenix pojawiła się jakość, a jego drużyna sensacyjnie ”odprawiała z kwitkiem” kolejnych faworyzowanych rywali. Ostatecznie Hornacek nie wprowadził swojego zespołu do playoffs, ale nie zapominajmy, że ekipa z Phoenix przed minionym sezonem przeszła dużą rewolucję kadrową, która jeszcze nie dotarła do końca.

Tomasz Stańkiewicz: Nie wyobrażam sobie innej kandydatury niż Gregg Popovich (San Antonio Spurs). Po pierwsze ma najlepszy bilans i home court advantage przez całe PO. Po drugie jako jedyny daje odpocząć swoim zawodnikom i nadal wygrywa. Po trzecie przytulił Jeffa Van Gundy i za to powinno mu się dać dodatkowe 300 punktów w głosowaniu. Pop niszczy całą resztę, która jest dopiero w szatni jak on ustawia się na starcie biegu. Na koniec muszę to napisać! Spurs są zdrowi i głodni rewanżu za ostatni finał. Pamiętajcie o tym.

3. Kto powinien dostać nagrodę Most Improved Player (MIP)?

Marcin Więckowski:
  Anthony Davis - bardzo ciężki wybór, ale na końcu stawiam na tego drugoroczniaka, ponieważ w dalszym etapie kariery ( oby dopisało zdrowie ), będzie walczył tylko o statuetki MVP. Davis gra drugi sezon w lidze i poprawił swoje osiągi w każdej (!) linijce statystycznej. Gra na lepszej skuteczności jak rok temu, poprawił wskaźnik rzutów z linii osobistych, zbiera o 2 piłki więcej jak w poprzednim sezonie, przechwytuje niemalże 1,5 piłki w każdym spotkaniu, blokuje bez mała 3 rzuty, oraz notuje ponad 7 punktów więcej niż jako debiutant. Davis bardzo ciężko przepracował całe lato i widać tego efekty, poprawił znacznie arsenał manewrów pod koszem, poprawił rzut z półdystansu, a do tego stał się bestią na bronionej desce.

Tomasz Rębilas: W tej kategorii mam dylemat: Goran Dragić czy Anthony Davis? Obaj znacząco poprawili osiągnięcia indywidualne: Davis notuje w swoim drugim roku na parkietach NBA 21.4 punktu, 10.4 zbiórki i 2.9 bloku na mecz (w debiutanckim sezonie: 13.5 punktu, 8.2 zbiórki, 1.8 bloku), zaś rozgrywający Suns 20.4 punktu, 6 asyst i 3.2 zbiórki. Choć w porównaniu do poprzednich rozgrywek spadła liczba asyst Słoweńca, to o wiele lepiej szło mu kierowanie grą Słońc. Ekipa z Arizony do samego końca walczyła o 8. lokatę na Zachodzie, przez sporą część sezonu radząc sobie bez Erica Bledsoe. Tym większe wyrazy uznania dla Dragicia, że zdołał jakoś wypełnić lukę po tym zawodniku. Dlatego też, choć ogromnego postępu dokonał Davis, to tytuł MIP przyznałbym Dragiciowi.

Rafał Paczoska: Faworytem do nagrody MIP jest Lance Stephenson, jednak w moim odczuciu statuetka powinna trafić do Gorana Dragića. Słoweniec z podstawowego zawodnika Suns, w trakcie sezonu wyrósł na prawdziwą gwiazdę i gracza formatu All-Stars, prowadząc swój zespół do kolejnych zwycięstw. Spory progres zanotował również Andre Drummond z Detroit Pistons, który z statystyk na poziomie 7 punktów i 7 zbiórek wskoczył na 13.4 punktu oraz 13.2 zbiórek, a w całym sezonie notował aż 56 spotkań z double-double przegrywając tą rywalizacje tylko z Kevinem Love.

Michał Prędota: Anthony Davis. Pierwszy numer draftu 2012 poczynił niewyobrażalne postępy. Przede wszystkim nabrał masy, przez co nie jest już tak łatwo go przestawiać w polu trzech sekund. Jego atletyzm czyni go konkurencyjnym względem innych centrów, a to nie było takie widoczne jeszcze w poprzednim sezonie. Gracz Pelicans w kampanii 2013/14 notował średnio 20.8 punktów, 10 zbiórek, 2.8 bloków oraz 1.6 asyst i poczynił postęp w każdym przytoczonym aspekcie. Największą różnicę widać w punktach, bo Davis w tym sezonie rzucał średnio aż o 7.3 ”oczek” więcej. Jeśli nie on to kto? Lance Stephenson i Kyle Lowry również rozwinęli się koszykarsko, lecz moim zdaniem Davis zrobił to w większym stopniu.

Tomasz Stańkiewicz: Bez dwóch zdań Anthony Davis. Poprawił się w każdej! Podkreślam, W KAŻDEJ statystyce w porównaniu z poprzednim sezonem (ilość strat i fauli również ). Uczestnik All Star Game (wiadomo o co chodzi) i jego Pelikany nie włączyły się do walki o udział w rozgrywkach posezonowych, mimo to tylko Davis i Dragić osiągnęli tak fantastyczne średnie. The Dragon jest u mnie na drugim miejscu ze względu na mniejszą ilość asyst w porównaniu do poprzedniego roku. Możemy być pewni, że The Brow (król bloków i kandydat na obrońcę roku) w przyszłości będzie gwiazdą wielkiego formatu. W tym sezonie już można było usłyszeć komentarz, że to hybryda Dirka i Duncana… ma czas, jeśli jeszcze poprawi statystyki za rok, to Suns i Mavs niech kupują sobie nowe wędki, bo będą szybciej potrzebne.

4. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego defensora?

Marcin Więckowski:
Joakim Noah. Bo nie Roy Hibbert, Dwight Howard, Marc Gasol itd itp... Noah z miejsca został pełnoprawnym liderem drużyny z Wietrznego Miasta i został niekwestionowanym panem pomalowanego pola gry. Mierzący 211cm wzrostu środkowy, który jest wstanie w obronie ustać przed LeBronem Jamesem czy Kevinem Durantem. Francuz zbiera z tablic ponad 11 piłek, blokuje ponad 1,5 rzutu, przechwytuje ponad 1 piłkę na mecz, ale przede wszystkim jest praktycznie nie do minięcia, kiedy stanie nisko na nogach motywując się dodatkowo poklaskiwaniem dłoni. Jego energia i ambicja doprowadziła go do miejsca, w którym Noah jest najbardziej znienawidzonym przez przeciwników zawodnikiem, kiedy ci mają zbliżyc się do atakowanego kosza. Dynamika, ekspresja, komunikacja z zespołem - Noah to główny filar najlepszej defensywy w lidze.

Tomasz Rębilas: Tytuł najlepszego obrońcy wędruje do Roya Hibberta z Indiany Pacers. Był podstawowym elementem fantastycznej (choć końcówka sezonu zasadniczego już taka nie była) obrony ekipy z Indianapolis. Z powodu słabej postawy Pacers ostatnimi czasy warto wyróżnić również Anthony’ego Davisa: aktualnie lider w klasyfikacji najlepiej blokujących zawodników, posiadający ogromny zasięg ramion i równie ogromny talent defensywny.

Rafał Paczoska: Co roku mam ogromne problemy z wytypowaniem najlepszego defensora ligi, ale w tym razem było inaczej. Moim zdaniem na tą nagrodę zasługuje DeAndere Jordan, który pod wodzą Doc’a Rversa stał się prawdziwą „Bestą” pod broniącym koszem (13.6 zbiórek i 2.5 bloku). Nie zdziwi mnie również, jak statuetka trafi do centra Bulls, ponieważ znakomita defensywa Chicago Bulls – to właśnie Joakim Noah.

Michał Prędota: Tę nagrodę uważam za najbardziej problematyczną. Wcale nie uważam również, że tytuł najlepszego defensora musi trafić w ręce gracza wysokiego. To dziwne, że przez tyle lat tylko sześć razy nagrodę najlepszego obrońcy przyznano zawodnikowi z pozycji jeden i dwa. Ostatni raz taka sytuacja zdarzyła się w sezonie 1995/96, kiedy tym wyróżnieniem odznaczono Gary’ego Paytona. Myślę, że wspaniała obrona to nie tylko bloki, lecz również wywieranie presji na atakującym, przechwyty, wymuszanie fauli oraz niedopuszczanie do łatwych pozycji rzutowych zarówno z dystansu, jak i spod kosza. Idąc tym tropem nagrodziłbym Nicolasa Batuma z Portland Trail Blazers lub LeBrona Jamesa.

Tomasz Stańkiewicz: Defensive Rating? 2 miejsce po Andrew Bogucie, defensive win shares? 1 miejsce! Te dwie bardzo ważne statystyki pokazują ile zespół traci punktów na 100 posiadań oraz średnią liczbę wygranych meczów, w których dany zawodnik przyczynił się swoja obroną. Joakim Noah swoją postawą po bronionej stronie parkietu robi różnicę. Jest dla mnie kandydatem numer 1 do nagrody „Ten Trzeci w głosowaniu na MVP”

5. Kto powinien dostać nagrodę dla najlepszego debiutanta?

Marcin Więckowski:
Michael Carter-Williams - ciężko z czystym sumieniem przyznać statuetkę ROTY zawodnikowi, którego zespół przegrał 26 kolejnych spotkań, niestety nawet jakbym chciał to nie pasuje mi ta statuetka dla Victora Oladipo. MCW jak na debiutanta jest szalenie wszechstronnym zawodnikiem i nie da sie ukryć, że najlepszym pierwszoroczniakiem, jego statystyki punktów/asyst/zbiórek/przechwytów, które są na poziomie - 16/6/6/1,5 to naprawdę solidne wyniki.

Tomasz Rębilas: Spośród debiutantów najbardziej wyróżnił się Michael Carter-Williams. Był w zasadzie bezkonkurencyjny – reszta czołowych rookies (Oladipo, Olynyk, Hardaway Jr.) grała bardzo nierówno i w zasadzie trudno znaleźć wśród nich kandydata do tytułu ROTY (no, ewentualnie można wziąć pod uwagę wspomnianego Victora Oladipo). Jeżeli numer 11. ostatniego będzie czynił dalsze postępy, to ma szansę wyrosnąć na jednego z najlepszych obwodowych ligi.

Rafał Paczoska: Zdecydowanym faworytem jest Micheal Carter-Williams i to do niego prawdopodobnie powędruje statuetka. Jednak mi osobiście dużo bardziej przypadł do gustu Victor Oladipo i to z jednego prostego powodu, bowiem w moim odczuciu nowa gwiazda Magic ma dużo większy wpływ na końcowy wynik swojego zespołu. Jestem również przekonany, że w przyszłości Oladipo będzie znacznie lepszym zawodnikiem niż MCW.

Michał Prędota: Uważam, że klasa draftu 2013 była po prostu słaba. Nie wiem czy poza Michaelem Carterem-Williamsem, Victorem Oladipo, Timem Hardawayem Jr. oraz być może Kellym Olynykiem i Nerlensem Noelem usłyszymy o jakimś zawodniku z tego naboru w przyszłości. Prywatnie za najlepszego debiutanta uważam syna Tima Hardawaya, który choć został wybrany dość późno w drafcie, udowodnił że celność zza łuku ma w genach po tacie, a jak trzeba to i potrafi zajrzeć do kosza z góry. Hardaway Jr. był jedynym z niewielu światełek w tunelu Knicks w minionym sezonie. Abstrahując od mojego poglądu, nagrodę Rookie of The Year dostanie prawdopodobnie Michael Carter-Williams

Tomasz Stańkiewicz: Dajcie spokój z Victorem Oladipo. Na niego przyjdzie czas. Right here, right now najlepszy jest Michael Carter-Williams, który zawładnął naszymi sercami zaliczając na początku sezonu kapitalny mecz z 9 przechwytami przeciwko Miami Heat. Nie… to nie ten mecz decyduje o jego przewadze nad innymi pierwszoroczniakami. Był najlepszy w wielu statystykach: minuty, punkty, asysty, przechwyty i mecze z double-double na koncie (jeśli chodzi o TD to też 2-1 dla MCW). Beat that Victor!

Naszym zdaniem

0

PLK: Rosa w tarapatach, PGE Turów wrócił z dalekiej podróży

PLK | 16.04.2014 19:46

Kryzys w Radomiu zaapanował na dobre. W 7. kolejce II etapu rozgrywek Rosa przegrała z Energą Czarni Słupsk, aż 57:83. Była to już trzecia porażka radomian z rzędu. Prawdziwą przed świąteczną ucztę mieli jednak kibice w Ergo Arenie. Ich Trefl Sopot mimo, iż przez większą część meczu kontrolował przebieg spotkania, to przegrał na finiszu z PGE Turowem Zgorzelec 89:94.

Fatalna dyspozycja Rosy dała drużynie ze Słupska dopiero pierwsze (!) zwycięstwo w II etapie rozgrywek. Goście z Pomorza od samego początku byli zespołem lepszym. Trafiali z dystansu na co nie mogła odpowiedzieć Rosa. Gospodarze, którzy mieli problemy ze skutecznością nie potrafili zatrzymać rozpędzonych rywali. Jedynym skutecznym ogniwem Wojciecha Kamińskiego był Korie Lucious, ale sam Amerykanin to za mało. Słupszczanie na przestrzeni całego spotkania trafiali co drugi rzut. To pozwoliło im objąć prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Kapitalne zawody rozegrał Karol Gruszecki, który z dystansu celnie przymierzył, aż 5 razy. Z kolei Derrick Zimmerman łącznie rozdał 10 asyst.

Wygrana Energi Czarnych w tabeli nic nie zmienia i nie zmieni. Niemniej jednak przerywając serię sześciu porażek na pewno będzie grać im się znacznie lepiej. W sobotę do Słupska przyjdzie Anwil Włocławek.

Rosa Radom - Energa Czarni Słupsk 57 : 83

(12:23, 24:15, 11:27, 10:18)

Zespół PGE Turowa przez większą część spotkania przegrywał z miejscowym Treflem, by ostatecznie dogonić rywala i po świetnej końcówce wygrać z 94:89. Sam początek spotkania był bardzo udany dla gospodarzy. Przyjezdni po za Filipem Dylewiczem pudłowali raz zarazem z najbardziej klarownych sytuacji. Obraz gry zmienił się dopiero w końcówce trzeciej kwarty, gdy przewaga miejscowych urosła do 18 (!) punktów. Sopocianie wykorzystywali swoje atuty i bezlitośnie obnażali słabości gości. Kolejne rzuty trafiał Adam Waczyński nic nie robiąc sobie z obrony przyjezdnych.

PGE Turów przez pierwsze 25 minut meczu nie posiadał w swoich szeregach zawodnika, który mógłby dać sygnał do ataku. Przełomem okazały się jednak ostatnie minuty trzeciej kwarty. We właściwym momencie na dobre obroty wskoczyli Damian Kulig oraz J.P Prince, którzy jakby zapomnieli o niepowodzeniach z pierwszej połowy. W ostatniej kwarcie zgorzelczanie podkręcili tempo, co pozwoliło im odnieść w pełni zasłużone zwycięstwo. 

Trefl Sopot - PGE Turów Zgorzelec 89 : 94

(22:20, 30:21, 17:22, 20:31)

Emocji jak na lekarstwo było w Zielonej Górze, gdzie Stelmet gładko rozprawił się z Anwilem Włocławek 83:66. Było to czwarte zwycięstwo zielonogórzan nad Anwilem w tegorocznym sezonie. Nadspodziewanie dobrze w drużynie przyjezdnych zaprezentował się Piotr Pamuła, który uzbierał 18 punktów. 2 "oczka" mniej zdobył Jordan Callahan. Stelmet dzięki temu zwycięstwu nadal przewodzi w tabeli.

Stelmet Zielona Góra - Anwil Włocławek 83 : 66

(21:20, 28:12, 21:14, 13:20)

Milowy krok ku "ósemce" uczyniło Asseco Gdynia. W środowy wieczór zespół Davida Dedka rzutem na taśmę pokonał AZS Koszalin 79:77. Bohaterem miejscowych okazał się Piotr Szczotka, którego celny rzut za dwa punkty na osiem sekund przed końcem dał gospodarzom końcowe zwycięstwo. Oprócz wychowanka Znicza Jarosław znakomicie w zespole gospodarzy spisał się Fedor Dmitriew - 18 punktów. W AZS-ie dwoił się i troił LaceDarius Dunn - 29 "oczek".

Asseco Gdynia - AZS Koszalin 79 : 77

(20:14, 18:20, 26:21, 15:22)

Polpharma Starogard Gdański - Stabill Jezioro Tarnobrzeg 87 : 73

(28:13, 20:22, 27:13, 12:25)

WKS Śląsk Wrocław - Kotwica Kołobrzeg 93 : 70

(24:17, 25:24, 24:19, 20:10)

Video

  • Top 10 Top 16 Euroligi
  • Magazyn GP24 Basket
  • Magazyn GP24 Basket
0

Kadra: Taylor już wkrótce zobaczy TBL

Kadra | 16.04.2014 15:43

Tuż po Wielkanocy w Polsce pojawi się Mike Taylor, nowy trener reprezentacji Polski.

Zanim Amerykanin pojawi się na lotnisku w Polsce spotka się w USA z Marcinem Gortatem. Okazją do tego będzie spotkanie Washington Wizards z Boston Celtics. Taylor na co dzień prowadzi filialny zespół Celtics - Maine Red Claws. 

– Cały czas zajmuję się pracą dotyczącą polskiej kadry, kontaktuję się na bieżąco z zawodnikami, rozmawiam z osobami związanymi z polską koszykówką – mówi dla Przeglądu Sportowego Taylor.

Taylor swoją bazę będzie miał w Warszawie. - Od początku planuję dużo podróżować po kraju, zobaczyć w akcji jak największą liczbę zawodników pretendujących do kadry. Polska liga będzie wchodziła właśnie w decydującą fazę. Zamierzam także porozmawiać z kandydatami do roli asystenta – zapowiada Taylor.

Według Przeglądu Sportowego Taylor zobaczy m.in mecz Rosy Radom z Treflem Sopot (23 kwietnia) i Anwilu Włocławek z PGE Turowem Zgorzelec (24 kwietnia).

 

0

PLK: Kotwica, Jezioro, Polpharma zagrożone

PLK | 16.04.2014 14:51

Kołobrzeg, Tarnobrzeg i Starogard Gdański to najpoważniejsi kandydaci do opuszczenia ekstraklasy po obecnym sezonie Tauron Basket Ligi - informuje Przegląd Sportowy.

(fot. Michał Tokarz)

- Rozmawiałem z kolegami z Hiszpanii, czy Bałkanów i tam też są zespoły, które być może spędzają sen z powiek władzom. Zresztą taka sytuacja występuje praktycznie w każdej lidze. To normalne. Ktoś musi być pierwszy, ktoś musi być ostatni. Komuś się powiedzie, komuś innemu nie – mówi prezes PLK Jacek Jakubowski. Co prawda w zarządzanej przez niego lidze nie ma spadków, ale w umowie zapisano m.in. że organizator może mimo spełnienia wszystkich warunków odmówić wydania licencji klubowi, który w dwóch kolejnych sezonach zajmie jedno z dwóch ostatnich miejsc. A taka sytuacja przytrafiła się właśnie Kotwicy. - Znam dobrze sytuację w Kołobrzegu, wiem, że mieli tam problemy finansowe, że relacje z miastem nie wyglądają najlepiej. Nie ma co ukrywać, że liczba kibiców na trybunach też nie jest wielka. Można powiedzieć, że jesteśmy trochę sytuacją zaniepokojeni – przyznaje Jakubowski.

Stabill Jezioro problemów finansowych nie ma, ale w lidze nie do końca podoba się pomysł na klub i jego nie do końca profesjonalna otoczka. Poza tym... - W Tarnobrzegu mają podpisane umowy patronackie z drużynami juniorskimi, ale brakuje mi tam lepszej pracy z młodzieżą, co robią w innych klubach ekstraklasy. Przykład to ostatnie mistrzostwa Polski do lat 20, gdzie pierwsze trzy miejsca zajęły zespoły będące zapleczem drużyn TBL: Rosa, Trefl, Zastal. Poza tym pod względem formalnym zespół z Tarnobrzega spełnia wszystkie warunki, nie ma problemów finansowych. A w politykę kadrową zespołu ingerować przecież nie możemy – zauważa Jakubowski.

Relacje z miastem to z kolei kłopot włodarzy Polpharmy Starogard Gdański. Chociaż PLK ma dobre doświadczenie związane z występami tego klubu w ekstraklasie, to problemem może okazać się brak odpowiednich środków finansowych. – Wiem, że była nawet rozważana opcja występowania w innej miejscowości – zdradza Jakubowski.

Czytaj cały tekst z Przeglądu Sportowego.
 

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Rosa Radom
Energa Czarni Słupsk
16.04 57
83
Trefl Sopot
PGE Turów Zgorzelec
16.04 89
94
Stelmet Zielona Góra
Anwil Włocławek
16.04 83
66
Asseco Gdynia
AZS Koszalin
16.04 79
77
Polpharma Starogard
Jezioro Tarnobrzeg
16.04 87
73
Śląsk Wrocław
Kotwica Kołobrzeg
16.04 93
70
Kotwica Kołobrzeg
AZS Koszalin
13.04 58
82
Asseco Gdynia
Polpharma Starogard
13.04 81
73
Anwil Włocławek
Rosa Radom
13.04 81
75
PGE Turów Zgorzelec
Stelmet Zielona Góra
13.04 85
73
Charlotte Bobcats
Chicago Bulls
16.04 91
86
Orlando Magic
Indiana Pacers
16.04 86
101
Memphis Grizzlies
Dallas Mavericks
16.04 106
105
Milwaukee Bucks
Atlanta Hawks
16.04 103
111
Minnesota Timberwolves
Utah Jazz
16.04 130
136
New Orleans Pelicans
Houston Rockets
16.04 105
100
Oklahoma City Thunder
Detroit Pistons
16.04 112
111
San Antonio Spurs
Los Angeles Lakers
16.04 100
113
Boston Celtics
Washington Wizards
16.04 102
118
Cleveland Cavaliers
Brooklyn Nets
16.04 114
85
Armani Mediolan
Maccabi Tel Awiw
18.04 91
77
CSKA Moskwa
Panathinaikos Ateny
18.04 77
51
FC Barcelona
Galatasaray Stambuł
17.04 84
63
Real Madryt
Olympiakos Pireus
17.04 82
77
Armani Mediolan
Maccabi Tel Awiw
16.04 99
101
CSKA Moskwa
Panathinaikos Ateny
16.04 77
74
Real Madryt
Olympiakos Pireus
15.04 88
71
FC Barcelona
Galatasaray Stambuł
15.04 88
61
Unicaja Malaga
Armani Mediolan
11.04 95
85
Żalgiris Kowno
Real Madryt
11.04 87
80
Sokół Łańcut
Polfarmex Kutno
13.04 60
64
Wilki Morskie Szczecin
MOSiR PBS Bank KHS Krosno
13.04 74
94
MKS Dąbrowa Górn.
WKK Wrocław
13.04 72
75
MCKiS Jaworzno
Spójnia Stargard Szcz.
13.04 68
72
Wilki Morskie Szczecin
MOSiR PBS Bank KHS Krosno
12.04 97
74
Sokół Łańcut
Polfarmex Kutno
12.04 68
94
MKS Dąbrowa Górn.
WKK Wrocław
12.04 84
81
Start Lublin
Polski Cukier SIDEn Toruń
12.04 67
63
AZS Poznań
Znicz Pruszków
12.04 72
62
Spójnia Stargard Szcz.
MCKiS Jaworzno
06.04 64
55
Noteć Inowrocław
Legia Warszawa
16.04 79
59
UMKS Kielce
SKK Siedlce
16.04 70
82
GTK Gliwice
GKS Tychy
16.04 68
75
Legia Warszawa
Noteć Inowrocław
13.04 73
59
GKS Tychy
GTK Gliwice
12.04 79
82
SKK Siedlce
UMKS Kielce
12.04 69
65
UMKS Kielce
Księżak Łowicz
09.04 72
57
Legia Warszawa
MKS Kalisz
09.04 84
59
GTK Gliwice
Pogoń Prudnik
09.04 62
55
MKS Skierniewice
SKK Siedlce
07.04 70
80
Wisła Can-Pack Kraków
CCC Polkowice
17.04 53
65
Wisła Can-Pack Kraków
CCC Polkowice
16.04 56
47
Artego Bydgoszcz
Energa Toruń
16.04 69
52
CCC Polkowice
Artego Bydgoszcz
12.04 59
52
Artego Bydgoszcz
CCC Polkowice
07.04 55
79
Energa Toruń
Wisła Can-Pack Kraków
06.04 48
61
Artego Bydgoszcz
CCC Polkowice
06.04 70
65
Wisła Can-Pack Kraków
Energa Toruń
03.04 81
46
CCC Polkowice
Artego Bydgoszcz
03.04 71
44
Wisła Can-Pack Kraków
Energa Toruń
02.04 82
42

REKLAMA

0

NBA: Marcin Gortat jako Czarodziej - podsumowanie sezonu 2013/14

NBA | 17.04.2014 23:56

Marcin Gortat i jego Washington Wizards w środową noc zakończyli zmagania w sezonie regularnym 2013/14. Drużyna ze stolicy Stanów Zjednoczonych tegoroczne rozgrywki z pewnością zaliczy do udanych. Po raz pierwszy od sześciu lat Czarodzieje awansowali do fazy play-off, z bilansem 44-38 zajęli piąte miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej i w pierwszej rundzie playoffs zmierzą się z Chicago Bulls. Jaki dla Marcina Gortata był ten świeżo zakończony sezon?

Zanim przejdziemy do ogólnych wniosków i ocen, przypomnijmy jak to się stało, że nasz polski jedynak w najlepszej koszykarskiej lidze świata zmienił słoneczną Arizonę, na nie tak atrakcyjny pod względem pogody Waszyngton. 25 października, czyli zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem sezonu 2013/14 w amerykańskich mediach zawrzało. Z różnych stron dochodziły informacje, że nowy generalny menadżer Phoenix Suns – Ryan McDonough planuje gruntowną przebudowę kadry zespołu, a jej częścią miał być Marcin Gortat. Ostatecznie zespół z Arizony ”dobił targu” z Wizards i zdecydował się oddać polskiego centra oraz Shannona Browna, Kendalla Marshalla i Malcolma Lee w zamian za Emekę Okafora i wybór w pierwszej rundzie draftu 2014. Kiedy polscy fani talentu Marcina Gortata dowiedzieli się o jego zmianie barw klubowych byli raczej pełni niepewności, nie stawiali wielkich oczekiwań. Większość z nas miała w pamięci obraz dyspozycji Gortata podczas zeszłorocznych ME w Słowenii, które dla polskiej reprezentacji okazały się klapą. Nowy center Czarodziejów z optymizmem patrzył w przyszłość, pisząc na swoim twitterze, że cieszy się, że wymiana została zrealizowana jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, a nie w jego trakcie. Stwierdził również, że pozostał z kierownictwem Suns w dobrych relacjach, nie mając do nikogo pretensji i żalu.

 

Pisząc o wymianie Marcina Gortata, należy podkreślić, że była ona nieunikniona. Z resztą wydaje mi się, że czas Polaka w Phoenix po prostu się skończył. Jego czasy fantastycznej współpracy i doskonałego dogadywania się na parkiecie ze Steve’em Nashem bezpowrotnie minęły, kiedy doświadczony Kanadyjczyk dołączył do składu Los Angeles Lakers. Marcin Gortat grając z Goranem Dragiciem nie odnalazł wspólnej nici porozumienia, nie był zasilany przez niego podaniami, a pick&roll nie funkcjonował poprawnie. Słoweniec wolał korzystać z samodzielnie kreowanych pozycji rzutowych, a jeśli już podawał, to raczej w ręce pozostałych kolegów, niż Gortata. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Suns przegrywali, zwolnili trenera Alvina Gentry’ego i kończyli sezon pod przewodnictwem Lindsey’a Huntera. Gortat na kryzysie Słońc ucierpiał chyba najbardziej. Spadł w hierarchii zawodników i w klubie zorientowano się, że przyszedł czas na zmiany. Dodatkowym czynnikiem w kierunku transferu Polaka był również jego kontrakt. Gortat w rozgrywkach 2013/14 miał zarobić dokładnie 7.727.280 dolarów, a po ich zakończeniu stawał się niezastrzeżonym wolnym agentem.

Sezon 2013/14 to zupełnie inna historia. Minione rozgrywki były przede wszystkim bardzo udane dla naszego Polaka w NBA. Były również wyjątkowe, przełomowe i bogate w spektakularne występy, którym towarzyszyło bicie rekordów indywidualnych pod względem punktów. Marcin Gortat w Wizards szybko się zaaklimatyzował i znalazł swoje miejsce w drużynie. Początkowo mówiło się o tym, że będzie rywalizować z Brazylijczykiem Nene o miejsce w pierwszej piątce na pozycji centra. Okazało się, że trener Wizards – Randy Wittman mianował obu zawodników starterami, a Gortat i Nene bardzo łatwo się zaprzyjaźnili. Ogółem atmosfera w szatni drużyny ze stolicy USA była jednym z wielu plusów tegorocznego sezonu. Zawodnicy, którzy zasilali szeregi Czarodziejów, zaczynając od Gortata, Andre Millera i kończąc na Drew Goodenie z łatwością wkomponowali się w całość zespołu, perfekcyjnie wykonując swoje zadania.

 

Statystyki indywidualne Marcina Gortata potwierdzają tezę, która mówi że nasz zawodnik uczynił zauważalny postęp w swojej grze. Polski center poprawił się w obszarze średnich punktowych, zbiórek, asyst oraz procentu celności rzutów z gry:

O rozwoju Gortata dużo mówi jego pozycja w drużynie. Polak w minionych rozgrywkach zyskał na wartości . Urósł ponownie do rangi gracza, który nie jest pierwszym strzelcem zespołu, lecz jego dobra i efektywna dyspozycja rzutuje na zwycięstwa całej ekipy. Gortat dostawał więcej minut –średnio 32.8, niż w Suns – 30.8 i w tym dłuższym pobycie na parkiecie rzucał średnio o jeden raz więcej, dodatkowo poprawiając skuteczność z gry. Progres stanowi jedynie 2.1 punktu procentowego, lecz mimo wszystko jest to godne podkreślenia.

Polish Hammer w sezonie 2013/14 przejawiał równą i ustabilizowaną formę, lecz jego dokonania osiągnęły apogeum w ostatnich trzech miesiącach – lutym, marcu i kwietniu. W tym okresie Gortat w 36 spotkaniach notował średnio 14.7 punktów. Na ten czas przypadły również dwa najlepsze występy Polaka, pierwszy 27 lutego w wyjazdowym meczu z Toronto Raptors – 31 punktów, 12 zbiórek i 4 bloki oraz drugi 9 kwietnia przeciwko Charlotte Bobcats – 27 ”oczek”, 14 zbiórek, 3 bloki i 2 asysty.

O sile rozkwitu umiejętności Gortata świadczy również fakt, że nastąpiły one w najbardziej pożądanym momencie. Kiedy pod koniec lutego Wizards dowiedzieli się, że w wyniku kontuzji kolana stracili Nene na przynajmniej sześć tygodni, zdali sobie sprawę, że cała drużyna musi grać na całego, aby dostać się do playoffs. Gortat na tym ciężkim etapie sezonu nie zawiódł i podobnie jak cała drużyna Wizards rozpoczął marsz ku piątej lokacie na Wschodzie NBA.
 

Komentarz autora:
Doskonale pamiętam dzień, kiedy dowiedziałem się, że Marcin Gortat został nowym zawodnikiem Wizards. Wtedy nie sądziłem, że to bardzo dobry kierunek. Okazało się, że byłem w dużym błędzie. Polski środkowy dzięki transferowi zmienił swoje położenie w NBA. Ma już trzydzieści lat, w nadchodzące lato podpisze prawdopodobnie ostatni długi i potężny kontrakt w karierze. Po obecnym sezonie stał się zawodnikiem dojrzałym, kompletnym i potrafiącym udźwignąć ciężar losów ekipy na własnych barkach. Gortat w wielu przypadkach był silnym punktem drużyny, zdobywał ważne punkty i był pewnym egzekutorem z dystansu. Myślę, że jego nazwisko spokojnie można zakwalifikować do grona 10. najlepszych centrów NBA. Z pewnością znalazłoby się wiele przestrzeni w aspektach jego gry , nad którą powinien jeszcze popracować, chociażby procent zdobywania punktów przeciwnika spod samej obręczy. W ostatecznym rozrachunku warto było zmienić przepiękny i upalny klimat Arizony, na dużo chłodniejszą aurę w stołecznym Waszyngtonie. Zacięta rywalizacja i smak fazy play-off jest najlepszym zwieńczeniem wszelkich trudów kampanii 2013/14.

Michał Prędota

0

TBLK: CCC na remis

BLK | 17.04.2014 23:19

Wisła Can-Pack Kraków przegrywa z CCC Polkowice 53:65 - w 2. meczu finałowym Tauron Basket Ligi Kobiet. Po dwóch rozegranych spotkaniach w grodzie Kraka jest remis (1-1). Teraz rywalizacja przenosi się do Polkowic. W czwartkowym meczu w Krakowie gospodynie pogrążyła Belinda Snell trafiając m.in pięciokrotnie za trzy punkty.

Wisła Can-Pack Kraków - CCC Polkowice 53 : 65

(14:20, 6:10, 10:12, 23:23)

 

0

Euroliga: Real i Barcelona razy dwa

Euroliga | 17.04.2014 22:46

Po dwóch spotkaniach fazy ćwierćfinałowej oba zespoły z ligi ACB mają po dwa zwycięstwa na swoim koncie. Real ponownie pokonał u siebie Olympiakos Pireus, tym razem 82:77, a FC Barcelona bez problemu uporała się z Galatasaray Stambuł, osłabionym brakiem kontuzjowanego Carlosa Arroyo. Maciej Lampe rozegrał dziś w stolicy Katalonii osiem minut i zdobył dwa punkty.

Dzisiejszy mecz przebiegał analogicznie do wtorkowego. Real na początku wypracował sobie nieznaczną przewagę, którą potem utrzymywał przez resztę spotkania. Olympiakos próbował wszystkiego, ale obrońcy tytułu mistrzowskiego nie byli w stanie doprowadzić do wyrównania. Najlepiej w zespole gospodarzy zaprezentował się były gracz greckiej ekipy Ioannis Bourousis, który zanotował double-double z 19 punktami i 10 zbiórkami. Rudy Fernandez zdobył 15, a Nikola Mirotić 14 "oczek". 18 punktów dla gości zdobył Vassilis Spanoulis.
Stan rywalizacji: 2:0 dla Realu. Kolejne spotkanie w poniedziałek, 21 kwietnia.
 

Real Madryt - Olympiakos Pireus 82 : 77

(30:23, 23:21, 17:18, 12:15)

Po urazie lewego kolana, jakiego Carlos Arroyo doznał w ostatnim meczu w Barcelonie, Galatasaray musiało sobie dziś radzić bez niego w walce o pierwsze zwycięstwo w ćwierćfinale. Wobec absencji swojego najlepszego zawodnika Turcy nie byli w stanie nawiązać walki z faworyzowaną drużyną gospodarzy. Przyjezdni zaprezentowali koszykówkę o dwie klasy słabszą od Barcelony. Brad Oleson zdobył 14 punktów, a Alejandro Abrines 13, trafiając za trzy przy skuteczności 100% (3/3). Po stronie Galatasaray Henry Domercant zanotował 11 "oczek".
Stan rywalizacji: 2:0 dla Barcelony. Kolejne spotkanie w niedzielę, 20 kwietnia.

FC Barcelona Regal - Galatasaray Stambuł 84 : 63

(21:8, 22:17, 18:16, 23:22)

 

0

PLK: Bez zawieszeń w PGE Turowie

PLK | 17.04.2014 16:37

Koszykarze Tony Taylor i Damian Kulig oraz fizjoterapeuta Maciej Żmijewski nie naruszyli przepisów antydopingowych oraz Regulaminu Dyscyplinarnego PZKosz.

 - Sędzia Dyscyplinarny PLK współpracował z Komisją do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Sprawa była skomplikowana i potrzebny był czas na jej wyjaśnienie. Po analizie zebranych materiałów Sędzia uznał, że są one niewystarczające, aby jednoznacznie stwierdzić, że doszło do naruszenia przepisów antydopingowych - mówi Michał Pacuda, PR Manager Polskiej Ligi Koszykówki.

Przypomnijmy, iż cała sprawa rozpoczęła się po upublicznieniu w internecie anonimowego filmu, na którym Kulig i Taylor są poddawani infuzji dożylnej. Zgodnie z przepisami jest ona niedozwolona, jeśli objętość podawanych płynów przekracza 50 ml. Komisja antydopingowa nie znalazła dowodu na to, że graczom podano więcej niż 50 ml.

0

NBA: Wiemy z kim Gortat zagra w play-off

NBA | 17.04.2014 09:00

Marcin Gortat i Washington Wizards zagrają w play-off NBA z Chicago Bulls. To efekt rozstrzygnięć ostatniego rundy zasadniczej NBA.

Wizards niespodziewanie zakończyli tę fazę rozgrywek na 5. miejscu. Pozwoliło im na to pewne zwycięstwo 118:102 (15 punktow, 10 zbiórek Gortata) z Celtics w Bostonie i jednoczesna porażka Brooklyn Nets aż 85:114 w Cleveland z Cavaliers. Tymczasem w walce o trzecią lokatę przegrywały obie zainteresowane ekipy. Toronto Raptors nie dali rady New York Knicks ulegając im 92:95, a Chicago Bulls po dogrywce przegrali 86:91 z Charlotte Bobcats. Raptors i Bulls mogą na koniec pochwalić się takim samym bilansem, ale zespół z Kanady uplasował się wyżej dzięki lepszym wynikom w meczach ze wszystkimi drużynami Konferencji Wschodniej.

Tymczasem na Zachodzie dogrywka zadecydowała o tym, że siódma lokata przypadła Memphis Grizzlies. Niedźwiadki wygrały 106:105 z Dallas Mavericks, którzy spadli na ósmą lokatę i zmierzą się w play-offach w derbach Teksasu z San Antonio Spurs.

Tabele rundy zasadniczej:

WSCHÓD


1. Indiana 56 26 68%
2. Miami 54 28 66%
3. Toronto 48 34 58,5%
4. Chicago 48 34 58,5%
5. Washington 44 38 53,7%
6. Brooklyn 44 38 53,7%
7. Charlotte 43 39 52%
8. Atlanta 38 44 46%
9. NY Knicks 37 45 45%
10. Cleveland 33 49 40%
11. Detroit 29 53 35%
12. Boston 25 57 30%
13. Orlando 23 59 28%
14. Philadelphia 19 63 23%
15. Milwaukee 15 67 18%

ZACHÓD

1. San Antonio 62 20 75%
2. Oklahoma City 59 23 72%
3. LA Clippers 57 25 69%
4. Houston 54 28 65,9%
5. Portland 54 28 65,9%
6. Golden State 51 31 62%
7. Memphis 50 32 61%
8. Dallas 49 33 59%
9. Phoenix 48 34 58%
10. Minnesota 40 42 48%
11. Denver 36 46 43%
12. New Orleans 34 48 41%
13. Sacramento 28 53 34%
14. LA Lakers 27 55 32%
15. Utah 25 57 30%

Pary 1. rundy play-off:

Konferencja Wschodnia:


Indiana Pacers - Atlanta Hawks (pierwszy mecz 19 kwietnia)
Miami Heat - Charlotte Bobcats (pierwszy mecz 20 kwietnia)
Toronto Raptors - Brooklyn Nets (pierwszy mecz 19 kwietnia)
Chicago Bulls - Washington Wizards (pierwszy mecz 20 kwietnia)

Konferencja Zachodnia:

San Antonio Spurs - Dallas Mavericks (pierwszy mecz 20 kwietnia)
Oklahoma City Thunder - Memphis Grizzlies (pierwszy mecz 19 kwietnia)
Los Angeles Clippers - Golden State Warriors (pierwszy mecz 19 kwietnia)
Houston Rockets - Portland Trail Blazers (pierwszy mecz 20 kwietnia)

Wyniki spotkań ostatniego dnia:

Charlotte Bobcats - Chicago Bulls 91 : 86

(16:21, 27:18, 16:21, 21:20)


Orlando Magic - Indiana Pacers 86 : 101

(20:25, 20:21, 22:29, 24:26)


Memphis Grizzlies - Dallas Mavericks 106 : 105

(29:24, 22:29, 24:20, 18:20)


Milwaukee Bucks - Atlanta Hawks 103 : 111

(39:29, 24:29, 20:24, 20:29)


Minnesota Timberwolves - Utah Jazz 130 : 136

(17:31, 31:20, 22:29, 37:27)


New Orleans Pelicans - Houston Rockets 105 : 100

(28:30, 25:20, 27:28, 25:22)


Oklahoma City Thunder - Detroit Pistons 112 : 111

(28:30, 26:25, 24:32, 33:24)


San Antonio Spurs - Los Angeles Lakers 100 : 113

(23:33, 28:18, 24:35, 25:27)


Boston Celtics - Washington Wizards 102 : 118

(24:38, 32:30, 19:23, 27:27)


Cleveland Cavaliers - Brooklyn Nets 114 : 85

(33:21, 18:28, 30:15, 33:21)


Miami Heat - Philadelphia 76ers 87 : 100

(27:29, 24:26, 15:29, 21:16)


New York Knicks - Toronto Raptors 95 : 92

(21:28, 23:29, 30:17, 21:18)


Portland Trail Blazers - Los Angeles Clippers 110 : 104

(37:29, 31:23, 14:33, 28:19)


Sacramento Kings - Phoenix Suns 99 : 104

(24:21, 23:26, 27:24, 25:33)


Denver Nuggets - Golden State Warriors 112 : 116

(27:36, 25:30, 28:22, 32:28)

0

Euroliga: Dwa mecze, dwie dogrywki

Euroliga | 17.04.2014 00:07

Środa w Eurolidze upłynęła pod znakiem wielkich emocji w halach w Mediolanie i Moskwie. Maccabi Tel Awiw pokonało po dogrywce Emporio Armani 101:99, a CSKA wygrała 77:74 z Panathinaikosem Ateny, w tym spotkaniu do wyłonienia zwycięzcy również potrzebny był dodatkowy czas gry.

CSKA Moskwa musiało sobie dziś radzić bez serbskiej gwiazdy Milosa Teodosica. To jednak nie przeszkodziło im w odniesieniu zwycięstwa w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowej serii z Panathinaikosem Ateny. Cały mecz był niezwykle wyrównany, wynik oscylował w okolicach remisu, choć w ostatniej minucie czwartej kwarty oba zespoły miały szansę na zapewnienie sobie zwycięstwa i uniknięcie dogrywki. W dodatkowym czasie gry dla Panathinaikosu trafił tylko Zach Wright. Po stronie gospodarzy punkt zdobył Victor Khryapa, a cztery "oczka" padły łupem Sonny'ego Weemsa. Dimitris Diamantidis próbował jeszcze doprowadzić do drugiej dogrywki, ale spudłował rzut za trzy punkty. Weems zdobył w całym meczu 21 punktów, zanotował też sześć zbiórek i pięć asyst.

CSKA Moskwa - Panathinaikos Ateny 77 : 74

(21:14, 19:19, 18:23, 14:16)


Choć Emporio Armani prowadził już 82:70 na cztery minuty przed końcem czwartej kwarty, to Maccabi było w stanie doprowadzić do wyrównania. Keith Langford rzucał osobiste przy stanie 86:87 kiedy na zegarze pozostało zaledwie 0,7 sekundy, ale trafił tylko pierwszy i do wyłonienia zwycięzców potrzebna była dogrywka. Dodatkowy czas gry lepiej rozpoczęło Maccabi, które wyszło na prowadzenie 87:91. Po trzech minutach było już 96:95 dla gospodarzy, ale goście nie odpuścili. Ricky Hickman nie mylił się z linii rzutów wolnych. W jednej z ostatnich akcji Langford stracił piłkę na rzecz Alexa Tyusa i przyjezdni prowadzili 96:99. Na dwie sekundy przed końcem dogrywki rozgrywający ekipy z Mediolanu wykonywał rzuty osobiste przy stanie 98:101. Pierwszy trafił, a drugi spudłował licząc na zbiórkę Gani Lawala, którego rzut spod kosza miał doprowadzić do kolejnej dogrywki. Niestety plan się nie powiódł. Lawal co prawda zdołał zebrać piłkę, ale zaraz po tym padł na parkiet i nie był już w stanie choćby wykonać rzutu. Ricky Hickman był najlepszym zawodnikiem na parkiecie i w całym meczu zdobył dla gości 26 punktów.

EA7 Emporio Armani Mediolan - Maccabi Electra Tel Awiw 99 : 101

(23:19, 24:23, 23:16, 17:29)



Kolejne mecze w obu parach w najbliższy piątek.

0

II liga, gr. A: Noteć nie mówi ostatniego słowa

2L | 16.04.2014 21:22

Nie koniec emocji w rywalizacji Noteci Inowrocław z Legią Warszawa. W 2. meczu finałowym zespół Noteci ograł graczy ze stolicy 79:59. Legioniscie nie zdołali zatrzymać w ataku 26-letniego Grzegorza Jankowskiego, który uzbierał 22 punkty. W Legii, aż 10 rzutów przestrzelił jeden z liderów - Andrzej Paszkiewicz. 

KSK Noteć Inowrocław - Legia Warszawa 79 : 59

(16:23, 30:16, 16:9, 17:11)

 

0

TBLK: Pierwszy mecz dla Wisły

BLK | 16.04.2014 21:14

Wisła Can Pack Kraków lepsza od CCC Polkowice 56:47 - w pierwszym meczu finałowym Tauron Basket Ligi Kobiet. W drużynie gospodyń prym wiodła Justyna Żurowska - 17 punktów. W rywalizacji toczącej się do trzech zwycięstw Biała Gwiazda prowadzi 1-0. Mecz numer dwa odbędzie się w czwartek o godzinie 18:00 w hali przy ulicy Reymonta 22.

Wisła Can-Pack Kraków - CCC Polkowice 56 : 47

(16:11, 15:5, 11:19, 14:12)

 

0

II liga, gr. B: Będzie trzeci mecz

2L | 16.04.2014 21:07

Nadal nie wiadomo, kto wywalczy awans w 2. lidze grupie B. W drugim meczu zespół GTK Gliwice przegrał z GKS-em Tychy 68:75, co oznacza trzeci decydujący mecz. W środę przyjezdnych do zwycięstwa poprowadził Tomasz Bzdyra - 16 punktów i 11 zbiórek.

GTK Fluor Gliwice - GKS Tychy 68 : 75

(23:20, 11:14, 22:22, 12:19)

 

Najciekawsze tweety